Gruba ryba, hardy okoń czy pospolity leszcz?

Z niekłamaną radością i dużym zainteresowaniem przyjąłem niedawną wiadomość o tym, że na naszym lokalnym rynku medialnym pojawił się profesjonalny dziennikarz. Wreszcie! Po ponad 30 latach od likwidacji cenzury, wprowadzenia zasad wolnego rynku i wolności słowa (przynajmniej teoretycznie) na łaskarzewskie prasowe bezrybie miał wpłynąć okaz niebanalny. Po wielu latach posuchy i amatorszczyzny mamy wreszcie profesjonalistę z dziedziny dziennikarstwa, na co Łaskarzew z pewnością zasługuje. Bezapelacyjne! Przyjrzyjmy się zatem czy na nasze spokojnie, zamulone nieco, prowincjonalne wody medialne wpłynęła właśnie grubsza ryba, drapieżny szczupak, hardy okoń, czy może jednak śliski piskorz, niepozorna płotka lub pospolity leszcz.

Foto: Pixabay.com

Dorobek dziennikarski pana Mikołaja Stępnia ogranicza się do kilku artykułów, podkastów i wywiadów, opracowanych w ramach stażu czy też praktyk w portalu Euroactive (łącznie naliczyłem ok. 7 sztuk) oraz do jednego (słownie jednego) materiału „dziennikarskiego”(?) w postaci wpisu na grupie facebookowej Łaskarzew, w ramach indywidualnej (jak sądzę) inicjatywy w obszarze spraw lokalnych. Młody dziennikarz (jak sam się przedstawia) postanowił wziąć na warsztat mój skromny tekst mówiący o tym, w jaki sposób, za pomocą jakich technik, przedstawiciele lokalnych grup interesów i miejscowych klik próbują eliminować z debaty publicznej osoby krytyczne wobec poczynań obecnej władzy lokalnej, wykorzystując do tego prymitywne acz skuteczne metody: szykany, zastraszanie i cenzurę. Te i cały szereg innych aspektów działań społeczników i polityków, opisane i udokumentowane w zaprezentowanym artykule, nie spotkały się niestety z zainteresowaniem profesjonalnego dziennikarza.  

Szykany, wykluczenie, drwiny młodych i starszych działaczy społecznych, ordynarne i wulgarne wpisy pana radnego, nagminna cenzura, o których piszę w swoim tekście „Debata o Łaskarzewie […]” zamieszczając konkretne przykłady, zdają się nie przeszkadzać młodemu żurnaliście, czemu daje on wyraz (w kontekście wykluczenia i cenzury) również w dyskusji pod rzeczonym wpisem własnego autorstwa.

Są jednak kwestie, które szczególnie niepokoją medialnego profesjonalistę i zdają się spędzać sen z jego powiek: to szybko rosnąca popularność strony internetowej wŁaskarzewie.pl (polecam wszystkim łaskawej uwadze) oraz szereg niewygodnych pytań, jakie ośmieliłem się wreszcie postawić seniorowi Kaczorowskiemu (ktoś musiał). Pytań o jego polityczną przeszłość i ew. przynależność do partii politycznych, organizacji społecznych czy wszelkiej maści służb za czasów PRL przed 1989 r. Powyższe dwa zagadnienia zdają się zajmować i niepokoić pana Stępnia najbardziej.

„Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem”

Na początku swojego wpisu profesjonalny dziennikarz prezentuje całą serię zastrzeżeń i wykrętów, mówiących o tym, czego NIE wie, na czym się NIE zna, czego NIE twierdzi, czego NIE zamierza, co go NIE interesuje, czym NIE jest prezentowany przez niego tekst, do czego się NIE odwołuje.

To dosyć duży bagaż niewiedzy, nieumiejętności i braków kompetencyjnych jak na dziennikarza. Profesjonalista powinien znać i rozumieć poruszany temat, dobrze orientować się w opisywanych zagadnieniach, tak by umieć w odpowiedzialny, rzetelny, obiektywny sposób przybliżyć je czytelnikom. Jeśli czegoś nie wie, nie potrafi, nie rozumie, czy nie opanował, powinien pogłębić poszukiwania, uzupełnić wiedzę, nadrobić braki.

Zadziwiające jest przy tym stanowisko, jakoby profesjonalnego dziennikarza nie interesowało „funkcjonowanie lokalnych władz” i „rzekome naruszenia w zakresie działania urzędu miasta” – tę sprawę pozostawia „bardziej kompetentnym” od niego.

Czyżby młody profesjonalista nie zdążył się jeszcze dowiedzieć, albo już zapomniał, że jednym z podstawowych, kluczowych zadań dziennikarza jest obserwacja życia społecznego, gospodarczego i politycznego, patrzenie na ręce działaczom publicznym, politykom, władzy i dostarczanie opinii publicznej rzetelnych, bezstronnych informacji?

Profesjonalista powinien też panować nad wykorzystywaną formą dziennikarską na tyle dobrze, by nie musieć popełniać niezgrabnych przypisów o tym czym jest a czym nie jest jego materiał. Przekaz, rozumienie tematu, zajmowane w sprawie stanowisko powinny być jasne i wynikać z treści samego tekstu. Szereg poczynionych zastrzeżeń nie zwalnia też młodego dziennikarza z odpowiedzialności za słowo, zarówno w obszarze etycznym, społecznym, jak i prawnym.

Wymówki i zastrzeżenia dziennikarza Stępnia przypominają parodię kultowego, filmowego cytatu: „Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem” ale jednak się wypowiem.

Niewielkie doświadczenie, nikły dorobek i ewidentne braki kompetencyjne, do których sam przyznaje się młody dziennikarz nie przeszkadzają mu stawiać się w roli medialnego eksperta, który w facebookowym wpisie postanowił przeprowadzić „krytykę metody dziennikarskiej używanej w portalu” wŁaskarzewie.pl. I jak sam przyznaje postanowił tego dokonać na podstawie pojedynczego tekstu „Debata o Łaskarzewie […]”, jednego z ponad 60 obszernych (w większości) materiałów opublikowanych na powyższej stronie, których jestem autorem.

Niezwykły przypadek seniora Kaczorowskiego

Tak jak już wcześniej napisałem, obok rosnącej popularności strony wŁaskarzewie.pl największym problem dla autora wpisu były pytania skierowane przeze mnie do seniora Kaczorowskiego (został tak scharakteryzowany na stronie internetowej Stowarzyszenia CIA, którego jest członkiem zarządu). Gdyby profesjonalny dziennikarz miał zamiar zachować należytą staranność na elementarnym poziomie, zweryfikowałby źródła i sprawdził dyskusję na łaskarzewskim forum. Kilka tygodniu temu, po publikacji jednego z tekstów, senior Kaczorowski zadał mi pytanie na grupie Łaskarzew (jeszcze przed zablokowaniem mnie) o powody mojego zainteresowania sprawami naszego miasta. Odpowiedziałem grzecznie, merytorycznie i konkretnie, rewanżując się podobnym pytaniem, na co pan Kaczorowski odpowiedział w sposób insynuacyjny i opryskliwy. Czyli, że co? Pan Kaczorowski może wypowiadać się opryskliwie, grubiańsko atakować, odpytywać, wykluczać z debaty, cenzurować, ale nie musi odpowiadać na bardzo proste acz kluczowe pytania o swoją polityczną proweniencję i partyjne powiązania sprzed 1989 r.?

Na stronie internetowej wspomnianego stowarzyszenia o panu Kaczorowskim możemy przeczytać co następuje:

„Ostatnie 20 lat przed emeryturą pracował w administracji centralnej, ostatnio w Ministerstwie Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa. Aktywny senior.”

Jeśli założyć, że dziś ma on ok. 85 lat, to w roku 1989 miał 53 lata- prosta matematyka. Nie wiem, kiedy przeszedł on na emeryturę, ale możemy przyjąć, że przez co najmniej 10 lat pracował w „administracji centralnej” za czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (dane przybliżone). Dlatego postawione przeze mnie pytania są ze wszech miar zasadne. I nie bez znaczenia dla lokalnej społeczności.

Profesjonalny dziennikarz, który zajmuję się „krytyką chwytów retorycznych” powinien odróżniać „argumenty personalne” (argumentum ad personam) i „dyskredytujące szykany” od pytań o przeszłość partyjną i polityczną proweniencję seniora Kaczorowskiego.

Zadziwiające jest również to, z jaką łatwością profesjonalny dziennikarz pomija treść przytoczonych przeze mnie wypowiedzi bohaterów artykułu „Debata o Łaskarzewie […]”. Nie zwraca najmniejszej uwagi ani na bezpodstawny, szkalujący wpis Patryka Błachnio, ani na opryskliwe, grubiańskie komentarze seniora Kaczorowskiego, czy też wulgarne wypowiedzi radnego Głowackiego. Tych oczywistych faktów młody dziennikarz nie bierze pod uwagę w swoim tekście. Nie sądzę również aby dokonał zawodowego wysiłku i zweryfikował inne wpisy, czy to radnego Głowackiego (m.in. zamieszczony przez niego film z gołymi dup..i na śniegu- w finale młoda, naga dziewczyna rozkłada nogi w ośnieżonym strumieniu) czy wcześniejsze wpisy seniora Kaczorowskiego, choćby te z kwietnia 2021 r.

W jednym z nich senior Kaczorowski podaje film z wierszykiem „o zerach” (zawierający m.in. obrzydliwe passusy o księżach, Radiu Maryja i ojcu Rydzyku), o Pawle Kukizie: „Kukiz jesteś szmatą pisowską” (ciekawe co na to lokalne struktury PIS rządzące aktualnie miastem i powiatem?), czy też fragment mojej książki z komentarzem próbującym zdyskredytować mnie jako dziennikarza. Książki, która sprzedała się w kilku tysiącach egzemplarzy, miesiącami zajmowała pierwsze miejsce na liście bestsellerów największej księgarni prawicowej w Polsce. Totalitarne scenariusze i pandemiczne prognozy zawarte w tej publikacji realizują się właśnie na naszych oczach.  

Co do uwag o spiskowym sposobie myślenia, to młody dziennikarz nie próbuje nawet zauważyć, że w zarządzie stowarzyszenia, które miało udzielić wsparcia nieformalnej grupie młodych łaskarzewiaków (czym chwalił się publicznie jeden z założycieli grupy) znajduje się i pan Kaczorowski, i pan Łukasz Laskowski- brat redaktora Laskowskiego, którego inicjatywy i pomysły realizuje właśnie grupa Łaskarzew2030. Gorliwym poplecznikiem żony pana redaktora Laskowskiego, czyli naszej pani burmistrz, jest pan Fryderyk Głowacki (co nie jest żadną tajemnicą). Kółko się zamyka, a myślenie spiskowe staje się społeczną praktyką dnia codziennego naszego małego miasteczka. Rączka rączkę myje. 

Co jeszcze nie przeszkadza profesjonalnemu dziennikarzowi?

O poziomie debaty lokalnej i poziomie świadomości historycznej świadczy wpis niejakiego Bogdana Mroza pod udostępnionym na łaskarzewskiej grupie tekstem „Debata o Łaskarzewie […]”. Tenże pan Mróz posuwa się do następujących stwierdzeń pod moim adresem:

 „Napiszę jednak ,że autor, NIE JEST MI ZNANY.A to oznacza ,nie istniejesz chłopie ,nic dobrego nie dokonałeś i obawiam się nie dokonasz ,bo tylko pisanie ci w głowie .” (teść, w tym interpunkcja, oryginalna).

W tym samym wpisie pan Mróz relatywizuje, żeby nie powiedzieć gloryfikuje, byłych komunistów, milicjantów i ubeków, pisząc:

„osobiście znałem wielu komunistów ,ubeków ,milicjantów,wojskowych i tyle ci powiem ludzie są różni ,od niektórych nie spodziewałem się, a mieli honor i kręgosłup, gdyby nie ich postawa to tamten system do dziś byłby u nas w kraju” (teść, w tym interpunkcja, oryginalna).

Na powyższe wpisy pana Bogdana Mroza nie zareagował NIKT. W ten sposób, za pośrednictwem mediów społecznościowych, kreowana i kształtowana jest świadomość historyczna młodych i starszych łaskarzewiaków. Gloryfikacja komunistów, milicjantów i ubeków.

Tylko jedna osoba, i to trzeba oddać, Patryk Błachnio (poza przytaczanym w niniejszym tekście S. Świerczyńskim), stwierdził w informacji skierowanej do mnie (a miała to być informacja publiczna), że będąc jednym z administratorów grupy Łaskarzew nie wiedział, że zostałem z niej wyrzucony, i że uważa, że „jest to cenzura, która nie powinna mieć miejsca.” Jeden człowiek. Cała reszta młodych wilków i starych lisów, wybitnych działaczy samorządowych, wielbiących demokrację i wolność słowa nie zareagowała publicznie na jawną cenzurę, wulgaryzmy, opryskliwe wypowiedzi i wykluczające komentarze. NIKT.

Najwidoczniej są to już ich standardy myślenia i sposoby codziennego działania. Szyderstwo, zastraszenie, wykluczenie, cenzura.

Podobnym praktykom na grupie Łaskarzew został poddany Sławomir Świerczyński. Tuż po udostępnieniu artykułu „Debata o Łaskarzewie […]” niemal natychmiast został zaatakowany przez niejakiego Piotra Żabczyńskiego, który zarzucił S. Świerczyńskiemu spamowanie. Po kilku godzinach, bez wiedzy nadawcy (S. Świerczyńskiego) jego wpis z linkiem do ww. artykułu został z grupy Łaskarzew usunięty. Tak w praktyce wygląda cenzura i ostracyzm w łaskarzewskich mediach społecznościowych.

Na pytanie tegoż S. Świerczyńskiego, czy autor artykułu (tj. SAD) będzie miał możliwość zamieszczenia riposty na krytyczny wpis M. Stępnia, profesjonalny dziennikarz odpowiedział, że: „To już pytanie nie do mnie, a do administratorów grupy. Nie wiem czego został zablokowany”, a chwilę wcześniej tenże M. Stępień stwierdził: „wydaje mi się, że dalej może wyświetlać posty, pomimo, że nie może komentować czy prostować.” Czyżby młody dziennikarz nie przeczytał tekstu, który poddał surowej krytyce czy też nie rozumiał o czym sam pisze?

Powyżej przytoczone przykłady to oczywiście drobiazgi i detale. Z nich jednak składa się lokalna debata. Poprzez podobne praktyki, dziesiątki razy ograniczana była możliwość publicznej wypowiedzi wielu mieszkańcom miasta.

Wbrew twierdzeniom młodego dziennikarza i wbrew realnym działaniom osób opisanych przeze mnie w artykule „Debata o Łaskarzewie […]” jestem za jak najszerszym udziałem łaskarzewiaków w lokalnej debacie publicznej. O tym, m.in., jest ten tekst. Byle tylko było wiadomo kto jest kim i czyje interesy reprezentuje (może reprezentować). Całą resztę powinni ocenić mieszkańcy naszego miasta.

Sprostowania i przeprosiny

Jako, że dziennikarz Mikołaj Stępień dopuścił się, w mojej ocenie, całego szeregu nieścisłości, nieprawdziwych sformułowań, obraźliwych stwierdzeń, insynuacji i pomówień w omawianej tu publikacji pod moim adresem, oczekuję sprostowań i przeprosin odnośnie poniżej przytoczonych wypowiedzi:

NIE INTERESUJE mnie czy jest on ‘prawicowym szurem’.”

„NIE ZNAM bowiem sprawy na tyle dobrze, by udowodnić, że portal faktycznie sieje dezinformację na temat funkcjonowania lokalnych władz, bądź nie.

Iluzja merytoryczności i dziennikarskiego profesjonalizmu

Autor opiera swoją krytykę głównie na argumentach czysto emocjonalnych i personalnych.”

autor chce jedynie zdyskredytować osoby, które się z nim nie zgadzają

Ciągle widzimy wskazywanie palcem określonych osób i przypisywanie im negatywnych epitetów pokroju ‘gburowatego wilczka’, celem ich kompromitacji

Oczywiście autor nie odnosi się do wspomnianych metod i działań grupy Łaskarzew 2030

Powiedzieć, że pan Kaczorowski został w tej części zmieszany z błotem jako osoba, a nie jako działacz społeczny, to jak nic nie powiedzieć.

według autora nie mają prawa ani nikogo krytykować, ani  udzielać się społecznie

Zarzucając wszystkim wykluczanie z debaty publicznej, autor sam stosuje chwyty retoryczne mające na celu wykluczyć oponenta.

Jeśli się ze mną nie zgadzasz, to na pewno dlatego, że byłeś komunistą za PRL, albo dlatego bo nie jesteś stąd. Nie warto cię więc słuchać

Jest zwyczajną, osobistą szykaną, mającą zdyskredytować pana Kaczorowskiego jako osobę.

Myślę, że najłagodniej mówiąc, Krzysztofowi Kaczorowskiemu należą się od redaktora przeprosiny za te szykany w jego stronę.

Nawet jeśli redaktor się z nim nie zgadza, nie powinien go tak zdyskredytować

braki zostały wypełnione treściami, które obok rzetelnego, obiektywnego dziennikarstwa nigdy nawet nie stały. Brak im wartości zarówno etycznej jak i merytorycznej, co myślę wykazałem.

Dziennikarskie prawa, obowiązki i możliwe ścieżki rozwoju

Dziennikarz ma prawo do swoich opinii, nawet stronniczych (o czym mówi wprost Kodeks Etyki SDP) jednak „nie może zniekształcać faktów”. Profesjonalny dziennikarz nie powinien mylić i dowolnie mieszać tego „co wydaje mu się, że jest napisane” z tym „co faktycznie w tekście zostało napisane”. Nie wystarczy napisać, że coś się wykazało, trzeba jeszcze to wykazać. Dlatego też, z uwagi na powyższe, w przypadku braku zamieszczenia stosownego sprostowania i przeprosin, będę zmuszony podjąć właściwe kroki prawne.

„NIE TWIERDZĘ, że portal (tj. wpis młodego dziennikarza- przyp. SD) powinien zniknąć”. Jestem przekonany, że powinien być dostępny jak najdłużej- ku przestrodze i nauce: „jak dziennikarstwa uprawiać się nie powinno.” Z ostrożności procesowej publikację tę pozwoliłem sobie zabezpieczyć notarialnie.

Bycie dziennikarzem to nie tylko prawa, to przede wszystkim obowiązki. Obowiązek zachowania zasad rzetelności i bezstronności informacji oraz różnorodnych opinii, czy też, cytując Kodeks Etyki SDP „umożliwianie udziału w debacie publicznej”. Tymi aspektami młody profesjonalista zdaje się zupełnie nie przejmować, co potwierdza nie tylko elementarnymi brakami w swojej publikacji ale też własnymi wypowiedziami zawartymi w komentarzach pod nią.  

Nie oznacza to jednak, że świat dorosłego dziennikarstwa jest przed młodym dziennikarzem zupełnie zamknięty. Na dziś widzę co najmniej dwie ścieżki wejścia w ten świat: pierwsza to zredagowanie adekwatnych sprostowań i uprzejmych, publicznych przeprosin odnośnie kwestii poruszonych powyżej; druga to solidne przygotowania do rozprawy sądowej, gdzie mody dziennikarz będzie miał okazję wykazać słuszność czynionych mi publicznie uwag i zarzutów.

Zarówno jedna, jak i druga ścieżka mogą okazać się niezwykle pouczające.

SAD

PS.

Warto odnotować, że sympatykiem tego rodzaju specyficznego dziennikarstwa okazał się redaktor naczelny i wydawca Naszych Spraw, który polubił wpis młodego autora. Biorąc pod uwagę wielokrotne, wielomiesięczne przemilczenia istotnych dla mieszkańców Łaskarzewa tematów i poziom obecnie prezentowanych na łamach tejże lokalnej gazety publikacji, zamiłowanie red. Laskowskiego do tego typu radosnej twórczości dziwić już nie może.

Debata o Łaskarzewie- szyderstwa, zastraszanie, wykluczenie

W tekstach zamieszczanych na stronie wŁaskarzewie.pl, nawet tych najbardziej krytycznych, staram się odnosić bezpośrednio do dokumentów, bazować na faktach i prezentować opinie dotykające meritum poruszanych spraw. Jeśli piszę o ludziach, to jedynie w kontekście ich działalności publicznej, prezentowanych stanowisk, dyskusji i wypowiedzi w sprawach naszego miasta. Tym razem będzie podobnie. Na przykładzie obserwacji jednej z facebookowych grup spróbuję przybliżyć obraz i poziom debaty o Łaskarzewie, oraz aktywność niektórych postaci, które starają się przyjmować role lokalnych liderów opinii.

Foto: Max Pixel Creative Commons

Pierwszy tekst opisujący sposób pracy pani burmistrz Laskowskiej i Rady Miasta w kontekście planów budowy hali sportowej w Łaskarzewie (Halowy zawrót głowy…) opublikowałem 1 czerwca tego roku. W reakcji na tę publikację, pani burmistrz pospiesznie zorganizowała pierwsze „konsultacje” dotyczące jednej z najważniejszych inwestycji w historii naszego miasta. Metody kierowania miastem, dysponowania groszem publicznym, czy też przedmiot i zakres planowanych inwestycji wydały mi się na tyle ciekawe, chwilami wręcz niewiarygodne, że postanowiłem napisać kilka kolejnych tekstów. Bazowałem na informacjach i dokumentach pozyskiwanych z oficjalnych źródeł. Tak powstały publikacje o idących w dziesiątki tysięcy wydatkach miejskich na niekonsultowane projekty architektoniczne i koncepcje, o planach przebudowy Rynku Dużego za ok. 2 mln zł, o kosztach zatrudnienia miejskiego doradcy, o zaniedbaniach związanych z remontem istniejącej hali sportowej, o niekompetencji radnych i urzędników miejskich, czy bizantyjskich w swojej skali planach pani burmistrz Laskowskiej. „Duże inwestycje na duże pieniądze”- to motto burmistrz Laskowskiej. „Planowane za plecami łaskarzewiaków”- należałoby dodać.

Cześć z wymienionych powyżej tekstów udostępniłem na forum facebookowej grupy Łaskarzew. No i się zaczęło.

Młode, gburowate wilczki pod patronatem starego lisa

Jako pierwszy z szyderczymi komentarzami ruszył niejaki Piotr Żabczyński, członek- założyciel nieformalnej grupy Łaskarzew2030. Gdy jego komentarze nie odniosły spodziewanego skutku, w sukurs przyszedł mu innych członek-założyciel powyższej grupy, niejaki Patryk Błachnio. Ten z kolei porównał moje publikacje do goebelsowskiej propagandy, poddał w wątpliwość prezentowane przeze mnie informacje (przygotowane na bazie dokumentów z Urzędu Miasta), zaliczył do grona autorów teorii spiskowych, a telewizję internetową wRealu24, której zdarza mi się udzielać wywiadów, określił mianem „foliarskiej”, sugerując szerzenie przez nią dezinformacji. Potem ten sam gburowaty wilczek w prywatnej wiadomości facebookowej zdecydował się zaprosić mnie na spotkanie, po to aby „rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące osób zarządzających grupą. (sic!)”

Po zapoznaniu się z metodami działań i zakresem projektów wdrażanych przez liderów tejże grupy, jakichkolwiek wątpliwości co do niektórych jej członków mieć nie można. Wsparcia grupie młodych wilczków miało udzielić lokalne stowarzyszenie CIA oraz redaktor naczelny i wydawca Naszych Spraw.

Na marginesie dodam, że jeśli ponownie pojawią się podobnie kłamliwe i obraźliwe insynuacje i pomówienia pod moim adresem, spotkają się one z odpowiedzią na drodze prawnej.

Opryskliwy dziadek niewiadomej proweniencji

Na jednego z liderów lokalnej społeczności próbuje się kreować niejaki pan Krzysztof Kaczorowski, senior. Zapytany niedawno na łaskarzewskim forum o pochodzenie i powody zainteresowania sprawami Łaskarzewa świadomie uniknął odpowiedzi. Jednak jest on niezwykle aktywny jeśli idzie o upominanie i przywoływanie do porządku nieprawomyślnych dyskutantów, którzy próbują poruszać niewygodne czy drażliwe kwestie, zwłaszcza te dotyczące wydatków z kasy miejskiej, niekompetencji Rady Miejskiej czy nieporadnych działań samej pani burmistrz. Wówczas uaktywnia się dziadek Kaczorowski, często nie przebierając w słowach i emanując świętym oburzeniem.

Pomimo deklarowanego umiłowania demokracji i wolności słowa, w opryskliwym dziadku Kaczorowskim ujawniają się ciągoty cenzorskie, charakterystyczne dla aktywnych działaczy społeczno-politycznych z minionej PRL. Już po ukazaniu się tekstu Miasto zdolnych ludzi przed dwoma laty, skierował do mnie mail (screen poniżej), sugerując szkodliwość dla społeczności lokalnej opublikowanych wywiadów, jakie przeprowadzałem dla portalu Fronda.pl, znajdujących się na stronie Wywiady24.pl.

Zachowując pewną równowagę życia społecznego, zasadnym wydaje się oczekiwanie, że człowiek który pozwala sobie na publiczne pouczanie i recenzowanie łaskarzewiaków, próbuje dyktować o czym można a o czym nie powinno się dyskutować, próbuje ograniczać swobodę wypowiedzi mieszkańców i dyktować im, co wypada, a czego nie wypada mówić i robić, powinien udzielić mieszkańcom Łaskarzewa odpowiedzi na bardzo podstawowe pytania. Dlatego pozwolę sobie zadać je w imieniu mieszkańców naszego miasta.  

Jako, że pan Kaczorowski sam często odwołuje się do okresu PRL, w którym to czasie, co wynika z metryki, opryskliwy dziadek musiał być człowiekiem aktywnym zawodowo i społecznie (tak sądzę), zasadne są pytania o przynależność pana Kaczorowskiego np. do Solidarności. Myślę, że wielu z nas z zainteresowaniem zapoznałoby się z bohaterską kartą walki o wolność i demokrację pana Kaczorowskiego przed ’89 rokiem.

Dlatego zapytam wprost: Do jakich organizacji, instytucji, klubów i stowarzyszeń- jawnych lub tajnych- przynależał opryskliwy dziadek Kaczorowski przed ’89 rokiem? Jakie organizacje wspierał myślą, słowem i uczynkiem w sposób jawny lub tajny? Które instytucje i organizacje wspierały działalność pana Kaczorowskiego w czasie PRL? Czy była to Solidarność, czy może wręcz przeciwnie? Czy dziadek Kaczorowski przechodził jakieś jawne lub tajne kursy, szkolenia (komplety) w ramach działalności politycznej, społecznej, kulturalnej, opozycyjnej?

To jest dobry moment, żeby pochwalić się mieszkańcom Łaskarzewa, których pan Kaczorowski strofuje i poucza, kartą swojej chlubnej, opozycyjnej, prodemokratycznej przeszłości za mrocznych czasów PRL.

Śmiało, panie Kaczorowski! Ujawnij się pan, napisz wprost, kto pan jesteś, że pozwalasz sobie na publiczne impertynencje pod adresem łaskarzewiaków? Kto pana rodził, skąd pan pochodzi? (cytując klasyka) Czego się pan wstydzisz?

Wulgarny radny w zespole rodzinnym

Niezwykle aktywnym, choć chwilami dziecinnie nieporadnym, dyskutantem na łaskarzewskim forum jest radny miejski Fryderyk Głowacki. Zwykle zabiera głos, gdy dyskusja przybiera kształt i kierunek niekorzystny dla obecnego układu władzy i pani burmistrz Laskowskiej. Pytany o konkrety, o koszty, o wydatki, o zasadność planowanych inwestycji nie potrafi odpowiedzieć, odgrażając się, że „będzie wszystko sprawdzał w komisji budżetu”. Rzecz w tym, że to radny Głowacki jest przewodniczącym tejże Komisji Budżetu, Finansów i Planowania, i poczynione lub planowane wydatki miejskie powinien mieć w małym  palcu. A chodzi tu o kwoty niebagatelne, m.in. takie jak: ok. 70 tys. zł na doradcę miejskiego, 115 tys. na projekty architektoniczne, 66 tys. na tężnię w centrum miasta, lipny kosztorys na remont starej hali na ponad 600 tys. zł, czy przekraczającą granice zdrowego rozsądku koncepcję przebudowy rynku głównego za ponad 2 mln zł.

Tego typu koszty, które przewodniczący Głowacki musiał opiniować w komisji, umknęły niestety jego uwadze. Gdy nie udała się próba zamiecenia dyskusji pod dywan, w postaci przeniesienia rozmowy „na priv” czyli poza przestrzeń publiczną, pan radny Głowacki nie waha się posunąć do osobistych zaczepek i personalnych insynuacji. Ale nie tylko. Posuwa się również do chamskich, wulgarnych odzywek w dyskusji z łaskarzewiakami. Reprezentant wyborców.

Bywa tak, że wulgarny radny niezbyt dobrze radzi sobie na publicznym forum, a bywa, że nie radzi sobie nawet z podstawami języka polskiego. Wówczas w sukurs przychodzą mu członkowie rodziny i bezpardonowo atakują niewygodnego rozmówcę lub rozmówczynię (sam doświadczyłem podobnego zabiegu). Efekt najczęściej jest natychmiastowy- atakowany wycofuje się i rezygnuje z dalszej dyskusji- na mnie to nie zadziałało, chociaż niestety podziałało na wielu. Zaangażowanie i chęci do konstruktywnej aktywności społecznej zanikają.  

I bardzo proszę nie czynić mi zarzutu, że czepiam się rodziny wulgarnego radnego Głowackiego. Tak jak napisałem na początku tekstu: obserwuję i opisuję publiczną aktywność mieszkańców naszego miasta. W przypadku wulgarnego radnego działalność na forum internetowym ma charakter powiązań rodzinnych. To wszystko.

Zaproszenie do wykluczenia

Zaproszenie do dyskusji o grupie Łaskarzew2030 skierowane do mnie przez jednego z założycieli tejże „organizacji” (screen wiadomości powyżej) zakończyło się wykluczeniem mnie z facebookowej grupy Łaskarzew, której to grupy gburowaty wilczek, obok opryskliwego dziadka, jest jednym z trzech administratorów. Tak wygląda „model debaty o istotnych sprawach miasta” i „standardy wolności słowa”, wyznawane przez samozwańczych, lokalnych liderów opinii publicznej.

Właściwie każdy, kto spróbował podjąć istotne dla naszego miasta wątki lub posunął się do krytyki obecnych władz na łaskarzewskim forum, natychmiast spotykał się z szyderstwami gburowatych wilczków, gderaniem opryskliwego dziadka niewiadomej proweniencji, czy bezpośrednimi, personalnymi atakami wulgarnego radnego w towarzystwie rodziny. Gdy dyskutantom brakuje argumentów, zadziałać musi grupowy ostracyzm i prewencyjna cenzura.  

Rozbijanie lokalnej wspólnoty

Żaden z opisywanych w niniejszym artykule bohaterów nie spróbował nawet podjąć publicznej, merytorycznej dyskusji o sprawach Łaskarzewa w odniesieniu do zaprezentowanych w artykułach informacji, faktów i opinii. Poza przytykami i atakami personalnymi nie mieli nic do zaproponowania. Brak argumentów i elementarnego rozeznania w potrzebach mieszkańców miasta nadrabiali inwektywami, insynuacjami, bezczelnością czy zwykłym chamstwem. Mowa tu o ludziach, którzy chcą się mienić lokalnymi liderami opinii, a może nawet, jak w przypadku młodych, gburowatych wilczków z grupy Łaskarzew2030, chcieliby w przyszłości przejąć stery władzy.

Próby narzucenia tematów zastępczych, takich jak ogólnomiejska ankieta dotycząca „grillowania i palenia ognisk na terenach leśnych”, zaproponowana przez grupę Łaskarzew2030 z inspiracji redaktora Eryka Laskowskiego, zakończyły się w sposób możliwy do przewidzenia- wygasły samoistnie gdy tylko zmalała temperatura dyskusji.

Trudno się zatem dziwić, że wszyscy ci, którzy być może chcieliby się zaangażować w konstruktywne, pożyteczne i prawdziwie przydatne miastu projekty rezygnują z jakiejkolwiek społecznej aktywności. Nie chcą się narażać na szyderstwa, docinki, ataki, czy pospolite chamstwo i wulgaryzmy lokalnej „elitki”, która w internecie prezentuje poziom agresywnych, bezczelnych trolli.

Ludzie, którym wydaje się, że tworzą „grupę trzymającą władzę” w Łaskarzewie, są odpowiedzialni za dekompozycję lokalnego życia społecznego i rozbijanie lokalnej wspólnoty. Mową, kuglarstwem, przemilczaniem, zaniechaniem. Od lat.

SAD

Bizancjum na sportowo, czyli koszty remontu hali sportowej

Wróćmy na chwilę do pamiętnej XXIX Sesji Rady Miasta Łaskarzew z 29 marca 2021 r. gdzie poruszany był m.in. temat kosztorysu remontu istniejącej hali sportowej przy ul. Kusocińskiego 10 na kwotę ponad 609 tys. zł. Propozycja zgłoszona przez panią burmistrz, dotycząca utworzenia rezerwy w kwocie 300 tys. zł została przez radnych przyjęta, chociaż z wypowiedzi poszczególnych radnych jasno wynika, że nie zapoznali się oni nawet z wyliczeniami, nad którymi głosowali. Jedynymi uczestnikami obrad, o których wiadomo, że mieli wgląd w kalkulacje byli pani burmistrz oraz radny, pan Łukasz. Nie udało się ustalić, czy największy orędownik przyjęcia uchwał, radny Fryderyk Głowacki, wiedział nad czym tak naprawdę głosuje i do czego namawia innych radnych miejskich.

Hala sportowa ŁKS Promnik Łaskarzew, foto SAD

W odpowiedzi na pytanie zadanie Urzędowi Miasta w otrzymałem Zbiorcze Zestawienie Kosztów Zadania Inwestycyjnego na 609.948,39 zł dotyczące remontu istniejącej hali sportowej. Jest to kosztorys, nad którego przyjęciem głosowali radni łaskarzewscy pomimo tego, że nie zapoznali się z nim wcześniej, przed głosowaniem. A powinni, bo lektura jest niezwykle interesująca.

Otóż rzeczony kosztorys zakłada np. „montaż wełny mineralnej 15 cm i folii paroizolacyjnej” za kwotę 18.450 zł brutto, „dostawę i montaż sufitu akustycznego” za kwotę 80.000 zł czy „dostawę i montaż ścian akustycznych” za 20.910 zł. Być może pani burmistrz, poza funkcją sportową, przewiduje utworzenie lokalnej filharmonii w hali przy Kusocińskiego 10. Ponad 100.000 zł na „elementy akustyczne” hali sportowej to kolejne potwierdzenie dużej wyobraźni w tworzeniu kalkulacji wydatków i szerokiego gestu doradców i samej pani burmistrz Laskowskiej.

Ale to nie wszystko. „Rozbiórka istniejącej podłogi, rozbiórka chudego betonu, demontaż grzejników, rozbiórka kanałów grzewczych” za 21.023 zł. Czy znajdą się chętni łaskarzewiacy, którzy podejmą się tego zadania za ponad 20 tys.?  Jestem przekonany, że ustawiłaby się długa kolejka.

Jakąż naiwnością i brakiem wyobraźni w kreowaniu wydatków wykazał się radny Leszek Bożek, który za 20.000 zł deklarował publicznie wybudowanie nowej podłogi na hali sportowej.

Doradcy pani burmistrz Laskowskiej oraz pani burmistrz nie oszczędzają środków z kasy miejskiej. Interesują ich tylko „duże inwestycje na duże pieniądze”. W prezentowanym zestawieniu kosztów „wykonanie podłogi sportowej” to, uwaga, 157.510 zł! Ponad 150 tys. zł. Za tyle można wybudować systemem gospodarczym 3 pokojowy domek. Ale co tam, stać nas. Tak jak już pisałem, Łaskarzew to miasto zdolnych, bogatych i naiwnych, niestety, ludzi.

Ażeby w nowej hali sportowo –koncertowej (filharmonijnej) przy ul. Kusocińskiego trenującym i kibicom nie zabrakło świeżego powietrza, pani burmistrz Laskowska przewidziała „wykonanie instalacji wentylacji mechanicznej nawiewno- wywiewnej” za bagatela 246.000 zł. Powiało chłodem na samą myśl. Co za tę kwotę można by wybudować, łaskarzewiacy wiedzą doskonale.

Zestawienie kosztów remontu hali sportowej, źródło Urząd Miasta Łaskarzew

Jedynym szczęśliwcem, poza panią burmistrz, któremu dane było zapoznać się z tajemniczym kosztorysem przed posiedzeniem XXIX sesji Rady Miasta był pan radny Łukasz. Czy był to pan radny Łukasz Laskowski czy pan radny Łukasz Jasiński tego nie wiadomo – postaram się to ustalić w drodze stosownych pytań skierowanych do Rady Miasta.

Bezmyślność, niegospodarność czy zemsta na sportowcach?

Przypomnijmy, że w skutek głosowania radnych podczas XXIX sesji jakikolwiek remont istniejącej hali został przesunięty o co najmniej rok. Remont pilny i niezbędny natychmiast. Remont obiektu, z którego korzystają dzieci i młodzież łaskarzewska, w którym nadal „dach cieknie (…) jest sufit popękany, i ta podłoga w pewnym stopniu zniszczyła się przez to, że dach cieknie (…) podłoga się nie nadaje.”

Za kwotę 70 tys. którą pani burmistrz wydała na zatrudnienie doradcy gospodarczego czy za wkład własny miasta na budowę bezsensownej tężni w oparach spalin (ponad 63 tys. zł) można by przeprowadzić kompleksowy remont istniejącej hali sportowej w taki sposób, że posłużyłaby ona kolejne 5-10 lat.

Warto pamiętać, że posiadająca tak ogromną wyobraźnie i szeroki gest pani burmistrz nie jest w stanie wyasygnować kilku tys. zł na montaż parapetów, odmalowanie bramy wjazdowej na stadion i odrestaurowanie klubowego szyldu. Czy to zwykłe niedbalstwo czy przemyślana zemsta na sportowcach pomimo świadomości, że remont jest pilnie potrzebny? Będę o to pytał w łaskarzewskim magistracie.

Wodzirej i bezrefleksyjni, nieprzygotowani do sesji radni

Jednym z głównych wpierających podjęcie uchwały zgodnie z postulatem pani burmistrz Laskowskiej był radny Fryderyk Głowacki. „Na razie wszystko siedzi w dokumentach i papierach, i do niczego nie dochodzi” – twierdził. „Z tego nie ma konsekwencji” – uzasadniał podjęcie uchwały wspierającej złożenie lipnego (de facto) wniosku o dotację z Ministerstwa Sportu, który pani burmistrz Laskowska zamierzała złożyć jedynie treningowo, w ramach doszkalania w składaniu wniosków.

Pan radny Głowacki, który nie potwierdził, iż znał powyższy kosztorys przed głosowaniem, zdaje się nie rozumieć, iż konsekwencje są i to bardzo poważne. Po pierwsze, radni przyjmując uchwałę tworzącą rezerwę w kwocie 300.000 zł poparli złożenie pozorowanego wniosku szkoleniowego, mającego głównie na celu doszkolenie się burmistrz Laskowskiej i podległych jej pracowników. Po drugie uchwała Rady Miasta przesunęła jakiekolwiek prace remontowe istniejącej hali sportowej o co najmniej rok, do marca 2022, lub dłużej. Tymczasem dach przecieka, podłoga gnije, a dzieci ćwiczą z narażeniem zdrowia. Tego radny Głowacki zdaje się nie dostrzegać i nie rozumieć.

Osobnym tematem jest wyciągnięcie konsekwencji wobec radnych przez ich wyborców w związku z głosowaniem nad dokumentem, którego treści nie widzieli na oczy. Ten aspekt pracy Rady Miasta powinni wziąć pod uwagę łaskarzewiacy wybierając swoich reprezentantów w kolejnych wyborach.

Niekompetencja i kolejne, niepotrzebne wydatki

Dowodem na niekompetencję i brak wyobraźni włodarzy łaskarzewskich jest oderwany od potrzeb i zdrowego rozsądku (a być może od zasad gospodarności i wiarygodnego rachunku ekonomicznego) zaprezentowany powyżej kosztorys, opisany jako Zbiorcze Zestawienie Kosztów Zadania Inwestycyjnego. Ponad 20.000 zł na demontaż podłogi, 157.510 zł na nową podłogę, ponad 100.000 zł na elementy akustyczne, czy prawie 250.000 zł na wentylację– te propozycje, w zestawieniu z realnymi potrzebami łaskarzewiaków i naszego miasta – wyglądają jak część programu kabaretowego. Zasadność ekonomiczna i gospodarcza powyższego zestawienia jest nie tylko mocno wątpliwa, co przecząca zdrowemu rozsądkowi.

Decyzjami radnych i pani burmistrz powinni zająć się mieszkańcy Łaskarzewa. Natomiast weryfikacją przedłożonego kosztorysu na kwotę ponad 609 tys. zł – powołane do tego instytucje, urzędy i służby.

Tylko którzy radni znajdą odwagę, żeby w poczuciu odpowiedzialności za sprawy i budżet miasta, prześwietlić zasadność wydatków proponowanych przez panią burmistrz Laskowską?

Zobaczymy.

SAD

Pamięci mojej mamy Teresy Danilczuk- pożegnanie prywatne

Jeśli mógłbym opisać życie mojej mamy używając tylko dwóch słów byłyby to: poświęcenie i niezależność.

Poświęcenie – słowo z pewnością nieobce wszystkim, którzy urodzili się w czasie zawieruchy wojennej albo tuż po niej. Moja mama, Teresa, nazywana przez wszystkich z rodziny i znajomych Janeczką, urodziła się jako siódme, najmłodsze dziecko Marianny i Feliksa Łubów w ostatnim dniu marca 1941 roku w Łaskarzewie.

O niezależność w czasach powojennych, a tym bardziej w czasach współczesnych, było i jest znacznie trudniej.

Będąc dzieckiem tak bardzo chciała się uczyć, że babcia (jej mama) musiała przekonać dyrektorkę szkoły, żeby drobną dziewczynkę z warkoczykami przyjęła do pierwszej klasy o rok czy dwa lata wcześniej niż wynikało to z metryki urodzenia. Zeszyty z lat szkolnych mojej mamy, które zachowały się do dziś, wyglądają jak doskonałe kaligrafie. Jak wydruki z komputera czcionką Lucida Calligraphy w zeszytach w linie z lat 50-tych. Lekcje, podobnie jak większość dzieci w tamtych czasach, często odrabiała na parapecie przy lampie naftowej. Benedyktyńska robota. Dziś trudno uwierzyć, że można było tak prowadzić zeszyty do polskiego, historii, biologii czy francuskiego. Poświęcenie nauce.

Pod koniec lat ’50 Teresa Janina z domu Łuba ukończyła Liceum Ogólnokształcące w Sobolewie, następnie Technikum Ekonomiczne w Garwolinie. W połowie lat 60-tych rozpoczęła pracę jako księgowa w łaskarzewskim GeEsie, gdzie przepracowała niemal 30 lat. Poświęcenie pracy.

Występy publiczne w dzieciństwie, recytacje, zamiłowanie do śpiewu i tańca, ironiczne i abstrakcyjne poczucie humoru, artystyczne zacięcie – niewielu z obecnych znało moją mamę z tej właśnie strony. Ja mogłem się o tym przekonywać latami aż do ostatnich dni jej długiej choroby. Często rozmawialiśmy o życiu, o zasadach, o rodzinie, o polityce. O polityce potrafiła rozmawiać godzinami.

Bardzo wspierała mnie w moich ostatnich projektach, była bardzo dumna z kolejnych publikacji. „Mów do ludzi, mów prostym językiem, przekazuj dokładnie to o co ci chodzi, bez wydziwiania” – strofowała mnie przed pierwszym wywiadem przed kamerą.

W młodości lubiła podróżować. Często odwiedzała swoje siostry i brata w Warszawie. Tu mogła pracować, osiedlić się, miała „propozycje pracy i zamieszkania” – jak wówczas mawiano. Wybrała Łaskarzew, gdzie przeżyła ponad 80 lat.

W ostatnim tygodniu przed śmiercią marzyła, żeby wrócić do swojego domu, gdzie czuła się najlepiej. „W domu sobie ugotuję to co lubię (gotowała rewelacyjnie) i wreszcie się wyśpię, odpocznę” – mówiła. „Dla mnie Łaskarzew jest jak Paryż” – dodała, a ja słuchałem oniemiały.

Po ukończeniu technikum chciała studiować prawo. Podjęła działania w tym kierunku. Trudna sytuacja powojenna i okoliczności rodzinne spowodowały, że Teresa Janina nie mogła realizować swoich zawodowych pasji. Życie napisało inne scenariusze.

Poświęciła się rodzinie, wychowaniu synów. Tu jej oddanie przekraczało często poczucie zdrowego rozsądku. Swoim dzieciom poświęcała się bez reszty.

Gdy była w pełni sił, pełna energii, na Janeczkę mógł liczyć każdy – siostry, brat, kuzyni i ich rodziny. Janeczka doradzała i pomagała wszystkim – potrafiła pomóc każdemu. Do Janeczki zawsze można było przyjść, na Janeczkę zawsze można było liczyć. Była jednoosobowym rodzinnym biurem doradczym ds. rozwiązywania spraw trudnych i niemożliwych. Poświęcenie rodzinie.

Pomimo samotnego wychowywania dwóch niesfornych chłopaków, Janeczka znajdowała czas, żeby opiekować się swoimi wiekowymi rodzicami do końca ich dni – ukochanymi mamą i tatą.

Zawsze chciała żyć po swojemu, na swoich zasadach. „Nie być zależną od nikogo” – powtarzała. Nie lubiła kompromisów, nie chciała chodzić na skróty, nie zwracała uwagi na plotki i szepty. „Niech sobie gadają” – mówiła. Wiedziała swoje.

Często jednak górę brały poświęcenie i obowiązek – przede wszystkim wobec dzieci ale też swoich drogich rodziców. W ostatnich dniach, gdy leżała w szpitalu poważnie chora, mówiła mi, że idzie spotkać się właśnie z nimi.

Wieloletnia, bolesna choroba nie przeszkodziła jej w zachowaniu pogody ducha, ironicznego poczucia humoru. Nie zrezygnowała przy tym z korzystania z całej palety ciętych uwag i surowych ocen, których zdarzało jej się nadużywać. Podobnie jak kawy i papierosów – nie potrafiła z nich zrezygnować.

Pan Bóg pozwolił, że gdy odchodziła, spokojna i pogodzona, mogłem trzymać ją za rękę. Zmarła w poniedziałkowy wieczór, 26 lipca 2021 r.

Kocham Cię, mamo. Odpoczywaj w pokoju.

PS.

Pragnę podziękować mojej rodzinie, najbliższej i dalszej, za nieustające wsparcie i troskę, jakimi obdarowali moją mamę, zwłaszcza w ostatnich latach jej choroby.

Kariera polityczna kosztem Łaskarzewa

Poniższy felieton będzie jednym z ostatnich z serii publikacji na temat problemów mojego rodzinnego miasta z lokalną władzą, a właściwie z lokalną grupą trzymającą władzę. Ostatnie miesiące przyniosły wiele pytań co do możliwych motywów działań pani burmistrz Laskowskiej w sprawach dotyczących miasta. Przyznaję, że przed zapoznaniem się z konkretnymi informacjami i dokumentami niełatwo było odnaleźć się w grach i machinacjach szczegółowo rozpisywanych na zapleczu politycznym lokalnej władzy. Zadanie znalezienia racjonalnych interpretacji z pozoru nieracjonalnych poczynań magistratu nie było wcale proste. Nad opracowaniem celów i metod ich realizacji trudzili się doradcy i eksperci. A cele pani burmistrz są o wiele bardziej ambitne niż komukolwiek ze zwykłych zjadaczy łaskarzewskiego chleba mogło się wydawać.

Foto: materiały wyborcze

Spróbujmy przyjrzeć się poczynaniom burmistrz Laskowskiej i jej bezpośredniego zaplecza w ostatnich miesiącach. Przygotowywane w tajemnicy wielomilionowe projekty, pogardliwe traktowanie mieszkańców i radnych, zaniedbania istniejącej infrastruktury, poczucie wszechwładztwa i bezkarności, brak zainteresowania prawdziwymi problemami łaskarzewiaków i przyszłością miasta. Skąd niezrozumiały upór godny lepszej sprawy w zakresie realizacji szkodliwych dla miasta projektów, jak pomysł budowy tężni solankowej obok najbardziej ruchliwej ulicy czy umyślne zaniedbania – jak brak konkretnych działań mających na celu remont jedynej hali sportowej w mieście przy ul. Kusocińskiego 10.

Opisywany w ostatnich tygodniach dobór priorytetów i metod działania oraz sposób traktowania wyborców przez burmistrz Laskowską połączony z coraz odważniej wyrażanymi opiniami mieszkańców Łaskarzewa musi oznaczać koniec kariery politycznej na szczeblu samorządowym w naszym mieście. Pani burmistrz i jej zaplecze powinno zdawać sobie sprawę z takich konsekwencji, jednak nadal nic sobie z takich perspektyw nie robi. Pozostała aktywność pani Laskowskiej może wskazywać na to, że apetyty polityczne wcale nie zostały zaspokojone i sięgają znacznie dalej niż miasteczko nad Promnikiem. I wyżej niż garwoliński powiat.

Jakie koncepcje i projekty, większe i ważniejsze od potrzeb Łaskarzewa, mogą przyświecać z pozoru niedorzecznej aktywności burmistrz Anny Laskowskiej? Jakie czynniki dają jej ochronę do tak jawnie sprzecznych z interesem mieszkańców poczynań?

Foto: Zaprzysiężenie burmistrz A. Laskowskiej, kadr z nagrania

Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Pani burmistrz Laskowska w swoich politycznych zamysłach mierzy bardzo wysoko. Trudno powiedzieć, czy to jej osobiste ambicje czy raczej skutek namowy doradców i politycznych promotorów. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że ostatecznym celem prowadzonych projektów jest fotel posła lub senatora RP. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby te zamiary nie miały być realizowane kosztem przyszłości i kasy naszego miasta.

Dlaczego pani Laskowska zamierza zrealizować niepotrzebny, szkodliwy dla miasta, szacowany na 2 miliony złotych projekt przekopania Rynku Głównego powiązanego z wycinką pięknych drzew? Ponieważ realizacja takiej koncepcji – nieważne, że za plecami i ze szkodą dla łaskarzewiaków – będzie dobrze wyglądać na folderach wyborczych do Sejmu lub Senatu.

Burmistrz Laskowska nie chce rozmawiać z łaskarzewiakami, nie chce ich informować o najbardziej dla nich istotnych projektach. Nie chce też wiedzieć, czy mieszkańcy miasta godzą się na fanaberie i pomysły doradców miejskich. Z polityki informacyjnej prowadzonej przez panią burmistrz wynika, że woli się komunikować z mieszkańcami swojego rodzinnego Garwolina, niż z łaskarzewskimi wyborcami.

Łaskarzewscy wyborczy nie mieli okazji, żeby zapoznać się z planami budowy tężni solankowej, o czym rozpisywały się garwolińskie media. Nie mieli też możliwości przeanalizowania przetargów na opracowanie projektu budowy nowej hali widowiskowo – sportowej, o czym już wcześniej pisałem. W serwisach łaskarzewskich próżno szukać wywiadu, jaki na temat swojego życia osobistego i rodzinnego udzieliła pani Laskowska jednemu z garwolińskich serwisów internetowych. „O dzieciństwie, pierwszych zarobionych pieniądzach, o tym, jak poznała swojego męża, jak radzi sobie w kuchni i co najbardziej ceni w mężczyznach”.

Ktoś, tak jak w bajce, obiecał pani burmistrz, że koń będzie latał i pani burmistrz w tę bajkę uwierzyła. Dlatego zapewne zdecydowała się realizować tylko „duże projekty na duże pieniądze”. Nawet jeśli te projekty nie będą łaskarzewiakom do niczego potrzebne. Wystarczy, że będą dobrze wyglądały na zdjęciach i obrazkach reklamowych. Wystarczy, że można będzie ogłosić niezaprzeczalny sukces w drodze na Wiejską.

Po chaotycznych działaniach zaplecza polityczno – medialnego pani burmistrz w ostatnich tygodniach możemy być pewni, że innej koncepcji po prostu nie ma. Po trzech latach rządów najtęższe umysły doradzające lokalnej władzy nie są w sanie wygenerować realnych, rozwojowych pomysłów dla 600- letniego miasta, serwując mieszkańcom ankietę dotyczącą organizacji pikników w miejscach publicznych i palenia ognisk w lesie, próbując w ten sposób zmienić Łaskarzew w uzdrowisko.

Pozostają zatem marzenia o ogólnopolskiej karierze, realizowane głównie na koszt łaskarzewiaków.

Stać nas przecież, prawda? Łaskarzew to miasto zdolnych, zamożnych i bardzo naiwnych ludzi. Najwidoczniej.

SAD

Projekt hali sportowej za 146.370 zł … + 42.000 zł + …?

Za pośrednictwem profilu facebookowego Urząd Miasta w Łaskarzewie poinformował o podpisaniu umowy „na wykonanie projektu nowej hali sportowej przy Zespole Szkół nr 1 w Łaskarzewie. Swoim dotychczasowym zwyczajem urząd poskąpił jakichkolwiek innych informacji w tej sprawie. Z dostępnych dokumentów przetargowych wiadomo, z którą firmą została podpisana umowa i na jaką kwotę. Z innych dokumentów wiadomo, ile pieniędzy urząd zdążył już wydać na dokumentację projektową związaną z budową hali sportowej. Jakie jeszcze wydatki poniósł i poniesie miasto na przygotowanie nowej inwestycji nadal nie wiadomo – czas odpowiedzi na pytania zadane w trybie dostępu do informacji publicznej został wydłużony z 2 do 5 tygodni. Czekamy.

Zgodnie z dostępną dokumentacją przetargową „w postępowaniu jako najkorzystniejszą wybrano ofertę złożoną przez KOWALCZYK-ARCHITEKCI Biuro Obsługi Inwestycji i Projektowania z Łodzi. Oferta cenowa brutto tej firmy wyniosła 146.370 zł. Była to jedna z czterech firm, które przystąpiły do przetargu z dnia 20 maja 2021 r. Biura architektoniczne miały zaledwie 8 dni na złożenie swoich propozycji. Zadziwiać może wyjątkowo krótki czas na opracowanie ofert przetargowych w sprawie budowy jednej z najważniejszych inwestycji w historii naszego miasta. Na przygotowanie ofert w przetargu dot. przebudowy drogi do wsi Leokadia ogłoszonego przez nasz urząd oferenci mają ponad 2 tygodnie. Wnioski każdy może wyciągnąć sam.

Z informacji zawartych w Raporcie o stanie miasta Łaskarzewa za rok 2020 wynika, że w ubiegłym roku urząd przeznaczył już kwotę 26.000. zł na „dokumentację” dotyczącą „budowy hali sportowej w Łaskarzewie”. W Raporcie… za dok 2019 widnieje pozycja „Budowa hali sportowej w Łaskarzewie” na sumę 16.000 zł. Jeżeli nie mamy tu do czynienia z pomyłką może to oznaczać, iż urząd na przygotowania do budowy nowej hali wyasygnował już sumę 42.000 zł. W oczekiwaniu odpowiedzi na pytania (termin przesunięty do 16 lipca 2021 r.) musimy się domyślać, czy powyższe kwoty obejmują koncepcję z lutego 2021 r. opracowaną przez firmę e-domy.pl. Jeśli był to dodatkowy wydatek, to do powyższych kwot należy doliczyć zapewne kolejne 20.000 zł. Razem mielibyśmy około 60.000 zł plus 146.370 zł za projekt opracowywany w ramach przetargu i umowy podpisanej przez panią burmistrz w dniu 1 lipca 2021 r. Ponad 200.000 zł.

„Samowola” czy „sobiepaństwo”?

Przyjrzyjmy się bliżej faktom i datom. Termin składania ofert w przetargu, w wyniku którego podpisana została umowa z dnia 1 lipca 2021 r. był wyznaczony na godz. 12.00 w dniu 28 maja 2021 r. Otwarcie ofert nastąpiło w dniu 07 czerwca 2021 r. (w dokumentach urzędu jest prawdopodobnie błędna data). Natomiast wybór oferty nastąpił w dniu 15 czerwca 2021 r., czyli w dniu na który zostało wyznaczone słynne już spotkanie „organizacyjno –informacyjno – konsultacyjne”, które pozwoliłem sobie nazwać „Medialnym show”. Pamiętamy oczywiście, że pierwotnie data spotkania była ustalona na 14 czerwca 2021 r. Nie zmienia to jednak faktu, że wyznaczone na ten dzień „konsultacje społeczne” z przedstawicielami mieszkańców Łaskarzewa (radni), „placówek oświatowych, stowarzyszeń działających na terenie miasta oraz prasy lokalnej” było czystą fikcją nie mającą nic wspólnego z prowadzonym równolegle rzeczywistym procesem decyzyjnym i wymaganymi w takich przypadkach prawdziwymi konsultacjami społecznymi. Kwiatkiem do kożucha miał być nie tylko wpisany przez panią burmistrz do „porządku spotkania w sprawie budowy hali sportowej w Łaskarzewie” Komitet budowy hali. Kwiatkiem do kożucha pani burmistrz mieli się stać wszyscy zaproszeni goście i cała społeczność Łaskarzewa, ponieważ już przed tym spotkaniem wszystkie decyzje zostały podjęte – klamka zapadła.  

„Nie było żadnych konsultacji”

Niektóre poczynania pani burmistrz pozwoliłem sobie określić mianem „samowoli”. Dziś znacznie lepszym określeniem wydaje się być „sobiepaństwo”. Słownik PWN definiuje „sobiepanka” jako „tego, kto postępuje samowolnie, lekceważąc innych”.

Tak jak pisałem w poprzednich tekstach na ten temat, przewodniczący Rady Miasta Leszek Bożek podczas obrad Rady w dniu 29 marca 20121 r. stwierdził, iż „żadnych konsultacji z ludźmi nie było”. Tezy przewodniczącego Bożka w ostatnich dniach kilkukrotnie i kategorycznie potwierdziło źródło z bezpośredniego otoczenia pani burmistrz: „nie było żadnych konsultacji”. Co więcej, to samo źródło zasugerowało, że „już jest za późno na takie działania. Teraz pozostaje tylko skupić się na projekcie i tego dopilnować.”

Ze smutkiem przyznaję, że moje przewidywania opisane we fragmencie „Już w czwartek informujemy o tym co wydarzy się w poniedziałek!” z tekstu Medialny show… w większości się sprawdzają. Parafrazując cytat z filmu Seksmisja: „jakichkolwiek konsultacji w sprawie budowy nowej hali sportowej nie było, nie ma i nie potrzeba…”

Co na to mieszkańcy Łaskarzewa? Może faktycznie nie powinniśmy być informowani o ważnych sprawach, dużych wydatkach i nie powinniśmy interesować się tym co dzieje się w naszym mieście? Po co mamy się niepotrzebnie denerwować, prawda? Wszystkie sprawy załatwi za nas pani burmistrz – nawet bez naszej wiedzy, zgody i choćby wbrew naszym oczekiwaniom.

SAD