Tylko 5 dodatkowych seansów filmu „Nieplanowane”

Okazuje się, że jednak można! CSiK w Garwolinie zdecydowało o 5 dodatkowych emisjach filmu „Nieplanowane”, opowiadającego historię jednej z najmłodszych dyrektorek kliniki aborcyjnej w USA, współodpowiedzialnej za dokonanie ponad 22 tys. aborcji nienarodzonych dzieci. Seanse zostały zaplanowane na 11 listopada godz. 18.30, 14 listopada o godz. 14.45, 17.00 i 19.15, oraz 17 listopada o godz. 10:45. Bilety na seanse czwartkowe zostały już niemal wyprzedane, natomiast na seans niedzielny dostępnych jest już zaledwie połowa biletów z liczącej 280 miejsc sali.

Przypomnijmy, że pierwotny repertuar Kina Wilga w listopadzie zakładał jedynie 2 emisje pomimo ogromnego zainteresowania filmem w Polsce i na świecie,

Cieszyć może to, że dyrekcje Kina Wilga i CSiK poszły jednak po rozum do głowy i umożliwiły widzom obejrzenie tego świetnie zrealizowanego i poruszającego obrazu, ukazującego metody i mechanizmy funkcjonowania przemysłu aborcyjnego w Stanach Zjednoczonych. Z drugiej jednak strony może martwić, że ta z pozoru heroiczna próba „zwiększenia dostępności” cieszącej się wielkim zainteresowaniem produkcji jest tylko gestem pudrowania rzeczywistości i usiłowaniem uniknięcia znacznie większej kompromitacji.

Pomimo ogromnego zainteresowania filmem „Nieplanowane” i emisji każdego seansu przy pełnej sali, dyrekcja Kina Wilga zaplanowała na listopad 9 seansów filmu „Baranek Shaun” (rezerwacje śladowe pojedynczych miejsc np. 10 na 280, ale jak mawiał mistrz Wajda może „pójdą szkoły”); 8 seansów filmu „Proceder” (historia rapera-gangstera, który w przerwach w odbywaniu kary nagrywał hiphopowe kawałki- tu rezerwacje wyglądają nieco lepiej niż w przypadku „Baranka Shaun’a” ale szału nie ma; 8 seansów filmu produkcji TVN pt. „1800 gramów” (poziom rezerwacji biletów pomiędzy Barankiem a Procederem, czyli kiepsko); najwięcej jednak kierownictwo kina i CSiK spodziewa się zarobić na „Krainie Lodu 2”, której to animowanej produkcji zaplanowano na przełom listopada i grudnia aż 15 emisji.

Czy ktokolwiek kiedykolwiek przeprowadzał analizę lub kontrolę w CSiK pod kątem gospodarności i sposobu realizacji społecznej misji tej placówki? Ze szczególnym uwzględnieniem „zasadności, celowości, społecznych czy kulturowych aspektów emisji filmów” oraz efektywności wykorzystania sali kinowej pod względem dochodów ze sprzedaży biletów na poszczególne seanse, oczywiście.

Chyba, że uznamy filmy o Baranku czy gangsterze-raperze nie stroniącym od pospolitych przestępstw i narkotyków za „sztukę” o wiele bardziej wartościową niż film „Nieplanowane”. Wówczas te arcydzieła kinematografii światowej można grać choćby i przy pustej sali, prawda? Dla zasady i w imię sztuki!

Jak wyjaśnił mi już pan dyrektor Kargol, to „widzom pozostawiamy ocenę” działań i decyzji CSK. I mieszkańcom.

SAD

Film „Nieplanowane” w Kinie Wilga obejrzysz… 2 razy…

Wbrew ostentacyjnej propagandzie Gazety Wyborczej i innych progresywno-lewicowych mediów, na film „Nieplanowane” do polskich kin idą tłumy. Nawet w warszawskich multipleksach zainteresowanie filmem o przemyśle aborcyjnym w USA przebija frekwencyjnie „Jokera”. W wielu kinach mniejszych ośrodków miejskich bilety na seanse Nieplanowanego wyprzedawane są z kilkudniowym wyprzedzeniem.

W listopadowym grafiku repertuarowym garwolińskiego Kina Wilga wystarczyło miejsca na zaledwie dwa seanse filmu Nieplanowane, który będzie można obejrzeć w środę, 06.11.2019 r. o godz. 17.00 i 19.15. Co ciekawe, film został opatrzony przez kierownictwo kina wymyśloną lokalnie w 2016 r. kategorią „Kinoteka Wiary”, tak jakby nachalna działalność przemysłu aborcyjnego i problem zabijania nienarodzonych dzieci miał dotyczyć tylko katolików czy ludzi wierzących, a dla postępowych, tęczowych wolnomyślicieli miałby być tylko codziennym zabiegiem higienicznym.

Foto SAD

Przypomnijmy, że w ubiegłym roku tuż przed wyborami samorządowymi film „Kler” w garwolińskim kinie Wilga można było obejrzeć 15 razy. Łączna liczba widzów która miała szansę zapoznać się z „dziełem” pana Smarzowskiego przekroczyła 4 tys. osób. Wówczas jednak mieliśmy do czynienia z okresem przedwyborczym, i trzeba było w jakiś sposób odwrócić uwagę społeczeństwa od patologii władzy.

Zgodnie z informacją uzyskaną wówczas od pana dyrektora z Centrum Sportu i Kultury w Garwolinie, to „kierownik kina ma swobodę w doborze repertuaru i decyduje o ilości seansów i nie wymaga to zgody ani akceptacji dyrektora CSiK.”

Biorąc pod uwagę liczbę miejsc siedzących na sali widowiskowo-kinowej (280), film Nieplanowane będzie miało okazję zobaczyć zaledwie 560 osób.

Hasło reklamujące film Nieplanowane brzmi: „To co ujrzała zmieniło wszystko”. Kierownictwo Kina Wilga i garwolińskiego CSiK robią bardzo wiele, żeby ten film „ujrzało” jak najmniej osób i żeby to co mogą zobaczyć na ekranie zmieniło jak najmniej. Gorzka pointa jest taka, że pomimo teoretycznego upadku PRL’u w ’89 roku, po 30 latach postkomuna nadal tkwi głęboko w umysłach „ludzi kultury” i osób które na jej upowszechnianie mają wpływ.

Idąc za radą pana dyrektora Kargola pozostawiającego widzom ocenę dotyczącą „zasadności, celowości, społecznych czy kulturowych aspektów emisji filmu”, obiektywizm w doborze repertuaru przez władze CSiK oceniam na gwiazdki 2, natomiast tendencyjność, zaangażowanie propagandowe i polityczne kadry kierowniczej tejże instytucji kultury oceniam na gwiazdek 15.

Jeśli mi, jako „publicyście” w różnego rodzaju projekty angażować się wolno, to „władzom” garwolińskiego CSiK wypadałoby zachować minimalne parytety i pozory obiektywizmu. Przynajmniej.

SAD

Na szczęście w Łaskarzewie nie ma McDonald’sa

Globalizacja szczęśliwie omija Łaskarzew. Nie jest jednak tak, że absolutnie nic się nie zmieniło. Mamy przecież i supermarket samoobsługowy, i Biedronkę, i sieciową stację benzynową, w której sam czasem tankuję. Teraz do dawnego „Bachusa” chodzi się nie po to, żeby dobrze wypić, ale żeby dobrze zjeść- obiady serwują tu świetne. Poza wygaszonymi ośrodkami kultury i wymienionymi powyżej komercyjnymi atrakcjami niewiele zmieniło się w naszym mieście. Jest może trochę bardziej pusto, mniej gwarno, trochę bardziej smutno niż dawniej, mimo iż łaskarzewskimi ulicami jeżdżą dziś samochody znacznie lepsze i droższe niż kiedyś.

Młodzi ludzie lubią Starbucks’a, lubią McDonald’sa, KFC, Burger Kinga, lubią międzynarodowe sieciówki-śmieciówki. Pomimo nachalnie promowanych ekologicznych trendów i rosnącej świadomości dietetycznej, potwierdzającej szkodliwość spożywania wysokoprzetworzonych i przesolonych posiłków, popijanych wysokosłodzonymi napojami i sojową latte, przy kasach i stolikach fastfoodów zawsze jest tłoczno.

Jeśli szczerze porozmawiać z młodymi ludźmi i zapytać ich o prawdziwe powody bywania w fastfoodowych lokalach, okaże się, że są one niemal identyczne co powody bywania dorosłych w tutejszej Biedronce: chęć pokazania się, sprawdzenia kto dziś przyszedł, zrobienia niedrogich zakupów spożywczych– niekoniecznie zdrowych i najwyższej próby. W przypadku lokali gastronomicznych dodatkową atrakcję stanowią wygodne fotele, sącząca się z głośników współczesna muzyka i darmowe WiFi.

Wnioski dla naszej lokalnej społeczności nasuwają się same: dlaczego by nie zorganizować takiego miejsca dla młodych ludzi w Łaskarzewie? Kiedyś przecież skutecznie funkcjonował tu podobny lokal- Klub Bajka. Dlaczego nie przywrócić tego miejsca do życia? Nowa Bajka- Bajka Reaktywacja?

Klub Bajka Łaskarzew. Obecnie. Foto: SAD

Starsi zapewne pamiętają Bajkę z najlepszych czasów- można było czegoś się napić, coś przekąsić, były stoliki i fotele, był i stół do ping-ponga, potem stoły do gdy w bilard, były też dyskoteki. Dlaczego nie zaproponować młodzieży miejsca spotkań, z hot-dogami i zapiekankami w bardzo dobrej cenie- np. po 2 zł? Z zimnymi napojami, kawą i herbatą w papierowych, kolorowych kubkach sprzedawanymi po cenie hurtowej czy z minimalną marżą, z chipsami, ciastkami od Żabczyńskiego, wygodnymi kanapami, stolikami, darmowym WiFi, dobrą muzyką, piłkarzykami? Zapytajcie swoje nastoletnie dzieci i znajomych- nie przychodziliby? Współczesna, nowoczesna, świetlica młodzieżowa.

Jeśli takie menu można sprzedawać i serwować w Żabce albo na stacjach benzynowych, to dlaczego nie w reaktywowanej Bajce? Do tego nie potrzeba pełnego zaplecza gastronomicznego.

Oczywiście obowiązywałby całkowity zakaz sprzedaży i spożywania alkoholu w jakiejkolwiek postaci oraz zakaz uprawiania gier hazardowych i karcianych pod jakąkolwiek postacią- jest już przecież „sekcja brydża” w tutejszym ŁKS Promnik.

Przy założeniu, że byłby to lokal absolutnie niekomercyjny, nie nastawiony na zysk, dotowany i kontrolowany przez Urząd Miasta, Klub Nowa Bajka mógłby się okazać społecznym sukcesem. Młodzież mogłaby się tu spotykać w długie jesienne i zimowe wieczory, zamiast przesiadywać na ławkach stadionu i Alejek, na parkingach marketu czy na benzynowej stacji. Byłby to dobry punkt wyjścia do aktywowania już funkcjonujących grup, takich jak drużyny harcerskie, zespoły muzyczne, miłośnicy militariów czy oldschoolowych aut, ale też umożliwiałby uruchomienie nowych kół zainteresowań. Sale klubowe poszczególnych sekcji mogłyby funkcjonować w pomieszczeniach nad Bajką, których jest tam przecież mnóstwo- od lat niewykorzystywanych.

Przykład nowego projektu? Bardzo proszę. Dlaczego w Łaskarzewie nie miałby powstać pierwszy w Polsce Klub Prawdziwych Miłośników Przyrody im. prof. Jana Szyszko? Klub nr 1. Tu młodzi ludzie mogliby dowiedzieć czegoś ciekawego i prawdziwego o tym, jak należy dbać o przyrodę, której mamy dookoła takie bogactwo.

Zdjęcie zrobione w ok. Łaskarzewa w pierwszych dniach listopada. Foto: SAD

Kluby Prawdziwych Miłośników Przyrody mogłyby być też odpowiedzią na propagandę zielono-tęczowych aktywistów spod znaku międzynarodowych organizacji pseudoekologicznych nasyłanych na Polskę, które zamiast działać na rzecz środowiska naturalnego reprezentują interesy międzynarodowych korporacji, niemieckich firm energetycznych i rosyjskich firm wydobywczych. Do czego prowadzą działania tęczowych pseudoekologów, bardziej przypominających ekoterrorystów, mogliśmy się przekonać obserwując wycinkę liczącej ok. 12.000 lat endemicznej puszczy w Niemczech, przyzwolenie na otwieranie kolejnych elektrowni węglowych w tym państwie, bierność przy budowie Nord Stream II, czy przy odstrzale tysięcy dzików w Niemczech i Francji. Z drugiej strony ci sami tęczowi ekoterroryści blokują prewencyjny odstrzał dzików w Polsce, przez co rozprzestrzenia się u nas ASF, blokują przekop Mierzei Wiślanej, czy doprowadzają swoimi działaniami do wyniszczenia Puszczy Białowieskiej, która właśnie dogorywa na naszych oczach, zżerana przez kornika-drukarza.

Z takimi absurdami próbował walczyć śp. prof. Jan Szyszko jako wybitny naukowiec, profesor nauk leśnych i minister ochrony środowiska w polskim rządzie. Powstanie ogólnopolskiej sieci Klubów Prawdziwych Miłośników Przyrody jego imienia mogłoby być odpowiedzią na ekologiczne szaleństwo Zachodniej Europy.

Łosie. Film nagrany w ok. Łaskarzewa w pierwszych dniach listopada.

A może warto pomysłem zorganizowania ogólnopolskiej sieci Klubów im. prof. Jana Szyszko zainteresować naszego pana posła Grzegorza Woźniaka? Może mógłby przedstawić taki pomysł władzom PiS? Wydaje się, że zarówno prezes Kaczyński jak i premier Morawiecki przyklasnęliby tej potencjalnie ciekawej idei i poparli ją nie tylko dobrym słowem. Mógłby powstać rządowy projekt ustawy gwarantującej wsparcie organizacyjne i finansowe dla tego typu Klubów, podobnie jak ma to miejsce w przypadku Kół Gospodyń Wiejskich.

Oczywiście pod warunkiem, że łaskarzewski Klub miałby zaszczytny nr 1. Fajnie by było, prawda? Formalności to drobnostka- wszystko w rękach władz lokalnych, lokalnej społeczności i naszego pana posła. Na dobry początek w najbliższych dniach postaram się przygotować i udostępnić specjalny materiał o prof. Janie Szyszko z ekskluzywnymi, niepublikowanymi dotąd materiałami, zdjęciami, filmami i wypowiedziami pana profesora m.in. ze spotkania z dziennikarzami w jego osławionej już „stodole”.

Wracając do projektu „Bajka- Reaktywacja”– ile rocznie mogłoby kosztować funkcjonowanie takiego klubu? 40- 50 tys. złotych? Czy jednego z najbogatszych miasteczek w województwie nie stać na taki wydatek?

Gdy czasami idę na spacer w kierunku Alejek brakuje mi dwóch rzeczy: cukierni-lodziarni u Doniczów i ogromnego, kolorowego neonu z napisem „Nowa Bajka” dumnie świecącego nad drzwiami lokalu przy ul. Alejowej lub na bocznej ścianie tego budynku. Wam nie?

SAD

Tęczowe piątki – problem w głowie pana Rabieja

Środowiska lewicowe i neoliberalne chwytają się wszelkich możliwych pretekstów i pseudoargumentów byle tylko przeforsować masową indoktrynację seksualną dzieci i młodzieży na skalę dotąd niewyobrażalną. Swój cel próbują realizować ex cathedra, w majestacie instytucji szkoły, powołując się na nieistniejące lub marginalne zjawiska społeczne, szantażując przy tym moralnie większość społeczeństwa, niezgadzającego się na upowszechnianie praktyk homoseksualnych wśród dzieci i młodzieży.

Jednym z kluczowych „argumentów”, do którego odwołują się progresywni aktywiści i popierający ich lewicowo-liberalni politycy jest rzekome nękanie nastoletnich przedstawicieli mniejszości seksualnych spod znaku LGBTiQ w środowiskach rówieśniczych, co podobno jest powodem nie tylko ich „myśli samobójczych” ale samobójstw par excellence młodych gejów i lesbijek. Dostępne statystyki mówią jednak zupełnie coś innego– stoją w skrajnej sprzeczności z prezentowanymi przez tęczowe ruchy „danymi” na temat skutków rzekomej dyskryminacji ich młodocianych przedstawicieli.

Zweryfikujmy dane. Zgodnie ze statystykami Polskiej Policji, biorąc pod uwagę wszystkich nastolatków w kraju, w 2018 roku samobójstwo próbowało popełnić 746 osób w wieku 13-18 lat, z w wyniku czego zmarło 92 młodych ludzi. W 2017 roku prób samobójczych w tej samej grupie wiekowej było 702 w tym 115 przypadków śmiertelnych. Z zestawienia przygotowanego na podstawie statystyk policyjnych przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że w latach 2002-2012 liczba prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży (w wieku 0-18 lat) utrzymywała się na znacznie niższym poziomie i wynosiła około 300 rocznie. Mowa tu o całym przekroju społecznym i próbach samobójczych w Polsce ogółem.

Foto: Wikimedia

Jako główne przyczyny podejmowania przez młodych ludzi prób samobójczych wymieniane są zaburzenia lub choroby psychiczne (363), zawód miłosny (388) czy konflikty i przemoc w rodzinie (198). W swoich badaniach nad przyczynami prób samobójczych u młodzieży w wieku 14-18 lat Zakład Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie jako ich główne przyczyny wymienia „uczucie emocjonalnego odtrącenia przez rodziców”, „konflikty z rodzicami”, „śmierć jednego lub obojga rodziców”, „alkoholizm ojca lub matki”, czy „konflikty z rodzeństwem”.

Z drugiej jednak strony słyszymy o „zatrważających danych i statystykach” dotyczących prześladowania „nieheteronormatywnej” młodzieży w polskich szkołach i na ulicach. Promotorzy tęczowych piątków powołują się najczęściej na badania przeprowadzone w 2012 r. przez kilka progresywnych stowarzyszeń na grupie gejów, lesbijek, osób biseksualnych i transpłciowych (LGBT). Z badań tych wynika z nich, że około 63% osób z tej grupy „ma myśli samobójcze”. Inny raport z lat 2015-2016 mówi już o 69,4% młodzieży z myślami samobójczymi oraz 49,6% osób z objawami depresji w młodym wieku. Te liczby muszą robić wrażenie– ponad 49% młodych gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów z depresją, i ponad 69% z myślami samobójczymi.

Lekarstwem na depresję i myśli samobójcze osób LGBTiQ ma być masowa indoktrynacja seksualna dzieci i młodzieży w szkołach pod przykrywką „tęczowych piątków”.

Weźmy jednak pod uwagę inne statystyki. Do polskich szkół uczęszcza niemal 5 milionów młodych ludzi. Zgodnie z badaniami Głównego Urzędu Statystycznego z 2018 roku, do Kościoła rzymskokatolickiego należy w Polsce niemal 33 miliony wiernych. Przyjmując, że na dziś nasz kraj liczy 38 milionów obywateli, udział katolików w społeczeństwie to nadal niemal 87% społeczeństwa.

W związku z tym warto zadać kilka podstawowych pytań, m.in. takich: dlaczego katolicka większość w Polsce ma być terroryzowana moralnie, obwiniana za nienajlepsze samopoczucie młodych gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów? Dlaczego prawie 4,5 miliona dzieci i młodzieży z rodzin katolickich ma być indoktrynowana seksualnie od najmłodszych pokoleń? Czy stany depresyjne i myśli samobójcze tęczowej młodzieży mogą wynikać właśnie z tejże indoktrynacji seksualnej oraz indywidualnych problemów rodzinnych czy psychicznych?

Ważnym aspektem wydaje się być brak zainteresowania ze strony „wrażliwych” działaczy i polityków lewicowo-liberalnych losem młodych ludzi, którzy doprowadzeni do skrajności podejmują liczne próby samobójcze, głównie z powodów rodzinnych. Czy zatem nie powinniśmy raczej, zamiast tęczowych piątków, organizować „emocjonalnych poniedziałków”, „relacyjnych wtorków”, „śród z rodzeństwem”,  „antyalkoholowych czwartków” czy „żałobnych piątków”? Przecież to właśnie głównie z tych powodów młodzi ludzie podejmują próby samobójcze, a nie z powodów prześladowań z uwagi na orientację LGBTiQ.

W marcu 2019 r. wiceprezydent Warszawy, znany homoseksualista, Paweł Rabiej, przekonywał na antenie Polskiego Radia 24, że osoby o orientacji LGBT „są atakowane fizycznie i werbalnie”, oraz że „mamy sytuacje, które kończą się przez to samobójstwem dzieci w szkołach.” Poproszony na Twitterze przez redaktora Rafała Ziemkiewicza o podanie chociaż jednego konkretnego przypadku takiego samobójstwa, wiceprezydent Rabiej powołał się na historię samobójstwa 14-latka z Gorczyna. Jednak zarówno Polska Policja jak i redaktorzy Gazety Wyborczej zaprzeczają, jakoby tragiczna śmierć Kacpra miała jakikolwiek związek z jego orientacją seksualną.

Oczywistym jest, że ludzie normalnie myślący nie życzą innym śmieci. Nie można też twierdzić, że młodzi ludzie identyfikujący się z tęczowymi środowiskami nie mają żadnych problemów- presja wywierana na nich obecnie przez progresywnych aktywistów i polityków może być trudna do zniesienia. Dostępne badania nie uwzględniają jednak samobójstw wśród dzieci i młodzieży z powodu „prześladowania na tle przekonań czy też praktyk homoseksualnych lub odmienności z kategorii LGBTiQ”. Gdyby takowe przypadki były, prawdopodobnie zarówno Gazeta Wyborcza jak i TVN dzień i noc trąbiłyby o nich, piętnując nietolerancyjne, zaściankowe i średniowieczne społeczeństwo katolickie w „ten kraju”.

Statystyki policyjne i badania naukowe są dla aktywistów LGBTiQ bezwzględne. Dlatego tak często muszą się oni uciekać do manipulacji danymi i naginania faktów. Nie dostrzegają przy tym prawdziwych problemów dzieci i młodzieży wyrażających się w setkach przykładów ostatecznego wołania o pomoc: w podejmowanych przez nich próbach samobójczych. Na te fakty społeczne oczy lewicowych latarników i polityków nadal są „szeroko zamknięte”.

SAD

Foto: Wikimedia

Tekst został pierwotnie opublikowany w portalu Fronda.pl w dniu 28.10.2019 r.

Ich wybrał suweren- niech mówią, niech działają!

Pomimo uzyskania historycznego poparcia na poziomie niemal 44% i ponad 8 milionów głosów, zwiększenia liczby wyborców o 2.3 miliona w stosunku do 2015 r., uzyskania samodzielnej większości w Sejmie z 235 mandatami poselskimi, przy najwyższej od 30 lat wynoszącej 62% frekwencji, Zjednoczonej Prawicy, póki co, nie udało się utrzymać większości w Senacie. Losy izby wyższej parlamentu nadal się ważą. Zamiast oczekiwanych 4, do Sejmu weszło 5 ugrupowań, przejmując przy tym część prawicowego elektoratu i kilkanaście foteli poselskich. Po krótkiej analizie można jednak dojść do wniosku, że z punktu widzenia partii rządzącej nic złego się nie stało! Wręcz przeciwnie!

Czego możemy się spodziewać po posłankach Gajewskiej, Nowackiej, Hartwig, Senyszyn, Krzywonos- Strychalskiej, czy Jachirze? W jakie tony uderzą posłowie Czarzasty, Zandberg, Śmiszek, Braun, Bosak, Winnicki, Kukiz, Korwin-Mikke czy Dyduch? W bieżącym sezonie politycznym w salach plenarnych i w kuluarach spotkamy mistrzów mowy polskiej i szermierzy słowa, u których Stefan Niesiołowski, Janusz Palikot i Ryszard Petru mogliby pobierać lekcje.

Przedsmak tego co czeka nas w nadchodzącej kadencji dała już Konfederacja, której liderzy zapowiedzieli złożenie wniosku do Sądu Najwyższego o unieważnienie wyborów. Senator elekt (nomen omen) Wadim Tyszkiewicz żałuje, że „głosy oddane na PiS nie są jawne”, zaś poseł Mieszkowski chce rozliczać wyborców za oddanie władzy Zjednoczonej Prawicy.

Co robić z takimi przypadkami? Odpowiedź jest bardzo prosta: pozwólcie im wszystkim mówić i działać! Niech się „pozabijają” o własne nogi (werbalnie, oczywiście)!

Foto: Koalicja Lewicy, Flickr

Może nawet dla dobra kraju należy im oddać stanowisko marszałka Senatu! Niech pokażą Polakom w jaki cyrk potrafią zamienić polski parlament, żeby zmanipulowany elektorat miał okazję się dowiedzieć z czym musi się liczyć, jeśli kiedykolwiek przyjdzie mu do głowy przekazać tym indywiduom więcej władzy. Większości z wyżej wymienionych nie trzeba wcale szczególnie zachęcać. Nie trzeba też podpuszczać jednych na drugich. Wystarczy zrobić im miejsce a dyskurs potoczy się sam!

Schodzenie z linii ciosów i wykorzystywanie agresji przeciwnika to podstawy politycznego aikido.

Czego możemy się dowiedzieć?

Od Korwina-Mikke już usłyszeliśmy, że wszyscy politycy to „banda pijawek” (poza nim samym, oczywiście), że „przeciętny wyborca PiS człowiekiem inteligentnym nie jest”, „nazywanie idiotów idiotami jest rzeczą głęboko słuszną”, a jego ugrupowanie nie planuje przygotowywania żadnych projektów ustaw, bo to „nie ma sensu”. Od posła Zandberga usłyszymy zapewne o 70% podatku dla najbogatszych; o „starych komuchach” i pierwszych sekretarzach PZPR którzy „powinni z grobu straszyć sierpem i młotem” od posła Czarzastego; o tym, że eutanazja to „dobra śmierć na życzenie lub z litości” od posłanki Senyszyn; o tym, że każdy homofob którzy „zagraża bezpieczeństwu osób LGBT zostanie ukarany, z więzieniem włącznie” od posła Śmiszka; i że wielu ludzi „chciałoby sobie w Polsce porządzić” od posła Dyducha.

Do czego zdolna jest posłanka Jachira przewidzieć nie sposób. Jednak można mieć przeczucie graniczące z pewnością, że poseł Braun nie pozwoli nam zapomnieć, że wszyscy żyjemy w „kondominium rosyjsko-niemieckim pod żydowskim zarządem powierniczym”.

Pamiętajmy, że formacje opozycyjne to w większości zlepki, konglomeraty ugrupowań mających wewnętrznie sprzeczne interesy- tak ideologiczne, jak i personalne. Dotyczy to i Lewicy złożonej z SLD, Wiosny i Razem, i PSL’u z nieprzewidywalnym Kukizem, i Konfederacji, której rozpad już zapowiedział Korwin-Mikke. Przewodniczącemu Schetynie do gardła skoczyli partyjni koledzy i polityczni celebryci- Julia Pitera zapowiedziała, że jeśli przewodniczący PO nie odda władzy, to w klubie parlamentarnym będzie rozłam. A to dopiero przedsmak walki o przywództwo w tym ugrupowaniu.

Czy szybciej pokłócą się o podział stanowisk czy raczej pójdzie im o kasę?

Za liderami tych partii krok w krok powinni chodzić ludzie ministra Kamińskiego, żeby przyglądać się podziałom łupów, transferom i przelewom środków płynących z subwencji państwowych. Tu, zgodnie z przedwyborczymi uzgodnieniami, może dojść do aktów kreatywnej księgowości na pograniczu przekrętu.

„Nas wybrał suweren!” – krzyczała z mównicy sejmowej „myszka agresorka”, posłanka znikającej partii Nowoczesna Kamila Gasiuk-Pichowicz. Tak, „Was wybrał suweren!” I teraz niech ten suweren, często kilkunastoletni, albo dwudziestoparoletni ma szansę się przekonać, jakich pajaców, idiotów i ludzi skrajnie nieodpowiedzialnych wytypował jako swoich reprezentantów w Sejmie i Senacie.

Wyborcy Konfederacji, Wiosny, Razem czy Platformy, bezkrytycznie wsłuchujący się w narracje youtuberowych guru, ślepo naśladujący aktorów i celebrytów, bezmyślnie powtarzający paski z TVN’u i przekazy z Czerskiej, w większości młodzi ludzie, powinni się przekonać, że kierowanie państwem to nie jest zabawa na Woodstocku czy Openerze. Dla Polski i ich samych ten karnawał hucpy i głupoty może skończyć się fatalnie.

SAD

Tekst ukazał się pierwotnie w portalu Fronda.pl w dniu 16.10.2019 r.

Opozycja nadal będzie szkodziła Polsce

Żadnej partii politycznej w Polsce nie udało się dotąd zdobyć samodzielnej większości w Sejmie i Senacie, tak jak udało się to Prawu i Sprawiedliwości w 2015 r. I żadnej dotąd partii nie udało się podobnego wyniku powtórzyć- ponownie uzyskać samodzielną większość zdobywając przy tym rekordowe w 30 letniej historii III RP poparcie na poziomie 45%, przy najwyższe po ’89 roku frekwencji bliskiej 62%. Pomimo niezwykłej mobilizacji wszystkich sił postkomunistycznych Zjednoczona Prawica utrzymuje samodzielną większość w Sejmie.

Wygrana PiS w 15 z 16 województw oznacza, że Polska nie jest wcale „podzielona na pół”. Jeśli przyjąć, że wyborcy głosujący na Konfederację mają przekonania konserwatywne, to wynik niedzielnych wyborów potwierdza, że Polacy w przeważającej większości mają poglądy prawicowe i patriotyczne. Liberałowie, po nieudanej kampanii wyborczej i braku jakichkolwiek propozycji poza nieustannymi atakami na PiS znajdują się w odwrocie. 25% poparcie jest znacznie poniżej oczekiwań z punku widzenia członków i zwolenników KO. Już nie tylko przywództwo Grzegorza Schetyny ale i przyszłość Platformy Obywatelskiej stoją dziś pod znakiem zapytania.

„Komuchy” jak nazywa członków swojego ugrupowania przewodniczący Czarzasty, znów podnoszą głowy, i do spółki ze zwolennikami LGBT pod szyldem Wiosny, i radykalnymi socjalistami z Razem wracają do Sejmu. Dawni pierwsi sekretarze PZPR, wysocy oficerowie i funkcjonariusze służb, dygnitarze i oficjele nigdy nie zostali rozliczeni za swoją szkodliwą dla Polski i często zbrodniczą dla naszych obywateli działalności z czasów PRL, stąd dziś oni sami, ich dzieci i ich spadkobiercy ideowi wracają na polityczne salony.

Przekroczenie progu wyborczego przez Konfederację oznacza, że po prawej stronie sceny politycznej, wyrósł partii Jarosława Kaczyńskiego polityczny konkurent, z którego głosem trzeba będzie się liczyć. Końcówka kampanii wyborczej pokazała z jakiego rodzaju narracjami będziemy mieli do czynienia ze strony panów Korwina-Mikke, Winnickiego, Brauna i Bosaka: roszczenia żydowskie, amerykańska ustawa S447 Just ACT, niemieckie reparacje dla Polski, obniżki obciążeń podatkowych czy zaostrzenie praw aborcyjnych. Politycy Prawa i Sprawiedliwości będą musieli starać się znacznie bardziej niż dotychczas.

Foto: PiS.org.pl

Uzyskanie rekordowego poparcia na poziomie prawie 44%, 235 mandatów poselskich i samodzielnej większości sejmowej powinno dać Zjednoczonej Prawicy komfort rządzenia. Jednak scena polityczna, z dwubiegunowej, dotychczas spolaryzowanej pomiędzy PiS i partię Grzegorza Schetyny, dziś staje się wielobiegunowa, z silną pozycją ugrupowań lewicowych, zaznaczeniem obecności przez środowiska skrajnie prawicowe spod znaku Konfederacji, aż po próbujące identyfikować się jako „umiarkowane centrum”, po raz kolejny przemalowane PSL do spółki z nieobliczalnym Kukizem.

Jeśli wyniki wyborów się potwierdzą, to poza wymienionym wyżej Pawłem Kukizem, w Sejmie powinniśmy zobaczyć Krzysztofa Śmiszka, Adriana Zandberga, Grzegorza Brauna, Janusza Korwina-Mikke, Robertem Winnickim, Krzysztofem Bosakiem a nawet Klaudią Jachirą, startującą z list partii Grzegorza Schetyny. Z tego wynika, że Ryszard Petru, Stefan Niesiołowski, Joanna Scheuring-Wielgus, czy Piotr Misiło znaleźli swoich godnych następców.

Dotkliwa przegrana frontu jedności anty-PiS nie oznacza wcale zaprzestania walki z tą partią. Nie oznacza również zaprzestania szkodzenia Polsce zarówno w wymiarze propagandowym jak i na polu instytucji międzynarodowych. Wzmacniający struktury państwowe, efektywność działania instytucji, oraz pozycję naszego kraju w świecie rząd Mateusza Morawieckiego uderza w interesy formalnych i nieformalnych ośrodków zagranicznych. Część partii politycznych, które właśnie wchodzą do polskiego parlamentu wydaje się być ekspozyturami tychże ośrodków na terenie naszego kraju, i reprezentować ich interesy, zamiast dobrze pojęte interesy Polski.

Po 30 latach funkcjonowania obecnej wersji demokracji problem antypolskich partii w Sejmie i Senacie wcale nie zniknął. Możemy natomiast zaobserwować dywersyfikację ich aktywności i obszarów zainteresowań.

Ogromną rolę, chociaż nieco mniejszą niż w poprzednich wyborach odegrał czynnik propagandowy. Okazuje się, że pomimo skrajnego, przedwyborczego wzmożenia siła oddziaływania zarówno Gazety Wyborczej, stacji TVN czy portalu Onetu razem z Newsweekiem słabnie, jednak nadal potrafi wprowadzić zamieszanie społeczne i dysonans poznawczy znacznej grupy wyborców w Polsce. Zwłaszcza tych mniej zorientowanych w bieżącej polityce, którzy jednak zamierzają wziąć czynny udział w wyborach i w trybie przyspieszonym próbują wyrobić sobie zdanie na temat formacji politycznych.

Wbrew narracjom polityków totalnej opozycji przewaga medialna nadal istnieje po stronie sił III RP, szczególnie mocno wspierana przez uprzywilejowane na polskim rynku media zagraniczne i medialne ośrodki o zasięgu międzynarodowym jak niektóre tytuły prasy amerykańskiej, niemieckiej czy brytyjskiej. Drugim istotnym  czynnikiem mającym istotny wpływ na wyborczy wynik było jawnie demonstrowane poczucie bezkarności polityków Platformy Obywatelskiej i PSL, zwłaszcza tych na których ciążyły prokuratorskie zarzuty. Brak sądowego rozliczenia afer 8 lat rządów PO-PSL utwierdziły w przekonaniu o nietykalności tych polityków oraz popierające ich środowiska.

W kampanii wyborczej PiS zapowiedział „piątkę” na pierwsze 100 powyborczych dni. Jednak absolutnie priorytetowe okazują się być dwie główne, nie przeprowadzone w poprzedniej kadencji zmiany: dokończenie reformy wymiaru sprawiedliwości oraz dekoncentracja zdominowanych przez zagraniczny kapitał, prywatnych mediów. Bez tych zmian o skutecznie realizowanej propaństwowej polityce w najbliższej kadencji, oraz o dobrej zmianie w następnych wyborach będziemy mogli zapomnieć. 

SAD

Tekst ukazał się pierwotnie w portalu Fronda.pl w dniu 14.10.2019 r. 

PiS zasługuje na 70% poparcie w wyborach

To co Prawo i Sprawiedliwość realnie zrobiło dla Polaków i dla Polski w ostatnich 4 latach, z racjonalnego, zdroworozsądkowego punktu widzenia zasługuje na 70% poparcie w nadchodzących wyborach parlamentarnych. To, że tacy ludzie jak Schetyna, Neumann, Budka, Biedroń, Lubnauer, Gasiuk-Pichowicz, Czarzasty, Kosiniak-Kamysz, Bosak, Korwin-Mikke czy Kukiz nadal funkcjonują w polskiej polityce świadczy o tym, że propagandowo-medialna machina oparta na agenturalno-biznesowych układach działa u nas bardzo skutecznie. I nadal potrafi robić wodę z mózgu kilkudziesięciu procentom Polaków.

Niestety Polacy po 30 latach emocjonalno-intelektualnej obróbki przez postkomunistyczne media i chodzących na agenturalnej smyczy polityków, znacznie większą wagę przywiązują do zakupu 15 letniego Opla, Volkswagena czy Audi niż do wyborów swoich reprezentantów politycznych. Analizę przedwyborczą partii politycznych dużej grupy naszych rodaków można by opisać mniej więcej takim oto porównaniem: „dobra, kupuję tego Opla, bo jest czerwony więc zapewne szybki”, albo „ta skoda musi być niebita, skoro jest zielona”, czy też „biorę tego Volkswagena bo jest różowy i będzie pasował do mojej torebki i kozaczków”.

Skoro tak, to zastanówmy się z jaką ofertą motoryzacyjną mamy do czynienia na dwa dni przed najważniejszymi od 30 lat wyborami w naszym kraju. Z czego będziemy mogli wybierać na giełdzie w najbliższą niedzielę?

Foto: PiS.org.pl

SLD, czyli różowo-tęczowa GAZ Wołga, produkcja ZSSR

Jeśli szukać godnego dla Lewicy porównania, to jedynym odpowiednim wydaje się ruska GAZ Wołga. Samochód powstał z myślą o zapewnieniu odpowiedniego komfortu podróży wyższym urzędnikom komunistycznym. Rozwiązania techniczne tego modelu ukradziono podobno amerykańskiej marce Buick. W latach 50. i 60. pasażerowie tylnych siedzeń tychże aut lubili niepokornym Polakom wyrywać paznokcie, bić po goleniach metalowymi rurami, czy sadzać na nogach krzeseł podczas wielogodzinnych przesłuchań w zawilgoconych piwnicach ubeckich kazamatów. W czasach PRL krążyły legendy o Czarnej Wołdze porywającej dzieci z ulic miast i miasteczek. Dziś dysponenci różowo-tęczowej GAZ Wołgi mają w planach przerabianie polskich dzieci na gejów, lesbijki i wielbicieli LGBT.

Uwaga! Wszyscy, którzy zdecydują się na wybór tego wehikułu powinni liczyć się z zakupem części zamiennych w moskiewskich ekspozyturach i rozliczeniami za serwis w rubelkach.

PSL + Kukiz, czyli przemalowywany Tarpan udający japońskiego pick-upa

Tak, był kiedyś taki samochód, opracowany w latach siedemdziesiątych na polecenie PRL-owskich dygnitarzy na użytek polskiego rolnictwa. Co prawda ZSL (poprzednik PSL’u) został opracowany przez sowiecką agenturę kilka dekad wcześniej, w 1949, jednak zasada i przeznaczenie są bardzo podobne. Dobrze kojarząca się, solidna nazwa Tarpan (PSL) była i jest topornym zabiegiem marketingowym. W tym  modelu zastosowano silnik z Żuka i Warszawy. Auto wielokrotnie przemalowywane: raz czerwone, raz tęczowe, raz zielone, w zależności od koniunktury i potrzeb zagranicznych mocodawców. Obciach do czegoś takiego wsiąść (zagłosować) a co dopiero być właścicielem (członkiem)?

Konfederacja- miał być Polonez, okazało się, że to UAZ

Na finiszu kampanii wyborczej o ugrupowaniu Konfederacja dowiadujemy się najwięcej. Okazuje się, że liderzy tego rzekomo propolskiego i patriotycznego ugrupowania są za przywróceniem ubeckich emerytur, wyjściem z NATO, ścisłym sojuszem z Moskwą, likwidacją publicznej służby zdrowia, nie mówiąc już o osłabieniu i destrukcji finansów publicznych. Według Korwina-Mikke zsyłki na Syberię w XIX wieku miały być dla polskich patriotów szansą na robienie kariery w głębi rosyjskiego imperium.

Niestety pod tak entuzjastycznie demonstrowanymi emblematami naszego swojskiego, rodzimego Poloneza kryje się pozostawiony po wycofującej się z Polski w 1993 roku Armii Radzieckiej, wyprodukowany za Bugiem, zdezelowany, ruski UAZ. Pali 30 litrów na 100 km, psuje się po przejechaniu 200 km. Generałowie, pułkownicy, majorzy w stanie spoczynku twierdzą, że to motoryzacyjny klasyk. 

KO- Passat bity z każdej strony, składany z trzech

Podobno niemieckie auta są najlepsze! Podobno Niemiec płakał jak sprzedawał (jak ich finansował)! Koalicja Obywatelska okazuje się 20-letnim pasatem bitym z każdej strony, i w dodatku składanym z co najmniej trzech różnych: PO, Nowoczesna i Zieloni. Chciałby uchodzić za auto elektryczne i ekologiczne, ale niestety z rury wydechowej leje mu się strumieniami cuchnąca maź- prawie jak szambo z Czajki. Licznik kręcony, łyse opony. Zero hamulców, zero trakcji, zero zbieżności- na drodze pozostawia 4 ślady. Sprzęgło się ślizga, rdza pod maską, na podwoziu i na progach. Wyraźnie puszcza na spawach. Odpalić może i odpalisz, ale już jazdy próbnej możesz nie przeżyć, nie mówiąc o codziennym użytkowaniu.

Jeśli kupisz, bo „niemiecki”, to już następnego dnia będziesz płakał, bo nie pojeździsz, a cwany mechanik zedrze z ciebie ostatni grosz.

PiS- biało-czerwony Grand Cherokee na wypasie

Nie jest to auto idealne ale za to duże, wygodne i niezawodne. Wjeżdża wszędzie i rozjeżdża wszystko. Tempomat, skóry, pneumatyczne zawieszenie, nowy, 8-biegowy automat, 3 litry w sprawdzonym dieslu. Płynna jazda w trasie, moc i siła w terenie. Może czasami za dużo pali, może gdzieś coś czasem zazgrzyta, ale wiesz, że możesz na nim polegać. Doskonale służy jako auto rodzinne, ale też miejskie i turystyczne. Idealny dla singli- dziewczyny go uwielbiają! Sprawdzony przebieg, bezwypadkowy, zero rdzy, pełna 4-letnia gwarancja!

Jedyny w zestawieniu, prawdziwie biało-czerwony! Przez ostatnie lata przyniósł Polakom wiele radości z jazdy, nie zawiódł, spełnił większość pokładanych w nim oczekiwań. Warto wybrać go po raz kolejny. Niech nam służy w codziennych dojazdach do pracy i podczas wakacyjnych czy weekendowych, rodzinnych wyjazdów.

Jeśli wam się nie chce zagłębiać w meandry polityki, a na niedzielnej giełdzie chcecie wybrać swoje polityczne auto na najbliższe 4 lata, to pamiętajcie: jedyny solidny, z pewnym przebiegiem, w pełni sprawny, biało-czerwony, na pełnej 4-letniej gwarancji znajduje się na liście nr 2! Reszta to picowane, zdezelowane, wielokrotnie przemalowywane szroty. Pamiętajcie! 

SAD

Tekst ukazał się pierwotnie w portalu Fronda.pl w dniu 11.10.2019 r.

Wywiad specjalny z posłem Grzegorzem Woźniakiem

Pan Grzegorz Woźniak, poseł PiS ziemi garwolińskiej zgodził się udzielić wywiadu specjalnie dla czytelników serwisów wŁaskarzewie.pl i Garwolak.pl. Z rozmowy dowiemy się nie tylko o zmianach, jakie nastąpiły w okresie ostatnich 4 lat, ale też o finalizowanych i planowanych inwestycjach w powiecie garwolińskim, oraz o tym, dlaczego postulaty „rozbicia dzielnicowego” Polski proponowane przez samorządowców Platformy Obywatelskiej nie służą społecznościom lokalnym.

Grzegorz Woźniak, poseł PiS (Foto: GrzegorzWozniak.pl)

Wywiad z panem posłem Grzegorzem Woźniakiem znajdziecie Państwo na stronach Wywiady24.pl.

Zapraszam do lektury.

SAD

Obrona Łaskarzewa- czapki z głów!

Niełatwo jest komentować wydarzenia, których nie było się naocznym świadkiem. Nie oznacza to jednak, że jest to zadanie niewykonalne. Zarówno redakcja Naszych Spraw, jak i Urząd Miasta w Łaskarzewie postarały się o materiały fotograficzne i merytoryczne pokazu, który mieszkańcy naszego miasta mogli obejrzeć w sobotę 21 września 2019 r.

Gdyby nie opisy inscenizacji obrony Łaskarzewa oraz zaprezentowane na stronach MiastoLaskarzew.pl i NaszeSprawy.info materiały fotograficzne, trudno byłoby uwierzyć, że wydarzenia historyczne związane z naszym miastem mogą być zaprezentowane mieszkańcom w tak interesujący i plastyczny sposób, z rozmachem, dbałością o historyczne detale, szczegóły i oprawę.

Chapeau bas i wyrazy uznania dla uczestników tego projektu, osób wspomagających przedsięwzięcie i organizatorów. Przy tej okazji warto wspomnieć o pozostałych imprezach towarzyszących, zorganizowanych dla uczczenia 80. rocznicy obrony Łaskarzewa.

Wszystkich, którzy tak jak ja, nie skorzystali z niecodziennej okazji obejrzenia powyższych spektakli „na żywo” odsyłam do stron internetowych miasta i lokalnej gazety. W najbliższym czasie będzie również możliwość obejrzenia materiałów filmowych dokumentujących te przedsięwzięcia.

Zadziwiające jednak jest to, że obecna ekipa kierująca sprawami Łaskarzewa po zaledwie jednym roku funkcjonowania potrafi z rozmachem zrealizować projekty tyleż piękne, co wartościowe, podczas gdy możliwości ekipy poprzedniej przekraczała organizacja mających tu długą tradycję „Wianków”. Ciekawe, prawda?

SAD

Foto: Urząd Miasta Łaskarzew

Sekcja biegów długodystansowych

Czapeczki z daszkiem, kolorowe, modne stroje, specjalistyczne buty z zadartym noskiem. Wieczorami odblaskowe koszulki, odblaskowe kamizelki, nawet mini latarki. W weekendy albo wieczorami wystarczy wyjechać na łaskarzewskie wylotówki, żeby się przekonać, że tutejsi biegają. Dla zdrowia, dla frajdy, dla sportowych wyników. Z odległości od najbliższych zabudowań w jakich spotykamy biegaczy obojga płci możemy wnioskować, że mamy do czynienia z amatorami i zawodnikami biegów średnio i długodystansowych. I nie są to pojedyncze przypadki.

Łaskarzewiacy lubią biegać. Skontaktowałem się zatem z jednym z działaczy tutejszego klubu ŁKS Promnik z pytaniem, czy w naszym klubie jest sekcja biegów długodystansowych. Wykwalifikowany opiekun takiej sekcji mógłby służyć radą i wskazówkami nie tylko zawodowcom, ale i amatorom, żeby ci mogli bezpiecznie rozwijać talenty, uprawiając swoje ulubione hobby. Przy okazji mogłoby to stanowić zachętę dla ludzi młodych do tego, żeby przygodę z bieganiem rozpocząć.

Sekcji dla biegaczy w ŁKS Promnik jednak nie ma.

Przy okazji zapytałem, czy lokalny klub sportowy dysponuje ogólnodostępną siłownią lub siłownią jakąkolwiek, która byłaby jak znalazł dla biegaczy, zawodników sportów zespołowych i młodzieży na długie, zimowe popołudnia i wieczory, kiedy warunki atmosferyczne nie sprzyjają joggingowi i zajęciom na świeżym powietrzu. Piłkarze, karatecy i pingpongiści też mieliby gdzie i na czym popracować nad kondycją pomiędzy treningami.

Okazuje się, że siłowni, jakiejkolwiek, w klubie też nie ma. Jednocześnie otrzymałem informację, że jeśli znajdzie się jakaś osoba, która „się tym zajmie”, to być może coś się w tych obszarach zacznie dziać. Na stronie internetowej klubu ŁKS Promnik możemy znaleźć informacje o co najmniej 13 wymienionych tam działaczach. Może zatem ktoś z tego grona zainteresuje się poruszanymi tu tematami?

Na osłodę uzyskałem informację z ŁKS Promnik, że została reaktywowana sekcja brydża sportowego, czyli sport uprawiany z zasady w pozycji siedzącej, głównie przez uczestników w kategorii 50+. Prowadzącego tę sekcję znam od lat i cenię jego dokonania. Jednak gry karciane to nie to samo co gry planszowe- różnica jest zasadnicza. Klub sportowy, o ile mi wiadomo, powinien być nastawiony główne na działalność stricte sportową, oraz wychowanie dzieci i młodzieży w duchu aktywności fizycznej. Wśród 37 dyscyplin olimpijskich nie znajdziemy jakiejkolwiek gry karcianej, i póki co, nie ma szans aby takowa miała zostać włączona do rywalizacji na arenach olimpijskich.

Warto zapytać choćby uczniów tutejszych szkół czego oczekują od klubu sportowego, jakie dyscypliny chcieliby uprawiać, do jakich sekcji gotowi byliby się zapisać. Przy okazji można by zapytać również ich rodziców na jakie zajęcia chcieliby posłać swoje pociechy i czy może byliby gotowi partycypować finansowo we wspieraniu sportowych ambicji swoich dzieci. Można to zrobić w bardzo prosty sposób: wystarczy przygotować i przeprowadzić ankietę w tutejszych szkołach. Jeśli pytania zmieściłyby się na dwóch stronach, czyli na jednej kartce papieru, wystarczyłaby jedna ryza, żeby taką akcję przeprowadzić. Jeśli dodatkowo przepytać ankietowo rodziców, potrzebne byłyby dwie dodatkowe ryzy.

Jednoosobowa redakcja serwisu wŁaskarzewie.pl deklaruje gotowość zasponsorowania trzech ryz papieru w formacie A4 celem przeprowadzenia sondy w powyższych kwestiach dotyczących pozaszkolnych zajęć sportowych. Myślę, że znajdą się również chętni, żeby bezpłatnie przygotować i wydrukować stosowne ankiety z pytaniami dla uczniów łaskarzewskich szkół oraz ich rodziców. Kadra nauczycielska nie powinna mieć problemów z rozdaniem ankiet i ich zebraniem po wypełnieniu, i dostarczeniem ich np. do Urzędu Miasta.

Wiedza uzyskana z takiego badania byłaby bezcenna. O ile mi wiadomo, tego typu weryfikacja preferencji sportowych dzieci i młodzieży nie była dotąd przeprowadzona, chociaż koszt wdrożenia takiej operacji, przy zaangażowaniu ciała pedagogicznego na godzinach wychowawczych czy lekcjach WF nie powinien przekroczyć 300 zł wliczając wydruk ankiet.

Może zatem warto pokusić się o rozwój tych sekcji, które pomogą włączyć do aktywności sportowej tutejsze dzieciaki i młodzież, a nie tylko zażywnych panów z brzuszkami? Zażywni panowie zamiast siedzieć przy karcianym stole mogliby tymczasem postarać się o zorganizowanie poważnych środków finansowych np. wśród przedstawicieli lokalnego biznesu, na stworzenie siłowni z prawdziwego zdarzenia, co im samym zapewne również wyszłoby na zdrowie.

Panowie działacze- zacznijcie robić swoje, zacznijcie działać- to nie jest wcale takie trudne. Wyjdźcie poza obiekt i porozmawiajcie z młodzieżą oblegającą ławki tutejszego stadionu i pobliskich Alejek. Nadal jest bardzo dużo do zrobienia.

SAD