Bizancjum na sportowo, czyli koszty remontu hali sportowej

Wróćmy na chwilę do pamiętnej XXIX Sesji Rady Miasta Łaskarzew z 29 marca 2021 r. gdzie poruszany był m.in. temat kosztorysu remontu istniejącej hali sportowej przy ul. Kusocińskiego 10 na kwotę ponad 609 tys. zł. Propozycja zgłoszona przez panią burmistrz, dotycząca utworzenia rezerwy w kwocie 300 tys. zł została przez radnych przyjęta, chociaż z wypowiedzi poszczególnych radnych jasno wynika, że nie zapoznali się oni nawet z wyliczeniami, nad którymi głosowali. Jedynymi uczestnikami obrad, o których wiadomo, że mieli wgląd w kalkulacje byli pani burmistrz oraz radny, pan Łukasz. Nie udało się ustalić, czy największy orędownik przyjęcia uchwał, radny Fryderyk Głowacki, wiedział nad czym tak naprawdę głosuje i do czego namawia innych radnych miejskich.

Hala sportowa ŁKS Promnik Łaskarzew, foto SAD

W odpowiedzi na pytanie zadanie Urzędowi Miasta w otrzymałem Zbiorcze Zestawienie Kosztów Zadania Inwestycyjnego na 609.948,39 zł dotyczące remontu istniejącej hali sportowej. Jest to kosztorys, nad którego przyjęciem głosowali radni łaskarzewscy pomimo tego, że nie zapoznali się z nim wcześniej, przed głosowaniem. A powinni, bo lektura jest niezwykle interesująca.

Otóż rzeczony kosztorys zakłada np. „montaż wełny mineralnej 15 cm i folii paroizolacyjnej” za kwotę 18.450 zł brutto, „dostawę i montaż sufitu akustycznego” za kwotę 80.000 zł czy „dostawę i montaż ścian akustycznych” za 20.910 zł. Być może pani burmistrz, poza funkcją sportową, przewiduje utworzenie lokalnej filharmonii w hali przy Kusocińskiego 10. Ponad 100.000 zł na „elementy akustyczne” hali sportowej to kolejne potwierdzenie dużej wyobraźni w tworzeniu kalkulacji wydatków i szerokiego gestu doradców i samej pani burmistrz Laskowskiej.

Ale to nie wszystko. „Rozbiórka istniejącej podłogi, rozbiórka chudego betonu, demontaż grzejników, rozbiórka kanałów grzewczych” za 21.023 zł. Czy znajdą się chętni łaskarzewiacy, którzy podejmą się tego zadania za ponad 20 tys.?  Jestem przekonany, że ustawiłaby się długa kolejka.

Jakąż naiwnością i brakiem wyobraźni w kreowaniu wydatków wykazał się radny Leszek Bożek, który za 20.000 zł deklarował publicznie wybudowanie nowej podłogi na hali sportowej.

Doradcy pani burmistrz Laskowskiej oraz pani burmistrz nie oszczędzają środków z kasy miejskiej. Interesują ich tylko „duże inwestycje na duże pieniądze”. W prezentowanym zestawieniu kosztów „wykonanie podłogi sportowej” to, uwaga, 157.510 zł! Ponad 150 tys. zł. Za tyle można wybudować systemem gospodarczym 3 pokojowy domek. Ale co tam, stać nas. Tak jak już pisałem, Łaskarzew to miasto zdolnych, bogatych i naiwnych, niestety, ludzi.

Ażeby w nowej hali sportowo –koncertowej (filharmonijnej) przy ul. Kusocińskiego trenującym i kibicom nie zabrakło świeżego powietrza, pani burmistrz Laskowska przewidziała „wykonanie instalacji wentylacji mechanicznej nawiewno- wywiewnej” za bagatela 246.000 zł. Powiało chłodem na samą myśl. Co za tę kwotę można by wybudować, łaskarzewiacy wiedzą doskonale.

Zestawienie kosztów remontu hali sportowej, źródło Urząd Miasta Łaskarzew

Jedynym szczęśliwcem, poza panią burmistrz, któremu dane było zapoznać się z tajemniczym kosztorysem przed posiedzeniem XXIX sesji Rady Miasta był pan radny Łukasz. Czy był to pan radny Łukasz Laskowski czy pan radny Łukasz Jasiński tego nie wiadomo – postaram się to ustalić w drodze stosownych pytań skierowanych do Rady Miasta.

Bezmyślność, niegospodarność czy zemsta na sportowcach?

Przypomnijmy, że w skutek głosowania radnych podczas XXIX sesji jakikolwiek remont istniejącej hali został przesunięty o co najmniej rok. Remont pilny i niezbędny natychmiast. Remont obiektu, z którego korzystają dzieci i młodzież łaskarzewska, w którym nadal „dach cieknie (…) jest sufit popękany, i ta podłoga w pewnym stopniu zniszczyła się przez to, że dach cieknie (…) podłoga się nie nadaje.”

Za kwotę 70 tys. którą pani burmistrz wydała na zatrudnienie doradcy gospodarczego czy za wkład własny miasta na budowę bezsensownej tężni w oparach spalin (ponad 63 tys. zł) można by przeprowadzić kompleksowy remont istniejącej hali sportowej w taki sposób, że posłużyłaby ona kolejne 5-10 lat.

Warto pamiętać, że posiadająca tak ogromną wyobraźnie i szeroki gest pani burmistrz nie jest w stanie wyasygnować kilku tys. zł na montaż parapetów, odmalowanie bramy wjazdowej na stadion i odrestaurowanie klubowego szyldu. Czy to zwykłe niedbalstwo czy przemyślana zemsta na sportowcach pomimo świadomości, że remont jest pilnie potrzebny? Będę o to pytał w łaskarzewskim magistracie.

Wodzirej i bezrefleksyjni, nieprzygotowani do sesji radni

Jednym z głównych wpierających podjęcie uchwały zgodnie z postulatem pani burmistrz Laskowskiej był radny Fryderyk Głowacki. „Na razie wszystko siedzi w dokumentach i papierach, i do niczego nie dochodzi” – twierdził. „Z tego nie ma konsekwencji” – uzasadniał podjęcie uchwały wspierającej złożenie lipnego (de facto) wniosku o dotację z Ministerstwa Sportu, który pani burmistrz Laskowska zamierzała złożyć jedynie treningowo, w ramach doszkalania w składaniu wniosków.

Pan radny Głowacki, który nie potwierdził, iż znał powyższy kosztorys przed głosowaniem, zdaje się nie rozumieć, iż konsekwencje są i to bardzo poważne. Po pierwsze, radni przyjmując uchwałę tworzącą rezerwę w kwocie 300.000 zł poparli złożenie pozorowanego wniosku szkoleniowego, mającego głównie na celu doszkolenie się burmistrz Laskowskiej i podległych jej pracowników. Po drugie uchwała Rady Miasta przesunęła jakiekolwiek prace remontowe istniejącej hali sportowej o co najmniej rok, do marca 2022, lub dłużej. Tymczasem dach przecieka, podłoga gnije, a dzieci ćwiczą z narażeniem zdrowia. Tego radny Głowacki zdaje się nie dostrzegać i nie rozumieć.

Osobnym tematem jest wyciągnięcie konsekwencji wobec radnych przez ich wyborców w związku z głosowaniem nad dokumentem, którego treści nie widzieli na oczy. Ten aspekt pracy Rady Miasta powinni wziąć pod uwagę łaskarzewiacy wybierając swoich reprezentantów w kolejnych wyborach.

Niekompetencja i kolejne, niepotrzebne wydatki

Dowodem na niekompetencję i brak wyobraźni włodarzy łaskarzewskich jest oderwany od potrzeb i zdrowego rozsądku (a być może od zasad gospodarności i wiarygodnego rachunku ekonomicznego) zaprezentowany powyżej kosztorys, opisany jako Zbiorcze Zestawienie Kosztów Zadania Inwestycyjnego. Ponad 20.000 zł na demontaż podłogi, 157.510 zł na nową podłogę, ponad 100.000 zł na elementy akustyczne, czy prawie 250.000 zł na wentylację– te propozycje, w zestawieniu z realnymi potrzebami łaskarzewiaków i naszego miasta – wyglądają jak część programu kabaretowego. Zasadność ekonomiczna i gospodarcza powyższego zestawienia jest nie tylko mocno wątpliwa, co przecząca zdrowemu rozsądkowi.

Decyzjami radnych i pani burmistrz powinni zająć się mieszkańcy Łaskarzewa. Natomiast weryfikacją przedłożonego kosztorysu na kwotę ponad 609 tys. zł – powołane do tego instytucje, urzędy i służby.

Tylko którzy radni znajdą odwagę, żeby w poczuciu odpowiedzialności za sprawy i budżet miasta, prześwietlić zasadność wydatków proponowanych przez panią burmistrz Laskowską?

Zobaczymy.

SAD

Pamięci mojej mamy Teresy Danilczuk- pożegnanie prywatne

Jeśli mógłbym opisać życie mojej mamy używając tylko dwóch słów byłyby to: poświęcenie i niezależność.

Poświęcenie – słowo z pewnością nieobce wszystkim, którzy urodzili się w czasie zawieruchy wojennej albo tuż po niej. Moja mama, Teresa, nazywana przez wszystkich z rodziny i znajomych Janeczką, urodziła się jako siódme, najmłodsze dziecko Marianny i Feliksa Łubów w ostatnim dniu marca 1941 roku w Łaskarzewie.

O niezależność w czasach powojennych, a tym bardziej w czasach współczesnych, było i jest znacznie trudniej.

Będąc dzieckiem tak bardzo chciała się uczyć, że babcia (jej mama) musiała przekonać dyrektorkę szkoły, żeby drobną dziewczynkę z warkoczykami przyjęła do pierwszej klasy o rok czy dwa lata wcześniej niż wynikało to z metryki urodzenia. Zeszyty z lat szkolnych mojej mamy, które zachowały się do dziś, wyglądają jak doskonałe kaligrafie. Jak wydruki z komputera czcionką Lucida Calligraphy w zeszytach w linie z lat 50-tych. Lekcje, podobnie jak większość dzieci w tamtych czasach, często odrabiała na parapecie przy lampie naftowej. Benedyktyńska robota. Dziś trudno uwierzyć, że można było tak prowadzić zeszyty do polskiego, historii, biologii czy francuskiego. Poświęcenie nauce.

Pod koniec lat ’50 Teresa Janina z domu Łuba ukończyła Liceum Ogólnokształcące w Sobolewie, następnie Technikum Ekonomiczne w Garwolinie. W połowie lat 60-tych rozpoczęła pracę jako księgowa w łaskarzewskim GeEsie, gdzie przepracowała niemal 30 lat. Poświęcenie pracy.

Występy publiczne w dzieciństwie, recytacje, zamiłowanie do śpiewu i tańca, ironiczne i abstrakcyjne poczucie humoru, artystyczne zacięcie – niewielu z obecnych znało moją mamę z tej właśnie strony. Ja mogłem się o tym przekonywać latami aż do ostatnich dni jej długiej choroby. Często rozmawialiśmy o życiu, o zasadach, o rodzinie, o polityce. O polityce potrafiła rozmawiać godzinami.

Bardzo wspierała mnie w moich ostatnich projektach, była bardzo dumna z kolejnych publikacji. „Mów do ludzi, mów prostym językiem, przekazuj dokładnie to o co ci chodzi, bez wydziwiania” – strofowała mnie przed pierwszym wywiadem przed kamerą.

W młodości lubiła podróżować. Często odwiedzała swoje siostry i brata w Warszawie. Tu mogła pracować, osiedlić się, miała „propozycje pracy i zamieszkania” – jak wówczas mawiano. Wybrała Łaskarzew, gdzie przeżyła ponad 80 lat.

W ostatnim tygodniu przed śmiercią marzyła, żeby wrócić do swojego domu, gdzie czuła się najlepiej. „W domu sobie ugotuję to co lubię (gotowała rewelacyjnie) i wreszcie się wyśpię, odpocznę” – mówiła. „Dla mnie Łaskarzew jest jak Paryż” – dodała, a ja słuchałem oniemiały.

Po ukończeniu technikum chciała studiować prawo. Podjęła działania w tym kierunku. Trudna sytuacja powojenna i okoliczności rodzinne spowodowały, że Teresa Janina nie mogła realizować swoich zawodowych pasji. Życie napisało inne scenariusze.

Poświęciła się rodzinie, wychowaniu synów. Tu jej oddanie przekraczało często poczucie zdrowego rozsądku. Swoim dzieciom poświęcała się bez reszty.

Gdy była w pełni sił, pełna energii, na Janeczkę mógł liczyć każdy – siostry, brat, kuzyni i ich rodziny. Janeczka doradzała i pomagała wszystkim – potrafiła pomóc każdemu. Do Janeczki zawsze można było przyjść, na Janeczkę zawsze można było liczyć. Była jednoosobowym rodzinnym biurem doradczym ds. rozwiązywania spraw trudnych i niemożliwych. Poświęcenie rodzinie.

Pomimo samotnego wychowywania dwóch niesfornych chłopaków, Janeczka znajdowała czas, żeby opiekować się swoimi wiekowymi rodzicami do końca ich dni – ukochanymi mamą i tatą.

Zawsze chciała żyć po swojemu, na swoich zasadach. „Nie być zależną od nikogo” – powtarzała. Nie lubiła kompromisów, nie chciała chodzić na skróty, nie zwracała uwagi na plotki i szepty. „Niech sobie gadają” – mówiła. Wiedziała swoje.

Często jednak górę brały poświęcenie i obowiązek – przede wszystkim wobec dzieci ale też swoich drogich rodziców. W ostatnich dniach, gdy leżała w szpitalu poważnie chora, mówiła mi, że idzie spotkać się właśnie z nimi.

Wieloletnia, bolesna choroba nie przeszkodziła jej w zachowaniu pogody ducha, ironicznego poczucia humoru. Nie zrezygnowała przy tym z korzystania z całej palety ciętych uwag i surowych ocen, których zdarzało jej się nadużywać. Podobnie jak kawy i papierosów – nie potrafiła z nich zrezygnować.

Pan Bóg pozwolił, że gdy odchodziła, spokojna i pogodzona, mogłem trzymać ją za rękę. Zmarła w poniedziałkowy wieczór, 26 lipca 2021 r.

Kocham Cię, mamo. Odpoczywaj w pokoju.

PS.

Pragnę podziękować mojej rodzinie, najbliższej i dalszej, za nieustające wsparcie i troskę, jakimi obdarowali moją mamę, zwłaszcza w ostatnich latach jej choroby.

Kariera polityczna kosztem Łaskarzewa

Poniższy felieton będzie jednym z ostatnich z serii publikacji na temat problemów mojego rodzinnego miasta z lokalną władzą, a właściwie z lokalną grupą trzymającą władzę. Ostatnie miesiące przyniosły wiele pytań co do możliwych motywów działań pani burmistrz Laskowskiej w sprawach dotyczących miasta. Przyznaję, że przed zapoznaniem się z konkretnymi informacjami i dokumentami niełatwo było odnaleźć się w grach i machinacjach szczegółowo rozpisywanych na zapleczu politycznym lokalnej władzy. Zadanie znalezienia racjonalnych interpretacji z pozoru nieracjonalnych poczynań magistratu nie było wcale proste. Nad opracowaniem celów i metod ich realizacji trudzili się doradcy i eksperci. A cele pani burmistrz są o wiele bardziej ambitne niż komukolwiek ze zwykłych zjadaczy łaskarzewskiego chleba mogło się wydawać.

Foto: materiały wyborcze

Spróbujmy przyjrzeć się poczynaniom burmistrz Laskowskiej i jej bezpośredniego zaplecza w ostatnich miesiącach. Przygotowywane w tajemnicy wielomilionowe projekty, pogardliwe traktowanie mieszkańców i radnych, zaniedbania istniejącej infrastruktury, poczucie wszechwładztwa i bezkarności, brak zainteresowania prawdziwymi problemami łaskarzewiaków i przyszłością miasta. Skąd niezrozumiały upór godny lepszej sprawy w zakresie realizacji szkodliwych dla miasta projektów, jak pomysł budowy tężni solankowej obok najbardziej ruchliwej ulicy czy umyślne zaniedbania – jak brak konkretnych działań mających na celu remont jedynej hali sportowej w mieście przy ul. Kusocińskiego 10.

Opisywany w ostatnich tygodniach dobór priorytetów i metod działania oraz sposób traktowania wyborców przez burmistrz Laskowską połączony z coraz odważniej wyrażanymi opiniami mieszkańców Łaskarzewa musi oznaczać koniec kariery politycznej na szczeblu samorządowym w naszym mieście. Pani burmistrz i jej zaplecze powinno zdawać sobie sprawę z takich konsekwencji, jednak nadal nic sobie z takich perspektyw nie robi. Pozostała aktywność pani Laskowskiej może wskazywać na to, że apetyty polityczne wcale nie zostały zaspokojone i sięgają znacznie dalej niż miasteczko nad Promnikiem. I wyżej niż garwoliński powiat.

Jakie koncepcje i projekty, większe i ważniejsze od potrzeb Łaskarzewa, mogą przyświecać z pozoru niedorzecznej aktywności burmistrz Anny Laskowskiej? Jakie czynniki dają jej ochronę do tak jawnie sprzecznych z interesem mieszkańców poczynań?

Foto: Zaprzysiężenie burmistrz A. Laskowskiej, kadr z nagrania

Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Pani burmistrz Laskowska w swoich politycznych zamysłach mierzy bardzo wysoko. Trudno powiedzieć, czy to jej osobiste ambicje czy raczej skutek namowy doradców i politycznych promotorów. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że ostatecznym celem prowadzonych projektów jest fotel posła lub senatora RP. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby te zamiary nie miały być realizowane kosztem przyszłości i kasy naszego miasta.

Dlaczego pani Laskowska zamierza zrealizować niepotrzebny, szkodliwy dla miasta, szacowany na 2 miliony złotych projekt przekopania Rynku Głównego powiązanego z wycinką pięknych drzew? Ponieważ realizacja takiej koncepcji – nieważne, że za plecami i ze szkodą dla łaskarzewiaków – będzie dobrze wyglądać na folderach wyborczych do Sejmu lub Senatu.

Burmistrz Laskowska nie chce rozmawiać z łaskarzewiakami, nie chce ich informować o najbardziej dla nich istotnych projektach. Nie chce też wiedzieć, czy mieszkańcy miasta godzą się na fanaberie i pomysły doradców miejskich. Z polityki informacyjnej prowadzonej przez panią burmistrz wynika, że woli się komunikować z mieszkańcami swojego rodzinnego Garwolina, niż z łaskarzewskimi wyborcami.

Łaskarzewscy wyborczy nie mieli okazji, żeby zapoznać się z planami budowy tężni solankowej, o czym rozpisywały się garwolińskie media. Nie mieli też możliwości przeanalizowania przetargów na opracowanie projektu budowy nowej hali widowiskowo – sportowej, o czym już wcześniej pisałem. W serwisach łaskarzewskich próżno szukać wywiadu, jaki na temat swojego życia osobistego i rodzinnego udzieliła pani Laskowska jednemu z garwolińskich serwisów internetowych. „O dzieciństwie, pierwszych zarobionych pieniądzach, o tym, jak poznała swojego męża, jak radzi sobie w kuchni i co najbardziej ceni w mężczyznach”.

Ktoś, tak jak w bajce, obiecał pani burmistrz, że koń będzie latał i pani burmistrz w tę bajkę uwierzyła. Dlatego zapewne zdecydowała się realizować tylko „duże projekty na duże pieniądze”. Nawet jeśli te projekty nie będą łaskarzewiakom do niczego potrzebne. Wystarczy, że będą dobrze wyglądały na zdjęciach i obrazkach reklamowych. Wystarczy, że można będzie ogłosić niezaprzeczalny sukces w drodze na Wiejską.

Po chaotycznych działaniach zaplecza polityczno – medialnego pani burmistrz w ostatnich tygodniach możemy być pewni, że innej koncepcji po prostu nie ma. Po trzech latach rządów najtęższe umysły doradzające lokalnej władzy nie są w sanie wygenerować realnych, rozwojowych pomysłów dla 600- letniego miasta, serwując mieszkańcom ankietę dotyczącą organizacji pikników w miejscach publicznych i palenia ognisk w lesie, próbując w ten sposób zmienić Łaskarzew w uzdrowisko.

Pozostają zatem marzenia o ogólnopolskiej karierze, realizowane głównie na koszt łaskarzewiaków.

Stać nas przecież, prawda? Łaskarzew to miasto zdolnych, zamożnych i bardzo naiwnych ludzi. Najwidoczniej.

SAD

Projekt hali sportowej za 146.370 zł … + 42.000 zł + …?

Za pośrednictwem profilu facebookowego Urząd Miasta w Łaskarzewie poinformował o podpisaniu umowy „na wykonanie projektu nowej hali sportowej przy Zespole Szkół nr 1 w Łaskarzewie. Swoim dotychczasowym zwyczajem urząd poskąpił jakichkolwiek innych informacji w tej sprawie. Z dostępnych dokumentów przetargowych wiadomo, z którą firmą została podpisana umowa i na jaką kwotę. Z innych dokumentów wiadomo, ile pieniędzy urząd zdążył już wydać na dokumentację projektową związaną z budową hali sportowej. Jakie jeszcze wydatki poniósł i poniesie miasto na przygotowanie nowej inwestycji nadal nie wiadomo – czas odpowiedzi na pytania zadane w trybie dostępu do informacji publicznej został wydłużony z 2 do 5 tygodni. Czekamy.

Zgodnie z dostępną dokumentacją przetargową „w postępowaniu jako najkorzystniejszą wybrano ofertę złożoną przez KOWALCZYK-ARCHITEKCI Biuro Obsługi Inwestycji i Projektowania z Łodzi. Oferta cenowa brutto tej firmy wyniosła 146.370 zł. Była to jedna z czterech firm, które przystąpiły do przetargu z dnia 20 maja 2021 r. Biura architektoniczne miały zaledwie 8 dni na złożenie swoich propozycji. Zadziwiać może wyjątkowo krótki czas na opracowanie ofert przetargowych w sprawie budowy jednej z najważniejszych inwestycji w historii naszego miasta. Na przygotowanie ofert w przetargu dot. przebudowy drogi do wsi Leokadia ogłoszonego przez nasz urząd oferenci mają ponad 2 tygodnie. Wnioski każdy może wyciągnąć sam.

Z informacji zawartych w Raporcie o stanie miasta Łaskarzewa za rok 2020 wynika, że w ubiegłym roku urząd przeznaczył już kwotę 26.000. zł na „dokumentację” dotyczącą „budowy hali sportowej w Łaskarzewie”. W Raporcie… za dok 2019 widnieje pozycja „Budowa hali sportowej w Łaskarzewie” na sumę 16.000 zł. Jeżeli nie mamy tu do czynienia z pomyłką może to oznaczać, iż urząd na przygotowania do budowy nowej hali wyasygnował już sumę 42.000 zł. W oczekiwaniu odpowiedzi na pytania (termin przesunięty do 16 lipca 2021 r.) musimy się domyślać, czy powyższe kwoty obejmują koncepcję z lutego 2021 r. opracowaną przez firmę e-domy.pl. Jeśli był to dodatkowy wydatek, to do powyższych kwot należy doliczyć zapewne kolejne 20.000 zł. Razem mielibyśmy około 60.000 zł plus 146.370 zł za projekt opracowywany w ramach przetargu i umowy podpisanej przez panią burmistrz w dniu 1 lipca 2021 r. Ponad 200.000 zł.

„Samowola” czy „sobiepaństwo”?

Przyjrzyjmy się bliżej faktom i datom. Termin składania ofert w przetargu, w wyniku którego podpisana została umowa z dnia 1 lipca 2021 r. był wyznaczony na godz. 12.00 w dniu 28 maja 2021 r. Otwarcie ofert nastąpiło w dniu 07 czerwca 2021 r. (w dokumentach urzędu jest prawdopodobnie błędna data). Natomiast wybór oferty nastąpił w dniu 15 czerwca 2021 r., czyli w dniu na który zostało wyznaczone słynne już spotkanie „organizacyjno –informacyjno – konsultacyjne”, które pozwoliłem sobie nazwać „Medialnym show”. Pamiętamy oczywiście, że pierwotnie data spotkania była ustalona na 14 czerwca 2021 r. Nie zmienia to jednak faktu, że wyznaczone na ten dzień „konsultacje społeczne” z przedstawicielami mieszkańców Łaskarzewa (radni), „placówek oświatowych, stowarzyszeń działających na terenie miasta oraz prasy lokalnej” było czystą fikcją nie mającą nic wspólnego z prowadzonym równolegle rzeczywistym procesem decyzyjnym i wymaganymi w takich przypadkach prawdziwymi konsultacjami społecznymi. Kwiatkiem do kożucha miał być nie tylko wpisany przez panią burmistrz do „porządku spotkania w sprawie budowy hali sportowej w Łaskarzewie” Komitet budowy hali. Kwiatkiem do kożucha pani burmistrz mieli się stać wszyscy zaproszeni goście i cała społeczność Łaskarzewa, ponieważ już przed tym spotkaniem wszystkie decyzje zostały podjęte – klamka zapadła.  

„Nie było żadnych konsultacji”

Niektóre poczynania pani burmistrz pozwoliłem sobie określić mianem „samowoli”. Dziś znacznie lepszym określeniem wydaje się być „sobiepaństwo”. Słownik PWN definiuje „sobiepanka” jako „tego, kto postępuje samowolnie, lekceważąc innych”.

Tak jak pisałem w poprzednich tekstach na ten temat, przewodniczący Rady Miasta Leszek Bożek podczas obrad Rady w dniu 29 marca 20121 r. stwierdził, iż „żadnych konsultacji z ludźmi nie było”. Tezy przewodniczącego Bożka w ostatnich dniach kilkukrotnie i kategorycznie potwierdziło źródło z bezpośredniego otoczenia pani burmistrz: „nie było żadnych konsultacji”. Co więcej, to samo źródło zasugerowało, że „już jest za późno na takie działania. Teraz pozostaje tylko skupić się na projekcie i tego dopilnować.”

Ze smutkiem przyznaję, że moje przewidywania opisane we fragmencie „Już w czwartek informujemy o tym co wydarzy się w poniedziałek!” z tekstu Medialny show… w większości się sprawdzają. Parafrazując cytat z filmu Seksmisja: „jakichkolwiek konsultacji w sprawie budowy nowej hali sportowej nie było, nie ma i nie potrzeba…”

Co na to mieszkańcy Łaskarzewa? Może faktycznie nie powinniśmy być informowani o ważnych sprawach, dużych wydatkach i nie powinniśmy interesować się tym co dzieje się w naszym mieście? Po co mamy się niepotrzebnie denerwować, prawda? Wszystkie sprawy załatwi za nas pani burmistrz – nawet bez naszej wiedzy, zgody i choćby wbrew naszym oczekiwaniom.

SAD

Yesterday

Koniec sierpnia, ósma wieczór, Alejki. Młodzież w wieku około licealnym okupuje ławki wzdłuż głównego deptaka. Patrol lokalnej policji w nieoznakowanym Oplu dyskretnie sprawdza, czy młodzież nie łamie prawa i nie przekracza zasad współżycia społecznego. Nie przekracza. Ciche rozmowy, niezbyt głośne śmiechy, świecące w mroku ekrany komórek.

Początek ulicy Alejowej przy bramie głównej. Trudno ustalić, czy to z Domu Pracy Twórczej Bajka, czy to z otwartych okien dawnego Kina Promnik. Nie mam pewności czy to dźwięk fletu, keyboardu czy melodyki rozlega się nienachalnie ale wyraźnie na całą ulicę Alejową. Yesterday brzmi jak wprawka, jak próba, jak ćwiczenie frazy przed koncertem.

Okazuje się, że melodia piosenki Beatlesów nie dochodzi ani ze Stodoły, ani z Bajki, ani z sali Kina Promnik, a z prywatnego podwórka. Na koniec wykonawca otrzymuje powściągliwe oklaski.

Najbardziej surrealistyczna sytuacja jakiej w ostatnim czasie doświadczyłem w moim rodzinnym mieście.

I symboliczna. Yesterday.

Yesterday, Łaskarzew

Miasto zdolnych ludzi

Mojemu rodzinnemu miastu w ostatnich latach nie przydarzyło się nic bardziej korzystnego w obszarze budowania świadomości społecznej niż artykuł opublikowany w maju tego roku w jednym z serwisów wydawnictwa z ul. Czerskiej, pt. „Eurowybory daleko od szosy”. Piszę o tym bez cienia ironii- to jest dla Łaskarzewa moment przełomowy. Powiem więcej- ważąc proporcje, to moment na miarę publikacji nagrań polityków Platformy Obywatelskiej z restauracji Sowa i Przyjaciele z 2014 r. Dzięki tym nagraniom mogliśmy się dowiedzieć jakie były prawdziwe dokonania „elit” rządzących Polską przez ostatnie lata, o ich stosunku do własnych działań, a co najbardziej cenne, o stosunku tychże „elit” do współobywateli. Dowiedzieliśmy się, że mamy „Państwo (miasto) teoretyczne”, żeby nie powiedzieć „Ch.., d..pa i kamieni kupa.”

Jeśli Serbianki do spółki z poprzednią panią burmistrz przez dwie kadencje współdecydowały o sprawach Łaskarzewa, to w artykule z Wyborczej opowiadają o swoich własnych dokonaniach, o swojej spuściźnie, efektach pracy swoich poprzedników, oraz opłakanych dla miasta skutkach tychże działań. Dla odpowiedzialnych mieszkańców Łaskarzewa powinien to być punkt  zwrotny, punkt wyjścia do rozpoczęcia konkretnych rozmów o tym, jaki może być i jak powinien wyglądać Łaskarzew za 5, 10 i 20 lat. I co w tej sprawie można zrobić już dziś.

Logiczną konsekwencją publikacji artykułu o naszym mieście w ogólnopolskiej prasie, biorąc pod uwagę jego wiekopomny charakter, powinno być oprawienie tegoż w eleganckie ramy i wywieszenie w korytarzach Urzędu Miasta, tak by już zawsze był dostępny dla mieszkańców Łaskarzewa, którzy nie korzystają z Internetu.

Miasto niebywałych szczęściarzy

Pamiętam taki obrazek z połowy lat 90. kiedy przyjechał do mnie w odwiedziny kolega z Warszawy. Gdy szliśmy od stacji PKP co chwila przejeżdżały obok nas eleganckie jak na tamten czas Toyoty, Nissany, Mazdy, Audi, Mercedesy i BMW. Na mnie nie robiło to najmniejszego wrażenia, jednak ów kolega, warszawiak, zapytał mnie, czy mamy tu akurat jakiś zlot drogich samochodów. Odpowiedziałem, że nie, że to jest nasza łaskarzewska codzienność. Dziś niewiele zmieniło się od tamtego czasu poza tym, że Toyoty, Nissany i Mazdy w znacznym stopniu ustąpiły miejsca Mercedesom, BMW, Porsche a nawet Tesli, Maserati czy Lamborghini.

Mimo to niewielu tutejszych ma świadomości tego, jak wielkimi są szczęściarzami, że dostali od życia szansę rozwijania swoich umiejętności i biznesów w tym zakątku Mazowsza. Nie jest wcale tak trudno wyobrazić sobie co by było, gdyby przyszło im żyć na mazurskiej czy bieszczadzkiej wsi. Przesada? Wcale nie. Tam, nawet mimo najlepszych chęci i zdolności nie mieliby szans na zrobienie dziesiątej części tego, co większości mieszkańców oferował Łaskarzew w latach 80., 90. i 2000. Wtedy można było być dumnym z tego, że jest się łaskarzewiakiem.

Obchody 75 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, Łaskarzew

Miasto zdolnych ludzi

Nigdy nie twierdziłem, że łaskarzewiakom cokolwiek przychodziło łatwo- co to, to nie. W latach 80. i 90. szyby w domach zamiast „niebieskie od telewizorów” były „białe od jarzeniówek”. Dobrobyt  mieszkańców był i jest efektem ich przedsiębiorczości, wytrwałości i niebywałej pracowitości. Łaskarzew jest miastem zdolnych i pracowitych ludzi. Szkoda jednak, że zdecydowana większość z jednej strony tak szybko wyparła się swojej prawdziwej przeszłości i tożsamości, a z drugiej nie wykazała się wystarczającą przedsiębiorczością i zmysłem przewidywania, żeby nową tożsamość miasta i swoją własną jako mieszkańców tego miasta zbudować.

Właśnie dlatego, m.in. z powodu braku określonej lokalnej tożsamości, dziś w byle gazecie czy serwisie internetowym łaskarzewiaków, którzy nigdy nie pozwalali sobie w kaszę dmuchać, można bezkarnie obrażać, wyszydzać i z nich kpić.

Szyby białe od jarzeniówek

Każdy kto miał okazję mieszkać tu na przełomie lat 80. i 90. doskonale pamięta, że dobrobyt 80-90% mieszkańców oraz lokalne fortuny powstały w oparciu o produkcję i sprzedaż obuwia, i usługi towarzyszące. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że w tym czasie 80% gospodarstw domowych było w jakiś sposób zaangażowanych w produkcję butów. Iluż to pracowników etatowych, nawet urzędników i nauczycieli po skończonej o godz. 15.00 pracy wracało do domów i do 22.00-23.00 robiło „pod rękę” mężowi, żonie, ojcu czy zięciowi. Tak było.

Dlaczego więc w Łaskarzewie nie ma Szkoły mistrzowskiej szewców i kamaszników? Dlaczego nikt nie dzieli się wiedzą i nie przekazuje tych unikalnych umiejętności? Budynki szkolne przecież są. Podobne miasteczka we Hiszpanii, Portugalii czy Włoszech szczycą się ręczną produkcją eleganckich butów i żyją z tego zupełnie nieźle. Dlaczego w Łaskarzewie nie ma obchodów „Dnia szewca i kamasznika” czy też czegoś na kształt „Muzeum szewca i kamasznika”? Dlaczego przez 30 lat nikt o to nie zadbał?

Cytując marszałka Piłsudskiego: „Historię swoją piszcie sami, bo inaczej napiszą ją za was inni i źle.”

Miasto, którego już nie ma

Łaskarzew początku lat 90. to jak w większości takich miasteczek mieszanka postkomuny i rodzącego się kapitalizmu. To było miasteczko pełne życia. Odnotować trzeba, że ciągle działała Restauracja Rycerska, nadal można było pójść na kawę lub na piwo, a nawet na dyskotekę do Klubu Bajka, a w Stodole co kilka tygodni odbywała się jakaś potańcówka- nie tylko w odpust. Było też Kino Promnik. Tu, tak jak wielu moich równolatków, obejrzałem większość hitów dzieciństwa i młodości, niektóre po kilka razy: Godzillę, Gamerę, Gremliny, Szczęki, Wejście Smoka, Ducha, Zemstę po latach, Gości z Galaktyki Arkana, Żandarma z mistrzem Louis de Funes (wszystkie możliwe części), dwie pierwsze części Indiany Jonesa, i pierwsze trzy części Gwiezdnych Wojen, Lotną, Seksmisję, Va Bank, Powroty do przyszłości, czy wreszcie Purpurową różę z Kairu. Oraz dziesiątki innych. Pamiętam kolejki do kasy, które często zaczynały się na dole schodów wejściowych, na chodniku.

Pamiętam występy kabaretowe warszawskich gwiazd. Byłem na spotkaniu z trenerem Piechniczkiem po sukcesie polskiej reprezentacji piłkarskiej w Hiszpanii. Pamiętam koncert De Mono, który na początku lat 90. był u szczytu sławy i z łaskarzewskiej sceny śpiewał „Kochać to nie znaczy zawsze to samo”.

Dziś w miejscu Kina Promnik jest weselna tancbuda.

Stodoła, Alejki, Łaskarzew

Świt w ogniu

Kiedy w pierwszej połowie lat 90. wyprowadzałem się z Łaskarzewa wydawało mi się, że nasze miasteczko jest kulturalną i społeczną pustynią. Dziś, po kilku spędzonych tu miesiącach wydaje mi się, że ktoś z tej kulturalnej i społecznej pustyni dodatkowo wywiózł piasek. I została lita skała. I to zapewne tylko do czasu.

Bolesnym symbolem upadku dawnego, prężnie funkcjonującego miasteczka są popioły i zgliszcza po ośrodku wypoczynkowym „Świt”– jedynym w Łaskarzewie miejscu, które dysponowało zapleczem gastronomiczno- sypialnym dostępnym dla przyjezdnych, z kortem tenisowym i ścianką do nauki gry, z odkrytym basenem i kilkoma drewnianymi domkami kempingowymi. Pod koniec lat 90. z grupą znajomych wynajęliśmy to miejsce na imprezę sylwestrową. Dziś to sterta spalonych bali i porozrzucanych cegieł porośniętych trawą i krzakami.

Miasto zmarnowanych szans

Przerobione na weselną tancbudę Kino Promnik, czy zgliszcza po ośrodku wypoczynkowym „Świt” nie są jedynymi symbolami zmarnowanych w naszym mieście szans. Takich miejsc jest znacznie więcej. Jest przerobiona na pustostan restauracja Rycerska, wyludniona Bajka, czy przypominająca skansen bez eksponatów Stodoła. Jest też nie mogący odzyskać dawnej świetności klub sportowy ŁKS Promnik, w którym równie często co w piłkę nożną, o ile nie częściej, gra się w karty na pieniądze- czyli klub sportowy zamienia się w szulernię.

Mamy również dwa stawy, prawie jak u Mickiewicza w Panu Tadeuszu- jeden czysty i przejrzysty, drugi miejscami przypominający zarośniętą sadzawkę. Obok „Małpi gaj” z wybudowaną kilka lat temu prowizoryczną scenką, która przypomina runę i wydaje się być bardziej niebezpieczna niż użyteczna. Są piękne Alejki, jednak to co mogą zaoferować dziś młodym ludziom to kilka zdezelowanych ławek, na których mogą usiąść, porozmawiać, posłuchać muzyki z iPoda, pogrzebać nogą w piasku. To wszystko.

W 88 roku zespół „Zielone żabki” śpiewał ironicznie „A kultura tu podobno jest, świadczy o tym nasz wspaniały dom kultury, nawet z jego okien płynie nieraz jazz, to dlaczego jest jak jest- nie rozumiem”. W przypadku Łaskarzewa ironia tej piosenki jest zbyt daleko posuniętym zabiegiem stricte literackim- w Łaskarzewie nie ma nawet z czego pożartować, bo domu kultury „tu po prostu nie ma”.

Tak niestety prezentuje się kulturalno-sportowo-rekreacyjny obraz naszego miasta w szkicu.  To jest dorobek m.in. dwóch kadencji poprzedniej pani burmistrz, dumnych z siebie Serbianek, które wspólnie kierowały sprawami miasta, oraz towarzyszących im i kibicujących, lokalnych „elit”. Jeśli ktokolwiek dziś próbuje obwiniać za 30-letnie zaniedbania obecne władze miasta, ponieważ te „są z PiS’u” , to myli skutek z przyczyną, ma kłopoty ze zrozumieniem elementarnych zasad logiki i podstaw wnioskowania. Nie mówiąc już o próbie przeniesienia na innych odpowiedzialności za własne zaniedbania.

Łaskarzew- trzy kluczowe pytania

To miasto się wyludnia i będzie się wyludniać. Kiedy kończyłem podstawówkę, do łaskarzewskiej dwójki chodziło około 350 dzieciaków. Dziś uczęszcza tam około 140 uczniów- mniej niż połowa. Dlaczego tego problemu nie ma Garwolin, gdzie rok w rok buduje się nowe osiedla mieszkalne, nowe bloki i wszystkie mieszkania sprzedają się na pniu. Czy ktokolwiek z tutejszych włodarzy, społeczników, liderów lokalnych i biznesmenów zadał publicznie te pytania? Czy rozpoczął poważną dyskusję na ten temat?

Podstawowe pytania, na jakie trzeba sobie odpowiedzieć są trzy:

  • Z czego jest znany dzisiejszy Łaskarzew?
  • Z jakich konkretnie powodów łaskarzewiacy mogą czuć się dziś dumni?
  • Z jakich konkretnie powodów ktokolwiek chciałby lub marzyłby, żeby zamieszkać w Łaskarzewie?

Odpowiedzi na te pytania trzeba zacząć szukać od zaraz. W przeciwnym razie to miasto zasłuży na miano ciemnogrodu i zwyczajnie umrze.

Miasto wielu księstw i księstewek

Mieszkają tu trzy kategorie ludzi: „starzy” mieszkańcy, czyli łaskarzewiacy 55+ i starsi; dalej część osób nieco młodszych, którzy nie mają szans na to, żeby się stąd wyprowadzić w lepsze miejsce; oraz ludzie młodzi, którym rodzicie pozostawili do dyspozycji wygodne życie i biznesy, w czym oczywiście nie ma nic nagannego. Rzecz w tym, że młodzi ludzie, którzy tylko mogą wyprowadzają się stąd, a ludzi młodych, którzy chcieliby się tu zamieszkać niestety nie ma. I póki co, nic nie wskazuje na to, żeby ta tendencja miała się zmienić.

Nie przeszkadza to niektórym mieszkańcom osadzić się wygodnie w tutejszych lokalnych księstewkach, jak klub sportowy, straż pożarna, Stodoła, szkoły, lokalny urząd- chociaż znam wielu świetnych, zaangażowanych urzędników. I niestety każdy sobie rzepkę skrobie, i każde grabie grabią do siebie. Każdy próbuje jak najwięcej ugrać dla siebie, często załatwiając przy tym prywatne interesiki. Jakby to co jest dziś miało trwać wiecznie. Inni próbują grać na przeczekanie.

Dopóki zamiast miejskiej sali widowiskowo-kinowej będzie weselna tancbuda, zamiast klubu Bajka- nieużywana przestrzeń biurowa, zamiast „Żywej Stodoły” – skansen bez eksponatów, zamiast klubu sportowego- szulernia, a pięknego stawu- zarośnięta sadzawka, to miasto będzie umierać. To pewne. I nie będzie kim ani czym zarządzać, jeśli wszyscy się stąd wyprowadzą a nikt nowy nie będzie chciał tu mieszkać. Degradacja będzie postępować zgodnie ze społeczno-ekonomicznymi mechanizmami znanymi od lat.

Chyba, że wprowadzą  się tu imigranci z Bliskiego Wschodu i Afryki, w czym usilnie chcieli im pomóc europejscy liderzy z ekipy Donalda Tuska i Ewy Kopacz- oni bardzo chętnie kolonizują podobne senne miasteczka we Francji, Niemczech, Anglii, Szwecji czy Austrii. To się już dzieje i działoby się w Polsce, gdyby w 2015 r. wybory wygrała europejsko-tęczowa ekipa. W Łaskarzewie też. 

Łaskarzew trzeba wymyślić na nowo

Łaskarzewiakom nie trzeba tłumaczyć, że nikt im niczego za darmo nie da, ani nie załatwi, ani zbytnio nie ułatwi- ani Unia Europejska, ani rząd, ani tym bardziej Gazeta Wyborcza, czy pani Hubner.  Łaskarzewiacy wiedzą, że jeśli nie zrobią czegoś sami, to nikt za nich tego nie zrobi. Rzecz w tym, że sytuacja miasta zrobiła się na tyle skomplikowana i dramatyczna, że nie do końca wiadomo dziś co tak naprawdę zrobić, w co się angażować, w co inwestować.

Dotychczasowy model funkcjonowania miasta niestety wyczerpał się, tak jak w przypadku innych, podobnych miasteczek w Polsce. Dlatego Łaskarzew trzeba wymyślić na nowo. Nie jest to wcale takie trudne.

Miasto w Leśnej Dolinie

Czasami to co najbardziej oczywiste najtrudniej zauważyć. Wjeżdżając do Łaskarzewa z każdej właściwie strony, czy to od ul. Wolskiej, Kościuszki, Garwolińskiej czy z kierunku ul. Warszawskiej zjeżdżamy w dolinę przez gęste lasy. To miasto jest otoczone lasami. Dlaczego zatem nie miałoby się przekształcić w uzdrowisko, podobne do tych pod Otwockiem czy Józefowem?

Niewielu zapewne już pamięta, że Promnik był kiedyś jedną z najczystszych rzek w regionie, ze stadami pływających tu kiełbi i cierników, co było ewenementem na skalę Polski. Potencjał terenów nad stawami i nad rzeką jest z pewnością nadal niewykorzystany- tylko Lechu Wałęsa urządził na Promniku w Jaroszewiczówce pstrągowy staw. Dziś to podobno ulubiona rezydencja prezydenta Dudy- czy ktokolwiek próbował zdyskontować ten szczegół na korzyść naszego miasta?

„Miasto Uzdrowisko” to tylko jeden z pomysłów- może być ich znacznie więcej. Trzeba rozpocząć poważną, odpowiedzialną dyskusję na temat  przyszłości miasta, na temat tego jak będzie wyglądało za 5, 10 i 20 lat. W przeciwnym razie doraźne wojenki o partykularne interesiki władców lokalnych księstewek będą przypominać kłótnie na Titanicu.  

Muszle koncertowe w Piwnicznej Zdroju i w Busku Zdroju

Jeśli nie ciemnogród, to co?

Projektów, których realizację należałoby rozpocząć właściwie od zaraz jest sporo. Przede wszystkich powinno dojść do odzyskania dla społeczności lokalnej sali widowiskowo-kinowej dawnego Kina Promnik. Bez reaktywacji tego miejsca Łaskarzew nie ma szans na rozwój kulturalny, na jakikolwiek rozwój- pozostanie wiochą. To nie jest miejsce, które powinno służyć tylko strażakom- to miejsce, z którego powinna korzystać cała lokalna społeczność zgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem.

Dalej choćby „Kulturalno-rekreacyjne Alejki” z ławeczkami między drzewami, z leśnymi stolikami do gry w szachy i inne planszówki, z torami do gry w bule. I oczywiście z  „Amfiteatrem Leśnym” – tego typu miejsce mogłoby tętnić życiem od maja do października, gościć zespoły muzyczne, kabarety, przeglądy folklorystyczne, przyciągając na imprezy lokalne setki ludzi z miasta i okolic.

„Małpi gaj” nad stawem mógłby zostać przekształcony w park linowy, a w części tego miniparku nad samą wodą mógłby powstać deptak ze stolikami i np. drewnianym pomostem. Tylko do tego trzeba by zadbać i o infrastrukturę, i o sam staw.

Stodoła również powinna wrócić do dyspozycji Urzędu Miasta, tak żeby nie straszyła przypominając skansen, ale zaczęła być „Żywą Stodoła” albo „Stodołą Sztuki”. To powinno być miejsce spotkań i prób zespołów muzycznych, recytatorskich, może teatralnych, albo harcerskich- drzwi Stodoły nie powinny się zamykać od popołudnia do wieczora. To miejsce powinno być dostępne dla młodych ludzi, którzy chcieliby robić coś twórczego- oczywiście pod okiem nauczycieli i instruktorów.

Pamiętajmy, że Stodoła to dziś jedyne miejsce w Łaskarzewie, które dysponuje sceną, gdzie młodzież mogłaby prezentować swoje dokonania.

W Łaskarzewie gwiazdy zaświecą najjaśniej

Jeśli wolno mi się rozmarzyć, to dlaczego w  „Stodole Sztuki”  albo w  „Nowej Bajce”  (uruchomionej zamiast tej starej) nie miałaby powstać „Szkoła mistrzów instrumentów perkusyjnych” pod kierunkiem najsłynniejszego chyba dziś łaskarzewiaka, Michała Dąbrówki? Wystarczyłoby na początek 20 woreczków z piaskiem, 10 podstawowych zestawów pałeczek, 10 starych werbli i dwugodzinne lekcje co dwa tygodnie dawane przez „mistrza” spłacającego trybut swojemu rodzinnemu miastu? Wyłącznie dla mieszkańców miasta i gminy Łaskarzew. Trzeba tylko chcieć, poświęcić swój cenny czas i przyjeżdżać do tego ciemnogrodu raz na dwa tygodnie, żeby pomóc zaścianek przekształcić w europejskie, kulturalne miasteczko.

Pozwolę sobie rozmarzyć się jeszcze bardziej i zasugeruję uruchomienie „Szkoły mistrzów wokalu” pod kierunkiem pani Natalii Kukulskiej. Do tego wystarczyłaby salka z akceptowalną akustyką, pianino albo przyzwoity keyboard. I oczywiście czas pani Natalii, która z kolei przyjeżdżając do  „Nowej Bajki”  raz na dwa tygodnie na dwie godzinki miałaby szansę spłacić naszemu miastu trybut za „wykradzenie nam” najsławniejszego naszego mieszkańca. Na warsztaty do Michała i pani Natalii waliłyby tłumy, a prasa, nie tylko lokalna, mogłaby co dwa tygodnie pisać o postępach młodych ludzi, wychodzących spod ręki mistrzów. Byłaby to niebywała promocja dla tutejszej społeczności. Zajęcia oczywiście tylko i wyłącznie dla mieszkańców naszego miasta i gminy- bo przecież dobrze jest być łaskarzewiakiem, prawda? I tak niewiele trzeba.

Jak marzyć to marzyć. A dlaczegóż by np. za 3 lata, w nowo wybudowanym „Amfiteatrze Leśnym” w Alejkach nie zainicjować corocznego koncertu dla mieszkańców pt. „Natalia, Michał i przyjaciele”? Zbyt śmiałe? Zbyt odważne? Być może. Ale zrealizowanie takiego cyklicznego projektu mogłoby być niecodzienną promocją dla miasta. Mogłoby być banalnie proste i wcale nie aż tak kosztowne, jak mogłoby się to z pozoru wydawać.

Dwa mikrofony, jeden statyw

1 sierpnia miałem przyjemność wysłuchać koncertu pieśni powstańczych i patriotycznych dla uczczenia 75 rocznicy wybuch Powstania Warszawskiego, zaprezentowanych przez łaskarzewską młodzież na dziedzińcu tutejszego kościoła. Kilku dorosłych, rewelacyjny akordeonista i kilkanaścioro świetnych, zdolnych, młodych ludzi zaprezentowało ponad 40 minutowy repertuar. Do dyspozycji mieli dwa mikrofony i jeden statyw, a ich próby były organizowane podobno głównie w prywatnych domach.

Dwa mikrofony, jeden statyw będące dziś w dyspozycji władz miasta Łaskarzewa- to skala „dorobku” poprzednich ekip i miara kulturalnego upadku tego miasta. Co godne odnotowania podczas tych uroczystości nie było oficjalnych delegacji ani strażaków, ani sportowców, ani Serbianek. Szkoda.

3 x 100 tys. zł rocznie przez 5 lat

Komu dane było więcej, od tego więcej wymagać będą.

Zmiany, jakie powinny nastąpić w Łaskarzewie w wyniku których być może zechcą tu zamieszkać młodzi ludzie to procesy wieloletnie i długofalowe. Bez zaangażowania lokalnych firm proces depopulacji będzie nieodwracalny. Zanim zrealizowane zostaną większe inwestycje infrastrukturalne, firmy i podmioty, którym tak dobrze wiedzie się dzięki łaskarzewskiej ziemi, powinny przyłączyć się do społecznie wartościowych projektów. Jakich? Proszę bardzo.

Kultura, sport, rekreacja– trzy zaniedbane przez lata obszary, w które należałoby zacząć inwestować natychmiast. Dlaczego lokalne firmy nie miałyby zrzucić się na te trzy dziedziny aktywności, żeby reaktywować te obumierające sfery życia społecznego? Już widzę młodzieżową drużynę piłkarską sponsorowaną przez tutejszą piekarnię, park linowy ufundowany przez największą fabrykę tworzyw, obiekty rekreacyjne i tory do buli w „Sportowych Alejkach” sfinansowane przez czołowych producentów obuwia, siłownie pod chmurką, gdzie łaskarzewiacy będą mogli zadbać o swoje zdrowie, sfinansowane przez tutejsze apteki.

Nierealne? Jeśli to miasto nadal będzie się wyludniać, a młodzi ludzie nie będą widzieli sensu, żeby tu zamieszkać, lokalne biznesy też zaczną podupadać, i upadać.

I nie mam na myśli jednorazowych „inwestycji”, jednorazowych gestów, a co najmniej 5-letnie umowy sponsorskie podpisane z miastem na realizacje najciekawszych społecznie użytecznych projektów. Najwięksi niech dadzą po 20 tys. zł rocznie, średni po 10 tys. a ci mniejsi po 5 tysięcy (rocznie) na rzecz rozwoju miasta do kasy miejskiego funduszu, zarządzanego przez panią burmistrz i miejską radę. Lista donatorów byłaby publicznie dostępna w internecie. Pro publico bono.

Nie samą pyzą żyje człowiek, nie samym grillem

Kilka tygodni temu miałem okazję być przez chwilę na Festiwalu Akordeonistów w Alejkach. Tłumy mieszkańców- słuchają muzyki, siedzą przy stołach, biesiadują. Nie rozmawiają może zbyt wiele ale są, chcą wspólnie spędzać czas. Pomyślałem sobie, że oni wcale nie przyszli specjalnie na pyzy czy na kiełbasę z grilla- większość łaskarzewskich gospodyń potrafi przyrządzić w domach pyzy nie gorsze niż te na kiermaszu, o grillu nie wspominając.

Lipcowa impreza pokazuje jak bardzo głodni kulturalnych przeżyć są mieszkańcy Łaskarzewa. Tylko jak znaleźć estetyczną strawę na kulturalnej pustyni? Uprzednio przez pięć kolejnych lat zrezygnowano nawet z organizowania dorocznych „Wianków”, co jest jeszcze jedną niechlubną zasługą poprzedniej ekipy rządzącej miastem przez dwie kadencje.

Nowe Dni Łaskarzewa

Zaniepokojonym, niedowiarkom i złośliwym z góry odpowiadam, że nie czyham na niczyje posady, nie pcham się na urzędy, nie zamierzam kandydować w wyborach, a za to co tu robię nie biorę i nie spodziewam się zapłaty, nagród czy zaszczytów. Nie przygotowuję się też do jakiejkolwiek prywatyzacji lokalnego majątku, nie będę brał udziału w miejskich czy gminnych przetargach. Nic. Zero zysku, zero gotówki, zero finansowego profitu. Fanaberia.

Mieszkańcom miasta, lokalnym liderom i włodarzom nie zazdroszczę, chociaż wybór jest bardzo prosty: albo dzięki zaangażowaniu mieszkańców, lokalnych działaczy i tutejszych firm nastąpią duże zmiany i nastaną Nowe Dni Łaskarzewa, albo miasto sukcesywnie będzie się degradować i wyludniać, a wówczas dni Łaskarzewa jaki do tej pory wszyscy znaliśmy są już policzone. Małe miasteczka umierają w ciszy, niepostrzeżenie, niezauważalnie.

Przyszłość Łaskarzewa jest w waszych rękach. Działajcie. Wiecie jak.

Sławomir Danilczuk