Strona wŁaskarzewie.pl działa już 3 lata!

Dziś, 3 sierpnia 2022 r. mija równo 3 lata od powstania strony wŁaskarzewie.pl. W tym czasie opublikowanych zostało ponad 50 artykułów o sprawach Łaskarzewa, oraz kilkadziesiąt innych materiałów publicystycznych, pochodzących głównie ze strony PostPolityka.pl. W pierwszym tekście z 3 sierpnia 2019 zatytułowanym Pro publico bono! napisałem, że „istotne są relacje osobiste, jednak gdy w grę wchodzą kwestie podstawowe, jak prawda, znajomości i przyjaźnie muszą zejść na dalszy plan”. Tak jest do dziś. Na stronie wŁaskarzewie.pl publikuję artykuły podejmujące tematy przemilczane przez innych. Tu przeczytacie o sprawach Łaskarzewa, o których inni boją się mówić, i (czasami) pomyśleć.

Foto: Licencja Creative Commons

Przyznać muszę, że bezpośrednią inspiracją do uruchomienia strony wŁaskarzewie.pl był artykuł z maja 2019 r. opublikowany w portalu Wyborcza.pl. Tekst został opracowany w oparciu o wypowiedzi „mieszkanek Łaskarzewa z Koła Gospodyń ‘Serbianki’, jak głosił podpis pod jednym ze zdjęć. Materiał zatytułowany „Eurowybory daleko od szosy” był i nadal jest, w mojej ocenie, oburzający, szkalujący i obraźliwy dla Łaskarzewa oraz mieszkańców, pełen przekłamań, wyolbrzymień, lewicowej ideologii i taniej propagandy.

W obrazie wykreowanym wówczas przez Serbianki, Łaskarzew to ciemnogród, zdominowany głównie przez PiS, w którym narrację narzucają politycy tej partii, wykorzystując naiwność mieszkańców łasych „500 plus”. Próżno tu szukać europejskich standardów (chociaż podobno „dziewczyny mają czarnoskórych mężów”), poza pojedynczymi plakatami Danuty Hubner i Jarosława Kalinowskiego.

Zgodnie z zaproponowaną w artykule narracją, łaskarzewiacy to pijusy, którzy nie robią nic innego tylko „wystają pod sklepami”, a po godz. 15 nie można się z nimi porozumieć, bo pijani. Serbianki zaś to Europejki, na poziomie, dogłębnie rozumiejące nasze problemy, np. „żeby w Polsce był tańszy angielski”. Nie zabrakło negatywnych aluzji w odniesieniu do Kościoła.  

W reakcji na paszkwil opublikowany w Wyborczej powstał tekst Miasto zdolnych ludzi, który przeczytało kilka tys. osób.

Rok pełen… afer

W ostatnim roku na stronach wŁaskarzewie.pl mgliście się państwo zapoznać z problemami i sprawami, o których nie przeczytalibyście nigdzie indziej. To dzięki publikacji tekstu Halowy zawrót głowy, czyli chaos, kłótnie i brak procedur burmistrz Laskowska zwołała w popłochu „konsultacje społeczne” – fikcyjne w gruncie rzeczy ale jednak. Na stronach wŁaskarzewie.pl przeczytaliście Państwo teksty o kosztownych parodiach inwestycyjnych w postaci „tężni solankowej” czy „wiacie rustykalnej” na Rynku Dużym. Tylko tu mogliście się Państwo dowiedzieć, ile na „doradę gospodarczego” wydaje burmistrz Laskowska, ile zamierza przeznaczyć na przebudowę Dużego Rynku oraz termomodernizację budynku przy ul. Alejowej 13. Te dwie ostatnie „inwestycje” możemy, w mojej ocenie, zaliczyć do kategorii największych afer w historii naszego miasta.

Podczas niedawnej sesji Rady Miasta burmistrz Laskowska stwierdziła, że w ostatnim roku ubyło około 100 mieszkańców w stosunku do roku poprzedniego. Nasze miasto niestety umiera, nie tylko w wymiarze demograficznym ale również w wymiarze gospodarczym, kulturowym, sportowym, rekreacyjnym.

W rozmowach z łaskarzewiakami często słyszę to samo: „to miasto ma ogromny potencjał, który od ponda 33 lat jest sukcesywnie marnotrawiony i zaprzepaszczany przez kolejne ekipy”. Będąc łaskarzewiakiem z dziada pradziada trudno mi się z takim stanem rzeczy pogodzić.

Dlatego strona wŁaskarzewie.pl działa i będzie działać dalej. W najbliższych dniach i tygodniach publikowane będą teksty, od których zakręci się Państwu w głowach. I które, mam nadzieję, zmobilizują Państwa do działania o lepsze miasto dla nas wszystkich. Nie tylko dla wąskiej grupki zadowolonych z siebie „polityków”, „społeczników” i „działaczy”.

Sławomir A. Danilczuk

Burmistrz oderwana od rzeczywistości – radni milczą

Z łaskarzewiakami rozmawiam niemal codziennie, przy różnych okazjach – podczas prywatnych spotkań, spacerów, przejażdżek rowerowych, na zakupach, na lokalnych imprezach czy nawet na cmentarzu. Zdecydowana większość wypowiedzi składa się w dosyć jednorodny przekaz: „w Łaskarzewie dzieje się bardzo źle, burmistrz jest oderwana od rzeczywistości, w urzędzie nie ma z kim rozmawiać, a radni udają, że wszystko jest w porządku, milczą i załatwiają tylko swoje sprawy”. Z własnego doświadczenia oraz informacji od mieszkańców wiem, że są też tacy radni, którzy bezpardonowo atakują każdego, kto ma inne zdanie niż burmistrz Laskowska i jej świta.

Foto: Facebook UM Łaskarzew

Trudno jednoznacznie stwierdzić, co burmistrz Laskowskiej obiecali politycy z Warszawy. Możemy się tylko domyślać, że roztoczono przed nią wizję ogólnopolskiej kariery parlamentarnej – od kilku lat zachowuje się ona tak, jakby była już panią senator czy poseł na Sejm RP z ramienia PiS. Swoimi kolejnymi decyzjami oraz szeregiem zaniechań potwierdza, że jest bardziej zainteresowana opinią warszawskich polityków niż zdaniem mieszkańców miasta, którzy wybrali ją na urząd. Burmistrz Laskowska realizuje program: Kariera polityczna kosztem Łaskarzewa.

Znajduje to swoje odzwierciedlenie w realizacji przez Urząd szeregu wydumanych, bezsensownych, nieprzydatnych z punktu widzenia mieszkańców inwestycji i wydatków, których jedyną zaletą jest to, że dobrze będą się prezentować w folderach wyborczych w kolejnej kampanii.

Przykłady? Bardzo proszę: tężnia solankowa za prawie 140.000 zł; przystanek autobusowy za prawie 80.000 zł; wydatki na dokumentację termomodernizacji OSP: prawie 80.000 zł; innego rodzaju bezużyteczne koncepcje: ponad 50.000 zł; wydatki na doradcę ekonomicznego który podobno załatwia dla miasta różne sprawy: około 150.000 zł; i cała masa innych, pomniejszych wydatków. Ponad 500.000 zł zmarnowanych środków z punktu widzenia mieszkańców Łaskarzewa w zaledwie 3 lata.

Tymczasem pieniędzy nie ma na tak podstawowe inwestycje, jak załatanie ulic, chodników i utrzymanie na nich czystości, zapewnienie dzieciom miejsc w przedszkolu czy odnowienie istniejącej hali sportowej – nowej hali nie będzie jeszcze przez następne 3-4 lata. Ponad 600 łaskarzewskich dzieci będących w wieku szkolnym ma do dyspozycji obiekt z brudnymi ścianami, starymi sanitariatami i zapadającą się podłogą.

Przebieranki burmistrz Laskowskiej

Lans z warszawskimi politykami jest jedną z kluczowych aktywności burmistrz Laskowskiej. Z Warszawą zdaje się wiązać swoje nadzieje na przyszłą karierę. Częściej przebywa z politykami z partii rządzącej niż z mieszkańcami miasta, którzy obdarzyli ją zaufaniem i powierzyli jej najważniejszy urząd. Brak bezpośredniego kontaktu z łaskarzewiakami, brak jakiejkolwiek reakcji na to czego tak naprawdę mieszkańcy oczekują, unikanie rozwiązywania realnych problemów naszego miasta może świadczyć o tym, że burmistrz Laskowska Łaskarzewa nie rozumie, a zwykłych mieszkańców naszego miasta po prostu się boi, albo ich nie lubi.

Niestety zwyczaje swojej pryncypałki kopiuje część urzędników, radnych oraz grono popleczników, którym się wydaje, że na tym właśnie polega działalność publiczna.

Poza przymilaniem się do warszawskich polityków, burmistrz Laskowska specjalizuje się w przebierankach. Żeby zyskać przychylność lokalnej społeczności jest gotowa wcielić się w rolę Ciotki Klotki, pomponiarki, strażaczki, czy nawet Sierotki Marysi. Jakże myli się burmistrz Laskowskiej, jeśli jej się wydaje, że właśnie przebieranek pod publiczkę i ciastek z cynamonem oczekują od niej mieszkańcy Łaskarzewa.

Łaskaskarzewiacy od włodarzy, radnych i urzędników oczekują efektywnej pracy, zrozumienia ich potrzeb i rozwiązywania realnych problemów – zarówno tych codziennych, doraźnych, jak i tych długofalowych.

Przebieranki, udawanki, działania pozorowane, bezużyteczne „inwestycje”, które nadają się tylko do umieszczenia w folderach wyborczych to za mało, żeby dobrze zarządzać miastem. Burmistrz Laskowska coraz bardziej „odkleja się” (mówiąc językiem młodzieży) od łaskarzewskiej rzeczywistości, a wraz z nią odklejają się jej urzędnicy.

Radni są bierni ale wierni, siedzą cicho i boją się narazić. Wybrani przez łaskarzewiaków powinni reagować. Powinni godnie i odpowiedzialnie reprezentować swoich wyborców. Niestety tak nie jest. Wystarczy przejrzeć obrady Rady Miasta z ostatnich kilkunastu miesięcy.

Im bliżej wyborów, parlamentarnych i samorządowych, tym więcej będziemy widzieli zdjęć z warszawskimi i powiatowymi politykami. Coraz więcej będzie też zapowiedzi inwestycji i działań ze strony miejskich włodarzy, którymi będzie można się pochwalić w wyborczych folderach. Łaskarzewiacy znów będą zostawieni sami sobie.

Nie ma Łaskarzew szczęścia do Ojców Miasta” – słyszę w rozmowach z mieszkańcami. Od siebie mogę dodać, że nie ma też szczęścia do Matek.

Sławomir Danilczuk

Jak tu jest, i jak nam się wydaje, że jest

Jeśli porozmawiać z mieszkańcami Łaskarzewa, kilka tematów pojawia się bardzo często. Przede wszystkim łaskarzewiacy stawiają pytania: „dlaczego nic tu się nie dzieje?” „dlaczego nie ma nowych inwestycji?”, „jeśli już jakieś są, to dlaczego nie na Kępkach, Pasterniku, w Małpim Gaju, Alejkach, czy na terenach dawnego Świtu?” I „dlaczego nie powstają tu nowe, prężne firmy, nowe miejsca pracy?”

Foto: SAD

Łaskarzew trudno jest dziś zdefiniować. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu i dawniej było to prężnie funkcjonujące miasteczko rzemieślnicze i handlowe różnych branż, skupione wokół produkcji obuwia, z dużą liczbą małych sklepików, dominującym zakładem produkcyjnym Pollena, dwiema szkołami, przedszkolem, młynem, piekarnią, klubem sportowym i parafią. Działało Kino Promnik, Klub Bajka, Restauracja Rycerska. Ludzie pracowali niezwykle ciężko, ale żyło im się godnie i dostatnio. Każdy, kto tylko chciał podjąć pracę mógł to zrobić, i naprawdę przyzwoicie zarabiać.

Obecnie poza nową stacją benzynową, dwiema większymi stacjami obsługi pojazdów, fabryką opakowań, Polleną i rozbudowaną firmą  „K.W.S. Żabczyńscy” pozostało dosłownie kilka większych zakładów produkcji obuwia. Drobni producenci i ich podwykonawcy musieli zamknąć działalność. Podupadły sklepy obuwnicze. Sklepikom spożywczym wiedzie się równie kiepsko po uruchomieniu marketu przy Warszawskiej, a następnie Biedronki na Pasterniku.

Brak gospodarki, brak kultury, brak tożsamości

W Łaskarzewie udało się skutecznie wygasić i handel i rzemiosło. Przez ponad 30 lat nie udało się jednak uruchomić żadnej innej gałęzi gospodarczej, dzięki której nasze miasteczko zyskałoby należną pozycję ekonomiczną, a mieszkańcy nowe miejsca pracy. Gdy nie ma dobrze funkcjonującej gospodarki, nie może rozwijać się kultura, czego Łaskarzew jest przykładem idealnym. Brak silnej gospodarki skutkuje brakiem kultury, a co za tym idzie, niemożnością odbudowania tożsamości miasta.

O to, dlaczego zamiast fabryki Sante zatrudniającej kilkuset pracowników jak w Sobolewie, mamy wysypisko śmieci w Dworskiej Choinie (Najbardziej opłacalnym towarem miały być śmieci), gdzie tak naprawdę nie wiadomo co jest składowane – należy zapytać poprzednich włodarzy. O to, dlaczego tężnia solankowa powstała na Rynku Głównym, zamiast w Małpim Gaju albo w Alejkach, i dlaczego nie potrafiono wybudować prawidłowo tak prostego obiektu w sposób, który zapewniłby prawidłowe funkcjonowanie – należy pytać obecnie urzędującą burmistrz Annę Laskowską.

Dlaczego nie może być lepiej?

Dlaczego nasze miasto, pomimo posiadania unikalnej lokalizacji, bliskości komunikacji kolejowej, dostępu do jednej z najczystszych niegdyś rzek w Polsce, otaczających miasteczko terenów leśnych, bliskości Warszawy, oraz wielu naprawdę zdolnych mieszkańców, stacza się po równi pochyłej? Dlaczego zamiast rozwoju obserwujemy postępującą degradację miasteczka, które mogłoby funkcjonować i wyglądać kwitnąco?

Wbrew pozorom odpowiedź jest niezwykle prosta: Łaskarzew, jako miasto, nie posiada niczego do zaoferowania potencjalnym inwestorom, oraz własnym mieszkańcom. Łaskarzew, jako miasto (a co za tym idzie – mieszkańcy) nie jest właścicielem żadnych strategicznie istotnych obiektów i nieruchomości, które mogłyby wpływać na rozwój naszej miejscowości. Poza budynkiem Urzędu Miasta, oczywiście.

Jakkolwiek wielu łaskarzewiakom wydaje się, że „Miasto DUŻO może”, okazuje się, że „Miasto nie może NIC”, poniważ nie jest właścicielem NICZEGO.  

Nie wierzycie drodzy łaskarzewiacy?

Zatem po kolei… Strategiczne z punku widzenia funkcjonowania i rozwoju miasta nieruchomości: Alejki, dawne Ligówki (dawne boisko piłkarskie), Kępki, Pasternik (przy rzece nadal prawie cały), Małpi Gaj, tereny nad rzeką przy zakładzie kamieniarskim, okoliczne lasy i łąki – wszystko to w swoich rękach trzyma i od lat korzyści czerpie Spółka Dla Zagospodarowania Wspólnoty Gruntowej w Łaskarzewie, zwana potocznie „Wspólnotą Gruntową”. Miasto Łaskarzew palcem nie może kiwnąć w sprawie tych gruntów bez zgody grupy „leśnych dziadków”, w środowisku których dobrze osadzeni są byli burmistrzowie Miasta Łaskarzew – tak, to nie żart.

Dalej… Dawne Kino Promnik, pomieszczenia Klubu Bajka i Biblioteki Miejskiej, pomieszczenia nad Bajką – wszystko to należy do prywatnego Stowarzyszenia Ochotnicza Straż Pożarna w Łaskarzewie, które traktuje zachowuje się jak zarządcy prywatnego folwarku. Popis wiedzy, stosunku do wspólnoty lokalnej i „społecznikowskiej postawy” dał niedawno starszy brygadier Dariusz Sadkowski podczas XLII Sesji Rady Miasta. Z jego wypowiedzi wynika wprost, że „miasto musi, ale nic nie może”.

Tereny dawnego Ośrodka Wypoczynkowego Świt oraz budynki dawnej Restauracji Rycerska i rozlewni oranżady znajdują się w dyspozycji prywatnych właścicieli.

I na koniec „truskaweczka na torcie”: zlokalizowana w Alejkach łaskarzewska Stodoła. Tu rządzą i dzielą Serbianki, czyli kolejne stowarzyszenie prywatne Koło Gospodyń „Serbianki” w Łaskarzewie, które włada stodołą. Serbianki stodołą władają, ale większość rachunków przez lata opłacał Urząd Miasta, czyli wszyscy łaskarzewiacy.

Mieszkańcy „miasta zdolnych ludzi” muszą sobie radzić „w krainie prywatnych spółek i stowarzyszeń”. O układach nieformalnych nie wspominając.

Sławomir Danilczuk

Miasteczko do wygaszenia

W Łaskarzewie dzieje się źle. Od lat. A będzie dziać się jeszcze gorzej. Problem w tym, że nikt dotąd o tym głośno nie mówił, nie pisał, nie poddawał analizie, nie wytykał błędów. Ilość zaniedbań, bezmyślności, cynizmu, prywaty czy zwykłej głupoty rządzących miastem może przytłaczać. Wielu znajdujących się „w układzie władzy” stawia sobie za cel, żeby robić dobrą minę do złej gry i oswajać łaskarzewiaków z bylejakością. Część mieszkańców zdaje się z tą bylejakością godzić.

Foto: Pixabay.com

Od przejęcia władzy przez obecną ekipę minęły prawie 4 lata. Co w tym czasie się zmieniło? Jakie zmiany strukturalne zaproponowano czy wprowadzono? Czy łaskarzewiakom żyje się lepiej? Czy mają perspektywę na rozwój w swoim rodzinnym mieście dla siebie i dla swoich dzieci? Jaki pomysł na rozwój Łaskarzewa zaprezentowały mieszkańcom obecne władze?

Palenie ognisk i grillowanie w okolicznych lasach  – inicjatywa „redaktora naczelnego Naszych Spraw” – nie może być odpowiedzią na brak miejsc pracy i konieczność dojazdów wielu mieszkańców do pracy np. w Warszawie.

Niemal 3 lata temu w tekście Miasto Zdolnych Ludzi postawiłem trzy proste, zasadnicze pytania:

Z czego jest znany dzisiejszy Łaskarzew?

Z jakich konkretnie powodów łaskarzewiacy mogą czuć się dziś dumni?

Z jakich konkretnie powodów ktokolwiek chciałby lub marzyłby, żeby zamieszkać w Łaskarzewie?

Czy obecna ekipa przynajmniej zbliżyła się do odpowiedzi na powyższe pytania? Podjęła próbę, wysiłek, żeby zdiagnozować problem i zaproponować rozwiązania?

Dziś dodałbym jeszcze dwa pytania:

Co zmieniło się na plus w naszym mieście przez ostatnie 30 lat?

Jakie są perspektywy dla Łaskarzewa za 5, 10, 15, 20, 30 lat?

Perspektywa wycinki drzew i wybetonowania Rynku Dużego za ponad 2 miliony zł poprawi sytuację jedynie firmy budowlanej – wykonawcy, dostawców nowych latarni, ławeczek i koszy na śmieci – oni z pewnością dobrze zarobią.

Listę dokonań obecnej ekipy otwierają: tężnia za 130 tys. zł (plus 30 tys. zł rocznie na jej utrzymanie), rustykalna wiata przystankowa za 80 tys. zł, plac zabaw na Małym Rynku, wyremontowana ul. Nowa po 30 latach… Stacja PKP, której budową próbowało chwalić się Miasto, a do czego nie przyłożyło ręki.

Do rangi symbolu urasta wygaszenie Łaskarzewa pomiędzy północą a trzecią nad ranem. Przynajmniej przestępczość będzie miała szansę tu zakwitnąć.

Sławomir Danilczuk

Miasto społeczników i braku perspektyw

W Łaskarzewie przyjęło się, że na pewne tematy się nie rozmawia, że o niektórych sprawach głośno się nie mówi. Nawet o tych najważniejszych z puntu widzenia rozwoju miasta i życia prawie 5 tys. mieszkańców. Takich obszarów jest kilka – znają je wszyscy łaskarzewiacy. Przykłady? Strażacy, Wspólnota Gruntowa, Serbianki, Stowarzyszenie CIA, „gazeta łaskarzewska” Nasze Sprawy, staw i rzeka Promnik, oraz kilka innych organizacji i osób publicznych. Każdy mieszkaniec zgłaszający problemy, zadający trudne pytania, jest natychmiast atakowany i zastraszany. „Społecznicy” wyżej stawiają interesy wąskich grup niż szeroko pojmowany interes społeczny naszego miasta.

Rynek Duży, Łaskarzew, gruzowisko po fontannie miejskiej. Foto: SAD

W Łaskarzewie jest jak w filmie Rejs: „Dopuszczanie do krytyki, panie, to nikomu nie podoba się […] Tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było… tylko aplauz i zaakceptowanie…”

100 obrażonych strażaków

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta padło kilka ciekawych stwierdzeń i sformułowań. Radny Łukasz Laskowski stwierdził, że niektórzy społecznicy, w tym strażacy „szykują się” na piszącego te słowa. „Obrażasz społeczników, ludzi którzy poświęcają swój czas, społecznie działają, tak jak strażacy…” – stwierdził radny Laskowski.

Referujący w imieniu Stowarzyszenia Ochotnicza Straż Pożarna w Łaskarzewie kwestie dotyczące budynku Domu Strażaka przy ul. Alejowej 13, pan Dariusz Sadkowski, były komendant OSP, stwierdził:

„Czy się komuś podoba, czy się nie podoba, chcąc utrzymać bezpieczeństwo tego miasta, naszego pięknego Łaskarzewa […] gmina za to płaci. A więc ogrzewanie, oświetlenie, termomodernizacja, wymiana pokryć dachowych, wymiana okien, wymiana wszystkiego. Nieważne ile to kosztuje – to ma być zapewnione w tej jednostce.” (godz. 17:37)

I w dalszej części:

„Nikt nie będzie nam wyznaczał, które sale będą na szkolenia, które będą na toalety, i na inne rzeczy. To jest nasz budynek, i my tym budynkiem zarządzamy.” (godz. 17:49)

To jak to jest, panowie społecznicy? Tak widzicie problem infrastruktury i finansów z perspektywy interesów ogółu mieszkańców Łaskarzewa? Koszty są nieważne? Ekonomia się nie liczy? Nieważne ile kosztuje termomodernizacja? 1.7 miliona złotych, „bo wam się należy”? Miasto, czyli mieszkańcy mają płacić, nie ma znaczenia, ile? Ale „to jest wasz budynek” i „nikt wam nie będzie wyznaczał”!

Drodzy Panowie z zarządu OSP: w stosunku do mieszkańców Łaskarzewa, budżetu miejskiego i dobrze pojętego interesu społecznego prawie 5.000 mieszkańców zachowujecie się nie tylko jak „stowarzyszenie prywatne”, ale jak zarządcy prywatnego folwarku. Z pewnością będę jeszcze o tym pisał.

Pan Sadkowski opowiadał na sesji, jak to 100 strażaków jest obrażonych określeniem „prywatne stowarzyszenie”.

Z wielu rozmów jakie miałem okazję przeprowadzić z mieszkańcami naszego miasta wynika, że większość z ok. 5.000 mieszkańców jest zbulwersowana i oburzona tym, jaki stosunek do ogólnie pojętego interesu społecznego wszystkich łaskarzewiaków, i do grosza publicznego (miasto – mieszkańcy- mają płacić ale nie mają prawa głosu), prezentują zarządzający Stowarzyszeniem OSP w Łaskarzewie. Nikt tego głośno nie mówi, bo zaraz podnosi się krzyk, wrzask, obelgi, groźby, drwiny, wykluczanie – metody, o stosowaniu których pisałem już wielokrotnie.

„Szykujcie się” na walkę z poważnymi problemami

Abstrahując na chwilę od zgodności z prawem podobnych „oświadczeń”, łaskarzewscy społecznicy nie powinni „szykować się” na walkę z dziennikarzami, innymi społecznikami czy mieszkańcami zadającymi niewygodne pytania. Społecznicy powinni „szykować się” na walkę z poważnymi problemami naszego miasta oraz patologiami władzy, których w łaskarzewskiej rzeczywistości jest pełno.

Ilu łaskarzewskich „społeczników”, ile razy, podejmowało działania na rzecz rozbudowy przedszkola Leśny Zakątek? Wystarczyłoby 1 mln zł, żeby dobudować 250 m2 budynku, co dałoby 5 pełnowymiarowych, dodatkowych sal dla łaskarzewskich maluchów. Zamiast motywować burmistrz Laskowską do rozbudowy przedszkola, łaskarzewscy „społecznicy” lobbują za wydaniem 1.7 miliona zł na „termomodernizację”. Z rozmów z osobami znającymi sprawę wiem, że większość z nich uważa, że to wydatek w dużej mierze absolutnie zbędny.

Ilu łaskarzewskich „społeczników”, ile razy, podejmowało działania na rzecz zwrotu łaskarzewskich Alejek, Małpiego Gaju, Pasternika, i innych strategicznych nieruchomości, na rzecz Miasta? Ilu było odważnych, żeby podjąć takie działania wobec wszechwładnej Wspólnoty Gruntowej, której członkami, i we władzach której zasiada troje byłych burmistrzów Łaskarzewa?

Czyżby byli burmistrzowie nie rozumieli, że blokowanie strategicznych nieruchomości przez „leśnych dziadków” dusi i ogranicza Łaskarzew? Będę jeszcze o to pytał naszych włodarzy.  

Ilu łaskarzewskich „społeczników”, ile razy, podejmowało działania, żeby do Miasta powróciła położona w Alejkach Stodoła? Tak, żeby była żywym miejscem kultury przez cały rok, dla łaskarzewskiej młodzieży, a nie skansenem, „martwą Stodołą” otwartą 4 razy do roku „od wielkiego dzwonu”? Pisałem o tym 3 lata temu w tekście „Miasto zdolnych ludzi”. Od tego czasu nic się nie zmieniło.

Panie radny Łukaszu Laskowski, panie Dariuszu Sadkowski, panowie strażacy, ile interwencji, jako społecznicy, podjęliście w powyższych, i w wielu innych kwestiach? Czyżbyście nie rozumieli, jako wieloletni społecznicy, że bez rozwiązania tych i wielu innych, kluczowych problemów, nasze miasto po prostu umrze?

Miasto bez perspektyw i przyszłości

Jeden bardziej aktywnych, internetowych obrońców obecnej władzy, powiązany rodzinnie z łaskarzewskim radnym, napisał ostatnio w mediach społecznościowych, że jemu w naszym mieście bardzo dobrze się żyje.

To prawda. Jest w Łaskarzewie grupka ok. 200 może 300 osób, najczęściej powiązanych ze środowiskami władzy i społecznikami, którym żyje się tu bardzo dobrze. Co z pozostałą grupą ponad 4.500 łaskarzewiaków?

Jeśli przyjrzeć się dyskusjom w mediach społecznościowych, to większość głosów, zwłaszcza młodych ludzi, sprowadza się do wypowiedzi: „tu nic się nie dzieje”, „nie ma gdzie pójść”, „to jest miasto bez perspektyw i przyszłości”. Młodzi ludzie przesiadują na schodkach budynków na Rynku, na parkingu przed Biedronką, na Starej Stacji. Po ciemku, bo po godz. 24.00 wyłączane jest miejskie oświetlenie .W Łaskarzewie rosną problemy z przestępczością (będę o tym szerzej pisał), z alkoholizmem, narkomanią.

Obecne władze i społecznicy zdają się tych problemów nie dostrzegać. Nie potrafią też powiązać skutków – „miasto bez przyszłości” – z prawdziwymi przyczynami tego stanu rzeczy: nierozwiązanymi od 30 lat kluczowymi problemami Łaskarzewa, o których piszę powyżej, a o których boi się nawet wspomnieć większość mieszkańców.

Z wypowiedzi łaskarzewskich działaczy, radnych i urzędników wynika, że akceptują oni miasto, w którym istnieje nieistniejące „Centrum Kultury”, prowadzona jest akcja „Noc muzeów bez muzeów” (wyp. burmistrz Laskowskiej), gdzie można zatwierdzać fikcję budowlaną, jak w przypadku tężni solankowej na Rynku Głównym. Im w Łaskarzewie żyje się dobrze.

Dlatego są gotowi zrobić bardzo wiele, żeby ten stan utrzymać jak najdłużej. Ze szkodą dla pozostałych 4.500 łaskarzewiaków.

Sławomir Danilczuk

Burmistrz i radni chcą uciszyć mieszkańców Łaskarzewa

Burzliwy chwilami przebieg miała XLII sesja Rady Miasta Łaskarzew. Obrady dotyczyły m.in. połączenia przedszkola Leśny Zakątek ze Szkołą Podstawową nr 2, budowy i funkcjonowania tężni solankowej na Rynku Głównym, czy termomodernizacji Domu Strażaka należącego do Stowarzyszenia Ochotnicza Straż Pożarna w Łaskarzewie. Zadziwienie budzi sposób zachowania części radnych, z wypowiedzi których można wnioskować, że najlepszym dla nich rozwiązaniem byłoby wprowadzenie cenzury i zakaz poruszania niewygodnych dla władz miejskich tematów. Przerywanie, zakrzykiwanie, zakazywanie mówienia na niewygodne tematy, umniejszanie, drwiny, odbieranie prawa do zabierania głosu, pogardliwe uwagi, wykluczające komentarze, wygrażanie a nawet próby zastraszenia – to metody rozmowy z mieszkańcami miasta stawiającymi trudne pytania.

XLII Sesja Rady Miasta, Foto: transmisjaobrad.info

Zabierając po raz kolejny głos podczas obrad Rady Miasta w Łaskarzewie w dniu 26 maja 2022 r. miałem wrażenie jakbym spotkał się już z podobną metodą traktowania mieszkańców, którzy nie przyjmą bezkrytycznie oficjalnych narracji burmistrz Laskowskiej i sprzyjających jej łaskarzewskich radnych.

Metody stosowane przez niektórych reprezentantów naszej społeczności przypominają te, jakie miesiącami były stosowane na facebookowej, obecnie zamkniętej grupie. Założeniem tej grupy były rozmowy o ważnych sprawach dla naszego miasta. W rzeczywistości każdy kto nie płynął z prądem, był natychmiast atakowany, obrzucany szyderstwami, drwinami, często obelgami.

Zdecydowana większość osób, która miała inne zdanie niż administratorzy, sprzyjający obecnej pani burmistrz Laskowskiej i powiązani z jej mężem, redaktorem naczelnym Naszych Spraw, byli z tej grupy wykluczani. Pisałem o tym w ubiegłym roku w artykule Debata o Łaskarzewie- szyderstwa, zastraszanie, wykluczenie”.

Metody przećwiczone w świecie wirtualnej przenoszone są w przestrzeń rzeczywistości Rady Miasta. Tak jak potwierdziłem podczas sesji Rady Miasta:

„Dobrze poinformowani mieszkańcy mówią mi, że w związku z tym, że poruszam tematy trudne i niewygodne, będą ataki na mnie (podczas sesji Rady Miasta – przyp. SD), i niektórzy radni ‘szykują się’ na mnie, i reprezentanci straży też się na mnie ‘szykują’. Takie dostaję informacje, expressis verbis, od dobrze poinformowanych mieszkańców.” (godz. 17:18 sesji)

Radny Łukasz Laskowski potwierdził te informacje podczas sesji, odpowiadając:

„Wtrąciłeś sprawę Straży, a obrażasz społeczników. I dlatego na ciebie się niektórzy szykują. Obrażasz społeczników, ludzi którzy poświęcają swój czas, społecznie działają, tak jak strażacy… (dalej niewyraźnie).” (godz. 17:19 sesji)

Obrażanie przeze mnie społeczników, w tym strażaków, będące powodem „szykowania się na mnie”, musi sprowadzać się do dwóch artykułów, jakie opublikowałem ostatnio na stronach wŁaskarzewie.pl, pt. „Termomodernizacja budynku OSP droższa niż zakup „Rycerskiej” oraz „1,7 miliona zł za „użyczenie” lokali przez OSP na 10 lat”.

„Nie obrażaj społeczników i nikt się ciebie nie będzie czepiał” – spuentował ten fragment „debaty” radny Laskowski, co zabrzmiało jak pogróżka. Obrażanie społeczników, według radnego Laskowskiego, miało się sprowadzać do nazywania organizacji w ramach, której działają „prywatnymi stowarzyszeniami”.

Mam nadzieję, że radny Laskowski, w razie potrzeby, będzie mógł potwierdzić przed stosownymi organami, kto się na mnie szykuje, kiedy, gdzie i z czym.

Najbardziej zaciekle możliwość swobodnej wypowiedzi zwalczał radny Fryderyk Głowacki.

„Panie przewodniczący, Straż jest nasza i nie może pan sobie przyjść i mówić, że ktoś się na niego szykuje. Pan Danilczuk może mówić na temat tężni, ale niech nie wcina w to Straż, prywatne nazwiska, że Łukasz ma się przypiąć łańcuchem. Proszę mówić na temat tężni, że się panu nie podoba.” (godz. 17:19 sesji)

Ciekawe stanowisko zajęła radna Elżbieta Licbarska, która stwierdziła:

„Skoro pan tak trudne tematy porusza, i wszystko się panu nie podoba, niech pan spróbuje zaryzykować w wyborach na burmistrza, i wtedy, jeżeli zostaniemy radnymi, zobaczymy czy pan będzie dobrze rządził czy nie.”

Czyżby radna Licbarska chciała powiedzieć, że głos w trudnych i ważnych sprawach miasta podczas sesji Rady, czy w mediach lokalnych, czy podczas rozmów prywatnych mogą zabierać tylko kandydaci na radnego lub burmistrza?

Moim zdaniem głos w sprawach Łaskarzewa powinni zabierać wszyscy mieszkańcy miasta, na równych prawach. Powinni mówić o sprawach dla nich ważnych, istotnych, palących, bolesnych, ciekawych, radosnych. I nie powinni być za to szykanowani, wyśmiewani, wyszydzani, atakowani, dyskredytowani, tak jak to miało już wielokrotnie miejsce w przeszłości.

Gdy mają zostać poruszane kwestie niewygodne dla burmistrz Laskowskiej i dla radnych (o szczegółach będę pisał w kolejnych tekstach), ta uderza dłonią w stół i mówi podniesionym głosem:

„Stop, ale skarga była już rozpatrywana. To nie jest moment.” (godz. 16:25 sesji).

W dalszej części debaty radny Fryderyk Głowacki wali pięścią w stół i krzyczy najpierw w kierunku przewodniczącego Rady Miasta, Leszka Bożka:

„Ja przepraszam, nie można nam zarzucać różnych rzeczy złych.”

Po czym podniesiony głos skierował w stronę poruszającego niewygodne kwestie:

„Proszę skarżyć na kogoś innego. Może na siebie pan zaskarży? Proszę powiedzieć o jakich sukcesach pan do nas przychodzi? Jest pan łaskarzewiakiem tu? Jest pan łaskarzewiakiem? Mieszka pan w Łaskarzewie? Jest pan zameldowany?”

Tak, panie radny Głowacki, jestem łaskarzewiakiem z dziada pradziada, od dziecka, chociaż urodziłem się w Warszawie.

Obowiązkiem radnych i urzędników miejskich jest odpowiednie, godne, kulturalne zachowanie wobec mieszkańców, i merytoryczne odpowiadanie na zadawane pytania. Po to właśnie zostaliście państwo wybrani, i za to od lat pobieracie publiczne pieniądze.

Sławomir Danilczuk

PS

Łaskarzewskim radnym chciałbym przypomnieć zapisy art. 23 oraz art. 23a Ustawy o samorządzie gminnym:

„Radny obowiązany jest kierować się dobrem wspólnoty samorządowej gminy. Radny utrzymuje stałą więź z mieszkańcami oraz ich organizacjami, a w szczególności przyjmuje zgłaszane przez mieszkańców gminy postulaty i przedstawia je organom gminy do rozpatrzenia.”

Ślubowanie radnych

„Wierny Konstytucji i prawu Rzeczypospolitej Polskiej, ślubuję uroczyście obowiązki radnego sprawować godnie, rzetelnie i uczciwie, mając na względzie dobro mojej gminy i jej mieszkańców.”

Drzewa i krzewy na Rynku Dużym będą wycinane

Jedno z ostatnich pięknych miejsc w Łaskarzewie – tworzony od kilkudziesięciu lat park na Rynku Dużym – już wkrótce przestanie istnieć. Znaczna część rosnących obecnie drzew i krzewów uschnie i trzeba będzie je zwyczajnie wyciąć. Takie będą następstwa uruchomienia tężni solankowej. Radni miejscy i burmistrz Laskowska udają, że nie rozumieją o co chodzi. Milczy też „ekologiczna rodzina Państwa Laskowskich”, która według zapewnień pani burmistrz złożonych podczas obrad Rady Miasta, miała być gwarantem „ekologiczności” inwestycji obecnych władz.

Rynek Duży, Łaskarzew. Tężnia solankowa i ogród roślin słonolubnych bezpośrednio pod koronami drzew.

O jednym z najbardziej bezmyślnych, kosztownych i szkodliwych dla naszego miasta projektów władz obecnej kadencji, tężni solankowej na Rynku Głównym, piszę i alarmuję od niemal roku. Problemem tej inwestycji są nie tylko kwestie estetyczne oraz wysokie koszty roczne utrzymania, wynoszące ok. 25-30 tys. zł.

Inwestycja forsowana przez burmistrz Laskowską ma poważne braki dokumentacyjno- budowlane. Nie ma dokumentacji dot. posadowienia tego obiektu – nikt nie zweryfikował podstawy fundamentowej – tężnia została wybudowana na gruzowisku po dawnej fontannie. Efekty niedbalstwa będziemy obserwować z upływem czasu.

O wiele bardziej poważnym problemem będzie wpływ tężni solankowej i ogrodu halofitów (roślin słonolubnych) na istniejącą na naszym rynku roślinność: drzewa i krzewy liściaste, i trawę – rośliny słodkolubne.

Skutek posadowienia obiektu zwiększającego zasolenie w bezpośrednim sąsiedztwie kilku pięknych, starych drzew – właściwie pod ich koronami – będzie oczywisty: zasolenie powietrza oraz gleby spowoduje, że drzewa, krzewy i trawy będą usychać. Trzeba będzie je wyciąć.

Żeby było ciekawiej „ekologiczna” inwestycja burmistrz Laskowskiej w ogród halofitów polega na tym, że w obrębie kilkudziesięciu metrów kwadratowych tuż obok tężni, wykonawca rozłożył na naturalnej trawie „agrowłókninę”, tj. materiał wykonany z polipropylenu, czyli z tworzywa sztucznego. Naturalną trawę pokryto tworzywem sztucznym (plastikiem), w tworzywie zrobiono dziury, w dziury wetknięto rośliny słonolubne (halofity), przysypano to korą, całość zostanie zalana solanką, i będzie ekologicznie. Ekologia z soli i plastiku.

Urząd Miasta zapewnia w sprawie tężni, że „charakter, program użytkowy i wielkość inwestycji nie wpływa negatywnie na istniejący drzewostan i roślinność, powierzchnię ziemi, glebę, oraz wody powierzchniowe i podziemne”. Skąd swoją wiedzę czerpią łaskarzewscy urzędnicy? Od firmy projektowej „mającej doświadczenie i uprawnienia do projektowania tego typu inwestycji” oraz „z dokumentów od wykonawcy” tężni. Wiedza na temat wpływu tężni na roślinność Urząd czerpał od podmiotów, które na tej inwestycji zarobiły.

Informacja UM Laskarzew z dnia 14.02.2022 r.

Miasto nie zlecało jakichkolwiek badań dendrologicznych dotyczących wpływu zwiększonego zasolenia na roślinność słodkolubną. Prawdopodobnie ani burmistrz Laskowska, ani radni miejscy nie dokonali nawet podstawowego przeglądu ogólnodostępnych informacji – wystarczyło otworzyć przeglądarkę i postawić właściwe pytanie.  

Oto jakie informacje na temat zwiększonego zasolenia (pochodzącego z zasolenia dróg zimą) znajdziemy na stronach Ministerstwa Edukacji Narodowej:

Zbyt duże stężenia soli w wodzie prowadzą do tego, że drzewa praktycznie nie pobierają wody – zamierają nie tyle z powodu toksycznego działania chlorków, co suszy fizjologicznej.

W Wikipedii z łatwością znajdziemy informacje dot. roślin słonolubnych:

Halofity, słonorośla, rośliny słonolubne, rośliny solniskowe, rośliny halofilne – rośliny przystosowane, dzięki odporności na zasolenie, do rozwoju na silnie zasolonym podłożu.

Wszystkim, którzy wolą „obrazki” zamiast „tekstu” polecam obejrzenie króciutkiego filmu zamieszczonego na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej, pokazującego jak sól wpływa na rozwój roślin.

Wpływ soli na rozwój roślin, źródło: ZPI

Podczas jednej z sesji Rady Miasta pani burmistrz zadeklarowała:

„Wszyscy Laskowscy są obrońcami przyrody, i zieleni, i drzew w Łaskarzewie, i wszystkich ekosystemów. I na pewno nikt z mojej rodziny nie pozwoliłby na wycinkę drzew na Rynku, ani w żadnym innym miejscu […] wszyscy mieszkańcy mogą spać spokojnie.”

Czy zatem redaktor naczelny „Niezależnej lokalnej gazety Łaskarzewa”, prywatnie mąż pani burmistrz, rozpocznie kampanię medialną w obronie skazanych na wycięcie drzew i krzewów na Rynku Głównym?

Czy członek zarządu stowarzyszenia CIA, łaskarzewski radny, prywatnie szwagier pani burmistrz, przykuje się łańcuchami do tężni i własnym ciałem osłoni drzewa przed solankowymi aerozolami, niszczącymi słodkolubną roślinność w centralnym miejscu jego rodzinnego miasta?*

Zobaczymy.

Sławomir Danilczuk

*Okoliczności rodzinne burmistrz Laskowskiej poruszam wyłącznie z dwóch powodów: po pierwsze – sama burmistrz w trybie sesji Rady Miasta użyła argumentu „swojej ekologicznej rodziny”; po drugie – wymienieni w tekście panowie to osoby pełniące od lat eksponowane funkcje publiczne w naszym mieście, co niesie za sobą obowiązek ponoszenia odpowiedzialności wobec mieszkańców Łaskarzewa za działania. Ale również za wieloletnie zaniechania.

Miasteczko, obok którego przechodził król Jagiełło

Jeśli miasteczko z ponad 600- letnią tradycją praw miejskich może pochwalić się jedynie wiatą przystanku autobusowego jako „centrum historii”, tężnią solankową „w oparach spalin”, spalonym Ośrodkiem Wypoczynkowym Świt, przedsiębiorczością, która już właściwie w miasteczku zanikła, czterema kawiarniami, których już nie ma w Rynku Głównym- to coś musi być nie tak. Niepotwierdzony fakt, że podobno „przechodził tu kiedyś sam król Władysław Jagiełło” (chociaż pewności co do tego brak) nie wystarczy do odbudowy tożsamości i świetności miasta, które jeszcze 20-30 lat temu było dynamicznym, pełnym energii, tętniącym życiem miejscem.

Foto: SAD, Rynek Główny, zdjęcie z dnia 01.11.2021 r.

Odsłuchiwaniu wywiadu, którego pani burmistrz Anna Laskowska i pan Marian Żabczyński udzielili Radiu Wnet jesienią 2021 r. towarzyszy dojmujące poczucie zażenowania. Pomimo intensywnych prób prowadzącej spotkanie pani redaktor Elżbiety Roman zachęcania zaproszonych gości do zaprezentowania atrakcji łaskarzewskich, trudno było im pochwalić się czymś spektakularnym.

Chwalono się tym, czego już od dawna w Łaskarzewie nie ma, czego nie udało się dokonać, oraz tym, z czym władze naszego miasta nie mają absolutnie nic wspólnego. Oczywiście poza „przystankiem kultura” zlokalizowanym w rustykalnej wiacie autobusowej za prawie 80 tys. zł, i tężnią solankową, która już wkrótce spowoduje usychanie otaczających ją drzew i krzewów na Rynku Głównym.

Oto lista obiektów, którymi chwaliła się burmistrz Laskowska, a które już w Łaskarzewie nie istnieją:

*spalony Ośrodek Wypoczynkowy Świt wraz z nieistniejącymi budynkami towarzyszącymi

*kort tenisowy i odkryty basen znajdujące się na ww. obiekcie

*zabudowane domami jednorodzinnymi Białe Góry

*cztery nieistniejące kawiarnie w Rynku Głównym

*nieistniejąca bożnica

*nieistniejące Kino Promnik

*nieodbudowane wieże kościelne

Burmistrz Laskowska chwaliła się tym, z czym Urząd Miasta ma niewiele wspólnego i na co nie ma żadnego wpływu:

*piekarnią, młynem i cukiernią państwa Żabczyńskich

*Alejkami, należącymi do prywatnej spółki Wspólnota Gruntowa

 *kościołem pw. Podwyższenia Krzyża Św. i kościółkiem Św. Onufrego, znajdującego się w dyspozycji naszej parafii.

Pani burmistrz nie wyliczyła obiektów Klubu Bajka i biblioteki miejskiej, należących do prywatnego stowarzyszenia Ochotnicza Straż Pożarna w Łaskarzewie , czy położonej w Alejkach Stodoły, będącej własnością innego prywatnego stowarzyszenia Koło Gospodyń „Serbianki” w Łaskarzewie, bo właściwie nie ma się czym chwalić.

Chwalono się za to tym, jakim miastem Łaskarzew był kiedyś, chociaż już takim nie jest.

„Łaskarzew był miejscowością letniskową, wczasową, kiedy przyjeżdżali tutaj goście na wypoczynek, kiedy plażowali na tych wydmach nad rzeką Promnik…”

– wyliczała burmistrz Laskowska. Pan Marian Żabczyński dodał:

„Było to zagłębie szewców, zagłębie masarzy. Zaopatrywaliśmy Warszawę w mięso i buty, ale to już jest historia.”

Tak, dawniej było to „zagłębie”. Obecnie Łaskarzew przypomina „pustynię”, na której podobno został wybudowany.

Nie istnieje tu ani turystyka, ani kultura, ani gospodarka, ani sport, na jakie zasługuje nasze miasto.

Marnieją miejsca i obiekty nadal istniejące, jak okolice stawu i rzeki Promnik, Małpi Gaj, obecna hala sportowa. Za chwilę trzeba będzie wycinać uschnięte drzewa na Rynku Głównym- z powodu zasolenia generowanego przez tężnię i ogród halofitów- roślinność słodkolubna zwyczajnie obumrze. Jedno z ostatnich pięknym miejsc w miasteczku – porośnięty drzewami Rynek Główny- którym tak zachwycała się pani redaktor z Radia Wnet, przestanie istnieć.

Rynek już wkrótce zostanie pozbawiony drzew (sorry – tężnia), wybetonowany, wybrukowany, okamerowany, unowocześniony. Według gustu pani burmistrz Laskowskiej i pomysłu jej doradców.

Sławomir Danilczuk

Inwestycje z naruszeniem prawa budowlanego

Pomimo wielu kontrowersji, jakie towarzyszą tej inwestycji, niedopełnieniu przez Urząd Miasta obowiązków opisanych w Ustawie o rewitalizacji z 9 października 2019 r., prace nad budową tężni solankowej posuwają się do przodu. Rzecz w tym, że mogą one być prowadzone z naruszeniem kolejnych przepisów prawa, tym razem prawa budowlanego, co może być kolejną okolicznością stanowiącą podstawę do odmowy finansowania tej inwestycji przez Województwo Mazowieckie. Oznaczałoby to stratę dla kasy miasta kwoty ponad 67.000 zł.

Dawna fontanna obecnie, Rynek Główny Łaskarzew, foto SAD

Tydzień po tygodniu zmienia się kształt i forma dawnej fontanny miejskiej. Jeszcze dwa tygodnie temu mieszkańcy mogli zobaczyć stertę kamieni i wystające z kamiennego kręgu rury i przewody elektryczne (zdjęcie poniżej). Dziś widzimy, że pozostałości fontanny zostały wypełnione betonem. Z obecnego stanu tego miejsca możemy wnioskować, że obetonowane gruzowisko po nieczynnej od wielu lat fontannie ma posłużyć jako fundament pod budowę solankowej tężni. Pytanie brzmi: czy jest to zgodne z przepisami prawa budowlanego?

Czy zostały przeprowadzone odpowiednie badania potwierdzające, że element małej architektury (fontanny) narażony na działanie wody oraz innych czynników atmosferycznych przez kilkanaście lat, od dekady nie podlegający konserwacji, nie uległ degradacji na tyle poważnej, że nadal nadaje się do jakiegokolwiek ponownego wykorzystania?

Kto i w jaki sposób przeprowadził ekspertyzę potwierdzającą, że gruzowisko po fontannie będzie wystarczająco stabilnym fundamentem pod jakąkolwiek nową inwestycję? Czy takie zastosowanie dawnej fontanny przewiduje projekt budowlany tężni solankowej? I czy został on w takiej formie złożony w Starostwie Powiatowym? Jaki opis znalazł się w w jednym z wymaganych dokumentów, obejmującym: „informację dotyczącą bezpieczeństwa i ochrony zdrowia ze względu na specyfikę projektowanego obiektu”.

Uzasadnione wątpliwości musi budzić nie tylko technologia zastosowana w budowie centrum uzdrowiskowego w naszym mieście. Ogromne wątpliwości budzi też sposób prowadzenia tej inwestycji. Plac budowy przez kilka tygodni nie był i nadal nie jest w jakikolwiek sposób zabezpieczony, nie ma jakiekolwiek tablicy informacyjnej, żądnych tablic ostrzegawczych, odnoszących się do prowadzonych prac rozbiórkowych fontanny i prac budowlanych związanych z tężnią. Jeśli inwestor zgłosił rozbiórkę starej fontanny i budowę tężni solankowej do Starostwa Powiatowego w Garwolinie, to czy przewidział zabezpieczenie tych inwestycji w należyty, bezpieczny dla mieszkańców Łaskarzewa sposób?

Przez kilka tygodni spacerowicze mijali wystające z gruzowiska fontanny, niezabezpieczone przewody elektryczne i rury wodne, walające się sterty kamieni. Obecnie rury zostały owinięte folią. Ale żeby nie było zbyt swojsko, otaczające dawną fontannę ławki zostały pozbawione siedzisk- świecą gołymi płaskownikami. Jakichkolwiek oznaczeń czy tabliczek informacyjnych niestety również brak. Kto będzie ponosił odpowiedzialność, gdy na niezabezpieczonym i nieoznaczonym placu budowy dojdzie do wypadku?

Sprawą prawidłowości prowadzonej inwestycji powinien zająć się Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Garwolinie, zarówno w zakresie wymaganej dokumentacji, jak i sposobu prowadzenia opisanych wyżej prac.

W par. 5 pkt. 8 umowy, jaką Miasto Łaskarzew zawarło z Województwem Mazowieckim na dofinansowanie budowy tężni solankowej (kwota ponad 67.000 zł) czytamy, że:

Beneficjent (tj. Urząd Miasta – przyp. SAD) zobowiązuje się do realizacji Zadania z należytą starannością w sposób racjonalny, oszczędny i terminowy oraz zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa, w szczególności z ustawą z dnia 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych”.

Zapisami umowy, jaką podpisała pani burmistrz w lipcu 2021 r., m.in. w zakresie prowadzenia inwestycji „z należytą starannością” i „zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa” Urząd zdaje się nie przejmować. Być może zacznie się przejmować wtedy, gdy nastąpią pierwsze, a potem kolejne odmowy finansowania projektów prowadzonych z naruszeniem prawa, i ostentacyjnym lekceważeniem opinii mieszkańców.

Za taką spóźnioną pobudkę będziemy musieli zapłacić my wszyscy. Z kasy miasta, oczywiście.

SAD

Trzy lata marnowania szans i pieniędzy

Na przełomie października i listopada miną trzy lata od wyborów samorządowych 2018. Trzy lata rządów obecnej Rady Miasta i pani burmistrz Anny Laskowskiej. Z wielu rozmów, jakie w ostatnich miesiącach przeprowadziłem z licznymi mieszkańcami Łaskarzewa przebija jedno charakterystyczne określenie: rozczarowanie. Nawet najbardziej zagorzali zwolennicy pani Laskowskiej, którzy w kampanii 2018 r. namawiali swoich kolegów, koleżanki, znajomych i przyjaciół do głosowania na kandydatkę rodem z Garwolina, dziś mówią podobnym głosem: żałujemy i musimy świecić oczyma przed tymi, których do takiego głosowania namawialiśmy.

Fontanna, Rynek Duży, Foto: SAD

Z pięcioletniej kadencji nasi samorządowcy wykorzystali już ponad połowę danego im czasu. Dziś każdy mieszkaniec powinien zadać sobie pytanie: co konkretnego dla naszego miasta zrobiły obecne władze? Jakie realne, kluczowe problemy Łaskarzewa zostały rozwiązane przez panią burmistrz i uległych jej radnych przez ostatnie trzy lata?

W odpowiedzi musi zapaść głucha, dudniąca cisza. Burmistrz Laskowska i podlegli jej radni nie załatwili jak dotąd żadnej istotnej sprawy, bo za taką nie można uznać wybudowania OSY na Małym Rynku. Co gorsza, wciągają nasze miasto w coraz poważniejsze problemy, nie wahając się obciążać miejskiej kasy znaczącymi kosztami, i nie bacząc na to, że czekają nas niezwykle trudne lata.

Fragment pisma z Urzędu Miasta z dnia 05.07.2021 r.

A jeśli w przyszłym roku tężnię trzeba będzie zdemontować?

Tężnia solankowa w ogrodzie halofitów na Rynku Głównym w Łaskarzewie nie jest jedynym marzeniem, jakie w ramach sprawowanego urzędu spełnia burmistrz Laskowska. Ponad 67 tys. zł z łaskarzewskiej kasy i 30 tys. zł rocznych kosztów (300 tys. zł w najbliższych 10 latach), chociaż wydaje się być oczkiem w głowie naszych włodarzy. Obszerny artykuł na temat tej niepotrzebnej nikomu, poza Radą Miasta i panią burmistrz inwestycji, ukazał się w najnowszym numerze Twojego Głosu (str. 11).

Podsumowując fakty na temat tej chybionej w opinii wielu inwestycji, należy stwierdzić, że:

– 67.000 zł – ta kwota obciąży kasę miejską a powinna być przeznaczona na pilne potrzeby,

– 30.000 zł rocznie na utrzymanie tężni (300.000 zł przez 10 lat), to skrajnie niepotrzebne obciążanie budżetu Miasta,

– Urząd Miasta w Łaskarzewie nie przeprowadził jakichkolwiek rzetelnych szacunków rocznych kosztów utrzymania tężni, które mogą okazać się wyższe niż 30.000 w skali 12 miesięcy,

– burmistrz Laskowska twierdząc podczas XXXV Sesji Rady Miasta, że „tężnia nie jest obiektem uzdrowiskowym”, ponownie mija się z prawdą; zgodnie z ustawą z dnia 28 lipca 2005 r. tężnie są wpisane na listę „urządzeń lecznictwa uzdrowiskowego” (art. 5. punt 1. ustawy),

– ani łaskarzewski Urząd, ani garwoliński Sanepid nie przeprowadzili należytych badań wpływu zanieczyszczeń i hałasu na zdrowie i życie korzystających z tego obiektu mieszkańców,

– jakiegokolwiek oficjalnego stanowiska w sprawie budowy tężni 25 metrów od najbardziej ruchliwej ulicy w mieście nie zajęła też nieformalna grupa ANTYSMOG, której projekt Pajęczyny Antysmogowej został sfinansowany z publicznych pieniędzy; zgodnie z informacją Najwyższej Izby Kontroli z grudnia 2020 r., opracowaną na podstawie raportu Europejskiej Agencji Środowiska:

„Substancje zawarte w spalinach pojazdów są dużo bardziej szkodliwe niż zanieczyszczenia pochodzące z przemysłu ze względu na to, że rozprzestrzeniają się w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi, w wysokich stężeniach oraz na niewielkich wysokościach”,

Pomimo zakupu 13 detektorów ponad rok temu, 8 nadal niewykorzystywanych, żaden z detektorów NAM nie został zamontowany w centralnym miejscu naszego miasta na Rynku Głównym, co potwierdza m.in. niedawny tekst.

– jeszcze w tym miesiącu złożona zostanie skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w sprawie tego obiektu oraz do organów kontrolnych Województwa Mazowieckiego w sprawie prawidłowości wykorzystania środków w ramach wniosku nr: 4255/GN_NGO/2020.

Znacznie bardziej szkodliwym scenariuszem niż wybudowanie samej tężni w centrum miasta może się okazać konieczność jej rozbiórki w przyszłym lub kolejnym roku. Byłoby to marnotrawstwo podniesione do kwadratu.

Wiata PKS Łaskarzew, Rynek Duży, foto: SAD

Do grającej szafy grosik wrzuć

Czy był to podszept własnej wyobraźni, czy profesjonalna podpowiedź doradcy gospodarczego nie wiadomo, jednak pani burmistrz za zgodą Rady Miasta postanowiła wydać z łaskarzewskiej kasy kolejne 37.000 zł na budowę wiaty przystankowej PKS na Rynku Głównym. Z ostatniego Biuletynu informacyjnego Miasta Łaskarzew dowiadujemy się, że Miastu udało się pozyskać kwotę 37.000 zł z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich (sic!) oraz Programu Leader. Warunki przyznawania środków w tym programie mówią o możliwości ubiegania się o zwrot 50% poniesionych kosztów.

Oznacza to, że burmistrz Laskowska zdecydowała się na budowę wiaty przystankowej, która będzie pełniła funkcję „Przystanku Historii i Kultury”, wyposażonego w „gabloty informacyjne oraz monitor interaktywny, ładowarkę USB i punkt bezpłatnego dostępu do internetu” za kwotę łączną 74.000 zł.

To nie pomyłka: co najmniej 74.000 zł zostanie wydane na wiatę przystanku PSK w Łaskarzewie, którym mieszkańcy będą mogli cieszyć się najprawdopodobniej już od grudnia.

Główne źródła łaskarzewskich problemów

Jeśli zapytać mieszkańców Łaskarzewa czy poparliby budowę tężni solankowej, większość odpowiedziałaby, że jeśli już miałby powstać to powinien być zrealizowany w innej lokalizacji: np. w Alejkach lub w Małpim Gaju. Podobne głosy pojawiają się na łaskarzewskich forach. Problem polega na tym, że tereny te, tak jak wiele innych, nie należą do Miasta ale do Spółki Dla Zagospodarowania Wspólnoty Gruntowej w Łaskarzewie.

Podobnie sytuacja wygląda z budową „Przystanku Historii i Kultury” pod wiatą PKS, co jest w swej istocie projektem żenującym i upokarzającym dla łaskarzewiaków. W naszym mieście jest co najmniej kilka obiektów, które powinny służyć wszystkim mieszkańcom, całej społeczności miasta i okolic, a służą wąskim grupom ludzi. Mam tu na myśli dawne Kino Promnik, Klub Bajka i pomieszczenia znajdujące się nad Bajką, których właścicielem jest prywatne stowarzyszenie Ochotnicza Straż Pożarna w Łaskarzewie. Innym obiektem jest zlokalizowana w Alejkach Stodoła, znajdująca się w dyspozycji kolejnego prywatnego stowarzyszenia Koło Gospodyń Serbianki w Łaskarzewie.

Dlatego, że powyższe nieruchomości i obiekty nie są własnością Urzędu Miasta, czyli nie należą do nas wszystkich, burmistrz Laskowska musi uciekać się do budowy obiektu sanatoryjno-uzdrowiskowego w oparach spalin, i przenosić Dom Kultury pod wiatę PKS.

Marzeniem Adama Mickiewicza było, żeby jego księgi „zbłądziły pod strzechy”. Zamiarem burmistrz Laskowskiej jest, żeby historię i życie kulturalne lokalnej społeczności z Kina Promnik, Klubu Bajka i Stodoły przenieść na przystanek autobusowy PKS.

Bez zwrócenia mieszkańcom miasta (nie wydzierżawienia czy wynajęcia ale zwrócenia własności) zarówno wymienionych wyżej terenów, jak i obiektów, Łaskarzew nie ma szans na realny rozwój. Dalej będzie karlał, umierał, zamieniał się w karykaturę miasta z dawnych lat.

Wymówki burmistrz Laskowskiej i jej otoczenia, że nie może nic zrobić ze sprawą własności kluczowych dla miasta nieruchomości są uciekaniem od istoty problemów i od odpowiedzialności za prawdziwy rozwój Łaskarzewa.

Boisko sportowe Wilga Garwolin, foto: LDD

Hala sportowa – obraz nędzy i rozpaczy

W porównaniu z tym, jak hala sportowa przy ul. Kusocińskiego 10 w Łaskarzewie wygląda wewnątrz, jej zewnętrzny wygląd to odrestaurowany pałac! Każdego mieszkańca Łaskarzewa zachęcam do odwiedzenia naszej jedynej w mieście hali. Jeśli władze klubu ŁKS Promnik zgodzą się na to, każdy łaskarzewiak powinien pofatygować się do biura na pięterku i popatrzeć na parkiet i całą resztę z góry. Na tej samej hali grałem w piłkę nożną i w ping-ponga ponad 35 lat temu. Dziś, widząc to, do czego doprowadzili ten obiekt łaskarzewscy radni i burmistrz Laskowska, mi, staremu chłopu, po prostu chce się płakać. Obraz nędzy i rozpaczy to mało powiedziane.

Z informacji jakie do mnie docierają wynika, że zarządowi klubu ŁKS Promnik nie udało się zebrać nawet 4 podpisów łaskarzewskich radnych w celu zwołania nadzwyczajnej sesji Rady Miasta. Na tej sesji mógłby zostać rozpatrzony wniosek o przyznanie kwoty 130.000 zł na pilne remonty hali sportowej oraz na instalację oświetlenia przynajmniej na połowie boiska sportowego, tak żeby łaskarzewskie dzieci i młodzież mogła trenować w przyzwoitych i bezpiecznych warunkach.

W rodzinnym dla burmistrz Laskowskiej Garwolinie oświetlenie boiska istnieje od lat, infrastruktura sportowa jest nieporównanie lepsza, nakłady finansowe na sport znacząco wyższe. Nasi radni wolą przeznaczyć dziesiątki tysięcy na fanaberie burmistrz Laskowskiej, zamiast na rozwiązywanie realnych, pilnych problemów mieszkańców. O tym właśnie powinni pamiętać łaskarzewiacy, gdy przyjdzie do rozliczania obecnie rządzących za ich decyzje.

„Nie otrzymaliśmy dofinansowania (na remont hali- przyp. SAD). Szkolenie się udało.– tej wypowiedzi pani burmistrz nie trzeba nawet komentować – komentuje się sama.

Trudno uwierzyć, że Rada Miasta, burmistrz Laskowska i jej świta nie są wstanie zrozumieć, że prawdziwej kultury, rekreacji i sportu nie zastąpią ani tężnia w oparach spalin, ani centrum historyczno-kulturalne na przystanku PKS, ani też palenie ognisk w łaskarzewskich lasach.

Bur-Mistrzyni marnowania szans i publicznych pieniędzy

Gdy przyjrzeć się wydatkom burmistrz Laskowskiej, poczynionych w większości za przyzwoleniem łaskarzewskich radnych łatwo można policzyć ile pieniędzy zostało przez ostatnie lata zmarnowanych, poszło „jak krew w piach”- cytując klasyka.

Poniżej lista zaledwie kilku przykładów zmarnowanych środków za przyczyną błędnych decyzji pani Laskowskiej- decyzje podejmowane głównie z „wolnej ręki”:

79 880 ,75 zł – dokumentacja termomodernizacji budynku Ochotniczej Straży Pożarnej,

70.000 zł na zatrudnienie doradcy gospodarczego,

42.000 zł na różnego rodzaju „koncepcje” nowej hali sportowej, które Miasto mogło otrzymać za darmo (pisałem o tym w jednym z artykułów),

–  67.000 zł na budowę tężni, które zostaną wydane z kasy Miasta,

30.000 zł w pierwszym roku na utrzymanie tejże tężni,

37.000 zł na budowę wiaty PKS, które zostaną wydane z kasy Miasta.

Daje to kwotę co najmniej 325.880 zł zmarnowanych środków. A to jedynie część inwestycyjnych pomyłek burmistrz Laskowskiej.

Z powyższego, uproszczonego zestawienia wynika, że obecnym włodarzom udało się wyrzucić w błoto po ponad 100.000 zł publicznych pieniędzy na każdy rok rządzenia. W najbliższych latach czekają nas jeszcze kolejne „duże inwestycje na duże pieniądze”.

Jak dotąd obecna Rada Miasta i burmistrz Anna Laskowska stają w gronie absolutnych faworytów w rankingu na najgorszą ekipę rządzącą Łaskarzewem po 1989 r.

Indywidualnie i drużynowo.

SAD