Miasteczko, obok którego przechodził król Jagiełło

Jeśli miasteczko z ponad 600- letnią tradycją praw miejskich może pochwalić się jedynie wiatą przystanku autobusowego jako „centrum historii”, tężnią solankową „w oparach spalin”, spalonym Ośrodkiem Wypoczynkowym Świt, przedsiębiorczością, która już właściwie w miasteczku zanikła, czterema kawiarniami, których już nie ma w Rynku Głównym- to coś musi być nie tak. Niepotwierdzony fakt, że podobno „przechodził tu kiedyś sam król Władysław Jagiełło” (chociaż pewności co do tego brak) nie wystarczy do odbudowy tożsamości i świetności miasta, które jeszcze 20-30 lat temu było dynamicznym, pełnym energii, tętniącym życiem miejscem.

Foto: SAD, Rynek Główny, zdjęcie z dnia 01.11.2021 r.

Odsłuchiwaniu wywiadu, którego pani burmistrz Anna Laskowska i pan Marian Żabczyński udzielili Radiu Wnet jesienią 2021 r. towarzyszy dojmujące poczucie zażenowania. Pomimo intensywnych prób prowadzącej spotkanie pani redaktor Elżbiety Roman zachęcania zaproszonych gości do zaprezentowania atrakcji łaskarzewskich, trudno było im pochwalić się czymś spektakularnym.

Chwalono się tym, czego już od dawna w Łaskarzewie nie ma, czego nie udało się dokonać, oraz tym, z czym władze naszego miasta nie mają absolutnie nic wspólnego. Oczywiście poza „przystankiem kultura” zlokalizowanym w rustykalnej wiacie autobusowej za prawie 80 tys. zł, i tężnią solankową, która już wkrótce spowoduje usychanie otaczających ją drzew i krzewów na Rynku Głównym.

Oto lista obiektów, którymi chwaliła się burmistrz Laskowska, a które już w Łaskarzewie nie istnieją:

*spalony Ośrodek Wypoczynkowy Świt wraz z nieistniejącymi budynkami towarzyszącymi

*kort tenisowy i odkryty basen znajdujące się na ww. obiekcie

*zabudowane domami jednorodzinnymi Białe Góry

*cztery nieistniejące kawiarnie w Rynku Głównym

*nieistniejąca bożnica

*nieistniejące Kino Promnik

*nieodbudowane wieże kościelne

Burmistrz Laskowska chwaliła się tym, z czym Urząd Miasta ma niewiele wspólnego i na co nie ma żadnego wpływu:

*piekarnią, młynem i cukiernią państwa Żabczyńskich

*Alejkami, należącymi do prywatnej spółki Wspólnota Gruntowa

 *kościołem pw. Podwyższenia Krzyża Św. i kościółkiem Św. Onufrego, znajdującego się w dyspozycji naszej parafii.

Pani burmistrz nie wyliczyła obiektów Klubu Bajka i biblioteki miejskiej, należących do prywatnego stowarzyszenia Ochotnicza Straż Pożarna w Łaskarzewie , czy położonej w Alejkach Stodoły, będącej własnością innego prywatnego stowarzyszenia Koło Gospodyń „Serbianki” w Łaskarzewie, bo właściwie nie ma się czym chwalić.

Chwalono się za to tym, jakim miastem Łaskarzew był kiedyś, chociaż już takim nie jest.

„Łaskarzew był miejscowością letniskową, wczasową, kiedy przyjeżdżali tutaj goście na wypoczynek, kiedy plażowali na tych wydmach nad rzeką Promnik…”

– wyliczała burmistrz Laskowska. Pan Marian Żabczyński dodał:

„Było to zagłębie szewców, zagłębie masarzy. Zaopatrywaliśmy Warszawę w mięso i buty, ale to już jest historia.”

Tak, dawniej było to „zagłębie”. Obecnie Łaskarzew przypomina „pustynię”, na której podobno został wybudowany.

Nie istnieje tu ani turystyka, ani kultura, ani gospodarka, ani sport, na jakie zasługuje nasze miasto.

Marnieją miejsca i obiekty nadal istniejące, jak okolice stawu i rzeki Promnik, Małpi Gaj, obecna hala sportowa. Za chwilę trzeba będzie wycinać uschnięte drzewa na Rynku Głównym- z powodu zasolenia generowanego przez tężnię i ogród halofitów- roślinność słodkolubna zwyczajnie obumrze. Jedno z ostatnich pięknym miejsc w miasteczku – porośnięty drzewami Rynek Główny- którym tak zachwycała się pani redaktor z Radia Wnet, przestanie istnieć.

Rynek już wkrótce zostanie pozbawiony drzew (sorry – tężnia), wybetonowany, wybrukowany, okamerowany, unowocześniony. Według gustu pani burmistrz Laskowskiej i pomysłu jej doradców.

Sławomir Danilczuk

Termomodernizacja budynku OSP droższa niż zakup „Rycerskiej”

„Termomodernizacja” budynku Ochotniczej Straży Pożarnej w Łaskarzewie może być przykładem największego marnotrawstwa środków publicznych w historii naszego miasta. Kwota jaką zamierza wydać Miasto na „ocieplenie” tych budynków o pow. ok. 1.000 m2 to kwota 1.670.000 zł, czyli o 70.000 zł więcej niż cena ofertowa sprzedaży kompleksu obiektów dawnej restauracji Rycerska o powierzchni ponad 2.100 m2, z działką ok. 2.900 m2. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że budynki, w których znajduje się OSP, dawne Kino Promnik, Klub Bajka i pomieszczenia nad klubem nie należą do Miasta Łaskarzew, ale do prywatnego stowarzyszenia Ochotnicza Straż Pożarna w Łaskarzewie, we władzach którego do niedawna zasiadał szwagier pani burmistrz, radny miejski i członek zarządu stowarzyszenia CIA, Łukasz Laskowski.

Dom Strażaka Łaskarzew, Foto: SAD

O pomyśle termomodernizacji Domu Strażaka w Łaskarzewie pani burmistrz Laskowska mówi już od kilku lat. Pracownicy urzędu dwoją się i troją, żeby pozyskać półtoramilionową dotację na wyremontowanie budynku, który nawet nie należy do Miasta, a do prywatnego stowarzyszenia. Na podstawie umowy użyczenia z 29 grudnia 2017 r. z pomieszczeń korzystają Dom Pracy Twórczej Bajka oraz inne podmioty. Umowa obowiązuje do 31 grudnia 2028 r. Miasto Łaskarzew jest na łasce i niełasce prywatnego właściciela budynku Dom Strażaka, tj. Stowarzyszenia OSP Łaskarzew. Termomodernizacja tego obiektu ma kosztować podatników 1.670.000 zł. Tu nie ma pomyłki – jeden milion sześćset siedemdziesiąt tysięcy zł. Za taką kwotę można by wybudować nowy Dom Kultury.

Cały budynek przy ul. Alejowej 13 w Łaskarzewie należy do Stowarzyszenia Ochotniczej Straży Pożarnej w Łaskarzewie. Stowarzyszenie to przez lata czerpało zyski np. z odpłatnego wynajmu Sali dawnego Kina Promnik na przyjęcia weselne, imprezy sylwestrowe oraz inne imprezy okolicznościowe. Ale to Miasto i podatnicy mają pokrywać koszy i wykładać ogromne pieniądze na bezsensowne inwestycje.

Władze miejskie nie mają tytułu własności do pomieszczeń Klubu Bajka, pomieszczeń nad Bajką, do sali dawnego Kina Promnik, dlatego też nie mogą tam prowadzić długoletniej polityki zadaniowej oraz inwestycyjnej (pozyskanie środków na wyposażenie, ew. przebudowę, remonty, itd.). Mieszkańcy miasta stracili możliwość pełnego korzystania z tych należnych im, w mojej ocenie, przestrzeni i obiektów.

Źródło: Urząd Miasta Łaskarzew

Inwencja i determinacja

W przypadku tego konkretnego projektu pani burmistrz, jej współpracownicy i urzędnicy wykazują ogromną inwencję i determinację. Łaskarzewskim władzom tak bardzo zależy na tej „dużej inwestycji za duże pieniądze”, że nawet są gotowi wymyślać jednostki organizacyjne, które dotąd w naszym mieście nie istniały. Na potrzeby wniosku o dofinansowanie z Województwa Mazowieckiego łaskarzewscy urzędnicy wymyślili „Centrum Kultury w Łaskarzewie”. Trudno powiedzieć co to jest za twór, bo nikt wcześniej o takim „centrum” w naszym miasteczku nie słyszał. Nikt też z niego raczej nie korzystał.

Problem z nazewnictwem może jednak być o tyle poważny, że mogło tu dojść do poświadczenia nieprawdy w dokumentach aplikacyjnych i w umowie, które dotyczyły kwot znacznej wartości.

Budynek, będący przedmiotem inwestycji figuruje w różnych dokumentach jako „Dom Strażaka”, ponieważ jest w dyspozycji prywatnego stowarzyszenia OSP. Natomiast nigdzie nie figuruje jako „Centrum Kultury w Łaskarzewie.”

Czy Miasto Łaskarzew miało prawo kreować rzeczywistość i wymyślać nieistniejącą instytucję „Centrum Kultury” na potrzeby pozyskania tego dofinansowania, czyli pozyskania niemałych kwot publicznych pieniędzy na ulepszenie nieswojego obiektu? O to również będziemy jeszcze pytać.

Nieliczenie się z kosztami

Termomodernizacja budynku OSP w Łaskarzewie tak bardzo leży na sercu pani burmistrz, że zdaje się ona nie liczyć z kosztami. Na początek wydatek 1.500 zł na opracowanie audytu energetycznego, co biorąc pod uwagę nakład pracy nie jest kwotą przesadzoną. Jednak dalsze wydatki muszą budzić zastanowienie. Pierwszy to „opracowanie dokumentacji projektowej pt. ‘Wykonanie Projektu Termomodernizacji, Audytu Energetycznego i kompleksowych prac projektowych związanych z termomodernizacją budynku Centrum Kultury w Łaskarzewie mieszczącego się w Strażnicy OSP przy ul. Alejowej nr 13’” za kwotę 59.040 zł (pięćdziesiąt dziewięć tysięcy czterdzieści zł). Drugi to „Wykonanie dokumentacji aplikacyjnej termomodernizacji…” za kwotę 20.787 zł (dwadzieścia tysięcy siedemset osiemdziesiąt siedem zł) opracowanej, a jakże, przez pana doradcę z Kampinosu.

Łącznie na samą tylko „dokumentację” związaną z „termomodernizacją Strażnicy OSP” Miasto wydało do sierpnia 2020 r. kwotę 81.327 zł. Ponad osiemdziesiąt jeden tysięcy zł na dokumentację. Myślę, że w tamtym czasie za niewiele większą sumę można było przeprowadzić zupełnie przyzwoity remont elewacji całego budynku strażaków.

Co warte odnotowania, w 2018 r. na kompleksie budynków OSP przy ul. Alejowej 13 na większości powierzchni został wymieniany oraz ocieplany dach – łącznie pow. 336 m2 za kwotę ponad 76.000 zł brutto. Wykonawcą była firma REMAX. Stolarka okienna również jest w nie najgorszym stanie. Wystarczyłoby ocieplić jedną ścianę budynku od strony Alejek, odmalować elewację i całość wyglądałaby jak nowa. Wówczas koszt prac nie powinien przekroczyć 100.000 -120.000 zł a inwestycja zwróciłaby się po 5 latach…

Zwrot z inwestycji po… 30 latach

Jak wynika z informacji uzyskanych z Urzędu Miasta, zwrot z tej niebagatelnej inwestycji ma nastąpić po … 30 latach. Nie jest to pierwsza taka „ekologiczna” inwestycja w wydaniu burmistrz Laskowskiej – będę jeszcze o tym pisał.

Naszej burmistrz musi zależeć na ociepleniu budynku strażaków, skoro jak twierdzi, że „miasto ma zabezpieczoną w budżecie kwotę” wkładu własnego w wysokości 708.956,95 zł (ponad 700 tys. zł).

W kasie Miasta znajdują się niebagatelne pieniądze na remont tego konkretnego budynku (Strażnica OSP), należącego do prywatnego stowarzyszenia. Natomiast na remont hali sportowej przy ul. Kusocińskiego, z której korzysta i korzystałoby kilkaset łaskarzewskich dzieciaków – od lat pieniędzy brak.

Skala marnotrawstwa i możliwy konflikt interesów

Ażeby należycie zwizualizować skalę marnotrawstwa środków publicznych, z jaką będziemy mieć do czynienia w przypadku „termomodernizacji” budynków Domu Strażaka, warto sięgnąć do niedawno dostępnej na rynku oferty sprzedaży kompleksu budynków dawnej Restauracji Rycerska i rozlewni oranżady. Rozbudowane w 2000 r. roku obiekty o pow. ponad 2.200 m2 na ogrodzonej działce o pow. 2.900 m2 jeszcze rok temu były dostępne na sprzedaż za kwotę ofertową 1.6 mln zł do negocjacji. Jeśli założymy, co jest bardzo prawdopodobne, że obiekt ten można było kupić za kwotę 1.4 mln zł, to okaże się że zakup zespołu budynków dwa razy większych niż budynek OSP, położonych na trzy razy większej działce, byłby tańszy o 270.000 zł niż termomodernizacja obiektu o pow. 1.000 m2.

Dlaczego burmistrz Laskowska i jej doradcy uparli się, żeby zainwestować w budynek nienależący do Miasta, zamiast kupić obiekt lub wybudować Centrum Kultury z prawdziwego zdarzenia- trudno powiedzieć. Problem może być znacznie poważniejszy niż kompletne niezrozumienie potrzeb mieszkańców Łaskarzewa.

Pytania co do to potencjalnego istnienia konfliktu interesów musi budzić obecność pana Łukasza Laskowskiego, prywatnie szwagra pani burmistrz, zarówno w Radzie Miasta, mającej m.in. za zadanie kontrolować poczynania władz miejskich, oraz we władzach Stowarzyszenia Ochotnicza Straż Pożarna w Łaskarzewie, jako pełniącego funkcję członka zarządu i zastępcy naczelnika od 11.01.2018 r. do 16.03.2022 r. W jaki sposób, będąc jednocześnie członkiem zarządu Stowarzyszenia CIA, które w ramach umowy z Miastem Łaskarzew bezpłatnie użytkuje lokal w obiekcie przy ul. Alejowej 13 i zastępcą naczelnika OSP, godził on obowiązki nadzorcze w ramach mandatu radnego miejskiego?

Informacja przekazana władzom Łaskarzewa na początku stycznia 2022 r. o pozyskaniu środków z Województw Mazowieckiego w wysokości 995.159,33 zł na termomodernizację nieistniejącego „Centrum Kultury w Łaskarzewie”, w marcu 2022 r. zaowocowała całym szeregiem zmian i roszad w rejestrze Stowarzyszenia OSP w Łaskarzewie.

Sławomir Danilczuk

Kosztowna niekompetencja burmistrz Laskowskiej

Wydawało się, że festiwal rozrzutności i niepotrzebnych wydatków w łaskarzewskim Magistracie dobiegł końca. Okazuje się, że burmistrz Laskowska wraca do dawnych, szkodliwych z punktu widzenia naszego miasta, nawyków. Kwota ponad 76.000 zł na zatrudnienie „doradcy gospodarczego” tylko w 2020 r. nie wystarczyła. Pani burmistrz nie może rozstać się ze swoim konsultantem, który do tej pory kosztował Miasto niemal 115.000 zł. Wygląda na to, że 3,5 roku kadencji na naukę to zdecydowanie za mało, dlatego pan doradca znaczne dochody w naszym mieście ma zapewnione. Płacimy wszyscy.

Foto: Facebook UM Łaskarzew

Kiedy latem i jesienią 2021 r. na stronach wŁaskarzewie.pl pisałem o tym, jak duże kwoty Urząd Miasta przeznacza na „doradztwo”, niewielu było gotowych w to uwierzyć. Wskazywana wówczas kwota wynosiła ok. 70.000 zł, jakie firma pana konsultanta z podwarszawskiego Kapinosu uzyskała za „usługi doradcze” udzielane burmistrz Annie Laskowskiej. Po nagłośnieniu sprawy, w drugiej połowie 2021 r. pani burmistrz miała zerwać tę kosztowną współpracę. Jednak z jakichś bliżej nieokreślonych powodów pan doradca jest naszemu miast niezbędny. Kwota jaką uzyska on tylko w miesiącach styczeń – kwiecień 2022 roku to 16.605 zł, czyli średnio ponad 4.000 zł miesięcznie.

Większość z wystawionych przez firmę consultingową faktur opisana jest bardzo ogólnie-  jako „usługa doradcza”. Jedynie 4 z 22 faktur zawierają wyszczególnienie konkretnego zakresu prac, jakie miał wykonać pan doradca na rzecz Urzędu Miasta w Łaskarzewie: przygotowania dokumentacji do wniosku o dofinansowanie ocieplenia budynku OSP (ok. 22.000 zł) oraz dokumentacji przetargowej dot. budowy nowej hali sportowej na kwotę ok. 4300 zł.

Pozostała cześć wynagrodzenia z niemal 115.000 zł to bliżej nieokreślona „usługa doradcza” za ponad 88.000 zł.

Czyżby w Łaskarzewie i okolicach brakowało wystarczająco kompetentnych urzędników, którzy potrafiliby odpowiednio przygotować „dokumentację przetargową” lub „wniosek o dofinansowanie”? Czy też burmistrz Laskowska przez 3,5 roku swojej kadencji nie była w stanie takich urzędników znaleźć, pozyskać i zatrudnić?

Zamiast niepotrzebnie wydawać dziesiątki tysięcy złotych na „usługę doradczą” należałoby rozważyć skierowanie na wartościowe szkolenia 2-3 pracowników miejskiego urzędu. Z pewnością odniosłoby to znacznie lepszy skutek niż „szkolenie za 600 tys. zł”, które zdaniem burmistrz Laskowskiej udało się, chociaż Miasto pieniędzy nie otrzymało.  

Źródło danych: Urząd Miasta Łaskarzew

Dziś każdy mieszkaniec naszego miasta może się domyślać, dlaczego przez ponad 3 lata obecnej kadencji nie znalazły się środki na wyremontowanie istniejącej hali sportowej i zamontowanie oświetlenia na boisku piłkarskim. Czy na cały szereg innych pilnych potrzeb i projektów.

Sławomir Danilczuk

W Łaskarzewie się dzieje!

Po kilku miesiącach, kiedy na stronach wŁaksarzewie.pl publikowane były głównie teksty dotyczące spraw ogólnych i generalnych, dotyczących m.in. zjawisk pandemicznych i wojny na Ukrainie, czas powrócić do tematów lokalnych, bieżących. Tym bardziej, że w naszym z pozoru sennym miasteczku czasem sporo się dzieje. I mam tu na myśli niekoniecznie te historie, przedsięwzięcia i wydarzenia, o których donoszą „lokalne media”.

Rynek Duży, foto: SAD

Społeczność Łaskarzewa w zdecydowanej większości zdążyła się przyzwyczaić do tego, że nie jest informowana o sprawach naprawdę istotnych dla miasta. Lokalni działacze, „aktywiści”, fora internetowe, „prasa” najczęściej zajmują uwagę mieszkańców problemami drugo- i trzeciorzędnymi. Wiele osób, w tym również piszący te słowa, ma wrażenie, że główne życie naszego miasteczka toczy się podskórnie, w kuluarach, gdzieś za kulisami, bez dostępu szerszej widowni.

O pomysłach, koncepcjach, czy decyzjach dotyczących projektów i zadań istotnych z punktu widzenia ogółu mieszkańców dowiadujemy się na końcu, często w formie zdawkowej, wycinkowej. Bez prezentacji istoty rzeczy. A co bardziej istotne, bez zaprezentowania mieszkańcom rozwiązań alternatywnych. Najczęściej nie znamy też realnych, często dotkliwych i kosztownych „konsekwencji” decyzji i zaniechań władz, jakie będzie musiała ponieść nasza społeczność w przyszłości. W krótszej i dłuższej perspektywie.

W najbliższych artykułach i felietonach będę starał się zaprezentować szereg tematów i problemów, o których mówi się jedynie szeptem na korytarzach miejskiego urzędu, w dyskretnych rozmowach sąsiedzkich, przy grillu w wąskim gronie znajomych. Albo nie rozmawia się o nich wcale, bo „tak to już u nas jest” a „na układy nie ma rady”.

I tak jak od samego początku funkcjonowania portalu wŁaskarzewie.pl, nie mówimy tu o kwestiach prywatnych czy obyczajowych, lecz o sprawach publicznych, miejskich, społecznie istotnych. Przede wszystkim związanych z działalnością naszych drogich urzędników, radnych, aktywistów oraz organizacji pozarządowych.

O jednym mogę szanownych czytelników zapewnić: będzie bardzo ciekawie!

SAD

Święta Wielkiej Nocy 2022

„A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych.” (J 20, 5-9)

Czytelnikom strony wŁaskarzewie.pl, wszystkim mieszkańcom Łaskarzewa i okolic życzę pełnych Łask Bożych, radosnych, rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy.

Sławomir A. Danilczuk

Zaniżanie rangi własnego państwa i narodu

„Ukraina nie będzie zdemilitaryzowana jak Szwajcaria, będzie jak „wielki Izrael”– oświadczył w środę prezydent Włodymir Zełenski. „Będziemy mieli przedstawicieli sił zbrojnych lub Gwardii Narodowej we wszystkich instytucjach, supermarketach, kinach, teatrach – tam będą ludzie z bronią. Jestem pewien, że kwestia naszego bezpieczeństwa będzie sprawą priorytetową w następnych 10 latach” – dodał prezydent Ukrainy.

Foto: Pixabay

Przypomnijmy, że w pierwszych dniach konfliktu zbrojnego z Rosją władze Kijowa rozdały mieszkańcom miasta broń maszynową, broń ręczną, granaty i wszystko co mogłoby posłużyć do obrony miasta. Do znajdującej się w stanie wojny Ukrainy uzbrojenie płynie z całego świata, w tym z Polski. Wozy bojowe, czołgi, wyrzutnie przeciwlotnicze i przeciwpancerne, karabiny, kamizelki kuloodporne, systemy inwigilacji, systemy łączności i elektronicznej kontroli pola walki, amunicja, sprzęt pomocniczy.

Tymczasem Polacy są jednym z najbardziej rozbrojonych narodów w Europie. Na 100 mieszkańców naszego kraju przypada zaledwie 1.3 sztuk broni, podczas gdy w Niemczech, Francji, Austrii, Szwecji, Norwegii – ponad 30 sztuk na 100 mieszkańców. W Szwajcarii i Finlandii ponad 45 sztuk broni. 5-cio krotnie więcej broni niż Polacy mają Brytyjczycy, Irlandczycy, Słowacy, Hiszpanie, Włosi a nawet Białorusini i Ukraińcy – dane sprzed wojną z Rosją.  

Powszechny dostęp do broni, organizacja obrony terytorialnej, przygotowanie zapasów żywności, lekarstw, sprzętu bojowego i zabezpieczającego to wcale nie największe bolączki naszego państwa w sytuacji zagrożenia otwartym konfliktem zbrojnym. O wiele bardziej niebezpieczne z punktu widzenia postrzegania naszego kraju przez ośrodki zagraniczne jest systematyczne obniżanie rangi Polski na arenie międzynarodowej i w polityce wewnętrznej.

Przez lata celowali w takim procederze postkomuniści (we wszelkich odmianach) i PSL, broniąc w Polsce interesów rosyjskich. Podobne praktyki, z tym że na kierunku niemieckim i brukselskim były udziałem działaczy Platformy Obywatelskiej, partii Nowoczesna, czy najnowszych tworów politycznych, jak Polska 2050. Gorsi od swoich kolegów z ław poselskich nie chcą być politycy PiS, którzy za punkt honoru obrali sobie obsługę interesów i (re)sentymentów amerykańskich, izraelskich i ukraińskich. Kosztem interesu narodowego Polski.

Doskonałą ilustracją podobnych praktyk są deklaracje, wypowiedzi, działania najważniejszych przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy, przy wtórze polityków rangi pomniejszej. Wszyscy zgodnie prześcigają się w dogadzaniu „sojusznikom Amerykanom”, „współobywatelom Żydom”, „braciom Ukraińcom”.

W połowie marca wicepremier Kaczyński zaproponował wysłanie misji pokojowej NATO na Ukrainę, co oznaczałoby oficjalne wciągnięcie państw Sojuszu Północnoatlantyckiego w konflikt zbrojny z Rosją.  Uderzenie odwetowe Moskwy mogłoby w takim przypadku zostać skierowane bezpośrednio przeciwko krajom bałtyckim i Polsce. W reakcji na propozycje lidera PiS prezydent Zełenski odpowiedział w sposób jednoznaczny: „to wciąż nasz kraj, a ja jestem prezydentem, więc my będziemy decydowali, czy będą tu inne siły”.

Trudno jest przebić w uniżoności wypowiedź rzecznika ministerstwa spraw zagranicznych pana Jasiny, który kilka dni temu stwierdził, że „jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”. Polscy politycy, wliczając premiera Morawieckiego, próbują jednak dorównać wyczynowi bezmyślnego rzecznika.

Foto: Prezydent.pl

W reakcji na ujawnione przez stronę ukraińską informacje o zamordowaniu przez Rosjan kilkuset ukraińskich cywili w podkijowskich miejscowościach, premier RP określił te działania mianem ludobójstwa i domagał się ich osądzenia. Rzecz w tym, że jakiekolwiek próby wyegzekwowania odpowiedzialności czy choćby ekshumacji zwłok i godnego pochówku dla ok. 100 tys. Polaków – ofiar rzezi wołyńskiej od dziesięcioleci spełzają na niczym. Prezydent Duda w 2018 r. chcąc uczcić pamięć pomordowanych w 75 rocznicę ludobójstwa na Wołyniu był zmuszony złożyć kwiaty w szczerym polu.

Równie głęboką skibą polską świadomość spróbował zaorać inny wysokiej rangi urzędnik ministerstwa spraw zagranicznych, podsekretarz stanu Marcin Przydacz. Zbrodnię w Buczy na kilkuset cywilach (okoliczności tych wydarzeń nadal nie zostały potwierdzone) zestawił ze zbrodnią w Katyniu, gdzie w 1940 r. Sowieci strzałem w tył głowy zamordowali ponad 20 tys. polskich oficerów.

Polska znalazła się w strefie zgniotu pomiędzy europejskimi i amerykańskimi elitami realizującymi własne interesy z jednej strony, a Chińską Partią Komunistyczną z drugiej, która rękami rosyjskimi toruje sobie drogę do przejęcia kontroli nad Starym Kontynentem.

Ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk oświadczył w ostatnich dniach, że „ani Rosjanie, ani Niemcy nie mają prawa decydować o tym, kogo Ukraińcy czczą jako bohatera. Stepan Bandera i setki tysięcy moich rodaków walczyło zarówno z Hitlerem, jak i Stalinem za państwo ukraińskie.”

Z tej, i podobnych wypowiedzi ukraińskich polityków jasno wynika, że Ukraińcy za Banderę i Suchewycza przepraszać nie zamierzają. Polscy politycy płaszczą się i przepraszają przy każdej niemal sposobności nawet za zbrodnie, których nigdy nie popełniliśmy. Jak w 2001 r. w Jedwabnem pełniący wówczas funkcję prezydenta A. Kwaśniewski.

Liderzy Zjednoczonej Prawicy w upokarzaniu Polski i Polaków postanowili postkomunistów i neoliberałów przebić.  

SAD

Foto: Pixabay.com

W obronie krzyża w Miętnem – 38 rocznica ogłoszenia strajku okupacyjnego

7 marca 1984 r. uczniowie Zespołu Szkół Rolniczych w Miętnem ogłosili strajk okupacyjny w obronie usuwanych przez dyrekcję z przestrzeni szkolnej krzyży. W trwającej wiele miesięcy walce o wartości wsparcie młodzieży zapewnili rodzice, znaczna część nauczycieli, księża lokalnych parafii, biskupi. List do protestujących uczniów skierował bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Błogosławieństwo wraz pamiątkowymi krzyżami przekazał papież Jan Paweł II.

Foto: Diecezja Siedlecka

„Miętne było światełkiem, które zapaliło wielki ogień troski i szacunku do krzyża.”

Zainicjowana przez ówczesną dyrekcję szkoły akcja zdejmowania krzyży ze ścian hallu szkoły rozpoczęła się w listopadzie 1983 r. Należy pamiętać, że w Polsce był to okres szczególnie trudny i niebezpieczny. Kilka miesięcy wcześniej zakończony został trwający od 13 grudnia 1981 r. stan wojenny. Panowała powszechna cenzura, działalność opozycyjna była zakazana, dawni członkowie NSZZ Solidarność byli prześladowani i aresztowani.

W październiku 1984 r. funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa porwali, bestialsko torturowali i zamordowali kapelana „Solidarności” bł. ks. Jerzego Popiełuszkę.  Za akty sprzeciwu wobec władzy PZPR kierującej ówczesną Polską Rzeczpospolitą Ludową można było nie tylko stracić pracę czy trafić do więzienia na długie lata- można było stracić życie.

W mrocznych i niebezpiecznych czasach PRL młodzież powiatu garwolińskiego, uczęszczająca do szkoły  w Miętnem aktywnie wystąpiła w obronie krzyży. Od listopada 1983 r. do kwietnia 1984 r. uczniowie przy wsparciu części kadry nauczycielskiej i okolicznych księży prowadzili akcje protestacyjne, wymianę korespondencji z dyrekcją szkoły, regularne modlitwy na korytarzach szkolnych. Młodzież nie wahała się organizować ulicznych przemarszów z krzyżami z Miętnego do kościoła parafialnego w Garwolinie, gdzie regularnie odbywały się msze święte w intencji obrony krzyży. Biskup Jan Mazur podjął post o chlebie i wodzie do momentu, w którym konflikt zostanie rozwiązany.

6 kwietnia 1984 r. w związku z zawartymi porozumieniami, w uzgodnienie których zaangażowane były najwyższe władze kościelne i państwowe, krzyż został oficjalnie umieszczony w bibliotece szkolnej, która odtąd stała się nieformalną kaplicą.

W wyniku czystki pracę stracili nauczyciele, do szkoły nie mogli powrócić zaangażowani w protesty uczniowie.

Foto: Diecezja Siedlecka

„Miętne było światełkiem, które zapaliło wielki ogień troski i szacunku do krzyża, pokazało, że ten znak jest ważny, że warto o niego walczyć” – trafnie podsumował tamte wydarzenia ks. Sławomir Żarski, który wówczas był katechetą młodzieży w Miętnem.

Wydarzenia sprzed niemal 40 lat mogą być w dzisiejszych czasach wskazówką dla nas wszystkich. Powinniśmy mieć odwagę stawać w obronie wartości, w obronie naszych bliskich, rodzin, w obronie dzieci, gdy dzieje im się krzywda. Wszystko co ma realną wartość, wszystko co istotne zawsze okupione jest wysiłkiem, aktywnością, trudem, ryzykiem, walką.

Pamiętajmy o tym, gdy do wyboru będziemy mieli iluzję wygodnego, bezpiecznego, kolorowego życia i dobro wspólne, dobro naszych bliskich, bezpieczeństwo i zdrowie dzieci.

Uczniowie, nauczyciele, księża, parafianie z Miętnego, Garwolina i okolic wierzyli wówczas, że „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem – Polska jest Polską, a Polak Polakiem”. Broniąc swoich przekonań byli gotowi zaryzykować bardzo wiele.

SAD

Źródła:

Obrona krzyży w Miętnem – Diecezja Siedlecka

Protest w obronie krzyży w Miętnem – dzień po dniu… – Podlasie24

Polska w stanie wojny informacyjnej 2.0

W 10 dni od napaści Rosji na Ukrainę do Polski napłynęło ponad 800.000 uchodźców. Z wywiadu, jakiego udzielił stacji CNN ambasador Polski w USA Marek Magierowski dowiadujemy się, że jest to „prawdopodobnie największa migracja w historii Europy.” W międzynarodowych przekazach medialnych nasze państwo wypada, jak dotąd, bardzo dobrze. Czy jednak, z uwagi na skalę czekających nas wyzwań, nie dzieje się tak kosztem interesu narodowego i kosztem polskiego społeczeństwa?

Foto: Twitter

„To pierwszy w historii Europy kryzys migracyjny, podczas którego kraj do którego napływają uchodźcy nie musi budować obozów dla uchodźców, ponieważ te 800 tys. uchodźców znalazło już lub znajdzie schronienie w polskich domach, internatach, akademikach. Ten wybuch solidarności, szczerego współczucia dla mieszkańców Ukrainy jest czymś niezwykłym”– stwierdził, nie bez racji, ambasador Magierowski.

Strumień uchodźców skierowany do polskich domów

Z wypowiedzi ambasadora Magierowskiego wynika jeszcze jedna konkluzja: to w przeważającej mierze polskie społeczeństwo, a nie państwo, wzięło na siebie ciężar pomocy uchodźcom. Polacy okazali wielkie serce, w krótkim czasie wykazali niecodzienną, niespotykaną mobilizację w organizowaniu zapasów żywności, lekarstw, ciepłych ubrań, koców, śpiworów dla przybywających do nas wschodnich sąsiadów, dzieląc się z uchodźcami tym co mają. Polacy dla przybyszów z Ukrainy otworzyli własne domy, oddali do dyspozycji szkoły, ośrodki wypoczynkowe, internaty.

W przeciwieństwie do Turcji, która po wybuchu konfliktu w Syrii, falę uchodźców skierowała do obozów tymczasowych, polskie władze strumień ofiar wojny na Ukrainie przekierowały wprost do polskich domów. Rząd nie musiał organizować miejsc zakwaterowania, zapasów żywności, środków pierwszej potrzeby dla setek tysięcy ludzi. I o tym musimy pamiętać.

Rząd nie może udawać, że nie ma problemu

W wyniku konfliktu na Ukrainie polską granicę na wschodzie może przekroczyć nawet  kilka milionów osób. Jak wykazały dotychczasowe doświadczenia, wśród dziesiątek tysięcy matek z dziećmi nie brakuje osób, którym nie udało się wedrzeć do naszego kraju przez granicę polsko-białoruską latem i jesienią 2021 r. Wówczas przed ich wtargnięciem na teren RP bronili nas pogranicznicy i WOT. Migranci nie znający języka angielskiego, rosyjskiego, ukraińskiego ani polskiego, często agresywni „studenci” z Bliskiego Wschodu, Afganistanu, Pakistanu czy Afryki, mogą stanowić realne zagrożenie dla lokalnych społeczności.

Rząd nie może oczekiwać, że z jednej strony to polskie społeczeństwo weźmie na siebie cały ciężar wielotygodniowej, wielomiesięcznej obsługi setek tysięcy uchodźców, a z drugiej strony nie będzie zapewniał naszym rodakom należytej pomocy, bezpieczeństwa czy rzetelnej informacji.

40 zł dziennie na każdego uchodźcę, jakie zaproponował premier Morawiecki w ostatnich dniach, oznacza wydatek ponad 14 miliardów złotych rocznie w przypadku 1 miliona migrantów. Jeżeli dodamy to tego zapowiadane świadczenia 500 + oraz inne dodatki, w pierwszym roku operacja przyjęcia migrantów może kosztować budżet państwa ponad 30 miliardów zł. Nie oznacza to, że nie trzeba pomagać. Nie oznacza to również, że nie wolno zadawać pytań o kwestie finansowe, budżetowe czy elementy pomocy międzynarodowej dla naszego kraju w związku z „największą migracją w historii Europy.”

Pozytywne opinie o Polsce w międzynarodowych mediach są obecnie niezwykle ważne. Korzystny PR naszych polityków nie może być jednak kreowany kosztem bezpieczeństwa Polaków. I wyłącznie na koszt polskich gospodarstw domowych.

Foto: Twitter

Dziennikarz do posła: Sp*erdalaj kacapie

Sytuacja, w jakiej znalazła się Polska jest skomplikowana pod wieloma wzglęgami. I delikatna. Od wielu lat próbuje się nam przykleić etykiety antysemitów, współsprawców holokaustu, nazistów, wojennych zbrodniarzy, czy jak ostatnio łatkę „jednego z najmniej empatycznych narodów świata”. W sytuacji potencjalnego konfliktu militarnego z Rosją, skrajnie negatywny wizerunek mógłby zostać wykorzystany jako pretekst do pozostawienia naszego państwa bez należnej pomocy i militarnego wsparcia.

Czas wojenny nie jest z pewnością momentem nazbyt fortunnym do bolesnych rozliczeń, szczególnie tych polsko-ukraińskich. Natychmiastowa amnezja historyczna może przynieść jeszcze więcej szkód, szczególnie w dłuższej perspektywie. Publiczne, wulgarne ataki dziennikarskie na posła, który głośno zwraca uwagę na niebezpieczeństwa wynikające z nagłego przestawienia narracyjnej wajchy, są skrajnie nieodpowiedzialne. I uderzają w to, czego ci niedokształceni dziennikarze zdają się bronić: polski interes narodowy i wolność słowa.

Minister ds cyberbezpieczeństwa: Czas pożegnać dziennikarzy niezależnych

Sygnał do wprowadzania cenzury medialnej poszedł z samej góry. Oczywiście pod pretekstem walki z „kremlowską propagandą”. 27 lutego pełnomocnik Rządu do Spraw Cyberbezpieczeństwa, Janusz Cieszyński „zaapelował do przedstawicieli platform internetowych, do Facebooka, Twittera, Youtuba” o blokowanie treści, zdjęcie kanałów, które mogłyby propagować treści „szerzących rosyjską propagandę (…) To jest kilkadziesiąt adresów, które zostały zidentyfikowane przez ekspertów od walki z dezinformacją”.  Na prowadzoną przez NASK (Naukową i Akademicką Sieć Komputerową – podmiot odpowiadający za polskie domeny) listę adresów rządowi „eksperci od walki z dezinformacją” zdołali zakwalifikować znanego publicystę Rafała Otokę-Frąckiewicza. Niebezpiecznie blisko wylądowania na indeksie „ruskich propagandystów” znalazł się inny dziennikarz znany z tego, że nie chadza z obecną władzą pod rękę – Łukasz Warzecha.

Rozochocony swoją cenzorską omnipotencją, nadaną mu najprawdopodobniej przez samego premiera (może nawet wyżej), minister Cieszyński wskazuje wprost, kto powinien zostać wykluczony z publicznej debaty. Do ruskiej V kolumny, którą „już czas pożegnać” na Twitterze zaliczony został red. naczelny internetowej telewizji wRealu24 – Marcin Rola.

Choroba zaszczepionych dziennikarzy

Za wskazaniami ministra od cyfryzacji, któremu nie udała się interwencja przywrócenia bezprawnie usuniętego profilu facebookowego KONFEDERACJI, pospieszyli usłużni dziennikarze. Jednym z pierwszych był redaktor radia WNET (podwładny prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich) Łukasz Jankowski- jeden z tych żurnalistów, który kazał polskiemu parlamentarzyście „sp*erdalać”. Wcześniej pytał publicznie o możliwości prawne „wystrzelenia (tegoż) posła Bruna z armaty prosto na Kreml”. Ten sam red. Jankowski wzywał do „czasowego wyciszenia”, a więc co cenzury telewizji wRealu24, ponieważ ta telewizja wg redaktora ręka w rękę ze szwajcarsko-niemieckim portalem NOIZZ „aktywnie działa na rzecz ograniczenia możliwość obronnych PL.” Ogranicza możliwości obronne… Ile dywizji ma wRealu24?

Innym przykładem zaciekłego bojownika z moskiewską dezinformacją i „ruskimi onucami” jest potrójnie zaszczepiony dziennikarz Tygodnika Sieci, Jakub Augustyn Maciejewski. Będąc w Kijowie w trakcie zawieruchy wojennej, jako wroga numer jeden wytypował posła Grzegorza Brauna, czyniąc go adresatem groteskowego „Listu z Kijowa…”. To jeden z tych prorządowych narratorów, który do jednego worka próbuje wrzucić pandemicznych sceptyków i sowiecką agenturę. Wnosząc po aktywności medialnej, temu dziennikarzowi szczepionki przeciwko covid weszły zdecydowanie zbyt mocno.  

Do ataku na dziennikarzy niezależnych, na ich profile i kanały społecznościowe, zwłaszcza te o dużych zasięgach, zgodnie przystąpili pracownicy medialni Onetu, Wprost, Niezależnej, wPolityce, Radia Wnet. W polskiej przestrzeni medialnej ma obowiązywać tylko jedna narracja – przekaz rządowy i pandemiczny, uzupełniony przekazem proeuropejskim.

Jeśli szukać wspólnego mianownika dla wszystkich tych redakcji, to są one obficie finansowane albo z budżetu naszego rządu (m.in. via SSP) albo ze źródeł zagranicznych, głównie niemieckich.

Twitterowe donosy do samego ministra sprawiedliwości i ministra spraw wewnętrznych na redaktorów telewizji wRealu24, którzy w ramach dziennikarskich obowiązków pofatygowali się na polsko-ukraińską granicę składał nawet Robert Tekieli – niepokorny i jakże niezależny guru dziennikarstwa podziemnego czasów PRL.

Publiczne wezwania do cenzury niezależnych mediów i dziennikarzy nie spotkały się z jakąkolwiek reakcją Centrum Monitoringu Wolności Prasy czy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Antyszepionkowcy i ruskie onuce

W sytuacji zagrożenia militarnego, trwającego kryzysu migracyjnego, czekającej nas być może katastrofy humanitarnej, prowadzona jest szeroko zakrojona operacja medialna. Ma ona za zadanie powiązanie wszystkich sceptyków pandemicznych, osób krytycznie postrzegających działania ośrodków rządowych związane z „pandemią” , osób sprzeciwiających się prowadzącym do totalitaryzmu regulacjom prawnym w zakresie przymusu szczepień z  kremlowską agenturą, z moskiewskimi dezinformatorami, ruskimi onucami. Stąd najprawdopodobniej tak zaciekły i wielokierunkowy, bo płynący nawet z Mediów Narodowych, atak na posła Grzegorza Brauna. Stąd też atak na wszystkich, którzy dotąd nie przyjmowali narracji rządowych związanych z covidową pandemią, masowymi szczepieniami, terrorem maseczkowym, mimo to, że wojna na Ukrainie chwilowo wyeliminowała te narracje z mediów. Nie znaczy to jednak, że za nie wrócą one na użytek nowej pandemii.  

Skoordynowany atak przedstawicieli rządu i mediów finansowanych z budżetu państwa (w różnej formie) na media i dziennikarzy niezależnych, profile i kanały o dużych zasięgach w mediach społecznościowych, z jednoczesnym atakiem na stojącą rządowi ością w gardle KONFEDERACJĘ mogą być zapowiedzią przyspieszonych wyborów parlamentarnych, o czym mówi się już półgłosem w politycznych kuluarach.

Polska w stanie wojny informacyjnej 2.0.

Polska nieustannie znajduje się w stanie wojny informacyjnej od wielu lat, o czym pisałem na łamach Frondy jesienią 2018 r. Wojny prowadzonej przeciwko polskiemu państwu i społeczeństwu  przez duże zagraniczne ośrodki medialne w Polsce i za granicą, oraz rządy innych państw, takich jak Izrael czy Niemcy. Prowadzą ją również organizacje pozarządowe, oficjalnie finansowane przez rosyjskich oligarchów i firmy powiązane z Kremlem.

Mimo to, w Polsce nadal nie powstała zapowiadana przez prof. Andrzeja Zybertowicza MaBeNa (Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego). Polscy urzędnicy są bezradni w stosunku do medialnych gigantów takich jak YouTube, Facebook czy Discovery.

Czyżby największym zagrożeniem dla obronności Polski byli dziś poseł Braun, publicyści Warzecha, Otoka- Frąckiewicz, red. Rola, czy youtuber Ator? Czy to są ludzie stwarzający najpoważniejsze niebezpieczeństwo dla naszych rodaków?

Czy obecny wielowymiarowy kryzys oznacza, że nie wolno w przestrzeni publicznej stawiać ważnych pytań o interes narodowy Polski, bezpieczeństwo militarne, gospodarcze i socjalne naszych rodaków?

Oby się nie okazało, że pod pretekstem wojny na Ukrainie, największego w historii Europy kryzysu migracyjnego, czekającego nas kryzysu gospodarczego, niegasnącej nadal pandemii covidowej, zapędy cenzorskie naszych władz oznaczają wojnę informacyjną rządu z własnym społeczeństwem przy wtórze usłużnych pracowników medialnych. Wojnę informacyjną rządu z Polakami.  

SAD

Łaskarzewscy urzędnicy pracują z narażeniem zdrowia

27 lutego 2022 r. w łaskarzewskim magistracie obradowała zwołana przez panią burmistrz Laskowską grupa robocza w sprawie skoordynowania działań pomocy uchodźcom z Ukrainy. Zgodnie z informacją opublikowaną przez Urząd Miasta w mediach społecznościowych w spotkaniu udział wzięli radni, pracownicy urzędu oraz przedstawiciele szkół i OSP Łaskarzew. Wszyscy obecni na spotkaniu, wliczając w to panią burmistrz, pana sekretarza Dąbrowskiego, radnych, przedstawicieli szkół oraz OSP, nie mieli założonych maseczek.

Posiedzenie grupy roboczej z dnia 27.02.2022 r. FOTO: Urząd Miasta Łaskarzew

Pani burmistrz Laskowska, jako gospodarz spotkania, nie podała informacji dlaczego uczestnicy narady zostali narażeni na ekspozycję wirusa poprzez nienałożenie maseczek ochronnych, w związku z czym na możliwą utratę zdrowia, a może nawet na utratę życia. W świetle stosowanej przez ostatnie kilkanaście miesięcy praktyki urzędowej, tego typu zachowanie musi być rozpatrywane jako skrajnie nieodpowiedzialne. Co gorsza, mogło dojść do naruszenia przepisów prawa, zawartych w rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 28 stycznia 2022 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2021 r. poz. 2069 i 2120 oraz z 2022 r. poz. 64).

Władze naszego miasta powinny wykazać większą roztropność i rozwagę. Jeżeli (przed czym Boże broń) naszym przedstawicielom coś by się stało w wyniku zlekceważenia covidowych reżimów, w mieście mógłby zapanować chaos.

Kto uruchomiłby nam tężnię solankową w czasie wojennej zawieruchy? Kto dokończyłby budowę rustykalnego, multimedialnego przystanku autobusowego na Rynku Głównym? Kto uchwaliłby kolejne podwyżki za wywóz nieczystości?

Korzystając z okazji chciałbym zwrócić się do naszych miejskich elit z apelem. Drodzy łaskarzewscy włodarze, drodzy nasi liderzy, skoro wymagacie od mieszkańców, żeby stosowali się do przepisów prawa, sami ich przestrzegajcie. Dbajcie też o swoje zdrowie. Bez was Łaskarzew popadnie w kompletną ruinę. A my? Co my, bezradni, bez was zrobimy?

SAD

Posiedzenie Rady Miasta z dnia 02.02.2022 r.

Zmiana awatarów z żółto-niebieskich na biało-czerwone

Polacy znów stanęli na wysokości zadania. Po raz kolejny udowodnili, że potrafią zmobilizować się w trudnym czasie, by nieść pomoc potrzebującym sąsiadom. Wbrew amerykańskiej bierności, niemieckiej zdradzie i obstrukcji, francuskiemu niezdecydowaniu, węgierskiemu kunktatorstwu, włoskiemu tchórzostwu, rząd RP zachował się wyjątkowo rozsądnie. Podjął zdecydowane i skuteczne działania dyplomatyczne na rzecz Ukrainy, zapewniając jednocześnie rzeczową pomoc humanitarną mieszkańcom państwa objętego wojną. W tydzień od  rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, społeczeństwo i władze naszego państwa zdają egzamin. Przynajmniej w wymiarze medialnym i propagandowym.

Foto: GOV.pl

Czas najwyższy jednak wystudzić emocje, ochłodzić rozentuzjazmowane głowy. Czas zadbać o interes Polski i Polaków. Czas zmienić awatary z żółto-niebieskich na biało-czerwone. Albo przynajmniej przed każdą ukraińską flagą wstawić flagę polską. W mediach społecznościowych i w sposobie myślenia.

Putin nie jest samotnym szaleńcem

Należy zdać sobie sprawę z tego, że obecny konflikt na Ukrainie nie jest jedynie kolejnym militarnym ekscesem niezrównoważonego psychicznie dyktatora. To pełnoskalowy konflikt zbrojny w Europie, w który Rosja zaangażowała bezpośrednio 200 tysięcy żołnierzy rozlokowanych wokół granic Ukrainy. Jeżeli przyjąć za wiarygodne doniesienia medialne, rosyjskie wojska prowadzą ofensywę z trzech kierunków, a jednym z ich głównych celów jest zdobycie Kijowa.

Jakkolwiek rozwinie się operacja prowadzona przez Kreml za naszą wschodnią granicą, powinniśmy sobie uprzytomnić, że jest to początek całego szeregu konfliktów kinetycznych, których możemy się spodziewać w najbliższych tygodniach, miesiącach i latach na obszarze Euroazji. Dotkną one nie tylko Europę Środkową i Wschodnią, ale Bliski Wschód, państwa Lewantu, Iran. Na południu i zachodzie Europy powróci problem ekstremizmu islamskiego i zamachów terrorystycznych. Na ulicach stolic europejskich obok bojowych jednostek policji, coraz częściej będziemy widzieć bojowe jednostki wojskowe. Nie rosyjskie, ale francuskie, niemieckie, belgijskie, włoskie, hiszpańskie, holenderskie, duńskie.

Destabilizacja Europy i państw Bliskiego Wschodu

Putin nie jest samotnym, starzejącym się, zrozpaczonym szaleńcem, który walczy o władzę na Kremlu. Słaba ekonomicznie Rosja, której PKB jest na poziomie Hiszpanii, musiała przyjąć rolę junior partnera Chin. Wziąć udział w realizacji planów strategicznych Pekinu, o czym pisałem jeszcze przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę. (tekst z 14.02.2022 r.)

Działania Rosji mają rozpocząć procesy destabilizacyjne w Europie i Azji. Chaos w naszym rejonie stanie się zjawiskiem powszechnym. Z punktu widzenia polskiego społeczeństwa istotne są nie tylko setki tysięcy napływających do nas migrantów z Ukrainy. Wraz z nimi przyjeżdżają przybysze z Bliskiego i Dalekiego Wschodu, którym przez ostatnie pół roku nie udało się przedostać do Polski przez granicę z Białorusią. Teraz wjeżdżają do naszego kraju bez większych problemów wraz z kobietami i dziećmi z ogarniętej wojną Ukrainy.

Od tygodnia zza wschodniej granicy napływa fala uchodźców wojennych, a wraz z nimi agresywni, ciemnoskórzy „studenci” z wszelkich zakątków świata. Informacje ze strefy przygranicznej potwierdzają, że pociągi pełne są „śniadych, brodatych turystów”, nie mówiących ani po ukraińsku, ani po rosyjsku, ani po angielsku. Zdjęcia i nagrania potwierdzają, że ludzie ci w sposób bezczelny nie dopuszczają ukraińskich kobiet i dzieci do pociągów, używając gróźb i przemocy fizycznej. Straż Graniczna, przy wsparciu wojska i policji, nie jest wstanie zweryfikować tożsamości przyjeźdźców.

Zważywszy na fakt, że władze w Kijowie tuż przed napaścią Rosji, zdecydowały się rozdać dziesiątki tysięcy sztuk broni mieszkańcom bez jakiejkolwiek rejestracji i kontroli, co powinno wzmóc czujność polskich władz ale też samych Polaków.

Wojna na dwóch frontach – wschodnim i zachodnim

Niedawne wydarzenia w Kanadzie potwierdzają, że wojna ze społeczeństwami demokratycznymi będzie prowadzona również na Bliskim i Dalekim Zachodzie. Parlament Kanady, pod dyktando Justina Trudeau, zagorzałego ucznia Klausa Schwaba i miłośnika chińskiego autorytaryzmu (totalitaryzmu), w świetle kanadyjskiego prawa zdecydował o odebraniu protestującym truckerom pieniędzy, uprawnień, licencji, samochodów, dostępu do kont bankowych, możliwość znalezienia innej pracy w przyszłości. Tylko dlatego, że sprzeciwili się wprowadzeniu reżimu sanitarnego na terenie swojego kraju. Niezgadzający się na wdrożenie covidowych rozwiązań Kanadyjczycy przez tamtejszy reżim zostali pozbawieni praw politycznych (prawo do zgromadzeń, protestów), ekonomicznych (odebranie własności, środków finansowych, pozbawienie możliwości zarobkowania), praw społecznych (uczestnictwa w życiu społecznym), czy wreszcie praw podstawowych (odebranie środków do życia, możliwości robienia zakupów), czyli możliwości biologicznego przetrwania.

W połowie lutego premier Włoch Mario Draghi oświadczył, że pół miliona niezaszczepionych osób w wieku powyżej 50 roku życia zostanie zawieszonych w pracy i pozostawionych bez wynagrodzenia. „Niezaszczepieni ludzie nie są częścią naszego społeczeństwa” – oświadczył Draghi. Są to decyzje skutkujące biologiczną eliminacją setek tysięcy osób w sercu Europy.

Działania reżimów kanadyjskiego i włoskiego to zapowiedzi wojny autorytarnych rządów państw zachodnich z własnymi społeczeństwami już nie tylko pod pretekstem pandemii. Teraz również pod pretekstem zagrożenia konfliktem zbrojnym. Wojna ze społeczeństwami demokratycznymi w celu zapobieżenia wojnie.

Polska musi być gotowa na czas kryzysów i wojny

Gdyby z taką samą determinacją, wolą działania, zaangażowaniem, budżetem i bezceremonialnością rząd Mateusza Morawieckiego prowadził politykę obronną naszego państwa jak wprowadzał restrykcje i obostrzenia pandemiczne czy przymus szczepień, bylibyśmy najbezpieczniejszym państwem w Europie. Ale nie jesteśmy. Medialny sukces naszych władz w wymiarze międzynarodowym na poziomie dyplomatycznym, nie przekłada się niestety na bezpieczeństwo Polaków. Na krytykę polityków i urzędników przyjdzie jeszcze czas. Dziś państwo polskie powinno się skupić na przygotowanie społeczeństwa polskiego na naprawdę trudne, może nawet wojenne czasy.

Liczba sztuk broni na 100 mieszkańców. Źródło wMeritum.pl

Polacy są jednym z najbardziej rozbrojonych narodów w Europie. Pierwszym i podstawowym działaniem ustawodawcy powinno być uruchomienie szybkiej ścieżki prawnej, dotyczącej przygotowania przepisów upraszczających dostęp naszych obywateli do broni. Równoczesnym działaniem powinno być wdrożenie programu budowy strzelnic, obiektów szkoleniowych, oraz powszechnego programu szkoleniowego począwszy od poziomu gminy. Broń Polacy powinni mieć w domach.

Dlatego rząd premiera Morawieckiego powinien podjąć pilne prace nad przygotowaniem „pakietu obrony terytorialnej”, na który powinny składać się działania wykraczające poza wskazówki „jak zorganizować zbiórkę potrzebnych rzeczy”, „jak pomóc uchodźcom”, „jak przyjąć uchodźców do domu”. Pakiet informacyjny dla województw, powiatów i gmin powinien zawierać, m.in. schematy koordynacji działań społeczności lokalnych ze służbami mundurowymi, policją, wojskiem, WOT; powszechne szkolenia z zakresu obrony terytorialnej począwszy od poziomu wsi i miasteczek, na największych miastach kończąc, obowiązkowe dla wszystkich kobiet w wieku 18-50 lat, i mężczyzn w wieku 18-60 lat; opracowanie materiałów szkoleniowych na wypadek wybuchu działań wojennych czy ataku nuklearnego, które powinny zostać udostępnione za pomocą stron internetowych; wydrukowanie 20 milionów instrukcji w formie książeczek; czy wreszcie przygotowanie materiałów informacyjnych dotyczących zabezpieczenia przez naszych rodaków tak podstawowych środków jak zapasy żywności, lekarstw, paliwa, wody, alternatywnych źródeł oświetlenia i energii.

Instrukcje na wypadek kryzysu i wojny dla 38 milionów powinny zostać opracowane natychmiast. Jeżeli budżet państwa stać było na zakup szczepionek które nie działają za kilkanaście milionów złotych, a na ich promocję przeznaczyć ponad 1 miliard złotych, nie powinno być problemu ze znalezieniem środków na zabezpieczenie Polaków przed nadciągającymi kryzysami. Nie tylko cudzoziemcy i obcokrajowcy zasługują na pomoc naszych władz.

Polacy muszą się przygotować na wieloletni kryzys

Od rządu i władz samorządowych mamy prawo i powinniśmy wymagać, ale jako społeczeństwo musimy liczyć na siebie. Z przemówienia ministra Niedzielskiego na Forum ONZ z 26 lutego 2022 r. jasno wynika, że program wyszczepiania Polaków będzie kontynuowany. W jednostronicowym, angielskojęzycznym tekście wystąpienia słowo „szczepionka” pojawia się 16 razy. Polska, jako jeden z 194 państw świata przystąpiła do opracowania Traktatu Antypandemicznego ONZ, o czym pisałem w ostatnich tekstach (tekst z 25.02.2022 r. oraz z 26.02.2022 r.).

Dlatego Polacy do najdłuższego od 100 lat kryzysu muszą przygotować się przede wszystkim sami. W gronie najbliższych, rodzin, przyjaciół, sąsiadów, małych ojczyzn. Polacy muszą liczyć na siebie – na nikogo innego! Muszą zacząć samoorganizować się, tworzyć nieformalne i formalne grupy działania, stowarzyszenia, kluby aktywnych osób we własnych społecznościach. Wykorzystanie potencjału parafii, kubów sportowych, kół myśliwskich, wędkarskich, szkółek strzelecki, może być dobrym podłożem do tego typu struktur.  

Pierwszym testem umiejętności obrony naszych interesów jest trwający za naszą wschodnią granicą konflikt militarny i będący już w naszych granicach kryzys humanitarny połączony z napływem niezweryfikowanej ludności niewiadomego pochodzenia.

Lokalny Reset.

SAD

Post striptum

Zmiana awatarów i flag na biało-czerwone

Ileż to już razy w ostatnich latach przerabialiśmy emocjonalno-moralne wzloty? Solidarni z… Murem za… Wspierajmy tych, którzy… Nie pozwólmy aby… Nasze miasto za… Facebookowo-Instagramowo-Twitterowe wzmożenia emocjonalne najwięcej korzyści, głównie psychologicznych, przynosiły tym, którzy biorą w nich udział. I kończą swoją aktywność na dodaniu fagi i zmianie awatara. „Wstawiłam/ wstawiłem flagę, więc zachowałem się jak trzeba”, „podałem kilka wiadomości i filmików, więc zaangażowałem się”, „wrzuciłem do kontenera kilka konserw, wodę utlenioną i paczkę pampersów, zatem pomogłem jak mogłem,”  Nic bardziej mylnego. Historia, nasza polska historia uczy nas, że trzeba poświęcić znacznie więcej, żeby „zachować się jak trzeba”.

1 marca przypada Dzień Żołnierzy Wyklętych. Wielu z tych, którzy tak chętnie dziś zmieniają facebookowe barwy na żółto-niebieskie, obojętnie lub z pogardą wyrażają się o tych, którzy za cenę własnego życia sprzeciwiali się przez lata komunistycznemu okupantowi po 1945 r.

Zdając sobie sprawę z niezwykle trudnych chwil, jakie dziś przeżywają Ukraińcy najechani przez rosyjskie wojska, powinniśmy pamiętać, że możemy cieszyć się wolną Polską, ponieważ nasi przodkowie przez ostatnie kilkaset lat wykazali się heroizmem i poświęceniem wielokrotnie większym, niż dziś okolicznościami wojennymi są do tego zmuszeni Ukraińcy.

Każda piędź polskiej ziemi zmyta jest krwią naszych bohaterskich przodków. I nie ma w tym cienia przesady. Szacunek dla Polski to szacunek dla nas samych. Powinni pamiętać o tym wszyscy fajnopolacy, którzy tak chętnie wklejają ukraińskie flagi i symbole, a z taką pogardą odnoszą się do barw biało-czerwonych. Do prawdziwych, polskich bohaterów, bez których naszej ojczyzny by nie było.

Tak jak Ukraińscy dziś przy każdej okazji wołają: „Chwała Ukrainie! Gierojom Chwała!” (nie zdając sobie najczęściej sprawy z tragicznych konotacji historycznych budują tożsamość narodową, którą dodatkowo cementuje wojna), tak my powinniśmy przestać wstydzić się własnej ojczyzny z uwagi na naszą chlubną i chwalebną historię. W najbliższym czasie, przy każdej możliwej okazji powinno towarzyszyć naszym wzajemnym kontaktom oczywiste zawołanie: „Chwała Dumnej Polsce! Naszym Bohaterom Chwała!”

Bohaterom codziennym i bohaterom heroicznym, których nigdy nam nie brakowało.

SAD