Szczepionka na COVID obok kordycepsu

Austria, kraj członkowski Unii Europejskiej, podpora demokracji i wolnego rynku, kraj kojarzony z kulturą wysoką, z Mozartem, Schubertem, Mahlerem, walcami Straussów, Zygmuntem Freudem, wprowadziła właśnie segregację sanitarną swoich obywateli. Jedynie osoby zaszczepione przeciwko COVID-19 będą mogły w miarę swobodnie korzystać z dobrodziejstw dotychczasowego stylu życia. Dla osób niezaszczepionych wprowadzono lockdown, czyli zakaz opuszczania domów. Osoby odmawiające przyjęcia eksperymentalnych preparatów paramedycznych będą mogły wychodzić z domów tylko w nagłych przypadkach.

Foto: YouTube

Nie mająca jakichkolwiek podstaw konstytucyjnych i medycznych segregacja sanitarna, która w Austrii została oficjalnie wprowadzona na okres 10 dni, jest możliwa jedynie dzięki wykorzystaniu narzędzi szantażu pandemicznego, tj. fałszujących wyniki testów PCR, budowanych na ich podstawie statystyk mających zastraszać społeczeństwa, presji i propagandzie medialnej, oraz preparatom szczepionkowym. Bez wykorzystania pretekstu szczepionkowego wprowadzenie sanitaryzmu pandemicznego nie byłoby możliwe.

Według oficjalnych danych w 2021 roku na COVID-19 wraz z chorobami współistniejącymi zmarło w Polsce około 3.300 osób. Trzy tysiące trzysta osób. Te same statystyki pokazują, że COVID bez chorób współistniejących był przyczyną śmierci niespełna 1.000 osób.

Powyższych faktów, przesłanek i  mechanizmów doskonale musi sobie zdawać sprawę śledzący pandemię od samego początku redaktor Witold Gadowski. Mimo to w jednym ze swoich ostatnich programów Komentarz Tygodnia z 3 listopada 2021 r. dokonał on rzeczy zdawałoby się niemożliwej. Żeby nie uronić ani kropli z jego przesłania, posłuchajmy co ogłosił w 28 minucie swojego programu.

„I teraz chcę Państwu podać coś optymistycznego na koniec tego bloku covidowego. Otóż firma Novavax, w której prym wiodą Francuzi zakończyła właśnie badania nad pierwszą, tradycyjną, tradycyjnie pojmowaną szczepionką przeciwko COVID-19 (…) Szczepionka oparta na białkach (…) Ta technologia sprawia, że jest to najbardziej podobny do tradycyjnych szczepionek preparat, jaki dotychczas został dopuszczony, będzie dopuszczony do użytku. Będzie dużo bardziej skuteczny. I będzie niósł dużo dłuższą odporność (…) Jest nadzieja. I ja nie wykluczam, że się zaszczepię takim preparatem, jeżeli on będzie zbliżony do tradycyjnej szczepionki. Bo rzeczywiście, uzyskać odporność bez narażania swojego organizmu na niepożądane odczyny, tak jak w przypadku dotychczasowych preparatów, które nie spełniały definicji szczepionki, no to jest rzecz dobra. Wtedy rzeczywiście człowiek staje się bardziej bezpieczny. Ja nie wykluczam poddania się temu preparatowi.

Przesłanie w powyższym brzmieniu zaproponował rzeszy swoich widzów i słuchaczy redaktor Gadowski, wiedząc, że prace nad rzekomą szczepionką na COVID firmy Novavax musiały trwać zaledwie ponad rok, i nie było jakichkolwiek szans na zweryfikowanie czy nowy preparat nie „narazi organizmu na niepożądane odczyny.”  

Następnie redaktor Gadowski prezentuje kategoryzację dostępnych obecnie na rynku szczepionek (już nie niebezpiecznych preparatów genetycznych, lecz właśnie „szczepionek”), opisując które z nich są lepsze a które gorsze. Do kategorii tych lepszych zaliczony został preparat firmy Novavax. Jednak tu zadziwieniu, żeby nie powiedzieć przerażeniu większości widzów, okazuje się, że nad najlepszymi preparatami na globalną, fałszywą pandemię pracują dwie firmy chińskie: Sinovac i Sinopharm.

„Cztery rodzaje szczepionek, powtarzam: białkowe, genetyczne, wektorowe i inaktywowane” – podsumował swoją kategoryzację redaktor Gadowski, zaliczając wszystkie mniej i bardziej podejrzane preparaty genetyczne do jednej i tej samej kategorii „szczepionek”.

Warto przy tym przypomnieć stanowisko pana redaktora Gadowskiego, jakie zaprezentował w ubiegłym roku w wywiadzie udzielonym Radiu Wnet. Wówczas twierdził on kategorycznie, iż „Szczepionki na koronawirusa to oszustwo”.

Co dokładnie powiedział redaktor Gadowski?

„Premier Polski, podobnie jak wielu innych polityków na świecie wygaduje okrutne brednie, szkodliwe dla zdrowia, mówiąc o tym, że: czekamy na szczepionkę. Nie mówiąc o tym co zdrowy rozsądek podpowiada, że najpierw lekarstwo, potem szczepionka. Nie ma innej logiki. Najpierw musi być lekarstwo a potem szczepionka. Każda inna logika jest logiką manipulacji i propagandy. Dziś można powiedzieć tyle: szczepionki są oszustwem. Dlatego, że dobre przygotowanie szczepionki według wszelkich autorytetów medycznych, a czytam bardzo wiele na ten temat, trwa 7 lat.

Skąd nagła zmiana w rozumieniu rzeczywistości przez redaktora Gadowskiego? Gdzie uciekło mu 5,5-6 lat niezbędnych do opracowania bezpiecznej szczepionki? I skąd nagle tyle ciepłych słów dla firm z Chin, które to państwo według twierdzeń pana redaktora, były źródłem modyfikowanego ludzką ręką wirusa, a następnie źródłem wielomiesięcznych kłamstw i dezinformacji na temat pandemii?

Ciekawy trop w całej sprawie pojawia się już w marcu 2021 roku, kiedy to została opublikowana informacja o podpisaniu umowy przez firmę Novavax z polską firmą Mabion na produkcję szczepionki przeciwko COVID-19 w Polsce. Umowa na produkcję na skalę komercyjną na lata 2022-2025 została ostatecznie sfinalizowana pomiędzy firmami na początku października 2021 r.  

Z informacji jakie wyciekły w pierwszych dniach listopada 2021 r. wynika, iż Polski Fundusz Rozwoju nie tylko przekazał spółce Mabion  40 milionów złotych na produkcję polskiej szczepionki ale „polskie przedsiębiorstwo biotechnologiczne miało dodatkowo otrzymać ponad 100 milionów złotych na rozwój produkcji.” ( za money.pl)

Oznaczałoby to, że w tym przypadku budżet państwa dofinansował produkcję szczepionek na COVID-19 kwotą 140 milionów złotych. Dlatego też w interesie zarówno rządu polskiego, jaki i spółek Mabion i Novavax było i jest budowanie pozytywnego wizerunku „polskiej, zdrowej, naturalnej szczepionki”.

Czy możemy się spodziewać, że już wkrótce nowa, zdrowa, polska waksyna z kory dębu, soku z brzozy, mchu i paproci będzie oferowana obok wyciągu z kordycepsu w sklepiku pana redaktora? O to zainteresowani muszą pytać niepokornego pana Gadowskiego, któremu z niewiadomych dotąd powodów, radykalna zmiana poglądów na szczepienia covidowe zajęła zaledwie 12 miesięcy.

SAD

Pandemia Trwa Mać! Do skutku!

Czy szczepionki mogą umożliwić powrót do normalności? Jak maseczki i społeczny dystans przyczyniają się do ograniczenia zachorowań? Do kiedy będą trwały obostrzenia? Kiedy skończy się pandemia? Wszyscy zadający sobie te pytania powinni zdać sobie sprawę, że pozornie adekwatne, są one pozbawione sensu. Projekt pandemiczny COVID-19 w swojej istocie niewiele ma wspólnego ze zdrowiem obywateli, z szybkością transmisji wirusa, prawdziwą skutecznością maseczek i szczepionek. Projekt pandemiczny jest narzędziem przebudowy świata jaki dotąd znaliśmy. I nie zostanie zakończony, dopóki świat nie zostanie do tej przebudowy należycie przygotowany. Pandemia Trwa Mać!  

Trzeba to sobie jasno powiedzieć, że obecne działania rządów, instytucji międzynarodowych i większości tak zwanych ekspertów w zakresie tak zwanej pandemii nie są działaniami w odniesieniu do realnych problemów i zagrożeń zdrowotnych. Działania rządów państw zachodnich nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdziwym globalnym zagrożeniem dla zdrowia społeczeństw wywołanym koronawirusem. To są działania podejmowane pod pretekstem koronawirusa ale nie z uwagi na śmiercionośne, zabójcze działanie wirusa.  

Foto: Pixabay.com

Projekt pandemiczny COVID-19 to w swojej istocie projekt gospodarczo – społeczno – polityczno – finansowy i w tych obszarach należałoby szukać prawdziwych źródeł tego problemu oraz sposobów jego rozwiązania. Coś, co przez międzynarodowych kreatorów określone zostało „pandemią COVID-19” kreuje i wykorzystując obawy społeczeństw o własny zdrowotny dobrostan. W warstwie bezpośredniej nie dotyczy jednak kwestii zdrowotnych, chociaż ma na nie ogromny wpływ.

Gdyby projekt pandemiczny COVID-19 dotyczył zdrowia setek milionów czy kilku miliardów ludzi, to rządy i organizacje międzynarodowe w swoich decyzjach musiałyby brać pod uwagę cały szereg faktów, danych, badań i obserwacji medycznych, jakie udało się zebrać i poczynić podczas 16 miesięcy „pandemii”. Chociażby takich jak dane statystyczne dotyczące śmiertelności . Tak jak wielokrotnie już na to wskazywałem, w przypadku „pandemii COVID-19” w 16 miesięcy zmarło na świecie niespełna 3 miliony ludzi przy zaludnieniu niemal 8 miliardów, czyli ok. 0,04% dzisiejszej populacji globu. W podobnym czasie kilkunastu miesięcy w latach 1919-1920 podczas prawdziwej pandemii grypy hiszpanki zmarło na świecie od 50 do 100 milionów osób, co stanowiło od 2,5 do 5% ówczesnych mieszkańców globu. Różnica jest stukrotna.

Rządy oraz organizacje międzynarodowe musiałyby brać pod uwagę badania mówiące o nieskuteczności noszenia maseczek. W programie Warto rozmawiać z 12 kwietnia 2021 r. prof. Ryszard Rutkowski, alergolog oświadczył, iż: „twierdzenia o tym, że maska chroni przed czymkolwiek z przyczyn technicznych ale też z przyczyn czysto fizycznych” nie mają większego sensu. Wiedza ta wynika z badań przeprowadzonych przy epidemiach SARS z roku 2002, MERS z 2012 r. i grypy. Pomimo oczywistych faktów wynikających z wieloletnich, randomizowanych badań naukowych, rządy państw zachodnich forsują szkodliwy dla społeczeństw- szczególnie dla ludzi młodych oraz tych w wieku podeszłym- maseczkowy przymus.

Gdybyśmy mieli do czynienia z problemem dotyczącym zdrowia i życia kilku miliardów ludzi państw najwyżej rozwiniętych, najtęższe umysły od kilkunastu miesięcy pracowałyby nad lekarstwami mogącymi złagodzić przebieg choroby a być może skutecznie ją zwalczyć. Pełną parą prowadzone byłyby prace nad wykorzystanie znanych już, sprawdzonych i tanich lekarstw jak amantadyna, iwermektyna czy hydroksychlorochina. Tym bardziej, że lekarze wykorzystujący te medykamenty w terapiach antykowidowych rejestrują i zgłaszają wysoką skuteczność wyleczeń w tysiącach przypadków. Rządy oraz lokalne i międzynarodowe instytuty medyczne nie tylko nie spieszą się w opracowaniu najbardziej skutecznej terapii lekowej co starają się ograniczać pracę lekarzy wykorzystujących sprawdzone już lekarstwa, posuwając się do szykan i sabotażu ich pracy.

Lekarzy badających fakty, zbierających informacje o chorobie, analizujących dane, wskazujących poważne zagrożeniach dla zdrowia pacjentów i poszukujących najbardziej skutecznych rozwiązań w zwalczaniu choroby Naczelna Izba Lekarska będzie wzuwać na specjalne, dyscyplinujące przesłuchania, zmieniając się w jeden z wydziałów Świeckiej Inkwizycji Pandemicznej.  

Po informacji o wyniku pozytywnym testu COVID prezydent Donald Trumpa został potraktowany szczególną miksturą lekarstw i okazało się, ze zaledwie po trzech dniach wyzdrowiał. Minęło ponad pół roku i nie słyszymy aby były prezydent USA miał jakiekolwiek problemy czy powikłania zdrowotne. Lekarstwa na COVID istnieją, nie są jednak dostępne dla wszystkich. Forsowane są szczepionki.

Szczepionki nie działają tak jak oczekiwano, nie przynoszą zakładanej odporności, mogą być niebezpieczne dla pacjentów w każdym wieku. Są niezweryfikowanymi preparatami szczepionkopodobnymi – nie są w swej istocie szczepionkami ale preparatami genetycznymi wywołującymi niepożądane odczyny poszczepienne ze skutkiem śmiertelnym włącznie. Liczba ciężkich powikłań poszczepiennych oscyluje już w granicach 300.000 przy ponad 6,5 tysiącach zgonów. Oddziaływanie długofalowe tych preparatów nadal nie jest zbadane. Potencjalne zmiany genetyczne, zaburzenia płodności, skrócenie długości życia bez względu na wiek zaszczepionego – to tylko nieliczne z wielu możliwych tragicznych w skutkach dla całych populacji państw zachodnich wpływu będących w fazie eksperymentalnej preparatów. Szczepienia mają bowiem charakter masowy i już wkrótce będą obowiązkowe.

Z badań jakie dotąd przeprowadzono wynika, że antycovidowa odporność organizmu zbudowana w oparciu preparaty szczepionkowe spada do przeciętnego poziomu zaledwie po trzech miesiącach od przyjęcia pełnej dawki oferowanych substancji. Może to oznaczać, iż celem powszechnego wyszczepienia kilku miliardów ludzi zachodniej cywilizacji nie jest zbudowanie ich odporności ale wywołanie określonego, najprawdopodobniej negatywnego wpływu na zdrowie populacji i wykreowanie szczepionkowego posłuszeństwa. Wbrew zapowiedziom Billa Gatesa sprzed niemal roku, to nie szczepionka może być „ostatecznym rozwiązaniem” ale opracowywane właśnie przez Pentagon podskórne chipy, mające wykrywać zakażenie koronawirusem podobno jeszcze przez wystąpieniem objawów. Gdy do projektu wkracza wojsko żarty się kończą.

Nieskuteczne są również lock-down’y. W pełni otwarte od kilku tygodni stany Floryda i Teksas notują spadek zakażeń i zachorowań na covid. Biznesy działają tam bez przeszkód, ludzie nie są ograniczani bezsensownymi restrykcjami. Gdy gospodarki pozostałych amerykańskich stanów wyniszczane są obostrzeniami i lockdownami w sposób nieodwracalny, gdy setki tysięcy restauracji, rodzinnych hoteli i moteli, ośrodków turystycznych, sklepów, zakładów usługowych bankrutuje, naczelny szaman i pandemiczny nadzorca Ameryki, doktor Antony Fauci nie wie dlaczego na Florydzie i w Teksasie jest bezpieczniej niż w stanie Nowy Jork czy Michigan.  Wybitny umysł, kierujący się pryncypiami nauki jest w tej sytuacji bezradny. Podobnie jak wybitne umysły w Ministerstwie Zdrowia RP czy w Radzie Medycznej przy premierze RP.  

Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że projekt pandemiczny COVID-19 nie jest odpowiedzią na realne zagrożenie zdrowia i życia obywateli państw cywilizacji zachodniej.  Z tego powodu argumenty dotyczące nieskuteczności i nieadekwatności podejmowanych przez rządy i oraz instytucje międzynarodowe działań nie są i nie będą przyjmowane. Nie ma znaczenia, że testy fałszują wyniki; że liczba zakażeń wykazywana na podstawie fałszujących obraz rzeczywistości testów nie przekłada się na śmiertelność; że maseczki przyczyniają się do utraty zdrowia przez setki milionów ludzi w każdym wieku; że lockdown’y nie działają; że szczepionki mogą przynieść nieprzewidziane wciąć (a być może zaplanowane) nieodwracalne skutki dla populacji globy; że miliony małych i średnich przedsiębiorstw popadły w ruinę tworząc biznesową pustynię w wielu obszarach najbardziej uprzemysłowionych państw globu.

Celem projektu pandemicznego jest przebudowa świata jaki dotąd znaliśmy. Wolnorynkowy kapitalizm i liberalna demokracja już się zużyły i przestały być potrzebne globalnym elitom. Pandemia COVID-19 nie skończy się dopóki jej realne cele nie zostaną osiągnięte. Dopóki świat Zachodu nie będzie mógł zostać przemodelowany bez wywołania globalnego sprzeciwu jego obywateli. Bez globalnego wrzenia zdesperowanych społeczeństw.

Pandemia Trwa Mać dopóki nie zostanie przygotowany odpowiedni grunt do wprowadzenia Postpandemicznego Totalitaryzmu. Gdy zostaną już wdrożone o wiele bardziej zaawansowane systemy globalnej kontroli i wymuszania społecznego posłuszeństwa, projekt pandemiczny będzie można wygasić. Ani dnia wcześniej.

SAD

Globalny eksperyment więzienny

Każdemu, kto miał okazję zetknąć się z teoriami psychologii społecznej znany jest stanfordzki eksperyment więzienny Philipa Zimbardo z 1971 r. Przeprowadzony na grupie 24 wybranych, przebadanych, zdrowych ochotników – studentów amerykańskich uczelni wyższych projekt dotyczył umiejętności, możliwości i gotowości wcielania się w skrajne role społeczne. Do dziś eksperyment budzi zainteresowanie, kontrowersje i jest przedmiotem analiz naukowych. Nie trzeba być wybitnym naukowcem, żeby po kilkunastu miesiącach trwania projektu pandemicznego COVID-19 dojść do wniosku, że możni tego świata postanowili przenieść eksperyment więzienny z fazy laboratoryjnej w fazę globalną i przetestować go na całej populacji Cywilizacji Zachodniej. Mechanizmy, którymi posłużył się Zimbardo w skali mikro w piwnicach Uniwersytetu Stanforda świetnie sprawdzają się na populacji kilku miliardów osobników.

Uczestnicy eksperymentu rekrutowali się z pośród pracowników naukowych uniwersytetu, konsultantów z zakresu więziennictwa i przede wszystkim studentów amerykańskich szkół wyższych, którzy zgłosili się do tego projektu dobrowolnie za skromnym wynagrodzeniem. W projekt zaangażowany był również były więzień, który spędził 17 lat w placówkach o zaostrzonym rygorze. Specjalnie na tę okazję zaprojektowane „więzienie” w piwnicach budynku uniwersytetu dysponowało trzema celami, karcerem, pokojem dyrektora więzienia i gabinetem koordynatora, czyli samego Philipa Zimbardo. Całość rejestrowało czujne oko kamery.  Dwudziestu czterech uczestników podzielono na więźniów i strażników losowo, za pomocą rzutu monetą. Przydzielono im odpowiednie atrybuty i gadżety w zależności od wylosowanych ról.

Foto: Pixabay.com

Eksperyment stanfordzki pokazuje jak łatwo zdrowi, zrównoważeni, wykształceni, młodzi ludzie, w niezwykle krótkim czasie byli w stanie przeistoczyć się w gorliwych strażników z jednej strony oraz potulnych, wykonujących upokarzające polecenia więźniów z drugiej. Wystarczyły dwa dni, przypisanie atrybutów w postaci pałek, mundurów, ciemnych okularów i gwizdków strażnikom oraz białych szat,  łańcuchów na nogach i numerów na piersiach więźniom żeby jedni i drudzy „normalni ludzie” idealnie wpasowali się w swoje nowe role. Pomogło również zainicjowanie kilku „sterowanych kryzysów” wewnątrz sztucznie wykreowanej placówki penitencjarnej. Zaplanowany na dwa tygodnie projekt przybrał na tyle niepokojącą dla Zimbardo formę, że ten postanowił go przerwać zaledwie po sześciu dniach.

Kto o eksperymencie stanfordzkim nie słyszał ten powinien przynajmniej obejrzeć film opowiadający o tym projekcie (link pod tekstem) i sprawdzić jak wiele elementów zademonstrowanych przez uczestników tego „wydarzenia” z 1971 r. wspólnych jest z obecnymi zachowaniami „ludzi wolnych” w wykreowanej rzeczywistości pandemicznej – zarówno po stronie wytypowanych do roli „więźniów” (ofiar) jak i tych, którym w udziale przypadła czasowa rola „strażników” (oprawców).

Znajdziemy tam przede wszystkim „sztuczny świat więzienia” umieszczony w dobrze znanym, realnym świecie piwnic szanowanego uniwersytetu. Podobnie nasze dobrze znane nam domy i mieszkania w projekcie pandemicznym przekształcane są w cele, w których mieszkamy, pracujemy i spędzamy czas wolny – jak w instytucji totalnej.

Znajdziemy tam atrybuty władzy w postaci pałek i mundurów, które dziś mogą kojarzyć sięze strzykawkami i lekarskimi kitlami, oraz atrybuty poddaństwa w postaci numerów i łańcuchów na kostkach. Na numery w pandemicznym projekcie przyjdzie jeszcze czas (o czym przed rokiem pisałem w Globalnym Buncie Elit). Role łańcuchów pełnią zaś maseczki nakazywane przez strażników pomimo racjonalnych i medycznych przeciwwskazań. Tylko po to by uzyskać efekt posłuszeństwa, by więźniowie mogli mieć czas, aby wczuć się w swoje role. By nie śmieli protestować gdy nadejdą kolejne irracjonalne polecenia.

Znajdziemy tam opracowaną przez strażników „celę uprzywilejowaną”, gdzie trafiać mieli więźniowie posłuszni, nieuczestniczący w buncie. Tam można się było ubrać, umyć, wyszczotkować zęby, położyć się na pryczy pod ciepłym kocem, a nawet zjeść dodatkowy posiłek z deserem. To tak, jakbyśmy dziś oglądali zdjęcia celebrytów z zanzibarskich plaż z podtekstem: jak będziesz posłuszny to też pojedziesz.

Znajdziemy tam również i przekazy dnia, niczym nadawane dziś przez główne media od prawa do lewa obowiązujące narracje w postaci dyktowanych przez strażników listów do rodziny: „kochana mamo, jest tu bardzo fajnie, siedzimy w celach, jaramy szlugi i jest super”- parafrazując tekst piosenki. Nikt nie ma prawa wyłamać się z narzuconego przez „szefostwo projektu” przekazowi pandemicznemu, powtarzanego mechanicznie przez posłuszne, otępiałe społeczeństwo.

Jest też i ksiądz i adwokat, którzy nie próbują nawet wyjść poza schemat sztucznych murów więziennych, utwierdzając osadzonych w przekonaniu, że nie ma innego wyjścia tylko trzeba postępować zgodnie z procedurami. To tak jak współcześni duszpasterze katoliccy (w przeważającej większości): zamiast o mocy Zbawiciela przekonują „wiernych” o mocy upichconych naprędce szczepionek.

Jak łatwo wejść w nową rolę strażnika świadczyć może casus byłej dziennikarki a obecnej posłanki PiS Joanny Lichockiej, która w reakcji na program telewizyjny ukazujący fakty i opinie o pandemii prezentowane rzeczowo przez profesjonalistów (Warto rozmawiać red. Pospieszalskiego) zapałała inkwizycyjnym płomieniem, grożąc wykluczeniem, sankcjami, ostracyzmem. Przyjmując funkcje pandemicznego nadzory zapomniała pani poseł o tak podstawowych kwestiach jak standardy demokratyczne, etyczne i dziennikarskie, wolność słowa czy prawo dostępu społeczeństwa do rzetelnych informacji dot. zdrowia w obliczu największej hekatomby od II wojny światowej.

Być może nie bez przyczyny tak szybką przemianę człowieka „dobrego” w człowieka „złego” jedynie z powodu zmiany przez niego środowiska (uniwersum) w jakim się znalazł, sam Zimbardo określił mianem Efektu Lucyfera.

Eksperyment stanfordzki tym różnił się od obecnego projektu pandemicznego COVID-19, że ze współczesnego świata ucieczki nie ma. Nigdzie. Po zakończeniu eksperymentu covidowego nie będziemy mogli powrócić do świata jaki dotąd znaliśmy, bo tego świata już po prostu nie będzie. Już go nie ma – funkcjonujemy w jego fantomach. Za kilka, może kilkanaście miesięcy wszyscy obudzimy się świecie nowej normalności, w systemie postpandemicznego totalitaryzmu, wszyscy doskonale wpasowani już w swoje nowe role: posłusznych, spolegliwych, pomiatanych więźniów z jednej strony i gorliwych, wiernych, zaangażowanych strażników– tym drugim wydawać się będzie, że dysponują władzą i kontrolują sytuację. Tymczasem i jedni i drudzy są i będą jedynie marionetkami w rękach zarządcy pandemicznego więzienia oraz głównego kierownika projektu – globalnej cyfrowej arystokracji.

SAD

Foto: Cicha furia – Stanfordzki eksperyment więzienny

Globalny Bunt Elit. Wywiad wRealu24

Wywiad w telewizji wRealu24 z 23 listopada 2020 r.

wRealu24.tv, 23.11.2020 r.

Czego nie mówią nam eksperci i rząd…?

Jak długo powinno trwać przygotowanie szczepionki zgodnie z zaleceniami PZH…?

Czego władze państw zachodnich nie zrobiły i nie robią w związku z pandemią COVID-19…?

Jaka jest i powinna być rola mediów w sytuacjach nadzwyczajnych, takich jak pandemia…?

Czego dotyczy globalny projekt gospodarczo- polityczno- społeczny prowadzony pod przykrywką pandemii COVID-19…?

Jak następuje transfer władzy, majątku i odbieranie społeczeństwom wpływu na to co dzieje się w każdym z państw…?

Narodowy eksperyment pandemiczny – COVID-19


Na dzień 11 listopada 2020 r. premier rządu RP zapowiedział podpisanie umowy na zakup ponad 20 milionów szczepionek z puli 300 milionów dawek, które Komisja Europejska zamówiła w firmie BioNTech-Pfizer. Szczepionka podobno ma być
bezpieczna, choć jej opracowanie nie mogło zająć dłużej niż 8 miesięcy. „Od pewnego czasu przygotowujemy system dystrybucji oraz realizacji szczepień”- zapewnił premier Morawiecki. Nie znamy jednak szczegółów tego „systemu”. Nie wiemy też, czy w jego ramach do dystrybucji i realizacji szczepień zostaną zaangażowani żołnierze Wojska Polskiego i WOT- tego szef rządu nie wyjaśnił.

Po ogłoszeniu sukcesu wynalezienia szczepionki na COVID-19 prezes firmy Pfizer Alber Bourla sprzedał 62% posiadanych udziałów w zarządzanej przez siebie spółce zarabiając na tym ponad 5,5 miliona dolarów. Czyżby sam nie wierzył w sukces swojej firmy i nie chciał zaczekać na sfinalizowanie szczepionkowych umów? Wówczas posiadane przez niego akcje mogłyby być warte kilkakrotnie więcej. Wygląda to na kolejny etap wielkiej ucieczki prezesów, której pierwszą falę mieliśmy okazję obserwować w 2019 r.

Foto: Wikimedia Commons

Państwowy Zakład Higieny na swojej stronie internetowej (pzh.gov.pl) w zakładce zatytułowanej „Ile czasu potrzebujemy na opracowanie nowej szczepionki przeciw COVID-19” stwierdza, że Proces opracowania nowej szczepionki zależy od wielu czynników, ale trwa średnio ok. 10 a nawet więcej lat. Następnie opisane zostały szczegółowo poszczególne fazy tegoż procesu, na który składają się, między innymi: badania laboratoryjne, testy przedkliniczne na modelach zwierzęcych (śr.1-1,5 lat), I faza badań klinicznych (śr. 1-2 lata), II faza badań klinicznych (śr. 2 lata lub więcej), III faza badań klinicznych (śr. 3-4 lata), proces dopuszczenia do obrotu (rejestracja) (min. 210 dni), nie licząc czasu potrzebnego na stworzenie infrastruktury niezbędnej do produkcji szczepionki.

„10 lat a nawet więcej”– tyle czasu zdaniem Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego potrzeba na opracowanie, przebadanie, zweryfikowanie i bezpieczne dopuszczenie do obrotu dowolnej szczepionki. Premier rządu RP mocą ustaw i rozporządzeń, bez przeprowadzenia jakichkolwiek konsultacji społecznych czy szerokiej debaty naukowej postanowił wdrożyć eksperymenty medyczne na Polakach w postaci zaszczepienia ponad połowy populacji kraju preparatem upichconym w kilka miesięcy. Niezweryfikowaną, niesprawdzoną zgodnie z dotychczas obowiązującymi w naszym kraju procedurami, potencjalnie niebezpieczną substancją, mogącą stanowić śmiertelne zagrożenie dla ponad 20 milionów naszych rodaków. Na początek.

Tak jak w przypadku zamówień maseczek czy respiratorów, rząd również postanowił pominąć nawet minimalne procedury bezpieczeństwa. Tym razem jednak może nie skończyć się stratami kilkuset milionów złotych przez Skarb Państwa, ale utratą zdrowia i życia przez kilkanaście milionów Polaków. Kto weźmie za te decyzje odpowiedzialność? Kto da głowę (dosłownie), jeśli w wyniku „wyszczepień” niezweryfikowaną substancją dojdzie do masowej, wielomilionowej tragedii? Zgodnie milczą na ten temat zarówno politycy, medyczni eksperci oraz media, w tym również te patriotyczne, niepokorne, mówiące podobno „jak naprawdę jest”. Jest bardzo źle.

Zgodnie z oficjalnymi  danymi na dzień 11 listopada 2020 r. łączna liczba zakażonych w Polsce to niemal 620 tys. osób, natomiast liczba zgonów to 8.800 osób. Wyliczona na tej podstawie śmiertelność wynosi 1,42% (niespełna półtora procent). W tym samym czasie (przez 8 miesięcy) w Polsce na choroby nowotworowe zmarło około 80 tys. osób (9 razy więcej) a na choroby układu krążenia około 115 tys. osób (ponad 10 razy więcej). Nikt jednak z tego powodu nie zamknął gospodarki, nie zlikwidował branż gastronomicznych, turystycznych czy kosmetycznych, nie opracował strategii wyszczepiania ponad 20 milionów Polaków eksperymentalnymi, niezbadanymi, niebezpiecznymi substancjami czy preparatami.

Powyższe dane wyglądają jeszcze bardziej kuriozalnie i niedorzecznie jeżeli weźmiemy pod uwagę, że oficjalnie zaliczeni do grona zmarłych na COVID-19 nie zostali poddani sekcji zwłok, która co do zasady nie jest wykonywana na ofiarach koronawirusa. Według danych Ministerstwa Zdrowia z lipca 2019 r. liczba osób zmarłych na COVID-19 bez występowania chorób współistniejących wyniosła 17% oficjalnie podawanych danych (296 osób na 1716 podawanych wówczas przypadków śmiertelnych). Oznacza to, że statystycznie rzecz ujmując na COVID-19 w Polsce zmarło dotąd nie 8.800 osób a niespełna 1.500. Każdego roku samobójstwa popełnia ponad 5.000 Polaków.

W ostatnich dniach premier Morawiecki przedstawił listę kilkunastu ekspertów doradzających rządowi w podejmowaniu kolejnych kroków związanych z epidemią. Wymieniony na tej liście prof. dr hab. n. med. Rober Flisiak- Prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych w pierwszych dniach listopada opisując skuteczność używanych przez polską służbę zdrowia testów na COVID-19 oświadczył, że:

(…) To jest tragedia, bo one dają wyniki porównywalne z rzutem monetą. To jest potwierdzone- 40% czułość. W ośrodku, który miał potwierdzić przydatność. Ci, którzy chcą uparcie stosować sami sobie szkodzą. Te testy antygenowe oczywiście powinny trafić na śmietnik, niezależnie od tego, że zapłaciło się za nie ponad 120 milionów złotych.

Na podstawie testów, których miejsce jest na śmietniku, oraz z powodu śmierci 1.500 osób polski rząd podejmuje decyzje mające destrukcyjny wpływ nie tylko na bieżące sprawy bytowe Polaków, ale ważące na przyszłości, zdrowiu a nawet życiu przyszłych pokoleń. Biorąc pod uwagę dane czysto medyczne, działania obecnej ekipy, podobnie jak innych rządów europejskich w sprawie tak zwanej „pandemii COVID-19” należy zaliczyć nie tyle do działań nierozważnych, nierozsądnych czy wręcz głupich, co do kategorii celowej i planowej realizacji opętańczych projektów z pogranicza szarlatanerii, zagrażających zdrowiu i życiu setek milionów Europejczyków. Przy milczącej akceptacji środowisk medycznych, ekspertów, autorytetów, polityków i mediów- en mas. Jest bardzo źle.

W programie publicystycznym państwowej telewizji wyemitowanym 31 października 2020 r. dyrektor ośrodka dla seniorów „Złote Borki” poinformowała, że na koniec października w placówce przebywało 81 ozdrowieńców w przedziale wiekowym od 80 do 101,5 lat. Część z nich przeszła chorobę COVID-19 bezobjawowo. Informacji o zgonach w tym ośrodku brak. Mimo to władze państwowe zapowiadają, że to właśnie osoby starsze będą otrzymywały szczepionkę jako pierwsze. Jeśli przeżyły zakażenie śmiercionośnym wirusem powinny przetrzymać eksperymentalne szczepionki. Jeśli z seniorami nie poradził sobie koronawirus, z pewnością poradzą sobie szczepionki. Seniorzy mają iść na pierwszy ogień medycznych eksperymentów.

Krnąbrne staruszki i staruszkowie, nawet 90-cio i 100- letni nie chcą umierać na koronawirusa. Niewdzięczni Polacy nie chcą gremialnie zaangażować się w wydarzenie pandemiczne COVID-19. Premier Rzeczpospolitej postanowił osobiście zaangażować się w promocję pandemicznego przedsięwzięcia biorąc udział w spocie reklamowym, nawiązując do symboliki narodowej i patriotycznej. Odwołanie się do wartości wspólnotowych i rodzinnych przy jednoczesnym jawnym narażaniu zdrowia i życia obecnej i przyszłych generacji Polaków można traktować jako szczyt cynicznej gry ze strony polskich władz.

Nakładem kilkunastu milionów złotych rząd uruchomił mający liczyć docelowo 1.800 łóżek COVID’owy Szpital Narodowy na Stadionie Narodowym w Warszawie. Tu będą mogli być „leczeni” pacjenci z lekkim przebiegiem choroby, nie wymagający hospitalizacji. Ciężko chorzy na koronowirusa nie zostaną przyjęci do tej specyficznej „jednostki medycznej.” Na dziś placówka świeci pustkami. Jednak myli się ten, kto pomyśli, że to kolejna bezsensowna, niepraktyczna, propagandowa inwestycja rządzących. Takich przypadków po prostu nie ma. Pozornie nieprzydatny w walce z „pandemią” Narodowy Szpital będzie jak znalazł do zgromadzenia dziesiątek tysięcy chętnych (a tym bardziej niechętnych) do przyjęcia nowatorskich COVID’owych szczepionek. Tym bardziej, że prace placówek medycznych w Polsce zaczęło nadzorować wojsko, obecne już w każdym szpitalu pod pretekstem przeliczania łóżek. Przeszkoleni medycznie żołnierze różnią się od cywilnego personelu medycznego tym, że nie mogą odmówić wykonania rozkazu. Jeśli przyjdzie rozkaz „wyszczepiać”- będą wyszczepiać. Nawet opornych. Każdego. Co ważne, na 2021 rok Sztab Generalny Wojska Polskiego planuje powołanie na ćwiczenia nawet 200 tys. żołnierzy rezerwy. Mundurowych do obsady szpitali i punktów szczepień nie zabraknie.

Pierwsze skojarzenie, jakie nasuwa się po pobieżnej analizie potencjału pozornie kuriozalnego projektu Narodowego Szpitala COVID’owego jest wykorzystanie przez rząd Vichy podobnego obiektu- paryskiego Welodromu w 1942 r. Przygotowywane przez spółki Skarbu Państwa w całej Polsce szpitale tymczasowe dla chorych na COVID-19 (po 100-200 łóżek w każdym takim „szpitalu”) internautom skojarzyły się jednoznacznie z obozami koncentracyjnymi. Pamiętajmy przy tym, że zgodnie z oficjalnymi danymi Ministerstwa Zdrowia na COVID-19 (bez chorób współistniejących) zmarło w Polsce łącznie ok. 1.500 osób (17% z 8.800 osób).

Każdego, kto powyższe porównania uzna za niedopuszczalne odsyłam do nagrań video z Marszu Niepodległości 2020, kiedy to polska policja bezwzględnie pałuje dziennikarzy i strzela do protestantów. Zdjęciem- symbolem nowego modelu dialogu władzy ze społeczeństwem i mediami będzie postrzelony w twarz gumową kulą legendarny fotoreporter Tygodnika Solidarność, 74-letni Tomasz Gutry. Fotografia zakrwawionego człowieka Solidarności z Marszu Niepodległości.

Niełatwo stwierdzić, czyj projekt realizuje obecnie polski rząd. Jednak z całą pewnością decyzje, działania, ustawodawstwo, budżety przyjmowane przez ekipę premiera Morawieckiego nie mają zbyt wiele wspólnego z ochroną zdrowia, życia i dobrostanu Polaków- wręcz przeciwnie. Dane medyczne i prognozy gospodarcze jednoznacznie pokazują, że skutkiem tych poczynań może być katastrofa porównywalna z konsekwencjami II wojny światowej. I nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady.

Premier Mateusz Morawiecki ma szczególną słabość do symbolicznych, ważnych dla Polaków wydarzeń i dat. W dniu Narodowego Święta Niepodległości zdecydował się zatwierdzić umowę dotyczącą ponad 20 milionów eksperymentalnych, niezweryfikowanych zgodnie z polskimi normami szczepionek. W przeddzień Dnia Wszystkich Świętych zdecydował o zamknięciu wszystkich cmentarzy w kraju. Pięć miesięcy wcześniej, 4 czerwca 2020 r. w Sejmie Rzeczpospolitej, w obecności prezydenta RP oświadczył:

Szanowny Panie Prezydencie, Pani Marszałek, Wysoka Izbo! Na naszych oczach wykuwa się Nowy Porządek Świata. Świata po koronawirusie.

I jak tu nie wierzyć premierowi? Przed nami 6, 13, 24, 25 i 31 grudnia. Będzie w czym wybierać. Zaczekajmy.

SAD