Bunt Elit- antyludzka rewolucja miliarderów

System demokratyczny, podobnie jak wolnorynkowy kapitalizm przestały być potrzebne globalnym elitom nawet jako atrapa, stwarzająca pozory kontroli społecznej nad aparatem władzy, czy jako imitacja biznesowej konkurencji. Rozwój supernowoczesnej techniki i technologii, możliwości produkcji (nadprodukcji) nieograniczonej ilości dóbr i żywności, przez nikogo niekontrolowana emisji pustego pieniądza oraz wdrażanie odnawialnych, „zielonych” źródeł energii doprowadziły do sytuacji, w której „zwykli ludzie”, wielomilionowe masy przestały być potrzebne najbogatszym do codziennego funkcjonowania. Przynajmniej w obecnej liczbie. Stały się nie tylko zbędne, ale są poważnym problemem i jednym z największych dla uprzywilejowanych źródeł zagrożenia. Nadprodukcja ludzi wydaje się być większym problemem niż nadprodukcja dóbr.

Foto: Twitter

Dotychczasowe systemy fasadowej demokracji i liberalnego kapitalizmu nadal dają masom społecznym- demosowi- teoretyczny wpływ na życie miliarderów. W przypływie gniewu i desperacji mogą one podejmować próby zmiecenia współczesnej arystokracji z piedestałów ekonomicznych, odebrać im dotychczasowe statusy i majątki, wywrócić ciągle obowiązujące i przyszłe hierarchie. Dlatego jednym z kluczowych celów najbogatszych jest wyeliminowanie resztek mechanizmów demokratycznych i wolnorynkowych, aby luksusowe, pozbawione trosk życie mogło przebiegać w sposób niezakłócony, w zupełnym oderwaniu od spauperyzowanej klasy średniej i zwykłego plebsu. Teraz i w przyszłości. Nieprzerwanie. Idealnie skrojone narzędzia inżynierii społeczno-medialnej, medyczno-farmakologicznej, technologiczno-naukowej, prawno- finansowej są gotowe do użycia i właśnie implementowane do realiów świata Cywilizacji Zachodu. I mają tę cywilizację zmienić w sposób nieodwracalny. Bezpowrotny.

Elity postanowiły zagarnąć realny świat dla siebie. Jednak finalnie może się okazać, że sami trafią do tej samej cyfrowej klatki ze znienawidzonym, budzącym w nich niesmak demosem. 

Najbogatsi nie są aż tak głupi, naiwni i leniwi, na jakich próbują się kreować

Zwykłemu zjadaczowi chleba, który martwi się o to, jak opłacić czynsz i pozostałe rachunki w danym miesiącu, a najbardziej odległymi polanami są przyszłoroczne wakacje w Chorwacji w ofercie last minute, trudno sobie wyobrazić, że świat, w którym  przychodzi mu funkcjonować może być projektowany z 10-, 20-, 30- czy nawet 50- letnią perspektywą. Miliarderzy mają czas i mają go w nadmiarze.  Dysponują nieograniczonymi zasobami finansowymi, materialnymi, technologicznymi, osobowymi. Ich głównym zmartwieniem jest zabezpieczenie własnych interesów i ewentualna poprawa własnych statusów majątkowych i prawnych. Zapewnienie sobie atrakcyjnej, nieustającej coraz bardziej intensywnej rozrywki w poczuciu absolutnej bezkarności to jedna z głównych trosk najbogatszych.  

Każdemu, komu się wydaje, że światem rządzą bezrefleksyjni głupcy, powinien sięgnąć choć raz do takich dokumentów jak Raport Klubu Rzymskiego (1972 r.), Agenda 21 (1992 r.), Scenariusze przyszłości technologii i rozwoju międzynarodowego (2010 r.), Agenda 2030 (2015 r.), czy opracowania, analizy i materiały z wydarzenia Event201 z października 2019 r. Światowe elity, w przeciwieństwie do mas społecznych oraz rządów wielu państw świata, do pandemii COVID-19 i Rewolucji Pandemicznej 2020 były doskonale przygotowane. Co najmniej od kilkudziesięciu lat.

Świadczyć może o tym również masowa rezygnacja szefów kilkudziesięciu (co najmniej ok. 50) największych amerykańskich spółek ze swoich lukratywnych, świetnie płatnych stanowisk, określana jako Great Exodus of CEO’s 2019, czyli Wielką Emigracją (Ucieczką) Prezesów 2019 r. Na tym poziomie biznesu, finansów, polityki i mediów nie ma przypadków czy zbiegów okoliczności. Na pewno nie w takiej skali. Ktokolwiek podał racjonalny powód tych dymisji?

W przeszłości patrząc daleko w przyszłość

Wielopiętrowość i wielopłaszczyznowość toczących się obecnie procesów wymaga ogromnej skrótowości opisów, w przeciwnym razie jakakolwiek próba charakterystyki Rewolucji Postpandemicznej 2020 stanie się rozmyta, nieczytelna, nieostra. Mimo tego, że każdy przytoczony tu szczegół, każda okoliczność i wątek znajduje potwierdzenie w faktach, w konkretnych wydarzeniach, w obserwowalnych i mierzalnych zjawiskach czy dostępnych dokumentach, ciągle stąpamy po niepewnym gruncie, na granicy świata realnego i fantasmagorycznych projekcji. Być może są to już stałe, oczywiste, deskryptywne cechy nowej rzeczywistości. Nowej Normalności.

Bezpośrednich źródeł obecnej rewolucji należy szukać w połowie lat ’80, kiedy elity amerykańskie i zachodnioeuropejskie wiedziały doskonale, że imperium sowieckie chyli się ku upadkowi. Spotkanie w Rejkiaviku pomiędzy prezydentem Ronaldem Reganem a pierwszym sekretarzem KPZR Michaiłem Gorbaczowem w październiku 1986 r. było jednym z szeregu spotkań, podczas których ustalany był nowy porządek pozimnowojennego świata.

Koniec historii ogłoszony przez Francisa Fukuyamę oznaczał koniec napięć o charakterze globalnym, koniec szans na wojnę- zimną czy kinetyczną, ergo- koniec lukratywnego biznesu. Wszak wojna to najlepszy biznes. Elity amerykańskie nie mogły na to pozwolić. Konieczne było wykreowanie nowego, godnego Stanów Zjednoczonych przeciwnika. Wybór padł na Chiny.

Smok, którego nie da się wytresować

Dla zachodnich elit wybór Chin wydawał się naturalny, oczywisty, wręcz idealny. Wraz z transferem kapitału, technologii i miejsc pracy przedmiotem eksportu miała być demokracja liberalna. Masakra na Placu Niebiańskiego Spokoju w 1989 r. powinna dać do myślenia i ostudzić próby amerykańskich i europejskich polityków uczynienia z Państwa Środka wolnorynkowej maszynki do łatwego zarabiania pieniędzy. Nic podobnego jednak nie miało miejsca. Chęć szybkiego i zdawałoby się bezproblemowego zysku wygrała z politycznymi, perspektywicznymi kalkulacjami. Chińczycy przyzwyczajeni do planowania w perspektywie 20-30 czy 50 lat widzieli, rozumieli i zamierzali wykorzystać „Greków niosących dary” na swój własny sposób. Już w połowie lat ’90 raporty amerykańskich think-tanków, dostępne wówczas również w Polsce zakładały, że w ciągu 30 lat Chiny wyprzedzą Stany Zjednoczone pod względem gospodarczym. Prognozy amerykańskich ekspertów i służb z 1995-96 roku materializują się w roku 2020.

Po zaabsorbowaniu gigantycznych kroplówek kapitałowych, technologicznych, naukowych i militarnych, to Chiny od końca lat ’90 zaczęły przyzwyczajać dojrzałe zachodnie demokracje do dyskretnie aplikowanych, uzależniających zastrzyków finansowych. Ostatecznie po ponad 30 latach od początku tego ekonomiczno-politycznego eksperymentu Państwo Środka zamiast stać się wdzięcznym importerem zachodniej demokracji i wolnorynkowego kapitalizmu stało się konsekwentnym eksporterem wypracowanego przez dziesięciolecia totalitaryzmu, wspomaganego przez wyrafinowane narzędzia ery cyfrowej.

Kilkaset lat zbierania doświadczeń przez anglosaskich treserów okazało się okresem zbyt krótkim do nabycia kompetencji wystarczających do przechytrzenia liczącego ponad 6 tysięcy lat chińskiego smoka, który w rewanżu podjął dialog z Cywilizacją Zachodu z pozycji metodycznego, wyrachowanego kota bawiącego się ogłupiałą myszką w szczelnie zamkniętym pokoju bez drzwi i okien.

Ogonowi wciąż się wydaje, że macha psem

Amerykańskie i europejskie pozazdrościły chińskim komunistom, którzy z jednej strony wspierają rozwój gospodarczy swojego państwa bez narażania się na międzynarodowe wykluczenie, zaś z drugiej mogły zapewnić sobie nieprzerwany i znajdujący się poza kontrolą społeczną dostęp do władzy. Niewybieralni biurokraci wspierani jedynie słuszną ideologią sprawują niepodzielną władzę i kontrolę nad gospodarką i państwem, czerpiąc profity, gratyfikacje, zapewniając sobie wygodne życie na koszt społeczeństwa, modelując jednocześnie obowiązujące prawa i reguły funkcjonowania według własnego uznania, tak żeby zagwarantować sobie replikację władzy. Gdyby ten opis zamieścić w odniesieniu do Unii Europejskiej pasowałby idealnie.

Nie ma bezpośrednich, twardych dowodów na to, kto zaplanował, przygotował, podjął decyzję o wdrożeniu i przeprowadzeniu projektu pandemia COVID-19- spiskowcy zawsze starają się zacierać ślady i mylić tropy. Faktem jest współpraca amerykańskich i chińskich naukowców nad wirusem z Wuhan, potwierdzone zostało również finansowanie budżetu USA prac chińskich laboratoriów za czasów administracji Baraka Obamy. Faktem są również niejasne przepływy finansowe pomiędzy Chinami i Światową Organizacją Zdrowia, zmiany definicji „pandemii” przez tę organizację, zgodnie z którą świat może ogarnąć pandemia, podczas której ludzie nie umierają masowo- po prostu chorują i umierają. Normalnie.

Przydarzyła się nam pandemia inteligentna, działająca wybiórczo, punktowo, mająca poglądy polityczne, rasowe, ekonomiczne, gospodarcze. Pandemia, mająca swoje priorytety, która atakuje górników, celebrytów, niektórych polityków, a oszczędza pracowników banków, administracji państwowej i samorządowej, zatrudnionych przez elektrownie, telekomy, telewizje, korporacje jak Tesla, Amazon, Lidl czy Biedronka. Pandemia, która masowo szerzy się w państwach zachodnich demokracji, a wygasła już w Chinach czy Korei Południowej, i szerokim łukiem postanowiła ominąć Afrykę, która z „pandemią” radzi sobie podobno o wiele lepiej niż kraje wysokorozwinięte.

Czy COVID-19 to pierwsza inteligentna, selektywna a być może zdalnie aktywowana, celowana choroba, którą można wywołać w konkretnych rejonach, regionach, miastach świata ale i u konkretnych osób? Czy ktoś jeszcze pamięta Janusa? Nikt? Będzie o tym za chwilę.

Jeśli jest to wirus selektywnego rażenia, to w czyjej dyspozycji znajdują się panele kontrolne?

Pod koniec września ambasador Chińskiej Republiki Ludowej w Teheranie opublikował na swoim profilu twitterowym zdjęcie prawdopodobnie z inauguracji roku akademickiego na Uniwersytecie w Wuhan przedstawiające ogromną salę gimnastyczną wypełnioną po brzegi setami studentów. Na początku października ten sam ambasador zaprezentował zdjęcia łabędzi z teherańskiego jeziora- wśród białych i czarnoszyich łabędzi nie zabrakło miejsca i dla łabędzia czarnego. Nic tak naprawdę nie jest takie jak nam się wydaje. Zachodnim elitom nadal wydaje się, że kontrolują przebieg wydarzeń.

 Piaskowa babeczka na placu zabaw

Według danych z Ministerstwa Zdrowia do lipca 2020 r. na COVID-19 bez chorób współistniejących zmarło 296 osób, co stanowi około 17% wszystkich 1716 przypadków śmiertelnych, które oficjalnie zostały zakwalifikowane jako ofiary pandemii. Na podstawie tych danych oraz informacji o zakażonych koronawirusem na dzień 31 lipca 2020 r. tj. 45.688 osób łatwo możemy wyliczyć śmiertelność pandemiczną na poziomie 0,65%, czyli na COVID-19 zmarło niewiele ponad pół procent ze wszystkich zarażonych. W Stanach Zjednoczonych dane o śmiertelności na COVID-19 bez chorób współistniejących są jeszcze niższe i nie przekraczają 10%. Jeśli przyjąć średnią zgonów na takim właśnie poziomie, to okazuje się, że z deklarowanych na początek października 2020 około 1 miliona ofiar światowej pandemii, na koronawirusa zmarło około 100 tys. osób na całym globie. To tyle ile w tym roku umrze w Polsce na raka.

To ok. 10 razy mniej niż przez rok zginie na świecie w wypadkach samochodowych, 10 razy mniej niż umrze na HIV/ AIDS, na gruźlicę, na chorobę nerek, na choroby układu pokarmowego, czy popełni samobójstwa. Każde z powyższych zjawisk jest przyczyną 10 krotnie wyższej liczby zgonów na naszym globie niż COVID-19, jednak cukrzyca to 30 razy więcej zgonów, choroby nowotworowe- 90 razy więcej, a choroby serca i układu krążenia są około 1700 razy częstszymi przyczynami śmiertelnych zejść niż nasz kolczasty wirus.

Nikomu jak dotąd nie udało się z powyższych powodów zatrzymać światowej gospodarki, zdublować budżety państw niekontrolowanymi dodrukami pustego pieniądza, zlikwidować całych obszarów produkcji i usług, redefiniować relacji społecznych i sposobów życia, pracy, edukacji, leczenia, a przy okazji wywrócić dotychczasowy porządek świata. Pojawiły się już opinie ekonomistów, że COVID-19 to przykrywka kolejnej odsłony nierozliczonego kryzysu z 2008 r. Tym razem finansowe elity nie chciały ryzykować, że komukolwiek mogłoby przyjść do głowy pociągnąć ich do karnej odpowiedzialności za to co stało się i stanie z globalną gospodarką. Wizja Bernarda Madoffa prowadzonego w kajdankach spędzała im sen z powiek. Przy ich globalnych piramidach finansowych piramida Madoffa wyglądałaby jak babka z piasku na placu zabaw.

Zadziwiająca jest skuteczność, z jaką „pandemia” COVID-19 służy najbogatszym, jak efektywnym i precyzyjnym narzędziem ekonomiczno-społeczno-politycznym okazała się w praktyce. Te cechy wirusa SARS-Cov-2 nie mogły zostać zaprojektowane nawet w najlepszych laboratoriach Wuhan. One musiały zostać opracowane z wieloletnim wyprzedzeniem w gabinetach światowych elit. Wirusy aż tak inteligentne nie są.

W historii polityki międzynarodowej przypadek niebywały

Od początku 2020 r. rządy państw zachodnich uruchomiły procesy implementacji różnego rodzaju ograniczeń związanych z potencjalnym zagrożeniem epidemiologicznym. Pierwotnie dotyczyły one podróży z kierunków azjatyckich, następnie z epicentrów zakażeń we Włoszech czy Hiszpanii, gdzie choroba miała zbierać śmiertelne żniwo. Wojskowe ciężarówki z Bergamo, które podobno miały wywozić nieprzebrane liczby ofiar „pandemii” oraz lodowisko w Madrycie, na którym miały być przechowywane trumny z ciałami zmarłych na COVID-19 w marcu 2020 r. powinny znaleźć poczesne miejsce w podręcznikach do zarządzania masową percepcją. A już na pewno powinny stać się ikonami popkultury, o ile za kilka czy kilkanaście lat jakakolwiek popkultura we współczesnym rozumieniu będzie nadal istniała.

11 marca 2020 roku Światowa Organizacja Zdrowia ogłasza pandemię nowego koronawirusa SARS-CoV-2.

Można naiwnie założyć, że podobieństwa wprowadzanych przez poszczególne rządy rozwiązań społeczno-polityczno-gospodarczych od Antypodów, przez państwa Unii Europejskiej po Stany Zjednoczone i Kanadę wynikały z charakteru rozprzestrzeniającej się zarazy. Niepodobieństwem jest uzyskanie rzeczowych wyjaśnień, i jak dotąd takiego nie wskazano, na jakiej podstawie najważniejsi reprezentanci wszystkich powyższych państw i rządów zaledwie po kilku tygodniach od ustanowienia przez WHO wątpliwie uzasadnionej „globalnej pandemii”, rozpoczęli w oficjalnych, publicznych wystąpieniach anonsowanie absolutnie nowej i nieznanej dotąd doktrynom politologicznych Nowej Normalności. Jakim cudem i skąd premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern (marzec 2020), premier Australii Scott Morrison (marzec 2020), premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson (kwiecień 2020), premier Hiszpanii Pedro Sanchez (kwiecień 2020), premier Francji Emmanuel Macron (maj 2020), kanclerz Niemiec Angela Merkel (maj 2020), premier Polski Mateusz Morawiecki (marzec 2020), kanclerz Austrii Sebastian Kurz (kwiecień 2020), premier Kanady Justin Trudeau (kwiecień 2020) nagle pozyskali wiedzę, czym ma być „nowa normalność” i dlaczego stara normalność jest już nie do odratowania? Kiedy miały miejsce referenda, wybory, głosowania, debaty, społeczne konsultacje? Gdzie podziały się demokratyczne źródła państwowo-ustrojowych decyzji politycznych? Kto zezwolił przywódcom państw zmieniać światowy ład w trybie przyspieszonym? Rewolucyjnym?

Przekazy podobnego rodzaju mogą formułować niefrasobliwi publicyści odpowiedzialni za zapełnianie gazetowych szpalt, nie zaś światowi liderzy odpowiedzialni za życie miliardów ludzkich istnień.

Dziennikarze ani drgnęli. Nikt nie śmiał dopytać o to, z jakimż to nowym tworem polityczno-gospodarczym wywracającym dotychczasowy porządek świata liberalnej demokracji mamy do czynienia? Z czyjego polecenia jest właśnie globalnie wdrażany? Za czyją zgodą? Na podstawie jakich tajnych czy jawnych międzynarodowych umów, traktatów, porozumień, zaledwie po dwóch miesiącach nietypowej „pandemii” zaczęto reorganizować porządek świata, zamiast zastanawiać się co stało się z poprzednim i jak spróbować go naprawić. Bez analiz, bez publicznej debaty, bez zgody dotychczasowych suwerenów, wolnorynkowy kapitalizm i system demokratyczny postanowiono usunąć na śmietnik historii.

Przypadek? Nie ma takich przypadków, a przynajmniej być ich nie powinno. Historia światowej dyplomacji podobnych nie zna. Wskazanie prawdziwych zleceniodawców tychże politycznych decyzji będzie warunkiem sine qua non odratowania tego co jeszcze pozostało po zjawisku znanym dotąd pod nazwą „zachodnia demokracja”.

Wydawać się to może tezą nieco naiwną, może nawet naciąganą, ale ogłoszenie Nowej Normalności przez premierów rządów i głowy państw zaliczanych do Cywilizacji Zachodniej jest niepodważalnym, najważniejszym, jawnym i wyłączającym wątpliwości dowodem na istnienie międzynarodowego, pandemicznego, antydemokratycznego, ponadnarodowego spisku. Z niewyjaśnionych jak dotąd powodów zdecydowały się wziąć w nim udział rządy większości tych państw. Trudniej będzie to racjonalnie wytłumaczyć niż zamach na World Trade Center z 11 września 2001 roku.   

Narzędzia zastraszania państw i międzynarodowych instytucji

Wyobraźmy sobie przez chwilę jakiego rodzaju nacisków musieli użyć globalni spiskowcy, żeby wymusić na przywódcach dumnych państw i narodów zachowania i wdrożenie rozwiązań prawno-społeczno-gospodarczych tak absurdalnych, że jeszcze rok temu można by je umieścić na półce z teoriami spiskowymi, i to gdzieś głęboko w tylnej ich części. Co mogło sprawić, że politycy gotowi są zachowywać się aż tak bezwstydnie i tak bezmyślnie, narażając obywateli własnych państw na utratę zdrowia, życia, mienia i jakiejkolwiek nadziei na normalne życie? Znane nam już z oficjalnego, medialnego obiegu naciski i szantaże finansowe, moralna i medialna presja wydają się do takiej operacji zbyt słabe, niewystarczające.

Dlatego należy postawić pytanie: jakimi narzędziami nacisku dysponują międzynarodowi terroryści, że gotowi są im ulegać przywódcy najbardziej uprzemysłowionych, rozwiniętych państw świata? Jakimi przerażającymi, śmiercionośnymi, zmieniającymi świadomość czy rzeczywistość wizjami, projekcjami i technologiami zastraszyli zdawałoby się najpotężniejszych tuzów naszego globu? Wątpliwym wydaje się, że na każdego z osobna premiera przygotowany jest „hak” w postaci kompromitujących zdjęć z kochanką lub kochankiem, albo protokół z przeszukania prywatnego mieszkania wraz z analizą komputera, na który wcześniej wgrano dziecięcą pornografię.

Co skłoniło przywódców Cywilizacji Zachodniej do tak szalonych, absurdalnych, wyniszczających, pozbawionych merytorycznych podstaw i elementarnej logiki posunięć, przynoszących szkody ich własnym społeczeństwom i państwom? Do działań, które w konsekwencji muszą przynieść koniec świata, gospodarki, kultury i społecznych relacji, jakie dotąd znaliśmy? Odpowiedź musi być wystarczająco przerażająca, że pod jej ciężarem ugięli się wszyscy. Nie zrezygnowali, nie podali się do dymisji jak dziesiątki prezesów największych amerykańskich korporacji w 2019 r. ale zmuszeni byli przystać na nowe reguły światowej rozgrywki. W imieniu własnym i reprezentowanych narodów- bez zgody tych ostatnich. Może dla nas lepiej, że nie znamy szczegółów? Może dzięki temu uda się przeżyć kilka miesięcy, kilka lat dłużej?  Zobaczymy.

Komu służyć będą politycy gdy wygaszona zostanie demokracja?

Jednym z oczywistych i bezpośrednich skutków pandemii COVID-19 ma być zubożenie klasy średniej, znaczące ograniczenie jej wpływów na życie polityczne, transfer dóbr będących w posiadaniu tejże grupy społecznej, a w konsekwencji pauperyzacja i marginalizacja. Jeśli wiadomo, że to na klasie średniej opiera się demokracja, to naturalnym skutkiem likwidacji obecnej pozycji drobnomieszczaństwa i burżuazji będzie koniec demokracji. Komu zatem będą służyć politycy, kiedy nie będą mogli służyć demosowi? Być może część z nich jest już zakontraktowana do pospandemicznych Rad Komisarzy, Komitetów Państwowych, czy Gubernatorów. Biurokracji są potrzebni każdej administracji, jednak nie w tej skali co obecnie. W nowym świecie automatyzacja i cyfryzacja pójdzie jeszcze dalej, a resztą zajmie się sztuczna inteligencja.

Dla kogo jednak będą pracować analitycy polityczni, doradcy medialni, badacze rynku i preferencji wyborczych, specjaliści od medialnego wizerunku? Wydaje się, że pandemiczna rzeczywistość zweryfikowała negatywnie społeczną przydatność ekspertów. Rzeczywistość postpandemiczna tę sytuację będzie jeszcze umacniać, ugruntowywać.  Przyzwyczajeni do wygód, statusów, standardów i należytych apanaży przedsiębiorczy drobnomieszczanie i żyjący w zgodnej symbiozie z dotychczasowymi systemami władzy inteligenci trafią do życiowego piekła codzienności z pospolitym demosem. Podobnie rzecz się będzie miała z przedstawicielami świata mediów, kultury, rozrywki, skrajnie bezużytecznych w świecie ograniczonych kontaktów i cyfrowych rozrywek. Większość z nich biernie przyglądają się postępującemu pandemicznemu szaleństwu. Wkupienie się w łaski elit może być już niemożliwe- ludzie zbędni najbogatszym tylko zawadzają.

Kryzys pandemiczny i przetaczająca się przez świat Zachodu pandemiczna rewolucja pozwoliła ograniczyć znaczenie i przydatność grup społecznych zdawałoby się niezastąpionych. Coraz częściej mówi się zastosowaniu robotów i sztucznej inteligencji w leczeniu ludzi. Wiarygodność i użyteczność tej grupy społecznej spadła chyba najbardziej podczas ostatnich sześciu miesięcy. Czy w postpandemicznej dyktaturze ktokolwiek będzie jeszcze próbował leczyć demos? Czy wraz z deprawacją cyfrową zostanie eliminowany również ślad węglowy najmniej użytecznych jednostek? Sztuczna inteligencja, nowoczesna farmacja i medyczna robotyka powinna poradzić sobie z większością chorób.

Wprowadzenie systemu nauki zdalnej, ograniczenie bezpośredniego kontaktu kadry nauczycielskiej z uczniami zainicjowało zmianę nawyków edukacyjnych i kolejną degradację statusu pedagogów. Kryzys pandemiczny wykazał, że nauczyciele i wykładowcy nie tylko są zastępowalni, co wcale nie są niezbędni. Etaty kosztują niemało. Podobnie uczelniane i szkolne budynki. Wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji umożliwi redukcje w zatrudnieniu prawdopodobnie o 70-80%. To będzie koniec etosu nauczycielskiego.

Nie lepsza perspektywa czeka prawników. Komu w Pospandemicznej Cyfrowej Tyranii potrzebny będzie adwokat, gdy wyroki będzie wydawał komputer?

Najbogatsi nigdy nie będą mieli dosyć

Dwa tygodnie po ogłoszeniu przez WHO pandemii koronawirusa najbogatszy człowiek świata Jeff Bezos, którego majątek szacowano wówczas na 130 mld dolarów „poprosił o pieniądze” zwykłych ludzi, organizując zbiórkę na pomoc dla pracowników Amazona. Po pięciu miesiącach pandemii wartość jego majątku przekroczyła 200 miliardów dolarów, natomiast zarządzany przez niego Amazon w czasie pandemii podwoił swoje zyski. Nie słyszeliśmy jak dotąd o tym, ile z tej gigantycznej fortuny przeznaczył Jeff Bezos na pomoc prawdziwie potrzebującym, których życie pandemia zrujnowała.

W pierwszych tygodniach pandemii o pieniądze, tym razem do brytyjskiego rządu, zwrócił się Richard Branson, którego linie lotnicze Virgin Atlantic znalazły się na skraju bankructwa. Dysponującemu prywatnym majątkiem w wysokości ok. 4 miliardów funtów Bransonowi rząd Jej Królewskiej Mości odmówił kredytu w wysokości 500 milionów funtów, pomimo zaoferowania przez biznesmena zabezpieczenia w postaci należącej do niego od 40 lat ponad 30 hektarowej wyspy, położonej w archipelagu Brytyjskich Wysp Dziewiczych. Miliarder zapewniał, że to nie chęć zaoszczędzenia na podatkach była przyczyną zamieszkania na prywatnej wyspie, ale względy wyjątkowego klimatu i piękna przyrody. Kto chciałby dobrowolnie zrezygnować z ze swojego kawałka raju i bajecznego stylu życia?

Miliarderzy nigdy nie mają dość. Nie mają poczucia wstydu, nie mają litości dla zwykłych ludzi. Chyba, że na jej publicznym demonstrowaniu można nieźle zarobić- wtedy i owszem, czemu by nie.

Najbogatsi hojnie finansują kontrolowane przez nich lewicowe partie polityczne, organizacje zielonych czy postępowe NGO’sy, które propagują wśród demosu konieczność samoograniczania się i rezygnacji. A to z jedzenia mięsa, a to z podróży (szczególnie lotniczych), a to z posiadania własnych aut. Szczytem marzeń przeciętnego Kowalskiego, Smitha czy Jonsona ma być 15 metrowe mieszkanie, bo inaczej nasza matka ziemia nie wytrzyma tego przeludnienia. Ile tysięcy metrów kwadratowych liczą rezydencje i apartamenty Jeffa Bezosa i Richarda Bransona? Ile limuzyn liczą ich floty? Iloma prywatnymi odrzutowcami, jachtami dalekomorskimi, helikopterami dysponują najbogatsi ludzie świata? Oni nie muszą się samoograniczać.

Najbogatsi mogą sobie pozwolić na pięć przeszczepów serca. A ty?

Bezobsługowy świat multimiliarderów

Trzeba nosić w sobie nieprzebrane pokłady dziecięcej naiwności, żeby nadal wierzyć, że finansowany w znacznej mierze z podatków demosu postęp technologiczny, inżynieryjny, medyczny czy cyfrowy ma w jakikolwiek sposób służyć zwykłemu człowiekowi. Robotyzacja, informatyzacja, sztuczna inteligencja, czysta energia ze źródeł odnawialnych mają stworzyć bezobsługowy świat dla miliarderów, w którym dla zwykłych nie będzie miejsca. Nie będą mieli tam nic do roboty. Będą tylko przeszkadzać. I mogą jedynie przeszkadzać możnym tego świata w czerpaniu przyjemności z napawania się nim.

Masy ludzkie z klas niższych stanowią śmiertelne zagrożenie dla wdrożenia bezobsługowego świata przyszłości, dlatego jakikolwiek wpływ demosu na jego kształt polityczny, społeczny, gospodarczy musi zostać czym prędzej ograniczony, zmarginalizowany, spacyfikowany i wyeliminowany. Bez możliwości jakiegokolwiek protestu czy buntu w przyszłości. Bez możliwości powrotu do stanu poprzedniego (obecnego). Pandemia COVID-19 wraz otwierającymi się tu możliwościami niekontrolowanego wprowadzania ograniczeń prawnych na poziomie stanów wyjątkowych czy wojennych jest do tego celu narzędziem idealnym. Pod pretekstem działań dla dobra zwykłego człowieka wpycha się go do klatki restrykcji prawnych i cyfrowych, z których nie będzie miał wyjścia. Nigdy.

Nie dość na tym. Eksterminacja poszczególnych grup, podgrup, klas i zbiorowości zatomizowanego pozbawionego komunikacji społeczeństwa będzie znacznie łatwiejsza.

Poprzednie trzy rewolucje przemysłowe, zarówno ta z wieku XVIII wieku (wiek pary), ta z XX wieku (wiek elektryczności), jak i zapoczątkowana w latach ’70 XX w. (wiek komputerów) prowadzone były pod hasłami „wyzwolenia człowieka”, uwolnienia go od fizycznych, środowiskowych czy intelektualnych ograniczeń. Czwarta rewolucja „przemysłowa” zainicjowana w początkach XXI wieku, zwana już oficjalnie „wiekiem zanikania barier ludzie-maszyny” posłuży do całkowitego, nieodwracalnego zniewolenia człowieka. Dzięki rozwiązaniom technologicznym, big data, sztucznej inteligencji oraz telefonii kolejnych generacji demos znajdzie się pod całkowitą i nieodwracalną kontrolą. Wówczas dysponenci paneli kontrolnych będą mogli zrobić z ludźmi wszystko.

Stworzeniu bezobsługowego, technologicznego, kontrolowanego większości przez sztuczną inteligencję raju na ziemi ma służyć również nieracjonalnie i nachalnie promowana „zielona energia”, która z ochroną środowiska nie ma nic wspólnego.  Światowe wydobycie litu i kobaltu- pierwiastków niezbędnych do produkcji ogniw i baterii elektrycznych zostało wykupione i zabezpieczone prawnie przez takich gigantów jak Tesla, Apple, Samsung czy Huawei. Zdjęcia i filmy z kopalń litu i kobaltu to materiał raczej wstydliwy dla mainstreamowych mediów i ekologicznych aktywistów. Dziennikarze i media nie palą się do prezentowania społeczeństwu procesu produkcji ogniw elektrycznych, paneli słonecznych, cyklu życia tychże produktów. Dlaczego? Bo nie o środowisko naturalne tu chodzi ale o wykreowanie bezobsługowego, komfortowego świata dla wybranych. Ośmielony wieloletnim wzrostem gospodarczym demos zaczął zaludniać rajskie plaże, kurorty i górskie szlaki, co dla prawdziwie uwrażliwionych elit musi stanowić bolesne doświadczenie kontaktu z plebejuszami.

W bezobsługowym świecie przyszłości znikać będą nie tylko pojedynczy ludzie. Z prawno-cyfrowego panoptikonu znikać będą całe zbiorowości. I nie dowie się o tym nikt poza sprawującą nadzór sztuczną inteligencją.

Teorie spiskowe przekuwane w pośpiechu w narzędzia inżynierii społecznej

Podczas prelekcji na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w 2015 r. pt. „Samobójstwo Oświecenia? Jak neuronauka i nowe technologie pustoszą ludzki świat”, współautor książki o tym samym tytule,  dr Maciej Gurtowski przytacza opis eksperymentu  przytoczonego w październiku 2015 r. przez dziennik Rzeczpospolita (Bóg uśmiercony magnesem, 20.10.2015 r.):

„Jak w jeden wieczór z człowieka wierzącego zrobić ateistę? Albo z aktywisty PiS wyborcę PO? To nie żart (…) Wystarczy magnes, a konkretnie tzw. przezczaszkowa stymulacja magnetyczna drażniąca określoną część mózgu. Efekt był piorunujący, choć tymczasowy. U uczestników eksperymentu osłabła wiara w Boga (i zjawiska nadprzyrodzone) a zwiększyła się otwartość na imigrantów.”

Czyli, że co? Że naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles i brytyjskiego Uniwersytetu Yorku dowiedli pięć lat temu, że na umysł człowieka, na jego poglądy religijne, przekonania polityczne, na sposób myślenia można wpływać za pomocą pola elektromagnetycznego wytwarzanego przez magnes. Teoria spiskowa? Niech ktoś spróbuje nazwać „foliarzem” profesora Andrzeja Zybertowicza obecnego na tymże wykładzie na KUL.

Na stronach internetowych Polskiej Agencji Prasowej, w dziale zdrowie, możemy przeczytać, że (27.12.2017):

„Badania oddziaływania pól elektromagnetycznych emitowanych przez telefony komórkowe czy stacje bazowe na ciało człowieka nie doprowadziły do wskazania wyraźnie szkodliwych oddziaływań fal radiowych – informuje dr hab. inż. Sławomir Hausman z Politechniki Łódzkiej. Zaznacza jednocześnie, że chodzi o oddziaływania przy takich poziomach pól, które są zgodne z obowiązującymi normami prawnymi.”

I dalej:

„Ekspert podkreśla, że badania w tym obszarze prowadzone są już od kilkudziesięciu lat i choć do tej pory nie wykazały szkodliwości tego rodzaju promieniowania, to jednak muszą być prowadzone nadal.

– Z całą pewnością, wszystkie mechanizmy tych oddziaływań nie zostały jeszcze poznane – mówi dr Sławomir Hausman”

Źródeł potwierdzających oczywiste informacje o emitowaniu pola elektromagnetycznego przez telefony komórkowe i stacje bazowe, oraz ich wpływie na zdrowie człowieka możemy znaleźć znacznie więcej. Jeżeli jednak połączymy cztery aspekty: błyskawiczne tempo postępu technologicznego (gdzie 5 lat to „wieki”); możliwości wpływania za pomocą pola elektromagnetycznego na mózg i sposób myślenia człowieka; przytwierdzone do każdego osobnika na ziemi przez 24h na dobę, wysoce zaawansowane, dowolnie modulowane źródło pola elektromagnetycznego w postaci smartfona; oraz brak jakiejkolwiek realnej kontroli rządów nad korporacjami technologicznymi- to możemy zacząć się bać.

Załóżmy na chwilę, co wcale nie jest tak bardzo nierozsądne, że potężne korporacje wiedzą jak korzystać z podobnej technologii, że mogą mieć nieograniczony wpływ na sposób myślenia wszystkich razem i każdego z osobna, że rozbudowany profil każdego użytkownika smarfrona zapisany jest w przepastnych archiwach serwerów Big Data, że wreszcie indoktrynacja prowadzona za pomocą mediów, mód, trendów, terroru poprawności politycznej i mediów działają za wolno, nie przynoszą oczekiwanych rezultatów i nie eliminują śmiertelnego niebezpieczeństwa w postaci potencjalnych kaprysów nieobliczalnego demosu. Tylko idiota nie skorzystałby z takiej możliwości. A jak wiemy, miliarderzy nie są takimi idiotami, na jakich próbują się kreować.

1+1+1+1= koniec historii jaką dotąd znaliśmy.

Być może dzięki temu łatwiej nam będzie zrozumieć, dlaczego rządy pod przykrywką pandemii, bez konsultacji społecznych, bez należytych badań, analiz, weryfikacji, montują urządzenia technologii 5G. Po nocy, jak złodziej.

Pod koniec sierpnia 2020 r. Elton Musk, założyciel i zarządzający firmy Tesla, zapowiedział rozpoczęcie testów na ludziach przez inną swoją firmę Neuralink, nowej technologii pozwalającej wszczepić w ludzki mózg chipa, umożliwiającego bezpośrednie połączenie go z komputerami. Z ludzkiej głowy ma podobno wystawać port USB, za pomocą którego będziemy mogli zostać wpięci w cyfrowy system serwerów.

Implant USB Muska to zmylenie tropu, to gra pozorów, czysta prestidigitatacja, odwracanie uwagi.

Świadomość i pamięć demosu czekającego na domózgowe implanty będzie tymczasem modelowana, korygowana i przekształcana zdalnie, bezprzewodowo. Czardżowany nową wersją jaźni, człowieczeństwa, rzeczywistości i historii mózg nieświadomych niczego homo sapiens jak najnowszy telefon Samsunga kładziony na specjalnej, antypoślizgowej podstawce. Indukcyjnie. Bez kabelka.

W Rewolucji Pandemicznej 2020 chodzi o rzecz podstawową i kluczową: o wolną wolę. Pozbawianie demosu wolnej woli odbywało się dotąd na wiele sposobów i na wielu płaszczyznach: ideologicznej, pseudoreligijnej, w oparciu o strach, przemoc, z wykorzystaniem show businsssu w najróżniejszych postaciach, kredytów hipotecznych, etatów w korporacjach, uzależnień od używek, z zastosowaniem szantaży moralnymi, poprawności politycznej, terroru policyjnego, ekologizmu, seksualizmu, codziennego medialnego terroru, wreszcie modą, trendami, nawykami i naśladownictwem, lansowanymi przez media społecznościowe. Trendem na bezmyślność. To wszystko nie wystarczyło, nie wystarcza. Podobnie jak odbieranie wolnej woli za pomocą terroru prawnego pod pretekstem pandemicznego zagrożenia śmiercią 10-krotnie mniejszego niż z powodu chorób nerek czy wątroby.

Wszystkie powyższe działania ciągle dawały demosowi szansę na bunt, szansę sprzeciwu, cień nadziei na uczciwą rewolucję, kontrrewolucję, na zryw podobny choćby do tego z sierpnia ’80. Demos niespodziewanie mógł się odwinąć fangą w zadarty nos.

W obszarze odbierania wolnej woli pojawiła się okazja i pokusa jeszcze większa, z której grzechem (w niektórych kultach) byłoby nie skorzystać: a co jeśli można by odebrać człowiekowi wolną wolę tak, żeby się o tym nawet nie dowiedział? Żeby nie mógł dokonać autorefleksji, żeby nie miał możliwości odszukania kontekstów, punktów odniesienia, wzorców zachowań. Żadnych. Niemożliwe? Wystarczy przecież skorygować pamięć poszczególnych osobników, tak ja przeprogramować, przeprojektować wspomnienia, żeby ludzka wolna wola nie miała się do czego odnieść poza zgodą, tolerancją, przyzwoleniem, akceptacją. Wszystkiego.

Niemożliwe? Zbyt przerażające? Czyż nie większą trwogę budzi wizja automatycznego, cyfrowego odebrania wolnej woli dowolnie wybranej jednostce, grupie, rasie, klasie społecznej niż niemieckie eksperymenty w obozach koncentracyjnych czy projekty japońskiej jednostki 731? Odbierania prawa decydowania o tym, jak mogę żyć i za co jestem gotów umrzeć bez pozostawienia śladu świadomości, że takie prawo w ogóle kiedykolwiek komukolwiek przysługiwało. Ludzie są zdolni do okrucieństw niewyobrażalnych.

Być może buta i poczucie bezkarności miliarderów i działających w ich imieniu polityków nie liczących się z konsekwencjami swoich obecnych działań przy implementacji nowego systemu operacyjnego świata stąd właśnie wynika. Bo kto ich rozliczy? Który Robezpierre w kontrrewolucyjnym zapale wyda rozkaz posłania ich na szafot albo powywieszania na ulicznych latarniach za to co zrobili światu, jeśli nikt nie będzie pamiętał co tak naprawdę się wydarzyło? Nikt spoza kręgu wtajemniczonych.

To jest właśnie „koniec historii” oparty na „braku wspomnień”, „cyfrowej niepamięci”, jakiego nie przewidział Fukujama. Bez wspomnień nie ma historii. I nie będzie.

Plaga filmów o zombie to nie tylko specyficzna forma rozrywkowej papki- to instrukcja obsługi świata niedalekiej przyszłości.

Czarne łabędzie nad Ameryką

W poincie tekstu Antyludzka rewolucja tym razem może się udać z 19 maja 2020 napisałem:

„Dlatego późnym latem i wczesną jesienią uważnie spoglądajcie na Zachód, nad Europą i USA wypatrujcie stad Czarnych Łabędzi. Na Pandemicznej Rewolucji 2020 zyskają tylko ich hodowcy. Rozumiejąc logikę i mechanizmy obecnych wydarzeń możemy mieć pewność, że ptaki są już dobrze podkarmione i w każdej chwili gotowe do lotu.”

Pomyliłem się. Sześć dni później, 25 maja 2020 roku podczas interwencji policji w Minneapolis zmarł George Floyd, co stało się pretekstem i punktem zapalnym do ogólnokrajowych protestów pod hasłem Black Lives Matter. Wszystko było gotowe: koordynatorzy rozdzielali gotówkę liderom, przeszkoleni, wyposażeni w sprzęt do miejskich potyczek bojówkarze wyszli na ulice, terroryzując mieszkańców Seattle, Filadelfii, Dallas, Chicago, Waszyngtonu, Atlanty czy Nowego Yorku. Z cokołów jeden po drugim zaczęły spadać pomniki „rasistów” i „białych supremistów”, odpowiedzialnych za niewolnictwo i biedę stanowiącej obecnie ok. 16% mniejszości afroamerykańskiej w USA. W ramach reparacji za niewolnictwo, lata nierówności i ucisku rabowano sklepy ekskluzywnych marek w Santa Barbara, Los Angeles czy Nowym Yorku. Dotychczasowa historia Ameryki miała zostać wymazana i zmieniona jako skrajnie rasistowska, oparta na supremacji białych. Główne postulaty protestujących zakładały rezygnację z finansowania policji, rozwiązania jej i zastąpienia ją milicją rekrutującą się z protestujących. Przed ratuszem w Seattle powstała strefa autonomiczna wolna od policji. Przemierzający ulice Okland z Black Lives Mater i Antify skandują Śmierć Ameryce (koniec września 2020). W pierwszych dniach października lider kilkuset ubranych w czarne uniformy, uzbrojonych po zęby Afroamerykanów w Lafayette w Luizjanie nawołuje do utworzenia „separatystycznego państwa czarnoskórych.”

Nowy porządek w Ameryce miał się opierać na podziale, bezprawiu, chaosie i propagandzie. Liberalne media relacjonując wydarzenia na tle płonących ulic zapewniały o pokojowym charakterze protestów czarnoskórych aktywistów BLM wspieranych przez bojówkarzy z Antify. Fotoreporter, który na cztery miesiące przeniknął do struktur protestujących i rabujących sklepy (historia opublikowana przez New York Timesa), stwierdził:

„Zostało to zaplanowane strategicznie, ułatwione i reklamowane w mediach społecznościowych przez anarchistów, którzy wierzyli, że ich działania przyspieszą rozstrzygnięcie sprawy sprawiedliwości rasowej.”

Ameryka musiała zapłonąć. Bez dekompozycji porządku społecznego, bez gospodarczej katastrofy i rozbrojenia tamtejszego społeczeństwa Rewolucja Pandemiczna 2020 nie może się udać. Ameryka, dysponując uzbrojonymi po zęby dziesiątkami milionów obywateli, mająca nadal do dyspozycji najpotężniejszą armię świata i arsenał kilku tysięcy atomowych głowic nawet osłabiona, ciągle będzie groźna.

Najważniejsi liderzy Partii Demokratycznej klękali w hołdzie składanym George’owi Floyd’owi. Okazało się, że nowy świecki święty liberalnych elit, skazany był za napady z bronią, handel narkotykami, grożenie pistoletem ciężarnej kobiecie. Był narkomanem, próbującym wprowadzić do obiegu fałszywe banknoty i zmarł po zażyciu śmiertelnej dawki narkotyku (fenantylu) w trakcie feralnej interwencji policji. Nagrania video z zatrzymania Floyda i jego sekcja zwłok nie pozostawiają wątpliwości.

Święci Nowej Normalności.

Wojna symboli w świecie antywartości

2 czerwca 2020, w momencie narastania antyrządowych i antyprezydenckich protestów w USA, gdy wielu największych miastach wybuchały gwałtowne demonstracje, a przed Waszyngtonie gromadziły się tłumy manifestantów i wściekłych bojówkarzy, prezydent Donald Trump przeszedł spod Białego Domu pod kościół św. Jana i uniósł w górę Pismo Święte. To był jasny przekaz dla Ameryki i dla świata. Wywołał furię i falę wściekłych komentarzy liberalnych mediów, co oznaczało, że spełnił swoją rolę.

Kayleigh McEnany- sekretarz prasowy Białego Domu podczas każdej niemal oficjalnej konferencji w trakcie pandemii i podczas przetaczających się przez Amerykę protestów występowała i występuje z widocznym krzyżykiem na piersiach. Tu nie ma przypadku. Przekaz jest jasny i nie ma wątpliwości jakich wartości będzie broniła obecna administracja.

W wywiadzie dla jednej z największych amerykańskich stacji telewizyjnych NBC NEWS z 12 maja tego roku, żona Billa Gatesa, Melinda wystąpiła z wyraźnie widocznym, wyłożonym na różowy sweterek krzyżykiem z tym, że noszonym odwrotnie. Na tym poziomie komunikacji medialnej nie może być przypadków. Odwrócony krzyż kojarzony jest jednoznacznie z kultami satanistycznymi i pogańskimi.

Żyjemy w świecie, w którym 7 grzechów głównych zamieniono na 7 cnót konsumpcjonistycznych: pycha, chciwość, nieczystość (rozwiązłość), zazdrość, nieumiarkowanie, gniew, lenistwo- to wartości, o które walczy antyopresyjny świat i promuje współczesna popkultura. Fundamenty, na których wyrosła cywilizacja śródziemnomorska, jeden po drugim są unieważniane.

Filozofia grecka? Obelgą dla logiki arystotelesowskiej jest przyzwolenie na posługiwanie się przez mężczyzn żeńskimi imionami i zaimkami, czy uznanie, że może istnieć 58 płci, a jej konstrukt kulturowy może być bardziej istotny od cech biologicznych. Zaprzeczeniem rzymskiego prawa jest usprawiedliwianie chaosu publicznego, czy kradzieży w imię wyrównywania rasowych krzywd i społecznych szans. Wreszcie przyzwolenie na eutanazję ludzi chorych, niepełnosprawnych czy zgoda na aborcję nawet do 9 miesiąca życia (w stanie Nowy York można abortować- usunąć, zabić- dziecko w łonie matki na chwilę przed narodzeniem) są zaprzeczeniem zasad chrześcijańskiego miłosierdzia, którego istota zawarta jest w dwóch przykazaniach miłości. 3 cnoty ewangeliczne: wiara, nadzieja, i miłość, przybrały postać trzech liberalnych przywilejów: zwątpienia, beznadziei, nienawiści.

Tylko w świecie prawnego chaosu, alogicznej ideologizacji i nienawiści do człowieczeństwa ukrytej pod pozorami „prawa wyboru” Rewolucja Pandemiczna 2020 ma szansę na skuteczną, globalną implementację.

Cywilizacja Zachodnia w swoim rozkwicie znalazła odpowiedzi na dwa niezwykle istotne, fundamentalne pytania w kwestii życia i śmierci. W świetle obowiązującego prawodawstwa i moralnych standardów w liberalnym wydaniu niedopuszczalne jest „odbieranie życia winnym”- skazanym za własne czyny- ci mają prawo żyć i są chronieni; natomiast dopuszczalne, często wskazane i a w niektórych państwach chronione prawem jest „odbieranie życia niewinnym”- tym znajdującym się najczęściej u progu i u kresu życia, którzy poza faktem swojego istnienia, z własnej nieprzymuszonej woli nie zrobili niczego wbrew prawom boskim i ludzkim. Tych zabić można, niekiedy nawet trzeba.  

Najpotężniejszy człowiek wolnego świata na cenzurowanym

„Fake News”- tak prezydent Donald Trump określa główne, liberalne media w Ameryce. CNN, CBS, CNBC, ABC określane przez najpotężniejszego człowieka wolnego świata mianem „fałszywych mediów”, „nieprawdziwych wiadomości”, i więcej: „crookred” (szemrane, hochsztaplerskie), „dishonest” (nieuczciwe, oszukańcze) a pracujących dla tych stacji „sick people” (chorymi ludźmi). Tyle może dysponent przycisków największego arsenału atomowego świata, głównodowodzący największą armią świata- może sobie pogadać, ponarzekać, może się wściekać. Media dalej kłamią, manipulują, zniekształcają, fałszują rzeczywistość.

Pod koniec maja Donald Trump swoim zwyczajem za pośrednictwem Twittera zabrał głos w sprawie zamieszek w Mienapolis i jego wpis został ocenzurowany.

Media, czwarta władza, mająca chronić społeczeństwa przed nadużyciami władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, zaczęły przejmować nad pierwszymi trzema kontrolę. Cyfryzacja i rozwój mediów społecznościowych zwielokrotnił siłę ich oddziaływania. Kontrolowane przez międzynarodową finansjerę nie tylko mają wpływ na władze polityczne- bez trudu mogą je zmieniać. W wielu przypadkach stały się znacznie silniejsze niż rządy państw narodowych.

Bez mediów, tych mainstreamowych i tych społecznościowych pandemia COVID-19 a co za tym idzie Rewolucja Pandemiczna 2020 nie miałyby szans powodzenia. Gdyby nie maseczki, kto wychodząc na ulicę zorientowałby się, że mamy globalny, największy od II Wojny Światowej kryzys epidemiologiczny i zdrowotny, że śmiertelne zagrożenie niesie każdy napotkanym człowieku?

W pierwszych dniach marca media społecznościowe obiegły filmiki z włoskich czy iańskich ulic ukazujące „zakażonych ludzi” umierających wprost na miejskich trawnikach czy ławkach. Po chwili podbiegało do nich kilku medyków w kompletnych kombinezonach ochronnych, i w trwodze zabierało konającego delikwenta. Ilu z nas od tamtej pory medialnych „zgonów” i „ciężarówek z Bergamo” napotkało na ulicach konających na koronawirusa przechodniów?

Media, mające chronić społeczeństwa, przejęły nad nimi kontrolę. W służbie elit.  

Polowanie na białego

Głównym zagrożeniem dla Nowej Normalności stał się nie jak dawniej WASP (White Anglo-Saxon Protestant) a WPASHCM- White Privileged Anglo-Saxon Heteroseksual Catholic Male. Według pandemicznych rewolucjonistów „biały, heteroseksualny samiec katolik” to najgorsze co mogło przydarzyć się światu. Dlatego eksterminacja tego podgatunku wyeliminowałaby ostatecznie problem przemocy, której, co oczywiste, największym źródłem są biali, katoliccy supremiści. Wystarczy eksterminować kilkaset milionów uprzywilejowanych białasów a zapanuje okres nieustającej szczęśliwości i pokoju.

Podobne przekazy, czy to w filmowych narracjach Netflika, czy w programach publicystycznych stacji telewizyjnych pojawiają się na poziomie mainstreamowych mediów. Póki co w lekkiej, artystycznej czy krotochwilnej oprawie. Afroamerykanie i Afrobrytyjczycy już się nie kryją. Sophie Duker, anonsowana jako komik, zaproszona do programu publicystycznego BBC zażartowała, że „czarni chcą zabijać białych”, ale oczywiście jeszcze „nie dziś”. Miny zasiadających przy stole „białych”, uprzywilejowanych supremistów wyraźnie przygasły.

Trudno sobie wyobrazić reakcję liberalnych mediów, gdyby biały komik w brytyjskiej narodowej telewizji zadeklarował, że biali chcą zabijać czarny, ale oczywiście jeszcze nie teraz, nie dziś.  

Na fali nasilających się w Ameryce protestów i demonstracji Black Lives Metter i Antify białym kobietom i mężczyznom zaczepianym na ulicach kazano przepraszać za to, że „są biali”. Niektórych zmuszano do klękania i całowania po nogach przedstawicieli uciśnionej afroamerykańskiej mniejszości.

Zmarginalizowanie i wyeliminowanie białych, heteroseksualnych mężczyzn, szczególnie katolików i protestantów to kolejny warunek skutecznego wdrożenia Pandemicznej Rewolucji. I nie chodzi wcale o „rasizm”, „historyczną i społeczną sprawiedliwość” czy „supremację białych”, a o rozmontowanie dotychczasowego porządku społeczno-gospodarczo-politycznego nazwanego demokracją liberalną i wolnorynkowym kapitalizmem, którego głównym komponentem jest klasa średnia. A w tej, biali, heteroseksualni mężczyźni, katolicy, protestanci, chrześcijanie oraz ich rodziny stanową przytłaczającą większość.

Polowanie na „białego człowieka”, reprezentowane przez niego wartości, historię, naukę, religię czy wreszcie mały i średni biznes ma przyspieszyć marginalizację i upadek klasy średniej, wyeliminować potencjalne zagrożenia, źródła oporu. Otworzyć pole dla implementacji nowego systemu- Postpandemicznej Cyfrowej Dyktatury Mniejszości. Lub Tyranii Mniejszości- jak kto woli.

Martwi prezydenci nie wygrywają wyborów

Dr habilitowany nauk prawnych Robert Gwiazdowski w trakcie trwającej kampanii prezydenckiej w twitterowym wpisie z maja 2020 r. stwierdził, że w przypadku gdy „prezydent nie chce sam ‘zrzec się urzędu’, żeby go w ten sposób ‘opróżnić’, to trzeba go zastrzelić przed 6 sierpnia i wtedy będzie można przeprowadzić wybory zgodnie z konstytucją.” Co prawda Polska nie dysponuje aż tak rozległą tradycją zamachów na głowę państwa (w tragicznych okolicznościach śmierć poniosło trzech prezydentów RP) jak ma to miejsce w przypadku Ameryki, to nawet w naszej zaściankowej rzeczywistości zasugerowany przez pana profesora scenariusz nie był wcale nierealny. W Stanach Zjednoczonych przez niemal 200 lat odnotowano „około 100 zamachów na kandydatów na prezydenta, prezydentów i byłych prezydentów” podaje amerykanista prof. Longin Pastusiak. Cztery z tych prób okazały się skuteczne.

W drugiej połowie września służby specjalne przejęły kopertę adresowaną do Donalda Trumpa, w której znajdowała się śmiercionośna rycyna. W pierwszych dniach października u prezydenta Stanów Zjednoczonych i pierwszej damy stwierdzono obecność koronawirusa, w związku z czym zostali hospitalizowani. Donald Trup podobno czuje się już znacznie lepiej. Po trzech dniach ogłosił, że czuje się lepiej niż 20 lat wcześniej i opuszcza szpital, dodając:

„Nie bójcie się Covid’a. Nie pozwólcie zdominować mu waszego życia. Stworzyliśmy wiele świetnych lekarstw i rozwiązań.”

Czyżby Donald J. Trump właśnie zakończył globalną pandemię? W filmie Wag the Dog jest scena, w której jeden z kongresmenów ogłasza „zakończenie wojny” wywołanej przez spiskowców. „Jak to zakończył wojnę? On jej przecież nie produkuje”– stwierdza rozsądnie hollywoodzki producent, odpowiedzialny za projekt medialnego konfliktu albańsko-amerykańskiego.

Czy producenci pandemii COVID-19 pozwolą ją zakończyć prezydentowi USA?

Jeśli Donald Trump z jakichś powodów nie dotrwa do 3 listopada 2020 r. Amerykę i Europę czeka chaos największy od II Wojny Światowej. Cywilizacja Zachodu znajdzie się na ekspresowej równi pochyłej do samozniszczenia. Z niewielką pomocą naszych przyjaciół.

W ogólnokrajowych sondażach lider Republikanów wysforował się przed kandydata Demokratów i ma ogromne szanse na wyborcze zwycięstwo o ile dożyje do wyborów. Martwi prezydenci nie podlegają reelekcji, nie wygrywają.

Liczba ludności na poziomie 500 mln w ciągu 100 lat

„Zmyśliliśmy międzynarodową epidemię grypy. Stworzymy szczepionkę dla całej planety.” „Nie potrzebujemy pandemii, żeby ludzie się szczepili. Wystarczy strach przed pandemią.”

To nie są cytaty z podsłuchów rozmów Billa Gatesa sprzed miesiąca czy dwóch. To wypowiedzi bohaterów brytyjskiego serialu z 2013 r. (sezon 2 odc. 3, 13 min. i odc. 6, 43 min.)

Serial opowiada historię grupy związanej z finansową elitą, która za pomocą modyfikacji genetycznych produkuje szczepionkę z przeznaczeniem do zaaplikowania każdemu mieszkańcowi planety pod pretekstem epidemii rosyjskiej grypy. Drugi składnik tej mieszanki aktywującej się w mózgu każdego zaszczepionego ma się znajdować w większości produktów spożywczych produkowanych przez koncern o globalnym zasięgu.

Niepokojące? Przerażające? Warto pójść dalej.

 „Nazywa się Janus. To niesamowite białko. Najcięższe było ukrycie go. Dwa elementy łączą się dopiero w mózgu. Wtedy wysyła sygnał, który zatrzymuje płodność. Zatrzymuje zdolność do reprodukcji.” (sezon 2 odc. 3, 13 min.)

„To sterylizuje ludzi. 90-95% ludzi, którzy otrzymają szczepionkę przeciwko rosyjskiej grypie będzie bezpłodnych.” (sezon 1 odc. 5, 43 min.)

Czy to sztuka antycypowała rzeczywistość? Ale żeby aż tak precyzyjnie? A może to rzeczywistość naśladuje serial?  Wsłuchując się w dialogi bohaterów odnosimy wrażenie, że dziś, na oczach ogłupiałych społeczeństw wpatrzonych w ekrany komórek, telewizorów i komputerów, za pomocą rządów państw zachodnich realizowany jest scenariusz Rewolucji Pandemicznej przedstawiony w serialu telewizyjnym. Tam też minister zdrowia zapewnia o konieczności szczepień.

W innym miejscu tej opowieści czujemy, że kamienie z Georgii zwane też „amerykańskim Stonehenge” właśnie przemówiły.

„Jest nas już ponad 7 miliardów. Gdy się urodziłem było nieco ponad 2 miliardy. Ceny jedzenia rosną, ropa się kończy. Za 20 lat surowce się skończą. Biorąc pod uwagę zachowanie ludzi myślicie, że będziemy się wszystkim dzielić? To żadne ludobójstwo. Rozwiązaniem jest Janus. Celem Janusa jest sterylizacja wszystkich ludzi. Janus atakuje 95% populacji. Jedna osoba na 20 będzie płodna. Liczba ludności ustabilizuje się na poziomie 500 milionów w ciągu 100 lat.” (sezon 1 odc. 5, 10-12 min.)

Twórca Janusa wybrał jedną grupę, jedną rasę według niego genetycznie najsilniejszą, która miała pozostać odporna na działanie szczepionki. Romowie, Cyganie. Tylko oni w postpandemicznej, filmowej przyszłości mieliby pozostać płodni i zaludniać Ziemię. Ciekawe czy współcześni inżynierowie medyczni dokonali podobnej selekcji. A jeśli tak, to na kogo padło?

Zarzuty, jakie pojawiają się pod adresem Bila Gatesa o przyczynienie się do wywołania bezpłodności u tysięcy dziewczynek z Kenii, Tanzanii, Meksyku, Nikaragui czy Indii, w kontekście jego medialnych wypowiedzi w trakcie pandemii o konieczności zaszczepienia populacji świata, ponad 7 miliardów ludzi, i to najlepiej co najmniej dwukrotnie każą się zastanawiać, dlaczego ten człowiek i jemu podobni nie znajdują się jeszcze w ośrodkach odosobnienia? 

Utopia rozgrywa się właśnie teraz. Codziennie słyszymy te same narracje medialne jak z filmu. Odpowiedzi na najbardziej zasadnicze, podstawowe, kardynalne pytania dotyczące otaczającej nas dziś rzeczywistości i celu, do którego prowadzi nas pandemia COVID-19 słyszymy z ust aktorów, których nazwisk nie będziemy próbowali zapamiętać.

Second Life, Matrix, Virtual Reality, może Downsizing

Dziś fikcja miesza się z rzeczywistością. Serialowe fabuły miksują się z politycznymi i medialnymi narracjami, że trudno dojść, która inspirowała którą. Jednak nadal mamy wybór. Kultura popularna podsuwa nam kilka gotowych rozwiązań. Matrix dla każdego? Proszę bardzo. Może Second Life special edition? Czemu nie? Wirtualna rzeczywistość proponowana przez największych graczy, wliczając założyciela Facebooka. Byle tylko wypchnąć demos z realnego świata, byle ograniczyć wpływ mas na decyzje polityczne, prawne, gospodarcze i społeczne. Byle tylko demos przestał interesować się realnym światem- wówczas będzie można zrobić z nim wszystko.

W pogodni za życiem idealnym jesteśmy gotowi tkwić z nosami w komórkach, włożyć sobie na oczy klapki wirtualnych okulusów, spędzać większość czasu w drugim życiu Facebooka, Instagrama i YouTuba. Może dla świętego spokoju, pozwolić się wpiąć w globalny system Matriksa za pomocą specjalnego portu USB Tesli zaimplementowanego wprost do mózgu.

A może, aby nie utracić własnej tożsamości, podnieść sobie statusy i spełnić marzenia, zdecydujemy się na śmiały program „przekształcania rzeczywistości z wielkiej w małą” i pozwolimy się zdałnsajzować do dwunastu i pół centymetra, by móc wieść beztroskie, satysfakcjonujące życie gdzieś w Leisure Land?

Ciągle jeszcze mamy możliwość wyboru.

SAD

Aktualizacja 07.10.2020 godz. 05.20- dodano: Teorie spiskowe przekuwane w pośpiechu w narzędzia inżynierii społecznej