Zwolennicy państwa z kartonu i dykty

Była ustawa- nie ma ustawy. Dzisiejsza wypowiedź szefa klubu parlamentarnego PiS Ryszarda Terleckiego zakończyła krótką przygodę z ustawą, mającą na celu poniesienie wynagrodzenia najważniejszych osób w państwie, posłów senatorów oraz samorządowców. Mająca większość sejmową, poparcie prezydenta i poparcie dla tego projektu przez większość opozycji reprezentacja parlamentarna polskiego społeczeństwa ugięła się pod presją medialnej nagonki i tweeta z Brukseli byłego premiera RP. Przekaz jest jednoznaczny: znaczna część polskich polityków nadal ma pozostać finansowo zależna obcych ośrodków biznesowo-politycznych, Polska musi pozostać państwem z dykty, z jak najmniej skuteczną administracją, a selekcja negatywna nadal ma być kluczową przepustką na polityczne salony RP.

Poza klangorem, jaki podniósł się ze strony dziennikarzy i publicystów słono opłacanych przez zagraniczne koncerny medialne, jak i ze strony niezależnych liderów opinii jeszcze lepiej opłacanych przez finansowane z zagranicy NGOsy i lobbystów, nie odbyła się jakakolwiek publiczna, merytoryczna debata na temat zasadności podniesienia wynagrodzeń polskim politykom, porównania wysokości wynagrodzeń z wynagrodzeniami urzędników i polityków innych krajach europejskich, czy wpływu zarobków polityków na jakość klasy politycznej w naszym kraju. Na ten temat cisza. Za to w mediach społecznościowych pełno głosów oburzenia, krytyki, szyderstwa i kpin.

Foto: SVG z prawem do wykorzystania

Polski polityk ma być skromny, niebogaty, niedofinansowany, niepewny swojego materialnego statusu, swojej pozycji i przyszłości. Wówczas jest znacznie bardziej podatny na wpływy, naciski, sugestie i finansowe zachęty w zamian za wielomilionowe przysługi zainteresowanych tym koncernów czy służb obcych państw. Polska administracja ma pozostać niemrawa i niewydolna, a budżet ma tracić kolejne setki miliardów złotych. Taki obrót spraw leży w interesie naszych wschodnich i zachodnich sąsiadów, nastawionych na zysk międzynarodowych graczy, ale i grup przestępczych, żerujących na słabościach organizmu państwowego. Dlatego presja na zaniechanie jakichkolwiek zmian mających na celu poprawę działania administracji państwowej czy wprowadzenia selekcji pozytywnej przy doborze urzędników jest tak wielka. I nie będzie mniejsza- pieniądze, te prawdziwe pieniądze jakie wchodzą w grę są zbyt duże.

Jeśli politykom nie będzie godziwie płaciło państwo polskie, a więc my, to znajdzie się cały szereg podmiotów, instytucji, służb i państw, gotowych w różnej formie rekompensować niskie uposażenie decydentów, odpowiadających często za setki milionów czy miliardy złotych pochodzących z naszych podatków. Ile miliardów euro można zarobić na przekrętach vatowskich czy handlu lewym paliwem mogliśmy odkryć w ostatnich latach. A to tylko dwie z kilku naprawdę dochodowych branż.

Rozumieją to doskonale wszyscy średnio rozgarnięci komentatorzy życia publicznego, politycy, dziennikarze, publicyści. Jednak podczas ostatnich kilku dni nie słyszeliśmy poważnych głosów inicjujących debatę na temat odpowiednich, godnych, bezpiecznych z punku widzenia gospodarności i bezpieczeństwa państwa zarobków polskich polityków. Nie było głosów próbujących pokazać prostą zależność pomiędzy wysokością wynagrodzenia, związaną z tym negatywną selekcją kandydatów a bylejakością klasy politycznej w Polsce. Oczywistym jest przecież, że „za 6 tys. zł to pracuje złodziej albo idiota.” I poza niewielką częścią osób ideowych, idących do polityki żeby zmienić kraj, szeregi rodzimej „klasy politycznej” zasila taki właśnie asortyment postaci, składający się albo z jednych, albo z drugich albo z mieszanki jednych i drugich. I ci ostatni dają się zazwyczaj złapać na gorącym uczynku.

Porozmawiajmy o konkretach. Premier niespełna 5 milionowej Nowej Zelandii ogłosiła ostatnio, że w ramach solidarności z własnymi obywatelami postanowiła obniżyć swoje wynagrodzenie o 20%. Komentatorzy w naszym kraju rzucili się na tę informację jak na tłustą kość i zaraz wymachiwać nią przed oczyma chciwych parlamentarzystów. Nikomu nie chciało się zwrócić uwagi na to, że Nowa Zelandia jest teraz w okresie kampanii wyborczej, a premier tego kraju w przeliczeniu na złotówki zarabiała dotąd ponad 1.1 mln zł rocznie- po obniżce będzie zarabiać nieco ponad 1 milion zł. Dla porównania wynagrodzenie zasadnicze premiera 38 milionowej Polski wraz z dodatkiem funkcyjnym wynosi obecnie ok. 176 tys. zł rocznie. Goła pensja to zaledwie ok. 130.000 zł na rok.

Jeśli wziąć pod uwagę średnie wynagrodzenie mieszkańca Nowej Zelandii wynoszące około 55 tys. dolarów nowozelandzkich (ok. 130 tys. zł), to zgodnie z roboczym przelicznikiem zarobków pani premier tego kraju po 20% obniżce (ok. 7,5 razy średniego wynagrodzenia), premier Morawiecki powinien zarabiać około 475.000 zł rocznie. Po 20% obniżce, oczywiście.

Porównanie wynagrodzeń z przywódcami i parlamentarzystami innych państw, zwłaszcza europejskich, dla polskich przywódców i polityków wygląda nie mniej żałośnie.

Poziom dyskusji, jaka miała okazję zaistnieć w sferze medialnej po przegłosowaniu w piątek projektu ustawy o podniesieniu zarobków polskich posłów, senatorów, samorządowców, ale też premiera, prezydenta RP i Pierwszej Damy zakrawa na kpinę i drwinę z polskiego państwa. Komentarze, uwagi, głosy i oceny liderów opinii i części polityków dotyczące podniesienia poziomu wynagrodzeń z „upokarzających” na „nędzne”, które miałyby otrzymywać najważniejsze osoby w państwie to nawet nie był poziom kabaretu- żaden kabaret by z tego nie wyżył. To poziom głupoty, cwaniactwa i kpiny.

Jak dziennikarz zagranicznych mediów w Polsce zapraszający do studia przedstawiciela polskich władz ma szanować polskiego polityka czy urzędnika, kiedy zarabia trzy-cztery razy więcej od prezydenta i prezydenta RP, pięć razy więcej od posła i senatora, czy sześć- siedem razy więcej od wiceministra rządu polskiego?

Jak na naciski lobbystów czy propozycje korupcyjne odporny jest polski parlamentarzysta, który zarabia mniej niż zdolny, obrotny handlowiec w prężnej korporacji? Wiceminister decydujący często o setkach milionów złotych zarabia mniej od barmana w przeciętnym warszawskim klubie.

Zaraz odezwą się głosy sugerujące narracje o tym, co pomyśli o podwyżkach zarobków urzędników przeciętny Nowak i Kowalski wiążący koniec z końcem za 2 lub 3 tysiące złotych gdzieś na prowincji. Być może Kowalski i Nowak będzie miał powód, żeby zachęcić swoje dzieci do brania odpowiedzialności za Polskę, do angażowania się w sprawy publiczne, bo dojdzie do wniosku, że to jest nie tylko piękna idea! Za ciężką i uczciwą pracę dla kraju będzie można godnie zarobić i godnie z tego żyć. Być może Kowalki i Nowak zaczną wreszcie wymagać więcej od lokalnych działaczy i polityków na świeczniku, którzy będą zarabiać dobre pieniądze. Inaczej „wszyscy WON” bo już czeka kolejka chętnych, zdolnych, pracowitych i uczciwych, którzy nie musieli wyjeżdżać za granicę, którym opłacało się zostać w Polsce.

Stąd właśnie, między innymi, bierze się szacunek dla państwa. Bez selekcji pozytywnej, bez zdolnych kadr, bez ludzi, którym będzie się chciało uczciwie pracować dla Polski i będą widzieli w tym nie tylko ideę ale również przyszłość swoją i swoich najbliższych, Polska pozostanie państwem z kartonu i dykty. Niektórzy poczytują ten stan rzeczy za wielką zaletę i widzą w nim ogromne korzyści.

Donald Tusk w swoim twitterowym wpisie stwierdził, że opozycja która podwyższa wynagrodzenie (w czasie kryzysu) nie ma racji bytu. To prawda. Z punktu widzenia brukselskiego polityka opozycja w Polsce, która nie osłabia własnego państwa, nie szkodzi swojemu krajowi nie ma racji bytu. Podobnie rzecz ma się z zagranicznymi mediami i tutejszymi medialnymi autorytetami.

Innej pointy nie potrzeba.

SAD

Przestańcie nazywać chorągiewkę LGBT „tęczową flagą”!

Tak, wiem, mój poprzedni felieton nosi tytuł „Tęczowy ciamajdan…”, jednak to często popełniany błąd nie tylko stylistyczny, ale merytoryczny, aksjologiczny, wręcz światopoglądowy. Kolorowej chorągiewki używanej przez lewicowe środowiska nie można nazywać „tęczową flagą”, nie tylko dlatego, że „flaga” jest zazwyczaj symbolem państwa lub organizacji, a LGBT to przecież „ludzie- nie ideologia”. Sześciobarwna chorągiewka nie ma nic wspólnego z „tęczą Noego” i jeśli jest symbolem „przymierza”, to potwierdza przymierze z kimś zupełnie Panu Bogu przeciwnym.

Zanim rzucą się na mnie ideologiczni awanturnicy spod znaku liberalnej lewicy, obrońcy praw obywatelskich, publicystyczni cmokierzy lansujący tezy o „odczłowieczaniu” lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów, dobrze byłoby aby zapoznali się z kilkoma faktami.

Foto: Pixabay z prawem do wykorzystania

Zaprojektowana przez amerykańskiego homoseksualistę Gilberta Bakera „flaga” składała się pierwotnie z ośmiu kolorów, którym przypisane zostały znaczenia, odnoszące się do symboliki systemu czakr, wywodzącego się z indyjskiej filozofii jogi. Zaproponowany przez Bakera gradacyjny opis poszczególnych kolorów odnosi się, w pewnym uproszczeniu, do odrębnej sfery życia i aktywności człowieka. I tak, umiejscowiony na górze ośmiobarwnej „flagi” kolor różowy oznaczać miał seksualność, dalej kierując się ku dołowi: czerwony-życie, pomarańczowy- ukojenie, żółty- światło słońca, zielony- naturę, turkusowy- sztukę, indygo- spokój i harmonię, a umieszczony na samym dole kolor fioletowy miał symbolizować „duchowość”.

W międzyczasie z powodu trudnodostępnego w latach ’70 materiału w kolorze różowym i konieczności zredukowania pasków do liczby parzystej, paleta kolorystyczna chorągiewki LGBT skurczyła się do sześciu barw. Jak widać dla ideologów ruchów lewicowych liczba kolorów i odnoszące się do nich „ideały” były względne ważne i nie miały zbyt istotnego znaczenia- z dwóch z nich zrezygnowano z powodu trudności produkcyjnych oraz praktycznego wymiaru sześciobarwnego emblematu (sześciobarwną płachtę można było w prosty sposób rozedrzeć na dwie równe części).

To co ważne w transparencie ruchów LGBT to jego górny i dolny kolor, których symbolika pozostała właściwie niezmieniona- kolor czerwony, pozostawiony na samej górze oznacza seksualność i życie, natomiast kolor fioletowy będący na dole „flagi”- duchowość, kojarzoną z oświeceniem i dążeniem do doskonałości.

W tym przypadku nie tyle liczba barw jest istotna, chociaż ma swoje znaczenie, co przypisana do nich symbolika. Jeżeli do poszczególnych 7 kolorów „tęczy Noego” odnosiło się „Siedem przykazań (praw) potomków Noego” (systemu zakazów i nakazów), to symbolika LGBT dotyczy sfer życia i rozwoju osobowości człowieka (specyficznie pojmowanych), jak ma to miejsce w przypadku systemu czakr w filozofii jogi. Do każdej z czakr przypisane są konkretne kolory, znaczenia, umiejscowienie ich w organizmie człowieka oraz na skali rozwoju jednostki. I tak: kolor czerwony (znajdujący się na dole) oznacza potrzeby podstawowe, instynkty przetrwania, a także siły witalne; kolor pomarańczowy- seksualność i emocje; kolor żółty- funkcje mentalne, kontrolę, ambicję, karierę; kolor zielony- poświęcenie, współczucie, miłość; kolor niebieski- mowę i samorealizację; kolor turkusowy- intuicję, analizę, percepcję pozazmysłową; i wreszcie kolor fioletowy (znajdujący się na szczycie)- mądrość, pokorę, prawdy wyższe i oświecenie.

Nie musimy wierzyć w prawdziwość doktryn starożytnego hinduizmu, przyjętych również przez inne systemy religijne i światopoglądowe. Nie musimy identyfikować się takim sposobem rozumienia i interpretacji natury człowieka. Powinniśmy jednak zdawać sobie sprawę, że doktryna jogi zakłada, w dużym skrócie, osiągnięcie pewnego rodzaju doskonałości i umożliwienie rozpoznania natury rzeczywistości poprzez systematyczne ćwiczenia, treningi, doskonalenie ciała, ascezę, przestrzeganie zasad i duchową dyscyplinę. To codzienne praktyki i cielesne wyrzeczenia mają prowadzić do rozwoju siódmej czakry, czakry korony (kolor fioletowy), będącej nie tylko siedzibą najwyższej doskonałości w człowieku ale ośrodkiem boskiej, uniwersalnej miłości, miejscem umożliwiającym osiągniecie oświecenia.

Asceza, wyzbycie się potrzeb cielesnych i pokus zmysłowych jest warunkiem dążenia do duchowego oczyszczenia, osiągnięcia jasności umysłu, lepszego zrozumienia świata oraz transcendentnego oświecenia również w innych znanych systemach religijnych, jak chrześcijaństwo czy buddyzm.

Kolor fioletowy znajduje się na samym dole wielobarwnej chorągiewki, w terminologii twórcy LGBT Bilberta Browna symbolizuje duchowość, natomiast w doktrynie hinduskiej jogi mądrość, pokorę, prawdę i oświecenie. Kolor czerwony, symbolizujący seksualność i pierwotne instynkty znajduje się na samej górze piramidy wartości i ważności ideologii mniejszości seksualnych w przeciwieństwie do doktryn dalekiego wschodu.

Konsekwencje płynące z przyjęcia symboliki odwróconego porządku wartości w życiu jednostki i społeczeństwa są tematem szerszym, na znacznie dłuższe rozważania. Emblemat, którym z takim zapałem posługują się przedstawiciele, liderzy, bojówkarze reprezentujący środowiska i ideologię LGBT oraz wspierający ich politycy i działacze społeczni to nic innego jak symbol odwróconej hierarchii wartości człowieka i odwróconego porządku świata. Jest to oznaczenie tym bardziej niebezpieczne, że jego propagatorzy próbują wykorzystywać nawiązania do prawdziwej tęczy, kojarzonej z niewinnością, radością i naturą.

Wielobarwna chorągiewka LGBT to symbol antyludzki i antyboski zgodnie ze znanym i obowiązującym od tysięcy lat kodem kulturowym, a więc symbol odnoszący się do zła, którego emanacją jest szatan. Zgodnie z tą logiką, posługiwanie się sześciokolorową chorągiewką nie oznacza wcale tolerancji, akceptacji czy różnorodności, chociaż tak właśnie może się wydawać młodym ludziom paradującym „tęczowymi flagami” po ulicach. Równie dobrze mogliby paradować z banerami i sztandarami ozdobionymi emblematami odwróconych krzyży czy trzech szóstek.

Jeśli sześciobarwna chorągiewka i sześciobarwne emblematy symbolizują „przymierze” (na wzór starotestamentowego przymierza Noego), to nie jest to przymierze z Panem Bogiem, uosabiającym ład społeczny, harmonię, porządek, samoograniczenia i dobro człowieka wyrażone w siedmiu prawach Noego (zakazy bałwochwalstwa, bluźnierstwa, przelewania krwi, niemoralnych stosunków seksualnych, kradzieży, spożywania mięsa z żyjącego zwierzęcia oraz nakaz ustanowienia sprawiedliwych sądów). To przymierze z siłami reprezentującymi odwrócony porządek świata i odwróconą hierarchię wartości, jaką powinien wyznawać człowiek. To symbol przymierza z siłami będącymi przeciwieństwem sił Boskich, a więc z siłami szatańskimi.

Brzmi zbyt zaściankowo? Zabobonnie? Nienowocześnie? Nic na to nie poradzę, skoro tak właśnie jest. Konsekwencje wdrażania ideologii, rozwiązań, zachowań i systemów wartości reprezentowanych przez sześciobarwną chorągiewkę LGBT będzie miało swój konkretny, namacalny, tragiczny rezultat, zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i społecznym.

Zarówno tęcza Noego, symbolizująca przymierze z Panem Bogiem na podstawie przypisanej do niej praw, jak i „symbolika czakr” hinduistycznej jogi (jakkolwiek nie musimy być jej wyznawcą) odnoszą się do hierarchii, porządku, prawa i doskonalenia człowieka poprzez samodyscyplinę, ład (wewnętrzny i społeczny) i system wartości prowadzące do moralnego życia, duchowego oświecenia, uwznioślenia człowieka. Odwrócona hierarcha wartości to odwrotność hierarchii, uwznioślenia i duchowego rozwoju, a więc chaos, rozpasanie, upodlenie i duchowa degradacja, która w filozofii hinduistycznej jogi uosabiana jest przez przyjmowanie w kolejnych wcieleniach coraz to bardziej nikczemnych i prymitywnych form życia. Tako rzecze licząca tysiące lat doktryna reinkarnacji.

Mówiąc wprost: sześciobarwna symbolika odwróconej hierarchii wartości i odwróconego porządku świata to symbolika satanistyczna. Być może dlatego z takim zapamiętaniem wielokolorowe chorągiewki umieszczane są przez młodych aktywistów i aktywistki LGBT właśnie na obiektach religijnych, figurach Pana Jezusa, Św. Jana Pawła II, doklejane do świętych wizerunków Matki Boskiej. Inspiratorzy tychże akcji muszą zdawać sobie sprawę z prawdziwie profanacyjnego wydźwięku działań młodych agitatorów. Dziwić musiał upór godny lepszej sprawy, z jakim włodarze Warszawy strzegli artystycznej instalacji „sześciobarwnej tęczy” przed kościołem na Placu Zbawiciela. Oburzenie większości polskiego społeczeństwa na tego typu działania, którego źródła nie są być może do końca uświadomione, jest tak wielkie dlatego, że jest to profanacja porównywalna z umieszczaniem w miejsca świętych odwróconego krzyża czy trzech szóstek.

Powinni o tym  pamiętać wszyscy politycy, działacze społeczni, publicyści, a zwłaszcza rodzice, którzy pozwalają, żeby ich pociechy nosiły „niewinny tęczowy emblemat”, bo „to przecież nic złego”, nic zdrożnego. Obnoszenie się z sześciobarwną symboliką, używaną przez środowiska LGBT jest równoznaczne, przyjmując podstawowe kryteria logiki i wnioskowania oraz obowiązujące od tysięcy lat kody kulturowe i religijną aksjologię, z obnoszeniem się z symbolem odwróconego krzyża albo trzech szóstek.

Powinna zdawać sobie z tego sprawę posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, która publicznie zgłosiła obietnicę zawieszenia sześciobarwnej chorągiewki LGBT „na czubku Sejmu obok flagi biało-czerwonej”. To tak, jakby obiecać wciągniecie na masz budynku przy ul. Wielskiej flagi z odwróconym krzyżem ewentualnie z trzema szóstkami. Jako reprezentant polskich wyborców pani Scheuring-Wielgus powinna o tym pamiętać.

W jednym z ulicznych wywiadów w rozmowie z reporterem stacji TVN młody człowiek broniąc „pani Margot” stwierdził, że istotna jest „zmiana językowa- jeżeli nie zaczniemy od zmiany języka nie zmieni się całe społeczeństwo”. Zacznijmy nazywać rzeczy po imieniu- bez tego nie mamy szans na wygranie jakiejkolwiek batalii, tym bardziej z przeciwnikiem tak dobrze zorganizowanym i przeszkolonym do boju o nieistniejącą, póki co, rzeczywistość.

Sześciobarwna chorągiewka to symbol satanistyczny, podobnie jak odwrócony krzyż czy trzy szóstki. Dlatego przestańcie nazywać sześciobarwną chorągiewkę „tęczową flagą” bo sami przydajecie jej nienależnego splendoru, wprowadzając przy okazji w błąd czytelników, widzów i słuchaczy. Zaczynam od siebie.

SAD

PS.

Być może powyższa, pobieżna, publicystyczna, kulturowo-semantyczna analiza wielobarwnej chorągiewki LGBT i unaocznienie jej prawdziwych aksjologicznych odniesień zostanie przez niektórych odebrana jako niedopuszczalne zbezczeszczenie „świętych” dla wyzwolonych ruchów liberalno-lewicowych symboli. W przeciwieństwie do ich najbardziej skrajnych zwolenników, zamiast profanowania prawdziwie świętych znaków i symboli katolickich czego próbują w ostatnich latach dokonywać, odniosłem się merytorycznie do mających tysiące lat kulturowych kodów i znaczeń. Spróbujcie zrobić to samo. W sposób cywilizowany.

Tęczowy Ciamajdan, czyli kolejny nieudany pucz

Tym razem miało się udać! Tym razem Warszawa miała zapłonąć jak Portland, Filadelfia czy Seattle! Tym razem na wzór amerykański pomniki miały zostać obalone, a „faszystowski” reżim Kaczyńskiego miał pokazać swoje krwawe oblicze. I co? I nic! Znowu nic! Tęczowy Ciamajdan załamał się zaledwie po dwóch dniach. Tak to jest robić przewrót państwowy z lesbijkami, gejami, biseksualistami i transseksualistami, którzy jedyne czego chcą, to trochę podymić, zrobić kilka nowych selfie na insta i fajnie się zabawić.

Foto: YouTube.com

Po raz kolejny liberalno-lewicowa opozycja postawiła nie na tego konia co trzeba. Zainwestowała szyldy partyjne, zaangażowanie liderów, resztki godności i dobrego imienia, o ile o takim można jeszcze mówić. Wszystko po to, żeby jeszcze raz spróbować skorzystać z okazji do wzbudzenia społecznych emocji niezbędnych do osłabienia, a jeśli się uda to może i do obalenia demokratycznie wybranej władzy w kryterium ulicznym. Z dużą pomocą zagranicy i zaprzyjaźnionych mediów. Pokusa była tym większa, że manewr tęczowych aktywistów miałby się wpisywać w podobny do amerykańskiego scenariusz antyrządowych rozruchów, w których ataki lewicowych bojówek na pomniki, historyczno-religijne symbole oraz oskarżanie sił porządkowych o wyjątkową brutalność stanowiły główne osie tamtejszych protestów.

Jednak polskim aktywistom ideologii LGBT daleko do zdecydowania i bezwzględności amerykańskiej Antify. Totalna opozycja nie ma tyle sprytu, samodzielności w działaniu i wolnej gotówki co amerykańscy Demokraci, a z zadymiarza i pospolitego chuligana Michała Sz. trudno będzie wykreować męczennika i ofiarę kaczystowskiego totalitaryzmu. Chociaż ten bardzo się starał, żeby tak właśnie mogło być. Próby sprokurowania symbolu pisowskiego terroru trwają w Polsce co najmniej od 2016 r., od czasu gdy na przysejmowym chodniku wyłożył się red. Diduszko.

Jakkolwiek poruszający przypadek śmierci Georga Floyda trafił w Ameryce na podatny grunt o charakterze rasistowskim i zyskał dodatkową nośność wśród 13% mniejszości afroamerykańskiej, której przedstawiciele często nie przebierają w środkach gdy idzie o wyrażanie swojego niezadowolenia i sprzeciwu wobec władz. Tragedia czarnoskórego przestępcy została sprytnie ubrana w społecznie nośne hasło Black Lives Matter, masowo nagłośniona przez liberalno-lewicowe media i bezwzględnie wykorzystana przez tamtejszych polityków Partii Demokratycznej. Skala i poziom organizacji amerykańskich protestów, przeszkolenie liderów, synchronizacja i koordynacja działań w licznych miastach,  mogą wskazywać na wcześniej dopracowany i przećwiczony scenariusz.

Któż w Polsce miałby zainspirować, poderwać i poprowadzić przeciwko kaczystom umęczone polskim faszyzmem tęczowe masy bananowej, wielkomiejskiej młodzieży? Krzysztof Śmiszek? Joanna Sheuring-Wielgus? A może Kamila Gasiuk-Pichowicz? Ilu w naszym kraju znajdziemy cherlawych okularników w rurkach i tęczowowłosych dziewcząt w czerni gotowych na brutalne starcia pisowską policją, na gaz łzawiący, armatki wodne a może i nawet gumowe kule?

Chaotyczne, nieskoordynowane i spóźnione reakcje liberalno-lewicowych polityków mogą wskazywać na dezorientację i brak jednolitego ośrodka decyzyjnego. Może i chcieliby skorzystać z nadarzającej się okazji, może i próbują podsycać emocje i nastrój grozy, ale nie ma w tych działaniach przesłania, które mogłoby trafić na podatny, społeczny grunt. Polacy są zażenowani kolejnymi ekscesami polityków opozycji. Łączenie politycznych, antyrządowych demonstracji z chuligańskimi wybrykami tęczowych aktywistów, niewahających się profanować miejsc, i symboli dla Polaków ważnych i często świętych, musi budzić dodatkowy niesmak i konsternację.

Jedynym, realnym przekazem totalnej opozycji jest nadal hasło antyPiS oraz nieustanna medialna zadyma, co jest destrukcyjne dla państwa polskiego i publicznej debaty, jest szkodliwe społecznie, jednak nie daje cienia szans na przejęcie władzy przez rozhisteryzowaną, totalną opozycję. Jeśli politycznego przewrotu nie udało przeprowadzić w ubiegłych latach z wykorzystaniem zaprawionych w bojach, karnych, posłusznych, dyspozycyjnych emerytów resortowych, dawnych towarzyszy z PZPR, SB, Milicji i ZOMO, znających rzemiosło, mechanizmy kryterium ulicznego i medialnej prowokacji, to jak mogła się udać „tęczowa rewolucja” z wykorzystaniem cherlawych, lewackich aktywistów przemycających bibułę w przepoconych skarpetkach (autentyk z jednego z publicznych wystąpień aktywisty LGBT)?

Kolejne lamenty i akty strzeliste nad utraconą demokracją, łamaniem konstytucji, ograniczaniem praw obywatelskich wygłaszane przez polityków opozycji do kamer i mikrofonów gotowych do transmisji na żywo mediów, publikowane na profilach portali społecznościowych łzawe historie o „brutalności policji” czy politycznych aresztowaniach aktywistów LBGT za poglądy, potwierdzają coś zupełnie przeciwnego niż chcieliby przekazać rozgorączkowani działacze PO i Lewicy.

Od przegranych w 2015 r. wyborów liderzy Platformy Obywatelskiej niczym Świętego Grala poszukują elektryzującej idei, emocji, przekazu, czy choćby społecznego grepsu, które mogłyby ponieść ich do wyborczego zwycięstwa. Najwidoczniej zapomnieli, że podstawą działania partii politycznej powinien być program, program gospodarczy, społeczny, polityczny, obronny, strategiczny dla kraju, którym ma się ambicje rządzić.

I to jest temat na osobny felieton, który z pewnością już w krótce powstanie. W przeciwieństwie do realnego, rzetelnego, uczciwego programu wyborczego partii Borysa Budki i Rafała Trzaskowskiego, który najprawdopodobniej nie powstanie nigdy, w każdym razie nie w przewidywalnej przyszłości. Oni będą szukać kolejnej okazji do zadymy, do medialnej hucpy, do przewrotu, do zmiany politycznego rozdania z wykorzystaniem kryterium ulicznego, przy pomocy przyjaciół z zagranicy. Z tym, że to są metody działania wrogiej, obcej agentury a nie konstruktywnej opozycji demokratycznego państwa.

Ile też razy można popełniać ten sam błąd i nie dostrzegać, że czyni się głupio? Do ilu razy sztuka? Poza niekończącą się zadymą i emocjonalnym wzmożeniem totalna opozycja nie ma Polakom do zaoferowania zupełnie nic.

 SAD

Foto: YouTube.com

Kobiety polityki 2

Do zdominowanego przez mężczyzn życia publicznego, biznesu, kultury, polityki kobiety miały wnieść niekonfrontacyjne, pozbawione agresji spojrzenie na problemy, koncyliacyjne podejście do konfliktów różnych grup interesów, miały wykorzystywać kobiecą intuicję w działaniu, a przy okazji obdarzać ciepłem, łagodnością, uśmiechem, zrozumieniem. I być może tak właśnie było w początkowych etapach działalności kobiet w publicznej przestrzeni. Dziś widzimy, że przedstawicielki słabej płci to zdecydowani biznesowi i polityczni gracze, potrafiący omijać i łamać reguły agitatorzy czy przekraczać wytyczone, nieprzekraczalne zdawałoby się granice awanturnicy. Tak jak w filmach Patryka Vegi, często okazuje się, że kobiety są bardziej bezkompromisowe, zdecydowane, bezwzględne czy nawet okrutne nie tylko wobec mężczyzn ale również wobec innych kobiet.

Foto: Twitter

Kobieta w polskiej tradycji ma szczególną pozycję i znaczenie. Być może właśnie dlatego ta wyjątkowa pozycja jest przez część z pań oraz ich męskich doradców wykorzystywana i nadużywana. Kobiety w polskiej polityce posuwają się do wypowiedzi, zachowań i działań, do których mężczyznom nadal nie wypada się posuwać. Wydają się być śmielsze w przekraczaniu kolejnych barier, społecznych i kulturowych tabu. W polskim społeczeństwie i tak zostaną potraktowane łagodniej, z wyrozumiałością, z większym przyzwoleniem.

Przykłady? Proszę bardzo. Wielu komentatorów dziwiło się, dlaczego pani prezydentowa Agata Kornhauser-Duda i córka pary prezydenckiej Kinga nie brały aktywnego udziału w całej kampanii Andrzeja Dudy, a pojawiły się jedynie na finiszu kampanii i podczas wyborczego wieczoru. Odpowiedź przyszła tuż po ich pierwszych wypowiedziach i apelach do świata mediów i do wyborców. Pani prezydentowa przez profesor Środę została określona „damą nie mającą osobowości”, która przy okazji „milcząco przyzwala na prostactwo męża”. Natomiast córka pary prezydenckiej, Kinga Duda, w mojej ocenie pełna taktu, rozwagi i wdzięku, obiecująca prawniczka, z której rodzice mogą być dumni, a która podczas wieczoru wyborczego wystąpiła z prostym przesłaniem, że „wszyscy jesteśmy równi, wszyscy zasługujemy na szacunek, i nikt nie zasługuje na to, żeby być obiektem nienawiści” została zaatakowana przez lewicową działaczkę z Wrocławia. Obrończyni praw kobiet, tolerancji, demokracji, zwolenniczka swobodnego dostępu do aborcji, córkę prezydenta RP określiła mianem „NaziBarbie (…) oddelegowaną do obrony faszyzującego tatusia.” Skandal? Hucpa? Prowokacja? Odmóżdżenie? Zwyrodnienie?

Nie napiszę, że tęczowa działaczka z Wrocławia jest kobietą w typie pewnej dziennikarki, której „nie grodzi aborcja”, bo „do zapłodnienia potrzeby jest seks” z mężczyzną, gdyż za takie niewybredne żarty można, wzorem pisarza Jacka Piekary, słono zapłacić- nawet pół miliona złotych z wyroku niezawisłego sądu.

Kobiety, nie tylko w Polsce, idą w awangardzie rewolucji kulturowej jako nieprzejednane propagatorki ideologii LGBT+, czarnych marszy, aborcji na życzenie czy pełnej, nieograniczonej dowolności seksualnej, które w praktyce dla samych kobiet kończą się zazwyczaj boleśnie, często tragicznie. To kobiety w demonstracjach i manifestacjach biegają z gołymi biustami w świątyniach, jak „dziewuchy” z Pussy Riot piłami mechanicznymi wycinają krzyże, paradują z „cipkomaryjkami” na manifach, wyklejają mury i przystanki autobusowe wizerunkami Matki Boskiej z tęczową aureolą czy też, jak wyzwolone feministki z Argentyny, dokonują ociekającego krwią, obrzydliwego performansu aborcji Dzieciątka Jezus przed katedrą w Tucuman.

Kobietom w polskim życiu publicznym można zdecydowanie więcej niż facetom. Być może to właśnie dlatego do działań i wypowiedzi agresywnych, obraźliwych, napastliwych czy procesowo ryzykownych delegowane są posłanki w typie Kamili Gasiuk-Pihowicz, Joanny Scheuring-Wielgus, Katarzyny Lubnauer, Iwony Hartwich czy Klaudii Jachiry. To politycznki, działaczki i posłanki często biorą na siebie misję naruszania porządku, tradycji, wartości, tabu. To głównie posłanki podczas zaprzysiężenia prezydenta Dudy w polskim Sejmie zasiadły w ławach poselskich w „tęczowych” maseczkach nie zdając sobie zapewne spawy, że nie promują wcale „symbolu równości, tolerancji i pojednania” ale symbol odwróconego porządku rzeczy.

Niestety z podobnych pozycji występuje społeczna kandydatka na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich pani Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, która twierdzi, że „flaga LGBT nie obraża” nawet umieszczona w miejscach i na symbolach religijnego kultu, katolickiego oczywiście. Nikt bowiem nie odważa się umieszczać tęczowych symboli na synagogach, bożnicach i meczetach- na takie zabawy, naruszenia tabu i dekonstrukcje symboliczne przyzwolenia nie ma.

W polskiej kulturze jest też inna tradycja dotycząca mężczyzn, a mianowicie tradycja zachowań honorowych czy żądania satysfakcji. Za niestosowne zachowanie, wypowiedzi czy uczynki ciągle można dostać w twarz, co miało miejsce w przypadku panów Korwina-Mikke i Boniego.

Gdyby powyższa wypowiedź tęczowej działaczki z Wrocławia padła z ust mężczyzny np. wobec córki posła Korwina-Mikke, to dla takiego delikwenta mogłoby się to zakończyć zwykłym mordobiciem.

Z kobietami, siłą rzeczy, jest inaczej. W odniesieniu do kobiet w życiu publicznym i polityce zdecydowanie nowego zabarwienia nabiera powiedzenie: „gdzie diabeł nie może tam babę pośle”. W niektórych przypadkach możemy odnieść wrażenie, że to powiedzenie należy traktować wręcz dosłownie. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia z paniami z liberalno-lewicowych kręgów.  

SAD

Foto: Twitter

Solidarność elit budowana na wykluczeniu

Podczas kampanii prezydenckiej kandydat Platformy Obywatelskiej na każdym niemal spotkaniu opowiadał o „odbudowaniu wspólnoty”. Tuż po wyborach w Gdańsku jego macierzysta partia zorganizowała spotkanie powyborcze, na którym padły propozycje wykorzystania „nowej energii” na bazie której liderzy polityczni będą tworzyć „ruch obywatelski” dla niepoznaki nazwany „nową solidarnością”. Czym miałby być ten „nowy ruch” kreowany przez polityków PO, poza tym, że „miałby nie być Platformą Obywatelską”? Na jakich podstawach programowych poza „nową energią” miałby się opierać ten „postpolityczny twór”?

Foto: Flickr PO

Politycy Platformy i jej przybudówek mają wieloletnie doświadczenie w budowaniu niezależnych, apolitycznych „ruchów” bazujących na zniechęceniu do swojej macierzystej partii, z wykorzystaniem rzekomej „obywatelskości”. W 2011 były wiceprzewodniczący tego ugrupowania, Janusz Palikot, zastosował manewr „odejścia od Platformy” i stworzenia ruchu swojego imienia (właściwie nazwiska), dzięki czemu w 2011 r. wprowadził do Sejmu 40 posłów. W 2015 r. podobny manewr bazujący na niechęci do partii Donalda Tuska zastosował Ryszard Petru tworząc Nowoczesną. Resztki tej formacji w 2019 r. zostały wchłonięte przez PO. W międzyczasie był jeszcze „Plan Petru” i partia Teraz!, zgłoszona do likwidacji po miesiącu od rejestracji. Nie zapominajmy przy tym, że szefem sztabu wyborczego „obywatelskiego” Szymona Hołowni był Jacek Cichocki, minister w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz latach 2011-2015.

„Nowa solidarność” zapowiadana przez przewodniczącego i wiceprzewodniczącego PO również będzie bazować na niechęci do własnej formacji politycznej i spróbuje udawać, że z polityką nie ma nic wspólnego. Żebyśmy mieli pełną jasność sytuacji: liderzy polityczni na wiecu partyjnym własnej formacji zapowiedzieli budowę „ruchu obywatelskiego” z uwagi na zniechęcenie wyborców do ich własnego, politycznego szyldu, do ich macierzystej partii. Czy może być jeszcze bardziej groteskowo? Otóż może!

Zapowiadana w trakcie kampanii „nowa wspólnota”, której odbudowanie postawił sobie za główny cel wiceprzewodniczący Trzaskowski zakładała wykluczenie z polityki prezesa Kaczyńskiego i bezwzględne rozliczenie polityków PiS. Tuż przed ciszą wyborczą jak i po wyborach okazało się, że „nowa wspólnota” miałaby zostać oparta na haśle ukrytym pod ośmioma gwiazdkami, propagowanym przez medialnych przedstawicieli PO oraz popierana przez wielu polityków tej partii. Okazuje się, że „**bać i się nie bać” trzeba nie tylko członków i polityków Prawa i Sprawiedliwości, ale też katoli i ciemniaków z Podkarpacia, rolników i wieśniaków z Podlasia i Lubelszczyzny, emerytów, rencistów, a nawet niepełnosprawnych, którzy odważyli się otwarcie popierać Zjednoczoną Prawicę.

Jak zapowiadali przewodniczący i wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej w nowym ruchu jest miejsce dla każdego, byle nie był katolikiem, nie był ze wsi, a nie daj Panie Boże z Podlasia, Lubelszczyzny czy Podkarpacia, ani też z Polski centralnej, która również zdecydowanie poparła prezydenta Dudę. No i nie może być z PiS ani popierać tego ugrupowania. Całą resztę politycy PO serdecznie zapraszają! Tak poprzez masowe wykluczenie buduje się nową wspólnotę.

Trudno też określić pod jakimi sztandarami miałaby zostać zorganizowana „nowa solidarność”. Biało-czerwonych flag nie było nie tylko podczas wieczoru wyborczego Rafała Trzaskowskiego. Nie było ich również wśród zebranych w Gdańsku podczas wiecu kilka dni po wyborach prezydenckich (poza jedną biało- czerwoną, jaką udało mi się wypatrzeć wśród tłumu obecnych). Zmiany w naszej ojczyźnie prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz powiązała ze „zmianą biało-czerwonej flagi”, nie powiedziała jednak na jaką.

Utworzone w 1980 r. NSZZ Solidarność była największym, liczący ponad 10 milionów członków ruchem społecznym, związkiem zawodowym, zorganizowanym w opozycji do komunistycznych władz PZPR rządzącej wówczas Polską Rzeczpospolitą Ludową. Dziś byli wysocy funkcjonariusze i sekretarze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej dostają się do Parlamentu Europejskiego z list Platformy Obywatelskiej, a byli funkcjonariusze służb specjalnych i Milicji Obywatelskiej, którzy w latach ’80 walczyli z Solidarnością i wysługiwali się reżimowi PRL, a którym ograniczono niebotyczne emerytury, znajdują obrońców swoich interesów w liderach PO. To jest nowy etos „Solidarności Obywatelskiej” tworzony przez polityków tego ugrupowania.

Czym zatem może być „nowa solidarność”? To z pewnością nowoczesny ruch bez katoli i ciemniaków z Podkarpacia, rolników, chamów i wieśniaków z Podlasia i Lubelszczyzny, czy pisowksiej szarańczy, czyli bez ponad 10 milionów ludzi, których obowiązkowo trzeba **bać! To oddolny ruch społeczny i obywatelski stworzony przez wieloletnich działaczy i liderów politycznych, nie per pocura, jak miało to miejsce w przypadku ruchu Kukiza, ale wprost przez polityków z pierwszego szeregu budujących narracje o „pozapartyjnosci” i „ponadpartyjności”. To wreszcie „solidarność” bez telewizji publicznej, bez Instytutu Pamięci Narodowej i bez Centralnego Biura Antykorupcyjnego, których likwidację zapowiedzieli Rafał Trzaskowski i Grzegorz Schetyna. Oznaczałoby to wdrożenie doktryny państwa budowanego na dezinformacji zagranicznych mediów działających w Polsce, niepamięci historycznej i wreszcie bezprawiu– tu kłania się przykład aresztowanego właśnie na 3 miesiące Sławomira Nowaka- byłego szefa gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska.

„Nowa solidarność” przewodniczącego Budki i wiceprzewodniczącego Trzaskowskiego to partia polityczna próbująca zaistnieć w kamuflażu „ruchu obywatelskiego”, formacja bezideowa, bazująca jedynie na „nowej energii” otumanionych Sokiem z Buraka, i zachęcanych do agresji wyborców. To w końcu bezprogramowa organizacja, której tworzone na kolanie „pomysły na Polskę”, tak jak „4 x Tak”, „sześciopak Schetyny” czy „program Trzaskowskiego” przechodzą do krainy wstydliwej niepamięci i dezaktualizują się szybciej niż są pisane. Po kilku dniach nie znają ich nawet sami autorzy.

Jeśli mielibyśmy jednym zdaniem opisać czym ma być zapowiadana przez przewodniczącego Budkę i wiceprzewodniczącego Trzaskowskiego „nowa solidarność” to śmiało możemy powiedzieć, że jest to „nowa wspólnota” dawnej postkomunistycznej nomenklatury oraz, mówiąc Ziemkiewiczem, „samozwańczej elity odpiłowanej od koryta”. Czyli solidarność byłych „ludzi władzy”, zarówno tych z czasów PRL, jak i tych z niesławnych czasów 8-letniej koalicji PO-PSL w latach 2007-2015.

Wspólnota oparta na dezinformacji, niepamięci i bezprawiu. Nowa wspólnota obywatelska Platformy.

SAD

Foto: Flickr PO z prawem do wykorzystania.

Kandydat pod fałszywą flagą

Operacje pod „fałszywą flagą to akcje, najczęściej tajne, mające na celu wprowadzenie w błąd otoczenia co do sprawców danego wydarzenia, zrzucenie winy i przekierowanie uwagi, również mediów i opinii publicznej na konkretną grupę społeczną, naród czy państwo. Poza wywołaniem określonych skutków, w tym chaosu informacyjnego, działania pod obcą banderą mają stworzyć fałszywe wrażenie co do wskazania rzeczywistego sprawstwa przeprowadzanej akcji. Do tego typu operacji używane są najczęściej symbole, komunikaty, hasła, rekwizyty czy metody działania charakterystyczne dla grupy, którą chce się za niekorzystne incydenty i zjawiska obwinić. Jednocześnie inspiratorzy i kreatorzy takich akcji próbują odnieść realne korzyści, w tym polityczne, społeczne i ekonomiczne.

Znaczące zaangażowanie częściowo nieświadomych lub też mających pełne rozeznanie w sytuacji mediów w przedsięwzięcie „fałszywej flagi” jest niezwykle istotne i wręcz nieodzowne.

Małgorzata Kidawa-Błońska, Donald Tusk, Rafał Trzaskowski, foto Flickr

Kampania nowego kandydata największej partii opozycyjnej od samego początku wykorzystuję elementy powyższej taktyki. Z jednej strony odwołuje się do etosu prawicowego, patriotycznego i prospołecznego, uosabianych w wypowiedziach kandydata PO przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i programy typu 500+. Z drugiej strony Rafał Trzaskowski ogłasza, że będzie „gorącym żelazem wypalał to, co zrobił PiS.” Efekt dysonansu poznawczego i chaosu informacyjnego został osiągnięty. Jednak zdaje się to nie przeszkadzać elektoratowi Platformy Obywatelskiej i zaprzyjaźnionym, wspierającym mediom, których przedstawiciele muszą doskonale rozumieć, że to wszystko jest na niby, i tylko na potrzeby kampanii. Bez realnego znaczenia.

Obecny prezydent Stolicy udowodnił już swoim wyborcom, że potrafi wycofać się ze złożonych w kampanii obietnic i deklaracji w następnych dniach po ogłoszeniu wyników wyborów, jak miało to miejsce w 2018 r. Na dofinansowanie zajęć dla uczniów warszawskich szkół i bezpłatne żłobki pieniędzy zabrakło, wystarczyło natomiast środków na agresywną promocję środowisk LGBT i seksedukacji dzieci.

Pierwsze wystąpienia Rafała Trzaskowskiego zapowiadające jego start w wyborach prezydenckich musiały wzbudzać zaskoczenie i niedowierzanie. Urzędujący prezydent Warszawy, za czasów którego zlikwidowano ulicę im. Lecha Kaczyńskiego obwieścił w połowie maja, że jeśli zostanie prezydentem Polski, to będzie namawiał swojego następcę, żeby „wystąpił z inicjatywą stworzenia w Warszawie ulicy Lecha Kaczyńskiego”. Poza wykreowaniem wrażenia braku kontaktu z własnym zapleczem partyjnym mającym większość w Radzie Miasta, kandydat Platformy Obywatelskiej mógł dać do zrozumienia, że traci kontakt z rzeczywistością i samym sobą. Zamiast deklaracji mógł złożyć gotowy projekt i publicznie nakłaniać Radę Miasta do przegłosowania konkretnej uchwały. Nie zrobił tego. 

W kolejnych publicznych wystąpieniach Rafała Trzaskowskiego nie było wcale lepiej. Agresywna retoryka, skierowana przeciwko TVP oraz werbalne i fizyczne ataki polityków PO na dziennikarzy mediów publicznych, zostały wymieszane z peanami na cześć posunięć prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji w 2008 r. oraz odwołania się do spuścizny byłego prezydenta Polski. Być może te zabiegi mają na celu sprowokowanie do reakcji prezesa Kaczyńskiego i jego najbliższego otoczenia. Jednak póki co muszą budzić panikę w zaprzyjaźnionych redakcjach na Czerskiej i Wiertniczej, które teraz będą w obowiązku uzasadniać, dlaczego program 500+ i pozostałe projekty prospołeczne wdrażane przez PiS nie są wcale takie złe, a prezydent Kaczyński był wybitnym  geopolitycznym strategiem.

Co warte odnotowania postulat likwidacji TVP wpisuje się i uzupełniająca poprzednie postulaty Grzegorza Schetyny dotyczące zlikwidowania IPN i CBA. Jeśli dodamy pomysły pełnej prywatyzacji najważniejszych firm państwowych i banków, oraz zatrzymanie kluczowych projektów inwestycyjnych jak przekop Mierzei Wiślanej i CPK, to otrzymamy wizję Polski pozbawionej historii, bezbronnej, bez oparcia ekonomicznego, zacofanej, niewydolnej infrastrukturalnie, uzależnionej od sąsiadów, ze społeczeństwem pozbawionym dostępu do informacji.

Dokończenie projektu Donalda Tuska, który za punkt honoru zdawał się mieć zlikwidowanie wszystkiego co polskie, nie przeszkadza doradcom Rafała Trzaskowskiego w kreowaniu jego wizerunku jako polityka dbającego o dobro i najlepiej pojęty interes Rzeczpospolitej, będącego niemalże sukcesorem idei głoszonych przez śp. Lecha Kaczyńskiego. Nowe hasło wyborcze zmiennika Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, „Silny Prezydent Wspólna Polska” brzmi prawie identyczne co hasło współzałożyciela Prawa i Sprawiedliwości ze zwycięskiej kampanii prezydenckiej w 2005 r.: „Silny Prezydent Uczciwa Polska.”

Co prawda PR-owcom PO zabrakło odwagi, żeby odwołać się do idei „państwa uczciwego”, jednak bezpieczniki w zaprzyjaźnionych mediach i tak mogą nie wytrzymać tego typu ideologicznych przeciążeń.

Kampania kandydata Platformy Obywatelskiej bardziej niż typową wyborczą aktywność przypomina swego rodzaju akcję dywersyjną, mającą na celu sianie dezinformacji, wzbudzanie dysonansu poznawczego wśród wyborców i tworzenie informacyjnego chaosu. Te często karykaturalne zabiegi zdają się nie przeszkadzać ani wspierającym Rafała Trzaskowskiego mediom, ani wyborcom totalnej opozycji.

Oni przełkną największy absurd. Są nawet gotowi wychwalać dokonania Kaczora Dyktatora, byle tylko znów przejąć władzę. A potem jakoś to będzie.

SAD

Foto: Flickr z prawem do wykorzystania.

Globalny astroturfing i lokalne zamachy stanu

Gdyby chodziło o wprowadzenie na rynek nowej limitowanej linii obuwia, książki o młodym czarodzieju czy nieletnich wampirach, albo najnowszego smartfona, całą akcję można by skwitować wzruszeniem ramion i przejść nad nią do porządku dziennego. Kolejna grupa naiwniaków została wkręcona w nocne czuwania pod księgarnią, sklepem sportowym czy salonem firmowym, żeby przepłacić za parę adików i z wypiekami na twarzy opowiedzieć o tym przed kamerą youtubera na usługach korporacji. W przypadku „wydarzenia COVID-19” mamy do czynienia ze zjawiskiem globalnym, którego celem nie jest wciśnięcie wyznawcom technologicznej marki przereklamowanego telefonu, a próba przemodelowania systemu gospodarczego w skali świata i zmiana ustrojów politycznych poszczególnych państw z „liberalnej demokracji” na ustroje totalitarne.

Nadal nie mamy odpowiedzi na kolejne kluczowe pytania dotyczące „pandemii”: dlaczego nie zadziałały systemy bezpieczeństwa zachodnich demokracji w skali międzynarodowej i w skali poszczególnych państw (in gremio), oraz, co bardziej istotne, czy rządy poszczególnych krajów zostały nieświadomie wmanewrowane w tę globalną hucpę czy też były i są aktywnymi, świadomymi aktorami tej akcji nie mającej dotąd precedensu w historii globu?

Żeby sprawa była jasna: nikt nie twierdzi, że wirusa wywołującego COVID-19 nie ma. Wirus jest, chociaż z ostatnich badań i porównań statystycznych wynika, że skala pandemii została wielokrotnie przeszacowana.

W akcjach astroturfingowych będące ich przedmiotem produkty również istnieją, np. nowa kolekcja ubrań znanego sportowca czy perfumy słynnej piosenkarki. Jako, że ich „cena” zazwyczaj znacznie przekracza ich realną „wartość”, oznacza to, że uzyskiwane „korzyści” są nieadekwatnie wysokie w odniesieniu do jakości i faktycznych cech użytkowych „produktu”. Tak działa PR.

Astroturfing jako narzędzie marketingu i promocji

Wyjaśnijmy czym  jest astroturfingu. Zgodnie z definicją to „pozornie spontaniczne, obywatelskie akcje lub inicjatywy podejmowane w celu wyrażenia poparcia albo sprzeciwu dla idei, polityka, usługi, produktu, wydarzenia, kiedy naprawdę kierują nimi specjaliści w zakresie PR.”

Krótko mówiąc są działania z zakresu marketingu i public relations, mające na celu zbudowanie wrażenia wokół jakiejś idei, zjawiska, grupy, produktu czy usługi, przy jednoczesnym rozbudzeniu wokół tego „projektu” adekwatnych i oczekiwanych emocji, które mają nosić cechy „naturalnych, oddolnych, spontanicznych” reakcji, działań czy wydarzeń. Jeżeli przyłożymy do powyższych opisów i definicji „zjawisko COVID-19”, to wpisuje się w nie niemal idealnie.

Szczególną uwagę zwraca nachalna promocja tego zjawiska przez mainstreamowe media, celebrytów i gwiazdy. Masowe, zorkiestrowane wmawianie nam występowania tego „wydarzenia” pomimo braku indywidualnych doświadczeń w tym zakresie (nikt kogo znasz nie zna nikogo chorego na COVID-19), oraz tragicznych skutków, jakie wywiera ono na nasze zdrowie i życie, pomimo oczywistych faktów, jest prowadzone systematycznie i konsekwentnie. Całości dopełniają puste szpitale, tańczący z nudów lekarze i pielęgniarki, albo tłumnie (30-40 osób) żegnające pojedynczych pacjentów wychodzących ze szpitala. Czy wreszcie bezsensowne, wewnętrznie sprzeczne zalecenia co do środków czystości, ostrożności i social distancingu.

Cytując Encyklopedię Zarządzania: „W swoim założeniu astroturfing jest oszustwem, którego źródło jest ciężkie do wykrycia. W USA i Wielkiej Brytanii astroturfing w kampaniach reklamowych jest nielegalny”, pod karą grzywny a nawet więzienia. Jaką karę należałoby wymierzyć twórcom i współsprawcom „wydarzenia” COVID-19?

Medycznie nic się tu nie zgadza

Do dziś brakuje rzetelnych testów na potwierdzenie występowania tej choroby, a co za tym idzie brakuje rzetelnych danych o zachorowaniach i wyzdrowieniach. Nie ma rzetelnych danych o liczbie zgonów COVID-19- wręcz przeciwnie: już dziś wiemy, że podawane nam dane są w oczywisty sposób niewiarygodne, chociażby z powodu śmiertelnych chorób współistniejących, i braku przeprowadzanych sekcji zwłok. Wprowadzony powszechnie zakaz przeprowadzania sekcji zwłok „zmarłych na COVID-19” jest tym bardziej kuriozalny i zastanawiający, że zgodnie z oficjalnymi informacjami wirus „umiera” wraz z pacjentem, a gdy nawet „przeżyje” na skórze czy ubraniach, to po kilku dniach w chłodni również powinien być „martwy” i zupełnie niegroźny. W związku z tym przeprowadzanie sekcji zwłok powinno być absolutnym obowiązkiem i podstawą do oceny skutków choroby. Na ten jakże istotny fakt, tj. prawne uniemożliwienie przeprowadzenia absolutnie bezpiecznej i kluczowej z punktu widzenia wyjaśnienia istoty „pandemii COVID-19” nikt nie zwra uwagi.

Jeśli spojrzymy na COVID-19 jako „pandemię” z czysto medycznego punktu widzenia, to absolutnie nic się tu nie zgadza! Jeśli na „pandemię” spojrzymy jak na „wydarzenie astroturfingowe”- pasuje absolutnie wszystko. Cui bono?

Co dziwi i musi budzić skrajny niepokój społeczeństw, oficjalne czynniki, rządy, ministerstwa, szpitale, laboratoria i służby specjalne (z nielicznymi wyjątkami) działają i zachowują się tak jakby bardziej zależało im na podtrzymywaniu wrażenia istnienia pandemii, niż rozwianiu wątpliwości. Rządom zdaje się bardziej zależeć istnieniu pandemii strachu m.in. poprzez dezinformację i tuszowanie faktów o „COVID-19”, brak reakcji na przejawy jawnej cenzury, niż na wyjaśnieniu prawdziwej istoty choroby, samego zjawiska „pandemii 2020” i płynących stąd konsekwencji.

Gdyby uznać, że „pandemia COVID-19” jest działaniem astroturfingowym, rządy poszczególnych państw, służby specjalne, prokuratury, sądy, oraz organizacje międzynarodowe musiałyby dogłębnie zbadać sprawę, ująć winnych i wymierzyć im sprawiedliwość. Rzecz w tym, że prowadzone równolegle do „wydarzenia COVID-19” działania rządów i korporacji w obszarze zmian „nawyków społecznych”, zmian prawnych i pospiesznie wdrażanych technologii, mogą w zaledwie kilkanaście miesięcy uniemożliwić społeczeństwom jakiekolwiek dochodzenie stanu faktycznego i należytego ukarania winnych. W ustrojach totalitarnych społeczeństwo nie ma nic do gadania.

Piorunujące efekty przedsięwzięcia astroturfingowego

Pandemia COVID-19 okazała się sukcesem. Udało się zbudować markę, która pomimo wielu wątpliwości, zyskała ogromną wiarygodność i niespotykany w skali globalnej oddźwięk. Marka COVID-19 zmieniła i zmienia nie tylko nawyki zakupowe (zakupy przez internet zamiast w galeriach handlowych), rewolucjonizuje styl życia (home office, social distancing, zamknięte restauracje, drastyczne ograniczenie spotkań, podróży, wypoczynku), wywraca do góry nogami biznesu i życie gospodarcze (masowy upadek małych i średnich przedsiębiorstw rodzinnych, likwidacja całych branż i gałęzi gospodarek) i rozwiązania technologiczne (o rewolucyjności wprowadzanej technologii 5G mówią wprost firmy telekomunikacyjne- tylko nie wiemy co to za rewolucja) oraz przebudowuje ustrój społeczny (marginalizacja a w konsekwencji likwidacja klasy średniej. Nadzwyczaj unikalna kumulacja zjawisk i procesów pandemicznych daje szanse na wprowadzenie nowego ustroju społeczno- politycznego. Jakiego? A jakim systemem może zostać zastąpiona demokracja, choćby ta ułomna, liberalna? 

Skutkiem „eventu” COVID-19 jest nie mający precedensu od II wojny światowej dodruk pustego pieniądza, dzięki czemu tuszowana jest katastrofa gospodarcza zachodnich gospodarek, która od kilku lat wisiała w powietrzu. Jeśli dodamy do tego globalne wgranie w masową świadomość społeczną strachu przed „śmiertelną chorobą” i największy od 150 lat światowy kryzys gospodarczy, to możemy zrozumieć jaki zasięg, skalę i skutki wygenerowało to „przedsięwzięcie”. 

Bez względu na to, czy „pandemia” jest zjawiskiem spontanicznym i przypadkowym, czy wykreowanym produktem mającym pomóc w realizacji określonych celów, „wydarzenie” COVID-19 już spowodowało bardzo konkretne, nieodwracalne niemal skutki społeczne, prawne, gospodarcze i polityczne. Jeśli zostaną wprowadzone „rewolucyjne zmiany technologiczne” nie tylko wzrośnie bezrobocie, ale też będzie możliwe przyspieszone wprowadzenie systemu społeczno-politycznego na wzór chiński. A jako, że obudzeni wówczas ze snu Europejczycy mogą zacząć się buntować, nowy system będzie musiał wypracować znacznie bardziej brutalne scenariusze niż te w Chinach.

Światowa marka o ogromnej sile oddziaływania

Każdy kto zna podstawy marketingu wie, że jeśli uda się wprowadzić na rynek produkt, który odniesie sukces, należy jak najszybciej poszerzyć asortyment, wykreować i wprowadzić na rynek marki i usługi komplementarne, tak żeby móc zaspokoić stworzony popyt i zmaksymalizować zysk. Wiadomo też, że każdy produkt przechodzi cykl rynkowego życia. Dlatego oczywistym następstwem światowego sukcesu marki COVID-19 powinno być wprowadzenie na rynek produktu uzupełniającego i rozszerzającego asortyment.

Z dużym prawdopodobieństwem możemy przewidywać wprowadzenie lekkiej linii na sezon letni (np. mysia grypa), i nieco bardziej treściwej na okres jesienno-zimowy (np. szczurza pandemia), o czym pisałem już na początku maja. Do wykorzystania pozostają jeszcze miejskie gołębie, ale niestety ogranicza to zakres działania produktu do wielkich metropolii. A to powinien być produkt masowy, paraliżujący strachem nawet najdalsze zakątki prowincji.

Demokratyczne systemy bezpieczeństwa w ruinie

Powiedzieć, że w przypadku „pandemii” demokratyczne systemy bezpieczeństwa zawiodły, to nie powiedzieć nic. Jeśli potraktować „wydarzenie pandemiczne” jako „stress-test” to okazuje się, że zarówno na poziomie organizacji międzynarodowym (ONZ, WHO, NATO, Unia Europejska, o NGO’sach nawet nie wspominając) jak i poszczególnych państw i środowisk funkcjonujących w tych państwach, odpowiednio funkcjonujących systemów bezpieczeństwa „ustroju demokratycznego” po prostu nie ma.

Organizacje, służby państwowe, media, znaczna część niezależnych dziennikarzy (chociaż tu jest jeszcze jakaś nadzieja), środowiska medyczne, prawne i uniwersyteckie zachowały się tak, i dalej zachowują, jakby dotychczasowy „ustrój” liberalnej demokracji nie tylko nie istniał, co nie był już dłużej nikomu potrzebny. Z dnia na dzień reguły, zasady, prawa związane z tym ustrojem i towarzyszącym mu wolnorynkowym kapitalizmem przestały obowiązywać z powodu „wydarzenia pandemicznego COVID-19” opartego na niesprawdzonych, często nierzetelnych danych, podbijanych agresywną medialną propagandą, zmęczoną twarzą jednego ministra i płomiennymi wystąpieniami kilku innych polityków.

Poza nielicznymi wyjątkami, niemal nikt z organizacji, służb, autorytetów, mediów, nie próbował weryfikować informacji, kwestionować danych, dyskutować o zasadności podejmowanych decyzji i wprowadzanych rozwiązań. Kompletny paraliż. Lockdown!

Wystarczył hasztag #zostańwdomu i społeczeństwa zachodnie gremialnie wykonuje „siad na d.”! Wystarczy komenda „maski na twarz” i nikt nie śmie nawet zaprotestować. Zamykaj biznes! Zamykają. Klaszczcie! I tłumy klaszczą. Lekarze i pielęgniarki tańczą a chorych nie widać.

Broń psychologiczna, medialna nagonka i prawna presja rządów okazały się silniejsze niż wiedza, doświadczenie życiowe, dorobek naukowy, pozycja społeczna i poczucie odpowiedzialności. Okazuje się, że do sparaliżowania kapitalistycznych gospodarek i zmuszenia do kapitulacji (samoizolacji) społeczeństw Zachodu nie potrzeba wcale uzbrojonych armii, czołgów, nalotów bombowych czy masowych egzekucji przy ścianach straceń. Wystarczy Facebook, Twitter, portale „informacyjne” i wiadomości wtłaczane do głów 24 godziny na dobę przy wtórze dobrze wyreżyserowanych politycznych przemówień. „Lockdown!” „Uwaga! Uwaga! Przeszedł! Koma trzy…” Widać różnicę?

„Lockdown! COVID-19!” I całe społeczeństwo siup do chałup.

Jaką wartość mają zasady wolnorynkowej gospodarki i prawa demokratyczno-liberalnego społeczeństwa, skoro można je zamrozić i zniewolić w tydzień za pomocą hasztaga? Organizacje, służby, instytucje, jak i autorytety (można powtarzać w kółko), które nie wypełniły swojej roli, nie potrafiły zidentyfikować należycie problemu i ostrzec społeczeństwo na czas, powinny zostać zweryfikowane i rozwiązane. A ludzie chodzący w glorii autorytetów i ekspertów, powinni zostać pozbawieni środków na działalność i urzędów, co i tak po zamontowaniu nowego systemu społeczno-politycznego najprawdopodobniej ich czeka.

Lokalne zamachy stanu

Jednym z najbardziej istotnych pytań dotyczących „pandemii COVID-19” wymagających rzetelnej odpowiedzi jest to, na ile rządy poszczególnych państw, w tym rząd naszego kraju, dały się komuś wmanewrować w przedsięwzięcie rujnujące gospodarkę i stanowiące przyczynek do zmiany społeczno-politycznego ustroju państwa, a na ile czynnie i świadomie w tym przedsięwzięciu przedstawiciele rządów brały i biorą udział?

Trudno sobie wyobrazić, że absolutnym przypadkiem i zbiegiem okoliczności jest automatyczne powtarzanie przez premierów i ministrów narracji głoszonych przez prywatnych przedsiębiorców w typie Billa Gatesa o tym, że „pandemia potrwa co najmniej 1,5-2 lata”, że „trzeba zostać w domu”, że „trzeba nosić maseczki” (chociaż to, zdaniem ministra od pandemii, głupota), „że trzeba wszystkich obowiązkowo szczepić”, czy wreszcie, że weszliśmy w fazę przejściową „Nowej Normalności”. I to mówił premier mojego rządu! Kto ministrom konstytucyjnym i premierowi rządu RP nakazał powtarzanie takich niebezpiecznych i szkodliwych bredni za korporacyjnym przedsiębiorcą?

Tu pojawia się pytanie do prawników, ekspertów i konstytucjonalistów, czy ogłoszenie jakiegoś bliżej niesprecyzowanego porządku społeczno-polityczno-gospodarczego, określonego przez premiera RP jako „Nowa Normalność”, wraz z równoczesnym wprowadzaniem poważnych ograniczeń prawnych dla całego społeczeństwa, zawieszeniem części uprawnień organom kontrolnym (np. komisjom sejmowym) oficjalnym wprowadzaniem m.in. nowych rozwiązań dotyczących sejmowych głosowań, nie było próbą pozaprawnej zmiany obowiązującego ustroju państwa, a więc złamaniem m.in. przepisów art. 127, 128 i 129 kk.?

Próba zmiany fundamentów ustroju państwa bez uzyskania zgody społeczeństwa na taką zmianie, to uproszczona definicja próby dokonania zamachu stanu. Proszę mnie poprawić jeśli jest inaczej.

Pandemie następujące jedna po drugiej

„Zbyt łatwo poszło”- to generalny wniosek płynący z dotychczasowego przebiegu astroturfingowego „wydarzenia COVID-19”. A skoro poszło tak łatwo, to tylko głupi nie spróbowałby raz jeszcze. I znów.

Prawdziwym celem akcji astroturfingowej „COVID-19” nie jest wykreowanie pojedynczego produktu ale stałego „zagrożenia pandemicznego” jako nieodłącznego elementu życia społeczeństw zachodnich. Pandemia, w tej czy innej odsłonie, pochodząca od nietoperza, szczura, myszy czy gołębia miejskiego zostanie wprowadzenia jako permanentne, nieustające zagrożenie dla społeczności światowej. Tak wykreowane zjawisko i towarzyszące mu mechanizmy zostaną używane jako narzędzia przebudowy relacji gospodarczych, społecznych, prawnych i wreszcie politycznych Świata Zachodu. Aż do uzyskania stanu Postpandemicznego Totalitaryzmu. Wówczas wszystkie pandemie ustaną, żeby udręczeni, zmęczeni kryzysami ludzie mogli się wreszcie cieszyć „wieczną szczęśliwością”.

Rewolucja Pandemiczna 2020 musi być prowadzona etapami. W kolejnych, coraz bardziej drastycznych, dramatycznych i wyrafinowanych odsłonach będziemy się dowiadywać o coraz to bardziej przerażających zagrożeniach, co będzie się wiązać z koniecznością dokonywania coraz to większych ustępstw i trybutów. Jednocześnie Nowa Normalność będzie implementowana w taki sposób, żeby ci, którym będą odbierane majątki, prawa, możliwości jakiegokolwiek oddziaływania na władzę i wszelkie nadzieje na normalne życie, będą klaskali przy tym i śpiewali pieśni, wyrażając swoją bezgraniczną wdzięczność.

„A więc tak umiera wolność. Wśród burzy oklasków.” Znamy to i z filmu, i życia.  

SAD

Antyludzka rewolucja tym razem może się udać!

Pierwszy raz w historii ludzkość znalazła się w sytuacji, w której globalna „antyludzka” rewolucja nie tylko ma szanse powodzenia, ale może zostać w pełni zrealizowana. W jednym czasie zbiegły się, zaistniały „samoczynnie”, bądź też zostały wykreowane okoliczności, które pozwalają dokończyć to, do czego ani bolszewicy ani naziści nie mieli należytych narzędzi i zasobów. Społeczeństwa i rządy również nie były dotąd na taką rewolucję gotowe a dziś chętnie biorą w niej udział. Nadarzyła się „życiowa szansa”, okazja wyjątkowa, nazbyt idealna, że żal byłoby z niej nie skorzystać. Światowi gracze, zamożni, wpływowi i bardzo aktywni zwolennicy Nowej Normalności wysyłają niezwykle niepokojące sygnały za pośrednictwem światowych mediów. Z ich perspektywy nie ma powrotu do „starych społeczno-gospodarczych porządków” na poprzednio obowiązujących zasadach. Nie mówią nam jednak jakież to nowe porządki mają od teraz obowiązywać i kto będzie się musiał do nich stosować.

„Kryzys życia”

Gdy dla większości z nas największy kryzys gospodarczy od 150 lat jest życiową tragedią, dla innych staje się życiową okazją. George Soros w wywiadzie z 11 maja 2020 r. dla portalu Project Syndicate stwierdził, że „To kryzys mojego życia […] znaleźliśmy się w rewolucyjnym momencie, w którym to, co w normalnych czasach byłoby niemożliwe lub nawet niewyobrażalne, stało się nie tylko możliwe, ale prawdopodobnie absolutnie konieczne.”

Pierwsze pytanie jakie koniecznie należałoby zadać to czy obecna sposobność do realizowania „niewyobrażalnego” pojawiła się samoistnie, czy jak to doradzają teorie nowoczesnego marketingu dziejową „okazję do zrobienia dobrego biznesu” stworzono? W tym drugim przypadku możliwości maksymalizacji zysków i minimalizacji strat są znacznie większe, ponieważ z góry można przygotować praktyczne warianty i scenariusze.

Drugie pytanie musiałoby obejmować typy, rodzaje i klasyfikacje „niemożliwych”, „niewyobrażalnych” dotąd ale obecnie „absolutnie koniecznych” projektów, zamierzeń i działań, z jakie mogą być podejmowane i wdrażane w nowej rzeczywistości.

Jeśli nie kapitalizm, to co?

Trzecie zasadnicze pytanie odnosiłoby się tego, czy ktokolwiek wie „jak rozwinie się kapitalizm”. Naiwnością byłoby przyjmować, że wielcy tego świata mając pewność, że „nie ma powrotu do zglobalizowanej gospodarki” nie mają pojęcia w co przekształci się kapitalizm. Oznaczałoby to, że samoistnemu biegowi wydarzeń zawierzyli przyszłość swoich gigantycznych fortun, pozycji i wpływów.

Po „szoku Nixona” z 1971 r. (wycofanie się z parytetu złota), zainicjowanym pod koniec lat ’80 transferze produkcji do Chin, a tym bardziej po kryzysie finansowym 2008 r. wiadomo było, że z kapitalizm może nie przetrwać. Dlatego musiałoby dziwić, że najwybitniejsi, najlepiej opłacani analitycy i doradcy gospodarczy świata od kilkudziesięciu lat nie potrafili wymyślić nowego systemu, który zastąpi niewydolny i nierokujący w dłuższej perspektywie liberalny kapitalizm. Jeśli pan Soros nie wie „jak rozwinie się kapitalizm”, to kto może to wiedzieć?

Czy to jest niewiedza, nieporadność i naiwność światowych elit czy raczej próba zagrania na naszej naiwności?

Sprzyjające czynniki i narzędzia gotowe do użycia

Okoliczności do wprowadzenia Postpandemicznego Totalitaryzmu są wręcz wymarzone. Obezwładniający i szokujący skalą kryzys; bankrutujące firmy a wraz z nimi upadająca klasa średnia; podatne na wpływy i wytresowane ideologiami politycznych poprawności społeczeństwa; środki masowego przekazu i indoktrynacji znajdujące się pod pełną kontrolą; uzależnione finansowo grupy eksperckie i medyczne; potulne i strachliwe grona naukowe, oraz gotowe do zaaplikowania nawet najbardziej szkodliwych i bezsensownych rozwiązań prawnych rządy, to idealne podłoże do zastosowania „rozwiązań ostatecznych”.

Na ostateczne i nieodwracalne domknięcie Pandemicznej Rewolucji pozwolą dostępne obecnie a nie mające dotąd precedensu w historii ludzkości rozwiązania biogenetyczne oraz technologiczne, zapewniające wpływ na rozwój i zachowania człowieka oraz dające pełną, nieograniczoną kontrolę nad całymi społecznościami w czasie rzeczywistym online.

Charakter i struktura tychże okoliczności oraz sprzyjające im przez dekady czynniki pozwalają twierdzić, że prawdopodobieństwo ich powstania w wyniku spontanicznych, naturalnych procesów społeczno-gospodarczo-politycznych jest bliskie zeru. Marsz przez instytucje intensywnie wspomagany know-how i kapitałem pomnażanym przez dziesięciolecia w efekcie kolejnych kryzysów zaczyna przynosić oczekiwane rezultaty.

Społeczeństwa wydane na pastwę korporacji

Interesy świata polityki, finansów, nauki, biznesu, medycyny, farmacji, zaawansowanych technologii i mediów splatają się dziś w jedno. Stały się właściwie tożsame i poza marginalnymi wyjątkami zależne są od tych samych ośrodków wpływu. Kontrolna wobec władzy rola mediów, analityczna i badawcza rola świata nauki, doradcza wobec społeczeństwa rola ekspertów i mająca zapewniać wielopłaszczyznowe bezpieczeństwo swoim narodom rola rządów przestały funkcjonować. Instytucje te i ich przedstawiciele, en mass, przestali spełniać swoje podstawowe zadania i mówiąc wprost zdradzili swoich wyłącznych pracodawców- społeczeństwa, którym powinni służyć.

Społeczeństwa pozbawione rzeczywistych narzędzi kontrolnych, analitycznych, doradczych i ochronnych zostały pozostawione samym sobie, stając się łatwym łupem korporacji i polityków, powtarzających w autorytecie swoich urzędów globalistyczne narracje o „1,5-2 letnim okresie pandemii”, „niezbędnej powszechności szczepień”, „social distancingu” i „Nowej Normalności”, która nie wiadomo co ma oznaczać. Przynajmniej na razie.

Przez media, ekspertów, naukowców i polityków, którym powinniśmy ufać i których zadaniem jest społeczeństwa chronić jesteśmy obszczekiwani i zastraszani jak owce zaganiane przez wytresowane psy Border Collie prowadzące stado w kierunku wąskiej bramki za którą znajduje się Postpandemiczny Nowy Wspaniały Świat.

„Chcę 5G a nawet 6G w USA tak szybko jak to możliwe”

Już w lutym 2019 r. prezydent Donald Trump za pośrednictwem Twittera zapowiedział udział USA w wyścigu technologicznym deklarując wolę wprowadzenia technologii 5G a nawet 6G w swoim kraju tak szybko jak to tylko możliwe. Trudno orzec na podstawie jakich dokumentów i analiz składał tego typu deklaracje.

Pod koniec grudnia 2019 r. portal Rzeczpospolita w sekcji cyfrowa.rp.pl zamieścił ciekawy artykuł o systemie opartym m.in. na technologii 5G wdrażanym w Chinach od 2014 r., mającym przybrać „dojrzałą” formę w 2020 r. System ten „jest tworzony przez instytucje państwowe przy współpracy firm z sektora prywatnego”, m.in. przez „internetowych gigantów”.  Z tekstem zatytułowanym „1984 w 2020 roku. Rusza system totalnej kontroli miliarda ludzi” i szeregiem podobnych materiałów powinien zapoznać się każdy, kto zechce wziąć udział w jakiejkolwiek dyskusji na temat dobrodziejstw „błyskawicznego streamingu” czy „wpływie nowoczesnych technologii na życie człowieka”.

Okazuje się jednak, że 5G to już przeżytek, a chiński rząd i korporacje dla zintensyfikowania kontroli społecznej rozpoczęły już prace nad rozwiązaniami 6G. Zaskoczonych opisami bezsmartfonowych czasów z poprzedniego tekstu „Seryjny samobójca Liberalnego Kapitalizmu” odsyłam do kolejnego artykułu z Cyfrowej RP z początku listopada 2019 r., gdzie mówi się wprost o tym, że:

„O ile technologia 5G ma odpowiadać na zapotrzebowanie związane z internetem rzeczy, to 6G może być technologią świata postsmartfonowego. Świata, w którym poszczególne urządzenia codziennego użytku będą posiadały możliwość przetwarzania danych na ogromną skalę i w którym interface oparty na technologii rzeczywistości rozszerzonej pojawi się przed naszymi oczami, gdy go będziemy potrzebować.”

Nie mam pewności jakiego rodzaju interface będzie się pojawiał przed naszymi oczami w technologii 5G czy 6G, mam natomiast pewność, że to my, ludzie staniemy się częścią tego interface’u, dzięki czemu będziemy pojawimy się w czasie rzeczywistym online na monitorach kontrolnych zarządców Nowej Postpandemicznej Rozszerzonej Rzeczywistości. I to znacznie szybciej niż nam się wszystkim wydaje. 

 Jeżeli można zatrzymać rząd, to czy da się zatrzymać Świat?

W prowadzonych w ostatnich tygodniach rozmowach z analitykami politycznymi i doradcami ds. bezpieczeństwa nie udało mi się uzyskać rzeczowych i merytorycznych argumentów wykluczających tezę, że zorganizowanie „wydarzenia” takiego jak „pandemia COVID-19” w celu osiągnięcia konkretnych celów i korzyści polityczno-gospodarczych byłoby możliwe. Nie pojawiły się argumenty odnoszące się do skuteczności międzynarodowych czy lokalnych służb specjalnych, bezwzględnej dociekliwości mediów, rzetelności ekspertów czy niezłomniej uczciwości przedstawicieli medycyny i nauki, co powinno być podstawową paletą odpowiedzi. A tu nic z tych rzeczy! Zero wskazań!

Jedyny powtarzany zgodnie argument sprowadzał się do tego, że „przekraczałoby to możliwości organizacyjne i logistyczne organizatorów.” Czyżby?

Z polskiej perspektywy ostatnich kilku lat możemy przytoczyć cały szereg działań, będących wynikiem astroturfingu, który obejmuje: „pozornie spontaniczne, obywatelskie akcje lub inicjatywy podejmowane w celu wyrażenia poparcia albo sprzeciwu dla idei, polityka, usługi, produktu, wydarzenia, kiedy naprawdę kierują nimi specjaliści w zakresie PR.”

„Wydarzenie” pandemia COVID-19, z całym szacunkiem dla dotychczasowych ofiar, wygląda jak przykład globalnego działania astroturfinguowego, prowadzonego w bardzo nieudolny sposób.

Polskie służby specjalne wszelkich zestawów liter, nauczone doświadczeniem oficjalnie prowadzonych projektów mających na celu „zatrzymanie państwa i wyłączenia rządu”, ze szczególną dbałością i przezornością powinny zbadać zjawisko, które spowodowało nie tylko „zatrzymanie państwa” ale zamrożenie gospodarki i wielosetmiliardowe straty.

Analitycy i dziennikarze śledczy powinni zaś szukać odpowiedzi na tak banalnie proste pytanie: jeśli powstał i został opublikowany plan zatrzymania 38-milionowego kraju, to czy nie jest ze wszech miar prawdopodobne, że został sporządzony plan zatrzymania połowy 7.5 miliardowego świata? To, że w Polsce realizacja prowadzona przez nieudaczników poniosła klapę, nie oznacza wcale, że odpowiednio wyspecjalizowani i przeszkoleni fachowcy nie mogli takiej koncepcji zainicjować i przeprowadzić w Świecie Zachodu.

Czy to nie jest jedynie kwestia skali? Skalowania projektu? Skali wpływów, posiadanych zasobów i dostępnych środków? Co jeśli wpływy, posiadane zasoby i będące w dyspozycji środki są niemal nieograniczone? Czy projekt „pandemia COVID-19” nie sprowadza się do wywołania a następnie umiejętnego zarządzania kryzysem? Jeśli nie da się „zarządzać kryzysem i bezpieczeństwem” to znaczy, że uniwersytety okłamują swoich studentów, biorąc za to grube pieniądze.

Jeżeli szefostwo szanowanej, międzynarodowej organizacji mającej wpływ na zdrowie i życie miliardów ludzi mogło się dopuścić działań przychylnych konkretnym państwom i korporacjom, a jednocześnie stojącym w jawnej sprzeczności z interesami światowej społeczności, to jak mamy uwierzyć, że „zarządzanie kryzysem w skali globalnej celem osiągnięcia gigantycznych korzyści” jest niemożliwe?

Jak się okazuje, do „rządzenia światem” nie potrzeba wcale aż tak wielu ludzi.

USA- Chiny: wojna totalna albo strategiczny sojusz

W sytuacji, kiedy światem wstrząsają kryzysy, które jeszcze jesienią ubiegłego roku zgodnie z oficjalnymi narracjami były nie do pomyślenia, należy wziąć pod uwagę scenariusze, które dziś wydają się „wykluczone”, a jutro mogą się okazać „dziejową koniecznością”.

Warunkiem sine qua non dokończenia Rewolucji Pandemicznej 2020 i wprowadzenia Postpandemicznego Totalitaryzmu na skalę globalną jest albo wojna totalna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami albo zawarty pomiędzy tymi państwami strategiczny sojusz, któremu nikt już się nie oprze. Wojna totalna z pewnością okaże się o wiele bardziej kosztownym, obciążonym ryzykiem potężnych strat i znacznie mniej sterowalnym i kontrolowalnym procesem.

Dlatego znacznie bardziej prawdopodobnym rozwiązaniem będzie zawarcie strategicznego sojuszu pomiędzy obydwoma państwami. Aby to było możliwe niezbędna jest wymiana obecnej, nieprzyjaznej dotąd Chinom administracji, choćby poprzez uniemożliwienie wyboru nowego prezydenta jesienią 2020 r. Wariant ten mamy obecnie ćwiczony w Polsce, i wcale nie jest powiedziane, że do wyborów prezydenckich w naszym kraju w ogóle dojdzie. Pamiętajmy, że trzecią w kolejce do objęcia urzędu głowy państwa po Donaldzie Trumpie i Mike’u Pence jest Nancy Pelosi, reprezentująca Demokratów polityk, znana z ataków na obecnego prezydenta i wyjątkowo serdecznych uczuć do Chin.

Prezydent Trump „dosłownie walczy o swoje życie”

Gotowość współpracy z Chinami i korzystania z tamtejszych rozwiązań i technologii na kontynencie północnoamerykańskim już się pojawiły. Jak podaje w ostatnich dniach Business Insider „opracowana w Chinach próbna szczepionka na COVID-19 będzie produkowana i testowana w Kanadzie.” Co ciekawe szczepionka „została opracowana przez chińską firmę CanSino Biologics, która współpracuje z chińską armią” czytamy w tym samym artykule. Kanadyjski rząd, chińska armia i szczepionka na COVID-19? Czemu nie?!

W cytowanym tu wywiadzie dla Project Syndicate George Soros powiedział w kontekście współpracy nad zmianami klimatycznymi i szczepionką na COVID-19, że „Trwający konflikt między USA i Chinami komplikuje sprawy […] Fakt, że mamy dwa bardzo różne systemy rządów, demokratyczny i…. (Autokratyczny? Dodaje G.P. Schmitz) Racja. To sprawia, że ​​wszystko jest znacznie trudniejsze.” Pomimo dalszych zapewnień pana Sorosa o przywiązaniu do „demokratycznego otwartego społeczeństwa” trudno mieć złudzenia, że w Chinach nagle nastąpi zmiana systemu na demokratyczno- liberalny. Problem pozostaje zatem otwarty, tym bardziej, że Donald Trump podobno „dosłownie walczy o swoje życie”.

Konieczne będzie wywołanie fal wewnętrznych kryzysów w USA, w wyniku których stanie się możliwe rozbrojenie tamtejszego społeczeństwa i pełna implementacja cyfrowych systemów kontroli na wzór chiński. Wówczas Europa, która obecnie „stoi w obliczu szeregu egzystencjalnych zagrożeń” również będzie musiała skapitulować.

Dlatego późnym latem i wczesną jesienią uważnie spoglądajcie na Zachód, nad Europą i USA wypatrujcie stad Czarnych Łabędzi. Na Pandemicznej Rewolucji 2020 zyskają tylko ich hodowcy. Rozumiejąc logikę i mechanizmy obecnych wydarzeń możemy mieć pewność, że ptaki są już dobrze podkarmione i w każdej chwili gotowe do lotu.

SAD

Seryjny samobójca Liberalnego Kapitalizmu

A jeśli to wszystko przypadek? Jeśli to zbieg okoliczności? Może to koincydencja niefortunnych, nieprzyjaznych człowiekowi, niekorzystnych zdarzeń wymagających nadzwyczajnych działań, środków i wyrzeczeń? Może to jednak seria, początek serii samoistnie toczących się wypadków i procesów, którym nawet tytani nie będą mogli sprostać? Może to wcale nie jest żadna rewolucja a światem absolutnie nikt nie rządzi? To by dopiero była przygnębiająca perspektywa.

Trzeba dać sobie szansę zakwestionowania dotychczasowego sposobu myślenia, poważenia własnych twierdzeń, poddania w wątpliwość wniosków wysuwanych na podstawie ogólnodostępnych informacji. Media (dziennikarze, właściciele, wydawcy), eksperci, publicyści, politycy, liderzy korporacji, rządów i organizacji międzynarodowych od lat przecież kłamią. Jeżeli jednak kłamią, to dlaczego nie siedzą jeszcze w więziennych celach?

Dlaczego nie dostali wyroków po 150 lat jak Bernard Madoff, tylko szantażem, presją i groźbami prawnych represji zamknęli w domach 3 miliardy ludzi i zamrozili gospodarki połowy świata?

Kluczowe pytanie

Zasadnicze pytanie co do pandemii COVID-19 i towarzyszących jej procesów brzmi następująco: czy mamy do czynienia z przypadkowymi i niepowiązanymi ze sobą, spontanicznymi wydarzeniami, interakcjami i reakcjami na „pandemię”, czy też jesteśmy świadkami zaplanowanej, przygotowanej, przećwiczonej, skoordynowanej i konsekwentnie wdrażanej rewolucji a rebours, którą pozwoliłem sobie nazwać Rewolucją Pandemiczną 2020?

Implikacje wynikające z odpowiedzi na to pytanie mają znaczenie kluczowe.

Nie trzeba wcale znać nazwisk inspiratorów, kreatorów i zleceniodawców rewolucji, tak jak nie znane były nazwiska inspiratorów i zleceniodawców rewolucji bolszewickiej 1917 czy rewolucji seksualnej lat ’60 w trakcie ich trwania i w początkach tych wydarzeń. Gdy mamy do czynienia z procesem spontanicznym, przypadkowym, niekontrolowanym w skali globalnej, trudno jest uchwycić i ocenić jaki ostateczny kształt przyjmą te procesy. Finał obecnych wydarzeń jest oczywisty i przesądzony.

Można też rozpocząć akademicką dyskusję o tym, czy mamy do czynienia ze „spontanicznymi zjawiskami” czy „zamierzonymi działaniami”. Jednak jeśli coś wygląda jak wilk, porusza się jak wilk, wyje jak wilk, ma kły jak wilk, poluje i rozszarpuje zwierzynę jak wilk, to musi być wilk. Nazywanie go owieczką nie tylko w niczym nam nie pomoże, a znacząco przyspieszy nasz kres.

Niestety to, z czym już mamy do czynienia od wilka bardziej przypomina bestię.

Bez śladów i odcisków palców

Zamach musi wyglądać na przypadek, na zbieg okoliczności, na sekwencje nieplanowanych, niezwiązanych ze sobą zdarzeń, które mają doprowadzić do bezpośredniego strzału w skroń wolnorynkowego kapitalizmu i samopowieszenia się liberalnej demokracji w politycznym gabinecie. Oczywiście bez udziału osób trzecich. Nie tylko nie będzie wiadomo, kto jest zamachowcem, kto zleceniodawcą, ale samobójcy sami uprzejmie powycierają odciski palców z broni i usuną wszelkie ślady ze sznura. Winnych nie będzie.

Jeśli system oparty o reguły demokracji i wolnego rynku został spisany na straty i będzie ostatecznie likwidowany po kolejnych odsłonach pandemicznych wstrząsów, to jaki system społeczno-polityczno-gospodarczy jest dla nas szykowany? Chyba nie Społeczna Nauka Kościoła.

Trudno też uwierzyć, że wielcy tego świata likwidując jeden globalny system nie mają opracowanego do najmniejszych szczegółów nowego modelu funkcjonowania rzeczywistości. Gdyby naiwnie uznać, że zdają się na przypadek, na zbieg okoliczności, na spontaniczny proces, to znaczy, że nie nadają się do kierowania sprawami ludzkości.

A oni przecież tak niekompetentni i niefrasobliwi nie mogą być. Mają do dyspozycji najzdolniejszych ludzi, nieograniczone fundusze i technologie, o jakich nam się nawet nie śniło.

Ostrzeżenie: Jeśli czujesz się nieswojo, jesteś poruszony, zaskoczony, zaniepokojony czy zdezorientowany tym  co przeczytałeś powyżej- proszę, nie czytaj dalej. Łatwiej nie będzie.

Rewolucja a nie spontaniczny proces

Finałem zainicjowanych już, wspieranych przez media oraz ośrodki rządowe, regularnie podsycanych zjawisk i procesów będzie Postpandemiczny Totalitaryzm w skali globalnej z przejściowym stanem Nowej Normalności. I nie jest to perspektywa jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości, ale najbliższych kilku lat.

Przejawy oddziaływania nieznanego dotąd systemu Nowej Normalności na nasze życie są dla nas odczuwalne już dziś, dotyczą konkretnych obszarów życia, nad którymi będziemy tracić kontrolę i możliwość decydowania o nich. Presja na te właśnie obszary naszego codziennego funkcjonowania (o których więcej za chwilę) nie jest przypadkiem, będzie systematycznie zwiększana i coraz bardziej dotkliwa. Żebyśmy mogli się przyzwyczajać do nowego stylu życia.

Największy kryzys gospodarczy od 150 lat

Brytyjski Guardian w artykule z 8 kwietnia tego roku zatytułowanym „Kryzys finansowy z 2008 roku może się okazać próbą przed kataklizmem Covid-19” piórem profesora Uniwersytetu Harvarda stwierdza, że „krótkoterminowe załamanie globalnej produkcji może być większe od największej recesji ostatnich 150 lat.” Tego samego dnia portal BBC.com informuje o tym, że „spadek w handlu globalnym może być większy niż podczas kryzysu 2008 r.”

Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że rząd Stanów Zjednoczonych w 2008 roku wyasygnował 814 miliardów dolarów, a obecnie zadeklarował już dodatkowe wydatki rzędu 2 bilionów dolarów, to możemy zrozumieć powagę sytuacji.

Portal Businessinsider.com w dniu 09.04.2020 donosi o ostrzeżeniach Światowej Organizacji Handlu mówiących, że „pandemia koronawirusa może wykreować kolejną Wielką Depresję (Wielki Kryzys 1929 roku). Nie mniej szanowane źródła, jak Reuters, Forbes, Financial Times, New York Times czy BBC w pierwszej połowie kwietnia przytaczają wypowiedzi dyrektor zarządzającej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, byłej dyrektor generalnej Banku Światowego potwierdzające, że „pandemia może uruchomić najgorszą recesję od Wielkiej Depresji”, oraz, że „ekonomiczne uderzenie ze strony koronawirusa może być najgorsze od Wielkiej Depresji.”

Ministerstwo gospodarki Niemiec pod koniec kwietnia zmieniło prognozę ekonomiczną na rok 2020. Produkt krajowy brutto tego kraju ma się skurczyć o 6,3% w stosunku do 2019, co będzie najgorszym wynikiem gospodarczym RFN po II wojnie światowej. A kryzys pandemiczny na dobre się jeszcze nie zaczął.

Podobnych informacji, opinii, wypowiedzi i doniesień można znaleźć bez liku na oficjalnych stronach szanowanych instytucji, mediów i portalach rządowych.

Co ty wiesz o Wielkiej Depresji?

Jeśli jest przed nami kryzys większy od Wielkiej Depresji 1929-1933, określanej jako „największy kryzys gospodarczy w historii kapitalizmu”, warto zapoznać się z tym co nas czeka. Skalę gospodarczego tsunami obrazują wskaźniki, np. gigantyczny spadek produkcji sięgający ponad 50% w obydwu Amerykach, w Niemczech ponad 55%, w Polsce 46% i Czechosłowacji 42%.

Krach na amerykańskiej giełdzie przełożył się na spadek wartości przedsiębiorstw sięgającej blisko 90% w ciągu kilku lat. Według szacunków upadło ponad 30% banków.

Jak podaje Business Insider „15 mln dorosłych Amerykanów znalazło się bez środków do życia. Zarobki tych, którym udało się zachować pracę, spadły niemal o połowę, podobnie jak PKB.”

Czy coś ci to mówi?

Czy będziesz gotów pracować za 25-35% dotychczasowej pensji?

Jedna z moich znajomych w połowie marca, tuż po ogłoszeniu przez premiera Morawieckiego ograniczeń związanych z funkcjonowaniem placówek kultury, edukacji a potem biur, usług i handlu otrzymała od swojego stabilnego i ceniącego jej dokonania pracodawcy ofertę nie do odrzucenia: uruchomienie home office (przeniesienie pracy do domu), obcięcie pensji o 20% i odebranie jakiejkolwiek premii w najbliższym czasie. A kryzys jeszcze w ogóle się nie zaczął.

Jeśli chcesz sobie w pełni uświadomić jakiej rzeczywistości będziesz musiał stawić czoła w najbliższych latach, musisz sobie odpowiedzieć na jedno proste i bardzo ważne pytanie: czy jesteś gotów pracować za 25-35% tego co zarabiałeś do tej pory i utrzymać za to siebie i swoją rodzinę?

A gdy już odpowiesz sobie na to pytanie, to postaraj się dostosować swoje decyzje i działania do zadeklarowanej odpowiedzi.

Czym od obecnego różniły się poprzednie kryzysy?

To prawda, że wszystkie poprzednie kryzysy udało się przezwyciężyć. Tak było po I i II wojnie światowej, po Wielkiej Depresji, po kryzysie paliwowym lat ’70, kryzysach lat ’80 czy po kryzysie finansowym 2008 r.

Różnica polegała jednak na tym, że rządy stwarzały ramy prawne dające możliwości rozwoju przedsiębiorczości i biznesów. Obecnie, nieistotne z jakich powodów, ale nie tylko nie są poszerzane wolności i zachęty to aktywności gospodarczej, ale ograniczane, zamykane i likwidowane całe branże. Odbierane są podstawowe wolności osobiste, o czym jeszcze będzie poniżej, a ingerencja państwowych służb i instytucji w życie gospodarcze, społeczne i rodzinne systematycznie pogłębia się z każdą odsłoną „antykryzysowych tarczy”.

Dodajmy do tego totalny system kontroli cyfrowej każdej sfery naszego życia- zawodowej i osobistej. Każdej. A z niewolnika nie ma pracownika. Z niewolnika nie ma też ani przedsiębiorcy, ani podatnika. Kto w takim razie będzie spłacał te wszystkie długi rządów, podwojone budżety i z czego?

Powyżej opisany model dotyczy nie tylko Polski ale większości krajów gospodarki wolnorynkowej. Dlatego czekający nas krach będzie miał skalę globalną, nie lokalną.

Świata już nie stać na twój styl życia

Formuła wolnorynkowego kapitalizmu od lat była niewydolna. Szarpana konwulsjami regularnych kryzysów, teraz łapie ostatnie oddechy podłączona do gigantycznych kroplówek rządowych drukarni gotówki. I udaje, że jeszcze wszystko będzie dobrze. Nic już nie będzie dobrze. Nie będzie kawki w starbuniu, nowych najeczków, ajfoników, adidasków i wyjazdów na Teneryfę dwa razy do roku. Świata nie stać na przepłacanie za twój styl życia i roszczeniowe postawy. Nie przyzwyczajaj się. Nic już nie będzie takie samo.

To, na czym budowałeś swoją społeczną pozycję, zawodową karierę, przekonania, swoją wersję codziennej rutyny i weekendowej rozrywki, właśnie odchodzi do lamusa historii. Zużyło się, przestało działać i nie opłaca się już tego naprawiać. Stało się zbyt drogie w utrzymaniu. Skończyła się iluzja sytemu opartego na współdecydowaniu, wolności i własności.

To ostatnia taka wiosna, i ostatnie takie lato w tym stuleciu. Korzystaj póki możesz, zanim Stary Świat nie zostanie odłączony od systemu. Jesienią.

Gigantyczne transfery praw i dóbr

Dotychczasowe rewolucje były skierowane przeciwko ośrodkom władzy, autorytetom, kościołowi. Ich celem było głównie zainicjowanie transferów własnościowych, transferów władzy oraz zyskiwanie praw i poszerzenie obszarów wolności i swobód. Jednocześnie rewolucjoniści odbierali część władzy, przywilejów, praw i majątku tymże ośrodkom władzy, warstwom społecznym i autorytetom.

Obecna Rewolucja Pandemiczna 2020 to cicha rewolucja elit przeciwko społeczeństwu, rewolucja a rebours, mająca na celu odebranie majątku, przywilejów, praw, włącznie z prawem samodecydowania własnym losie, miejscu pobytu, zamieszkania, o własnym zdrowiu.

To rewolucja jest odwracająca bieg świata, odbierająca szerokim społecznym masom wszystkich klas i stanów zdobywane przez stulecia autonomie, majątki, możliwości współdecydowania o porządku społecznym, politycznym, gospodarczym państw i regionów. Elity odbierają co swoje, co uznają za przynależne tylko im.

Pandemia- najskuteczniejsza broń globalnego rażenia

Pandemia okazała się najskuteczniejszą bronią masowego rażenia o globalnym zasięgu, bardziej efektywną niż broń jądrowa, terroryzm islamski, bliskowschodni i afrykańscy uchodźcy / nachodźcy, ideologia LGBT wraz seksualizacją dzieci, masowa rozrywka, kult zdrowia, czy ekologizm i religia klimatyczna. Pandemia bije wszystkie te wynalazki na głowę i daje znacznie większą władzę nad zbiorową wyobraźnią niż dotychczasowe straszaki.

Nie oznacza to wcale, że powyższe narzędzia społecznej przemocy zostaną wycofane z obiegu- wręcz przeciwnie. Będą suplementowały kolejne odsłony pandemicznych wstrząsów, aż do szczęśliwego ustanowienia Nowej Wspaniałej Globalnej Normalności pod medyczno-cyfrowym nadzorem.

Przebiegunowanie Świata 2020

Być może nie wszyscy potrafią sobie wyobrazić jak będzie przebiegać i jakie skutki przyniesie Rewolucja Pandemiczna 2020 . Finał tego procesu można porównać do przebiegunowania świata.

Wraz z władzą, która teoretycznie znajduje się jeszcze „w rękach ludu”, w rękach wyborców, w sposób bezprecedensowy, w zaledwie kilka, może kilkanaście najbliższych miesięcy zostanie z powrotem wytransferowana do rządzących i finansowych elit, bez możliwości wpływania na ich decyzje przez kogokolwiek ze „społecznych nizin”.

Jeśli komukolwiek się wydaje, że „parlamentaryzm” i prawo do „wolnych wyborów” są stałymi i niezmiennymi elementami naszego świata, bo mamy przecież „demokrację”, „konstytucję”, „posłów i senatorów”, niech zaczeka jeszcze kilkanaście tygodni (nie tylko w Polsce, bo to jest trend europejski i światowy). Zobaczymy wówczas, że można rządzić bez potrzeby fatygowania szanownych posłów i senatorów.

Wariant „zdalnych głosowań” i pustych plenarnych sal mamy już przećwiczony. Teraz wystarczy pójść krok dalej i odłączyć posłom komputery.

Symboliczna reglamentacja podstawowych praw

Większość z nas niestety nie rozumie z jakich powodów wprowadzono szereg nakazów, zakazów i ograniczeń, nie tylko nie mających podstaw medycznych i logicznych, ale nawet takich, w których działanie nie wierzył wprowadzający je minister zdrowia, profesor nauk medycznych. Tym, którzy myślą, że wynikają one z nadmiernej zapobiegliwości, przesady, ignorancji czy zwykłej głupoty zalecam zapoznanie się z katalogiem praw, których dotyczyły te zakazy.

Czego odmówiono i co ograniczono „wolnym ludziom” w „liberalnej demokracji”? Prawa do poruszania się i wyboru miejsca pobytu, prawa do opuszczenia terytorium RP, prawa do nauki, prawa do pracy, prawa prowadzenia działalności gospodarczej, prawo wolności i ochrony tajemnicy komunikowania się, prawa zgromadzeń, prawo do ochrony zdrowia, prawo do równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej, prawo do zachowania nietykalności cielesnej.

Złamano zakaz poddawania obywateli eksperymentom medycznym (noszenie maseczek). Wreszcie rzesze wiernych w katolickiej Polsce zmuszono do nieuczestniczenia w praktykach religijnych. Rząd nie podejmuje też stosownych działań celem zapobiegania wprowadzania cenzury prewencyjnej w środkach społecznego przekazu (media społecznościowe).

To nic innego jak zestaw nakazów, zakazów i ograniczeń, które na stałe, już „na poważnie” wypadną z katalogu tego co będzie wolno w Postpandemicznym Totalitaryzmie.

I co? Czy ktoś protestował? Ktoś walczył z policją? Rozdzierał szaty?

Postkonsumpcyjne społeczeństwo zniesie znacznie, znacznie więcej. Bez protestu czy nawet bez zadawania zbędnych pytań. Już wkrótce większość ustawi się karnie w kolejce po swój indywidualny, podskórny numer IP.

Co ty wiesz o pandemii?

Okazuje się, że o pandemii i nowym koronawirusie wiemy naprawdę nie wiele. 

Portal Vox.com opublikował listę 11 podstawowych pytań, na które pomimo trwającej niemal pół roku „epidemii / pandemii” (wliczając w to Chiny) nie znamy rzeczowych odpowiedzi (info. za red. Gadowskim). Bez odpowiedzi na te pytania rządy wielu państw podjęły decyzję o zamknięciu społeczeństw w domach i zamrożeniu gospodarek.

Niemiecki ekspert dr med. Wolfgang Wodarg pisze już wprost, że „COVID-19 to sprawa dla detektywów z zakresu medycyny.” (za portalem DoRzeczy.pl). Detektywi medyczni to zdecydowanie za mało. Za kwestię pandemii powinny zabrać się służby specjalne państw cywilizowanego świata. Chyba, że są zbyt zajęte pilnowaniem interesów korporacji i finansowych elit, skoro konstytucyjny minister polskiego rządu powtarza bezrefleksyjnie narrację lidera szczepionkowego biznesu.

O pandemii COVID-19 wiemy tyle, że jest odpowiedzialna za spowodowanie największego, ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego od 150 lat.

„Kto będzie kontrolował 5G, ten będzie kontrolował świat”

Pomimo ogólnoświatowej pandemii prace nad wdrażaniem technologii wymyślonej przez Chińczyków jako narzędzie kontroli społeczeństwa idą pełną parą, również w Polsce (pisałem o tym w dwóch poprzednich tekstach). Jeszcze w grudniu 2019 r. dziennik Rzeczpospolita pisał, że „System ten jest wdrażany w Chinach od 2014 r. […] W 2020 roku ma zostać wdrożony w „dojrzałej” formie tzw. system zaufania społecznego, który pozwoli władzom na bezprecedensową kontrolę nad ponad miliardem ludzi oraz tysiącami spółek.”

Miliard ludzi i tysiące spółek pod stałą kontrolą chińskiego reżimu w czasie rzeczywistym online. W sierpniu 2019 r. portal Forsal.pl napisał, że „Kto będzie kontrolował 5G, ten będzie kontrolował świat.” Nie wiem na ile autor zdawał sobie sprawę jak bardzo zbliżył się do prawdy.

Świat Zachodu, w tym Polska i Europa muszą podążać śladem Chin. Muszą Chiny wyprzedzić. Nie mają innego wyjścia. Kryzys pandemiczny, daje niebywałą szansę na błyskawiczne wdrożenie tej technologii poza jakąkolwiek społeczną kontrolą. Jednocześnie staje się koniecznością dziejową, żeby pogrążone w kryzysie społeczności państw zachodnich móc w pełni kontrolować.   

„Znajdujemy się w rewolucyjnym momencie, w którym to, co byłoby niemożliwe lub nawet niewyobrażalne w normalnych czasach, stało się nie tylko możliwe, ale prawdopodobnie absolutnie konieczne”- powiedział George Soros w wywiadzie dla Project Syndicate 11.05.2020 r.

Ile nowych miejsc pracy wygeneruje 5G i dla kogo?

Czy polski rząd, który w 2018 przyjął strategię Polska 5G (można tam znaleźć wiele ciekawych informacji i danych), a jesienią 2019 r. podpisał umowę z operatorami telekomunikacyjnymi zawiązującą spółkę #Polskie5G opracował jakiekolwiek projekcje, analizy, kalkulacje, prognozy na temat tego w jakich działach i sektorach gospodarki oraz w których dokładnie branżach wprowadzenie tej technologii przysporzy nowych miejsc pracy, a ile tych miejsc pracy zabierze?

Ilu nowych bezrobotnych w handlu, usługach, produkcji, transporcie w perspektywie kolejnych 3-5 lat wygeneruje wdrażana w trybie ekstraordynaryjnym, bez kontroli i dyskusji społecznej technologia, która „daje władzę nad światem”, ma „zrewolucjonizować biznes” i nasze życie?

Te pytania należy skierować do ministrów rozwoju, cyfryzacji, oraz rodziny, pracy i polityki społecznej.

System ekspercki zdradził społeczeństwa

Przedstawiciele systemu eksperckiego en mass zdradzili swojego głównego pracodawcę. Świat nauki, świat medycyny, świat mediów, nie mówiąc już o politykach- zdradzili społeczeństwa, którym  powinny służyć. Uczciwa, rzetelna praca na rzecz tych społeczeństw jest jedyną racją bytu tychże ekspertów- nie ma innego moralnie uzasadnionego powodu ich istnienia. Jednak system ekspercki nie docieka, nie bada, nie wnika, nie dostrzega, nie informuje i nie alarmuje o czekającym państwa zachodnie kataklizmie. Świat ekspercki utrzymuje społeczeństwa w błogim uśpieniu, wykonując zlecenia na rzecz korporacji i rządów, które w większości i tak już bardziej reprezentują interesy korporacji niż swoich wyborców.

Gross świata lekarskiego, inżynierskiego, medialnego i prawniczego sprzymierzyła się z korporacjami farmaceutycznymi i technologicznymi przeciwko ludzkości. Dla zysku i władzy opracowują i wdrażają technologie działające na szkodę tych, których powinni chronić i których powinni wspomagać. Pozostali „eksperci” w swej masie milczą dla świętego spokoju i czasowego zachowania stanowisk. Wszyscy zgodnie kierują nas w stronę Nowej Normalności, której finałem będzie Postpandemiczny Totalitaryzm. Czyżby o tym nie wiedzieli? Teraz już wiedzą.

Nowa Zelandia- inkubator Nowej Normalności

Jednym z poligonów Pandemicznej Rewolucji 2020 staje się Nowa Zelandia. W związku z „pandemią COVID-19” policja otrzymała tam specjalne uprawnienia, polegające m.in. na tym, że ma prawo wejścia do prywatnego domu bez nakazu oraz dokonania przeszukania nieruchomości i własności prywatnej bez podania przyczyny, gdyby istniało „przekonanie że łamane są reguły” związane z pandemią. Policja może po prostu wejść na posesję i dokonać przeszukania na podstawie „przekonania”, czyli widzimisię policjanta.

Policja może również decydować o zamykaniu pomieszczeń i dróg dojazdowych, zakazywać podróżowania lub nakazywać pozostanie w domu. Bez prokuratorskich nakazów czy wyroków sądowych. Na postawie „przekonania o łamaniu reguł” związanych z pandemią.

W Nowej Zelandii według oficjalnych statystyk na „COVID-19” zmarło 21 osób.

Spisek żarówkowy vs spisek szczepionkowy

Czym był spisek żarówkowy i jakie miał konsekwencje dla systemu produkcji, handlu i sektora bankowego każdy może sobie sprawdzić, poczytać, obejrzeć filmy. „Zaprojektowana awaryjność” czyli celowe i świadome ograniczenie trwałości produktów już w fazie ich opracowywania, to nic innego jak świadome oszustwo producentów, banków i firm handlowych. Dla zysku.

Spisek żarówkowy dotyczy od lat każdego sektora i branży, od sprzętu RTV i AGD, po samochody, komputery i telefony. Jak to możliwe, że Mercedesem czy Volvo z lat ’70 można było jeździć 40 lat i działał niemal bezawaryjnie. Podobnie lodówki, telewizory, drobne AGD też nie chciało się psuć przez dziesiątki lat. I co się nagle stało? Inżynierowie i konstruktorzy pomimo postępu technologicznego i materiałowego zidiocieli? Zapomnieli jak buduje się trwałe, dobre, bezawaryjne i użyteczne rzeczy?

Podobnie rzecz się ma z jedzeniem. Jak to, co możemy obecnie kupić w sklepie porównać z tym, co mogliśmy kupić w latach ’60, ’70 czy ’80 nawet za głębokiej komuny? Czy to, co kupujemy obecnie w sklepach, nafaszerowane pestycydami, antybiotykami, glutaminianem sodu, sztucznymi aromatami i gumą arabską można jeszcze nazwać jedzeniem?

Jeśli wiemy, że projektanci, producenci, banki, rządy, eksperci, media dla zysku i kontroli okłamują społeczeństwa w sprawie żelazka, pralki, odkurzacza, kurczaków czy szynki, to dlaczego mieliby się zachować wobec nas uczciwie w sprawie szczepionek? W sprawie „ostatecznego rozwiązania” jak szczepionki nazywa sam Bill Gates.

Szczepionki wielozadaniowe

Tym bardziej, że prawdopodobnie wcale nie chodzi tu o szczepionki ale o wymuszenie społecznej zgody na nieograniczony dostęp do naszych ciał dla firm medycznych, farmaceutycznych i technologicznych, tak żeby zyskały one pełne prawo ingerowania w nasze ciała, czy wprowadzania substancji i technologii w  formie ciekłej lub stałej- płyny modyfikujące dna, implanty, podskórne mikroprocesory. Wszystko to z wykorzystaniem szantażu, zastraszenia i przemocy prawnej, bez możliwości dyskusji społecznej i bez społecznej zgody.

Jeśli jeszcze do kogoś nie dotarło po co narzucono nam nakaz noszenia maseczek, w których skuteczność ochronną nie wierzy sam prof. nauk medycznych minister zdrowia, to powinien zdać sobie sprawę, że to tresura, wyrabianie w nas zbiorowego nawyku, przyzwyczajenia, przekonania, że nie jesteśmy dysponentami własnego ciała. Że nie mamy prawa decydować o tym, jakie procedury medyczne będą nam aplikowane i na nas realizowane. To wstęp do zbiorowego przyzwolenia na medyczno-technologiczne eksperymenty, w niedalekiej przyszłości przewidziane dla nas wszystkich.

Na koniec pytanie otwarte do polskich władz: czy nasz rząd zamierza kupować szczepionki od ludzi jawnie propagujących i promujących satanizm w mainstreamowych mediach? Jeśli pan minister Szumowski lub jego zastępcy nie wiedzą o co chodzi, uprzejmie proszę o kontakt na priv.

Każdy musi mieć swoje IP

Tak jak napisałem powyżej, w akcji propagandowej inicjowanej przez koncerny farmaceutyczne i technologiczne, a przy tym publicznie wspieranej przez rządy wcale nie chodzi o „szczepionki”. Chodzi o wymuszenie społecznej i prawnej zgody, a nawet nakazu na nieograniczony dostęp do naszych ciał z uwagi na kolejne „pandemie” i sytuacje zagrożenia. Już wprost mówi się nie tylko o „tworzeniu odporności” ale o systemach kontroli i systemach płatniczych implementowanych w nasze ciała. To wymuszenie zgody na powszechne eksperymenty medyczne i technologiczne na ludziach w skali globalnej- nie miejmy co do tego żadnych wątpliwości. Raz złamana bariera, wymuszona i zatwierdzona prawnie zgoda na „pandemiczne szczepionki” będzie owocować kolejnymi „niezbędnymi zabiegami i modyfikacjami” niedoskonałego ludzkiego ciała.

Pamiętajmy, że Bill Gates, który zadeklarował wyprodukowanie 14 miliardów szczepionek (po 2 na obywatela świata), globalne zaczepianie ludzi nazywa w publicznych mediach „rozwiązaniem ostatecznym”. Bo tak prawdopodobnie ma być w istocie.

Jednostki, społeczeństwa, służby specjalne, policje i rządy mają siedzieć cicho, gdy całej populacji będą aplikowane zmienione genetycznie substancje i technologie umożliwiające automatyczne śledzenie, monitorowanie i namierzanie online dzięki sieci 5G.

Z tej klatki nie wyjedziemy już nigdy. Gdy system zostanie domknięty będziemy mogli tylko pozazdrościć Żydom egipskiej niewoli i pobratymcom Spartakusa- czasów rzymskich. W Nowym Wspaniałym Świcie jakikolwiek „bunt” czy „powstanie” nie będą po prostu możliwe z uwagi na technologiczny nadzór i medyczną kontrolę.

Jeśli w najbliższych kilkunastu miesiącach każdy miałby dostać swój numer IP wstrzyknięty pod skórę, to bez sensu wydaje się wdrażanie projektu „elektronicznych dowodów osobistych”. I tu brawa dla naszego rządu za wygenerowanie oszczędności- to byłoby niepotrzebne dublowanie systemów.

Życie w chmurze

Gdy każdy otrzyma już swój numer IP pod skórę, będzie rozpoznawalny i widoczny w sieci. Jego dane, z prędkością 100 razy szybszą niż obecnie będą gromadzone i archiwizowane w czasie rzeczywistym w „chmurze” w ogromnych klastrach „big data”. Sztuczna inteligencja z wykorzystaniem „deep learning” będzie monitorować i nadzorować anomalie, nieprawidłowości czy nagłe zburzenia w systemie. Stacje i nadajniki naziemne 5G rozmieszczone co kilkadziesiąt metrów, a prawdopodobnie „już niedługo w każdym domu” wspomagane kilkudziesięcioma tysiącami satelit E. Muska będą śledzić online każde urządzenie, każdy nr IP, a więc również i każdego z was.

Pieśń przyszłości? Ależ skąd! To czekająca tuż za progiem teraźniejszość! Te systemy są już w pełni operatywne i działają w Chinach, trzymając 1,4 miliarda ludzi za twarz. I tam nie podskoczy nikt, bo natychmiast zostanie namierzony i odłączony od systemu wraz ze swoim IP i „śladem węglowym”.

Na tym właśnie polega nowa technologia 5G i internet rzeczy: 100 razy szybsza, pozwalająca na błyskawiczną wymianę danych w czasie rzeczywistym. To dlatego obecnie samochody autonomiczne i autonomiczne drony rozbijają się o drzewa- transfer danych jest za wolny. Sieć 5G wyeliminuje ten problem i pozwoli wypuścić w naszą przestrzeń eskadry i szwadrony bezobsługowych latających i jeżdżących urządzeń. Dla naszego dobra i naszej korzyści, oczywiście.

Wiemy już kiedy zamkną Twittera, Facebooka i odbiorą smartfony

Facebook, Instagram, YouTube czy Google oraz pozostałe platformy zebrały już wystarczającą ilość danych na temat jednostek i społeczeństw. Niczego nowego już się o nas nie dowiedzą. Na dziś dla systemu kontroli i rozbudowanego aparatu władzy stwarzają one znacznie większe zagrożenie niż pożytek. Pomimo cenzury, pozwalają na społeczną komunikację, wymianę informacji, identyfikowanie, opisywanie, ekspozycję zjawisk i problemów. Poza tym, że są narzędziem kontroli, stanowią również narzędzie wymiany informacji, a to jest sytuacja niezwykle niebezpieczna dla będącego ciągle w fazie budowy nowego układu.

Należy przy tym pamiętać, że największego zagrożenia nie stanowią wcale „aplikacje śledzące” instalowane na używanych przez nas urządzeniach. „Po uruchomieniu sieci 5G nie będzie już potrzeby instalowania wielu aplikacji na smartfonach, bo dzięki szybkiej prędkości i wysokiej przepustowości transmisji danych będziemy korzystać z nich w chmurze”- stwierdzają eksperci z portalu interia.pl w artykule z połowy lipca 2019 r.

Za chwilę urządzenia fizyczne, takie jak smartfony i laptopy staną się bezużyteczne z punktu widzenia inwigilacji i nadzoru. Wystarczy posiadanie indywidualnego adresu IP, a system czujników i stacji nadawczych błyskawicznie wychwyci i należycie obsłuży delikwenta. Wszystkie operacje będą dokonywane w czasie rzeczywistym w „chmurze” na indywidualnym koncie abonenckim.

Co ty wiesz o communication distancing’u?

„Social distancing” jest przygotowaniem mas społecznych do nowej rzeczywistości, w której standardem będzie „communication distancingu”. Obecnie dostępne i wydające się nam oczywistymi metody komunikowania się społecznego zostaną zwyczajnie wyłączone, ponieważ przestały już przynosić korzyści, dostarczać nowych informacji o użytkownikach, a zaczęły stanowić coraz większe zagrożenie dla projektu Nowej Normalności.

Kiedy to nastąpi? Myślę, że pierwsze poważne „awarie” mediów społecznościowych i komunikacji telefonicznej (a najprawdopodobniej i energii elektrycznej- patrz wyłączane elektronie atomowe w Niemczech i wyłączane obecnie kopalnie w Polsce) mogą nastąpić podczas drugiej „fali pandemii” już jesienią i zimą tego roku, kiedy to ludzie ponownie „odizolowani” we własnych domach będą jeszcze chcieli masowo korzystać ze starej normalności.

Seria „katastrof” wynikających z „przeciążenia sieci i serwerów”? To się przecież czasem zdarza.

Drony nie odmawiają wykonania rozkazu

Drony przechodzą pozytywnie testy nie tylko w dostarczaniu paczek z Amazona. Dziennik Rzeczpospolita w artykule z grudnia 2019 opisuje testy latającego modelu wyposażonego w karabin maszynowy, trafiającego w 15-centymetrowy obszar z odległości 200 metrów. „Wkrótce będzie on w stanie brać na cel obiekty oddalone o więcej niż 400 metrów”- deklaruje producent.

Na tym polega przewaga technologiczna Rewolucji Pandemicznej 2020. Planuje się, że do 2022 roku światowa sieć 5G wspomagana 42 tysiącami satelitów E. Muska będzie mogła obsłużyć ponad 28 miliardów urządzeń (po 3 na obywatela + indywidualne IP). Do spacyfikowania społecznych buntów nie będzie już potrzebna armia ani policyjne służby. Wystarczą drony.

Jeśli ktoś nie wierzy, że w „świecie zachodu” dopuszcza się eliminowanie cywili, niech przejrzy statystyki i obejrzy materiały filmowe z trwających ponad rok protestów Żółtych Kamizelek we Francji, gdzie wg oficjalnych danych zginęło 11 osób. A to przecież były przejawy strajków, nie rewolucji.

Zachodnie społeczeństwa mają, póki co, przewagę liczebną nad tutejszymi elitami. Nie da się też wykluczyć buntu uzbrojonej siły żywej w przypadku zbyt drastycznych dyspozycji skierowanych przeciwko społecznościom. Jednak wprowadzenie systemów 5G i ograniczenie praw w wyniku kolejnych fal kontrolowanych kryzysów (czarnych łabędzi) tę przewagę liczebną i częściowo militarną zniwelują.

W Chinach dzięki nowym technologiom udaje się kontrolować ponad 1,4 miliardami ludzi, zatem w Europie nie powinno być problemów z zapanowaniem nad 750 milionami potulnych osobników wychowanych w duchu politycznej poprawności.  

Jeżeli chcemy się dowiedzieć jaki będzie postpandemiczny ustrój społeczno-polityczno-gospodarczy przyjrzyjmy się uważnie współczesnym Chinom pod kątem cyfrowej kontroli ludności, pomnóżmy to przez dwa, dodajmy do tego zapaść gospodarczą, policyjno-wojskowy terror, i społeczne zamieszki wynikające z rodzącego się sprzeciwu wobec Postpandemicznego Totalitaryzmu. Gdy dodamy do tego czynnik islamski w Europie i bliskość Afryki, otrzymamy scenariusz jak z katastroficznego filmy science fiction. I nie jest to wizja nieokreślonej przyszłości, ale prawdopodobnie obraz Starego Kontynentu za rok, góra dwa lata.

Społeczeństwa dezaktywowane małymi krokami

Czy to możliwe? Jak to możliwe? Jak to się może stać? Przecież nie mogą nam wprowadzić nowego systemu bez naszej wiedzy, poza naszą zgodą, tak?  Ludzie przecież będą się buntować, będą się bronić, będą protestować, wyjdą na ulicę, nie wybiorą tych, którzy będą próbować stosować takie sztuczki.

Ani w połowie marca, ani w połowie kwietnia, ani nawet w połowie maja, kiedy gospodarki cywilizowanego świata nieubłaganie idą na dno, nie protestuje prawie nikt. Autorytety milczą, publicyści zajmują się odwracaniem uwagi i zabawianiem gawiedzi, politycy zapewniają, że wszystko będzie dobrze. Tymczasem kawałek po kawałku odbierane są nam kolejne prawa i wpływ na podejmowane decyzje, przy jednoczesnej aprobacie i wspieraniu budowy cyfrowego więzienia bez krat i klamek. Jakże dumny był premier Morawiecki z zapowiedzi inwestycji Microsoftu w największe w Europie Środkowo-Wschodniej centrum baz danych.

Poszczególne państwa zaczynają rozbrajać swoich obywateli- Kanada i Nowa Zelandia wprowadziły właśnie restrykcje dotyczące posiadania broni. Najtrudniej pójdzie z Amerykanami, ale i tam prawdopodobnie uda się opracować serię poważnych kryzysów i wygenerować listę istotnych powód, żeby rozbroić społeczeństwo.

Postawiłbym dolary przeciwko orzechom, że wyborów prezydenckich 2020 w USA po prostu nie będzie. Kolejne fale pandemii, innych kryzysów i potencjalnie nieoczekiwane dziś kłopoty prezydenta i wiceprezydenta mogą wykreować sytuację podobną do tej obecnej w Polsce. Niemożliwe? A kto da sobie uciąć rękę, że wybory prezydenckie w Polsce jeszcze się odbędą? Ja nie.

Wielka orkiestra heroldów Nowej Normalności

Od Nowego Yorku i Ottawy, przez Londyn, Paryż, Berlin po Warszawę premierzy, prezydenci, ministrowie w autorytecie swoich urzędów ogłaszają swoim społeczeństwom, że „po pandemii wkroczymy w Nową Normalność”. W nowe CO?

Co to za system prawny, polityczny, społeczny i gospodarczy ta Nowa Normalność? W których paragrafach ustaw zasadniczych został on opisany? Nowa Normalność? A co się nagle stało ze starą normalnością, panowie i panie przywódcy narodów? Czy ktokolwiek raczył wytłumaczyć to swoim obywatelom? Faktycznie, jest pewien kłopot. Bo jak tu powiedzieć ludziom wprost: jesteście prowadzeni w Totalną Niewolę.

Okazuje się, że żeby rządzić całym kapitalistycznym światem wcale nie potrzeba tak wielu ludzi.

Totalitaryzmu nie wprowadza się przez aklamację

Rewolucje nie są zatwierdzane w jawnych głosowaniach. Decyzje o nich podejmuje się w zaciszu gabinetów na najwyższych szczeblach. Dotychczasowe rewolucje prowadzone były z wykorzystaniem mas ludzkich celem poszerzenia ich praw wobec świeckich i kościelnych ośrodków władzy, oraz zyskania przywilejów majątkowych w relacji do tych, którzy majątki posiadali. Obecna rewolucja prowadzona jest z wykorzystaniem kryzysów (czarnych łabędzi), globalnych korporacji, masowych mediów, zaawansowanych technologii i rządów poszczególnych państw będących na usługach tychże korporacji. Same korporacje działają oczywiście per procura.

Nowy system zostanie wprowadzany za pomocą terapii szokowych, tak jak lockdown w tym roku. Nie będzie żadnych protestów, sprzeciwów, marszów, antykorporacyjnych czy antyrządowych wystąpień, tak jak nie było ich w marcu 2020 roku, kiedy 3 miliardy ludzi zamknięto w domach i odebrano im podstawowe prawa.

Teraz scenariusze będą bardziej precyzyjne, a skuteczność aparatu represji o wiele większa.

Trzy alternatywne ścieżki dojścia, jeden finał

Do systemu Postpandemicznego Totalitaryzmu istnieją trzy ścieżki dojścia. Po pierwsze ścieżka „czarnych łabędzi”, powtarzających się jeden po drugim fatalnych w skutkach kryzysów, z których każdy będzie wymagał od społeczeństw kolejnych rezygnacji i wyrzeczeń, a rządom i korporacjom będzie przekazywał coraz więcej majątku i praw. Podobnie jak w marcu tego roku, pewnego dnia, np. wiosną po przygnębiającej i długiej zimie, premierzy i prezydenci Zachodniego Świata będąc w sytuacji przymuszonej, nie mając oczywiście innego wyjścia, w jednym czasie ogłoszą kolejny etap normalności: Postpandemiczny Totalitaryzm. Wszystko dla dobra ludzkości.  

Druga ścieżka to otwarty, globalny konflikt zbrojny. W wywiadzie dla jednego z portali w lipcu 2019 r. dr Jacek Bartosiak, geostrateg, analityk, szef think-tanku powiedział wprost: „Upada świat, w którym żyliśmy przez ostatnie 30 lat. Jego architekt musi złamać swoje dotychczasowe zasady, żeby utrzymać pozycję. Handlowe starcie USA z Chinami może się przerodzić w regularną, tradycyjną wojnę.”

Wiadomo, że po każdym konflikcie zbrojnym muszą nastąpić kryzysy, epidemie i pandemie. Po fazie globalnej wojny wejdziemy w fazę „czarnych łabędzi”, która doprowadzi nas do Postpandemicznego Totalitaryzmu. Kółko się domknie.

Trzecia ścieżka, dająca z pozoru pewne szanse i nadzieje, to ścieżka negocjacji nowego społecznego ładu przy pełnej świadomości i z aktywnym udziałem społeczeństw. Zwykli ludzie, mając przed sobą jasno określoną perspektywę kilkunastoletniej biedy i alternatywną cyfrową, totalną niewolę, zapewne wybraliby wariant pierwszy. Z tym, że wówczas, jak się domyślam, ceną takiego rozwiązania musiałoby być rozliczenie „hodowców czarnych łabędzi” oraz rozliczenie majątków możnych tego świata.

Ale możni tego świata nigdy nie zgodzą się na utratę władzy, pieniędzy, pozycji i przywilejów.

Hodowcy czarnych łabędzi muszą pozostać bezkarni

W swojej teorii Nassim Taleb Czarnym Łabędziem nazywa zjawisko łączące niską przewidywalność ze znacznymi skutkami dla otaczającej nas rzeczywistości. Do takich nadzwyczajnych wydarzeń można zaliczyć rewolucję bolszewicką, I i II wojnę światową, ataki na WTC, zamachy w Paryżu i Nicei. Większość z tych wydarzeń zmieniła relacje społeczne, polityczne i gospodarcze w wymiarze lokalnym bądź globalnym. Zamachy z 2001 w USA czy z 2015 (Paryż) i 2016 (Nicea) dały władzom amerykańskim i francuskim pretekst do zaostrzenia prawa aż po stan wyjątkowy, którego regulacje już na dobre weszły do codziennego ustawodawstwa Stanów Zjednoczonych i Francji. Wyjątkowe okoliczności stwarzają władzy nadzwyczajne możliwości.

A jeśli odwrócimy sytuację? Jeśli teoria Czarnego Łabędzia, mit  o tym, że żyjemy w zupełnie nieprzewidywalnej rzeczywistości jest w większości przypadków kompletną bzdurą i bajką dla ciemnych mas? Jeśli jedynym powodem, dla którego musimy wymyślać podobne historie jest niemożliwość wciągnięcia konsekwencji karnych i finansowych wobec hodowców Czarnych Łabędzi? Jeśli reprezentujące nas władze i służby wobec tych hodowców są bezradne, czy nawet bezkarność im zapewniają?

Ilu biznesmenów na wysokich stanowiskach poniosło prawną i finansową odpowiedzialność za wykreowanie kryzysu 2008 r.? Czy potentaci finansowi nie rozumieli, że reprezentowane przez nich firmy i korporacje obracały fikcyjnymi, nie mającymi realnej wartości i szkodliwymi dla gospodarki instrumentami finansowymi? Ile globalnych instytucji finansowych zapłaciło odszkodowania lub zbankrutowało? Ilu bankierów i menadżerów odsiaduje nadal wieloletnie wyroki?

Stada Czarnych Łabędzi będą atakować rynki, gospodarki, społeczeństwa i rządy. Gdy w grę wchodzą możliwości manipulacji pogodą i masowe zarządzanie ludzkimi lękami, paleta opcji jest coraz większa. Łowcy Czarnych Łabędzi tracą czas na wielostronicowe analizy zjawisk i przypadków, zamiast skupić się na eliminacji ich hodowców. Dopóki kryzysy będą przynosić ich kreatorom krociowe zyski, ogromne transfery kapitału i władzy, przy zapewnieniu nietykalności i bezkarności, Czarne Łabędzie będą wypuszczane stadami a ich hodowcy będą mogli liczyć zyski i spać spokojnie. Doprowadzone do stanu histerii i granic psychicznej wytrzymałości masy ludzkie- wręcz przeciwnie.

W porównaniu do czekających nas prawdopodobnie krachów i kryzysów, z perspektywy czasu Czarny Łabędź pandemii COVID-19 może się nam wydawać gołąbkiem pokoju.

Żaby wypuszczone z garnka na deszczyk, na słoneczko

Społeczeństwo nie jest jeszcze nawykłe do permanentnego terroru, dlatego pokrywka od garnka została na chwilę uchylona i podgrzanym solidnie żabom pozwolono wyskoczyć na wiosenny deszczyk i zbliżające się letnie słoneczko. Przewiduję jednak, że nie będzie to radość zbyt długotrwała.

Masom ludzkim pozwoli na chwilowy oddech. Rozgrywający zyskali trochę czasu na przegrupowanie sił i doprecyzowanie scenariuszy. Dlatego trzeba cieszyć się tym co jest. Do wakacji dzieci nie wrócą już do szkoły. Obawiam się, że we wrześniu również nie. W połowie lipca może nastąpić ściągnięcie cugli i przygotowanie do jesiennego sezonu. Nastąpią pierwsze przyloty stad czarnych łabędzi. Z wielu kierunków i destynacji.

To prawdopodobnie ostatnia taka wiosna i ostatnie takie lato w tym stuleciu. Korzystajcie.

Wolę się mylić niż popełnić grzech zaniechania

Można też postawić pytania czy wyciągane tu wnioski nie są nazbyt radykalne, zbyt pochopne, czy do konkluzji nie skaczemy zbyt pospiesznie, popełniając przy tym podstawowe błędy konfirmacji?

Z uwagi na, delikatnie mówiąc, nadzwyczajne w dotychczasowej historii Europy i Świata zjawiska, pozwalam sobie postawić nieco inne pytania: czy nie za dużo tych „przypadków”? Czy konsekwencje społeczno-polityczno-gospodarcze dla całej populacji nie są potencjalnie zbyt poważne? Czy nie mamy do czynienia ze zjawiskami nazbyt niebezpiecznymi, wręcz rewolucyjnymi, rekonstruującymi dotychczasowy porządek rzeczy, a jednocześnie odbywającymi się bez udziału społeczeństw, z siłowym, represyjnym wyłączeniem społeczeństw z debaty nad „końcem zachodniej cywilizacji”?

W kontekście zjawisk i wydarzeń, które jeszcze 3-4 miesiące temu byłby nie do pomyślenia i musiałyby wywołać oburzenie i zgrozę, a dziś przyjmowane są jako oficjalne rządowe scenariusze, stawiane w tym tekście pytania wydają się być mocno złagodzone. Chociaż już za chwilę może nie być czasu, miejsca i sposobności na jakąkolwiek dyskusję.

Całe szczęście w przyszłym roku będzie koniec świata

Co do opisanych powyżej wydarzeń i faktów nie może być wątpliwości- ich prawdziwość jest weryfikowalna nawet przez niezbyt rozgarniętego stażystę w dowolnej redakcji czy biurze analiz.

Co do smutnych wniosków płynących z tychże faktów i zjawisk, bardzo chciałbym, żeby ktoś je sfalsyfikował i przedstawił inny, pozytywny scenariusz czekających nas wydarzeń. Wtedy przynajmniej będę mógł spokojnie pomyśleć o  przyszłorocznych wakacjach, a w najbliższy weekend zacząć kosić i porządkować podwórko. W przeciwnym razie mogę mieć naprawdę poważne kłopoty.

SAD

Zmiana globalnego systemu operacyjnego

Dotychczasowe rewolucje były przeważnie widowiskowe, gwałtowne, krwawe, brutalne, dynamiczne, kolorowe, zaskakujące, „spontaniczne” lub dobrze zaplanowane. Zawsze przynosiły istotne zmiany: społeczne, polityczne, gospodarcze, kulturowe i obyczajowe, znajdujące potem swoje odzwierciedlenie w systemie prawnym. Tak w przypadku Rewolucji Francuskiej, rewolucji przemysłowej, Rewolucji Bolszewickiej 1917, rewolucji seksualnej z ’68 czy obyczajowej zapoczątkowanej w latach ’70, z której potem wykiełkowały współczesne ruchy feministyczne i ideologie LGBT, możemy wymienić szereg cech wspólnych. Jednak trzy z nich wydają się najbardziej istotne.

Wszystkie powyższe rewolucje prowadzone były z wykorzystaniem dostępnych wówczas mas społecznych. A to udręczonego ludu Paryża, a to pańszczyźnianych mas chłopskich, a to wykorzystywanego proletariatu, a to znudzonych życiem przedstawicieli klas średnich, czy zagubionych w ponowoczesności i konsumpcji reprezentantów pokoleń X, Y, Z. I wszystkie obligatoryjnie niosły na sztandarach, obok innych haseł, hasła „postępu” oraz „wolności”, „wyzwolenia”.

Wyzwolenia od tyrani arystokratów, od trudu pracy rąk, od ucisku burżuazji i fabrykantów, od opresji religijnej i kulturowej, czy wreszcie hasło wyzwolenia od wszystkiego, nawet od biologicznej płci. Ostatnia rewolucja głosiła obietnicę wyzwolenia totalnego. Ponadto każda z tych rewolucji wymagała czasu.

Bez społecznej zgody- rewolucja a rebours

Obecna rewolucja, Rewolucja Pandemiczna 2020 jest inna. Prowadzona jest bez haseł, bez okrzyków, bez fajerwerków, bez sztandarów i flag, bez pieśni i wystrzałów armatnich. Rewolucja bez aktywnego udziału społeczeństw, z całkowitym wyłączeniem publiczności. To rewolucja a rebours prowadzona głównie w zaciszu technokratycznych gabinetów, której celem jest, czy się to komuś podoba czy nie, totalne zniewolenie społeczeństw w rekordowo krótkim czasie.

Rewolucja Pandemiczna 2020 musi być prowadzona w ciszy i w ekspresowym tempie, nieznanym dotąd rewolucjonistom z dwóch kluczowych powodów. Po pierwsze musi być wdrożona, zanim rządom skończą się pieniądze a rozwścieczeni ludzie nie wyjdą na ulicę.

Po drugie, ponieważ społeczeństwa dla których projektowana jest Nowa Wspaniała Normalność nie mogą się zorientować co je czeka dopóki ta Normalność nie będzie w pełni gotowa, operatywna, oplatająca najbardziej istotne aspekty ludzkiej aktywności. Wówczas jednak nie będzie już drogi odwrotu.

Wystarczy spokojne zaczekać rok, półtora, góra dwa lata. Zostań w domu.

Ze średniowiecza Liberalnej Demokracji do Nowej Wspaniałej Normalności

Wolnorynkowy kapitalizm i liberalna demokracja najwyraźniej się zużyły i wyczerpały swoją formułę. Nie są już potrzebne i użyteczne dla globalnych graczy, dlatego muszą zostać zastąpione przez inny, bardziej wydajny i korzystny dla nich system, gwarantujący spokój, bezpieczeństwo oraz ciągłość i niezmienność dotychczasowej władzy.

Aktualizacja globalnego systemu funkcjonowania świata musi przebiegać niezwykle szybko, zanim obecny system nie imploduje samoczynnie a procesy gospodarcze, społeczne i polityczne nie wymkną się zupełnie spod kontroli.

O skrajnej niewydolności wolnorynkowego kapitalizmu i tak zwanej liberalnej demokracji wiadomo od dawna, jednak przez lata udawało się tuszować i łatać wady systemu m.in. poprzez delegowanie produkcji na Daleki Wschód, nakręcanie konsumpcji, kontrolowane kryzysy, lokalne rewolucje i zbrojne konflikty oraz nieustanny dodruk pustego pieniądza.

Międzynarodowe ośrodki władzy chcąc uniknąć samoczynnej zapaści, implozji mechanizmów gospodarczych i eksplozji społecznego niezadowolenia, zachowując przy tym maksimum kontroli nad nieuniknionymi procesami i zjawiskami, postanowiły przeprowadzić społeczeństwa Zachodniej Cywilizacji ze średniowiecznego świata liberalno-demokratycznej ciemnoty i zabobonu w Nową Wspaniałą Normalność.

Konsumpcjonistyczny, wytresowany w błyskawicznym posłuszeństwie ciemny lud  ponowoczesnego świata konsumpcji kupi to bez zadawania zbędnych pytań. I jeszcze będzie klaskał z balkonów gdy służby porządkowe Nowej Normalności będą wyciągać z domów niewygodne dla systemu, oporne jednostki. Wieloletnia ideologiczna i medialna tresura za pomocą rewolucji obyczajowych, przymusów prawnych, poprawności politycznej, z wykorzystaniem mainstreamowych i społecznościowych mediów i seriali online już przynosi spodziewane rezultaty.

Padła komenda: #zostanwdomu! Zostajesz.

Rządy i korporacje poza społeczną kontrolą

Liberalna demokracja i wolnorynkowy kapitalizm dawały pozory społecznej kontroli nad sprawującymi władzę rządami, głównie poprzez presję i protesty społeczne, odkrywanie kulis władzy i informacji o aferach gospodarczych czy obyczajowych, mniej lub bardziej czytelne procedury biurokratyczne, czy wreszcie akty wyborcze- głosowanie. Jednocześnie rządy udawały, że mają cień kontroli nad rozrastającymi się w globalnym środowisku przepływającego kapitału ponadnarodowymi korporacjami, nie mogąc ich przy tym przymusić do rzeczy tak oczywistej w gospodarce jak płacenie podatków w miejscu faktycznego prowadzenia działalności gospodarczej.

Multimiliardowe, ponadnarodowe korporacje i koncerny są poza jakąkolwiek kontrolą społeczną czy rządową. Korzystając z dobrodziejstw i przywilejów wolnego rynku, same reguł wolnego rynku nie przestrzegają, i nie biorą odpowiedzialności za swoje poczynania.

Tak było w 2008 r. kiedy amerykańskie korporacje finansowe zamiast zbankrutować z powodu błędnych decyzji swoich zarządów, a co nie wykluczone z uwagi na celowe wywołanie światowego krachu, otrzymały pomoc od amerykańskiego rządu w wysokości ponad 800 miliardów dolarów. Za lekkomyślność, brak profesjonalizmu, rozwagi, być może za celowe działanie, a na pewno za luksusowe życie zapłacić musiał amerykański podatnik. Po otrzymaniu rządowych dotacji szefowie finansowych koncernów stojących przed otchłanią bankructwa, wypłacili sobie wielomilionowe premie.

Tym razem będzie podobnie, z tym, że za wieloletnie działania na szkodę zachodnich społeczeństw będą musiały zapłacić te społeczeństwa cenę znacznie wyższą: pauperyzacją klasy średniej, likwidacją dotychczasowych mechanizmów gospodarek wolnorynkowych oraz zawieszeniem liberalnej demokracji, nawet w jej obecnej, ułomnej formie.

Cóż poradzić? Mamy przecież globalną pandemię i globalny kryzys. Siła wyższa!

Światowa piramida finansowa musiała się zawalić

Przypomnijmy sobie historię Bernarda Madoffa skazanego w 2009 roku na 150 lat więzienia za malwersacje finansowe szacowane na 65 miliardów dolarów. Z pewnością wielu możnym tego świata wryły się w pamięć zdjęcia okrytego publiczną infamią i wyprowadzanego w kajdankach Madoffa- nikt z nich nie chciałby mieć w swoim rodzinnym albumie tego typu zdjęć.

Dlatego wieloletni światowi szulerzy, odpowiedzialni za stworzenie obecnej globalnej piramidy finansowej, a w konsekwencji za zrujnowanie światowych gospodarek, całych gałęzi przemysłu, usług, wreszcie całych społeczeństw, woleli pchnąć w przepaść świat niż przyznać się do winy i ponieść odpowiedzieć za to co robili. Wszystko po to by zachować bezkarność, gigantyczne majątki i władzę.

Światowe elity na Rewolucji Pandemicznej 2020 zarobią. W konsekwencji czekającego nas kataklizmu być może zgodzą się łaskawie przyjąć niechcianą, nie do udźwignięcia przez lokalne rządy władzę, zgadzając się na kierowanie sprawami Nowego Świata. Bo nikt poza nimi nie będzie w stanie unieść brzemienia czekającej nas rzeczywistości. 

Globalny cover up, ucieczka do przodku, przekierowanie zbiorowej uwagi, zyskanie dodatkowego czasu, niezbędnego na przeprojektowanie i wdrożenie nowego systemu, Nowej Normalności.

Czasu wymaga również przegrupowanie sił, opracowanie strategii bezpieczeństwa, i w pełni wydajnego, operatywnego systemu inwigilacji, nadzoru i kontroli dziesiątków milionów bezrobotnych, rozwścieczonych mas ludzkich byłej klasy średniej, którym zostanie odebrane dotychczasowe życie, bo o jakimkolwiek „stylu życia” nie będzie mogło być już mowy.

Ośrodki władzy już wiedzą, że żadnego „pojutrze” nie będzie

Rządy na całym świecie drukują gotówkę i pompują ją w swoje zamrożone gospodarki. Jak to się dzieje, że polski rząd przez lata miał kłopot ze znalezieniem kilku czy kilkunastu miliardów złotych na tak ważne inwestycje jak budowa systemów gromadzenia i dystrybucji wody, pełnego wykorzystania zasobów naturalnych, odbudowy polskiego przemysłu farmaceutycznego, rolno-spożywczego, przetwórczego, czy stworzenie 100 tys. armii WOT? Dziś bez problemu uruchamia pakiety pomocowe sięgające 71% rocznego budżetu państwa.

312 miliardów złotych, do końca tego roku, może nawet 450. Skąd nagle w państwowym skarbcu tyle wolnej gotówki?

Zamrożona gospodarka nie generuje przychodów, nie generuje też podatków. Kto spłaci te długi, skoro setki tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw po prostu zbankrutuje i podatków płacić nie będzie komu? Skąd państwo będzie miało dochody, jeśli ludzie nie będą mieli pracy? Co dalej?

Rządy serwują swoim społeczeństwom usypiające pakiety pomocowe w różnej postaci, generują i transferują gigantyczne strumienie finansowe bez opamiętania, ponieważ wiedzą, że żadnego „pojutrze” nie będzie.

Nikt już nigdy nie będzie musiał tych pieniędzy zwracać, spłacać, bilansować, ponieważ powrotu do systemu pod szyldem „gospodarki wolnorynkowej” już nie ma i nie będzie.

Stary Świat właśnie się skończył.

Skrócenie „łańcucha wolności” zamiast skrócenia „łańcucha dostaw”

Po wybuchu pandemii w Chinach i przeniesieniu histerii na grunt europejski i amerykański wiele mówiło się o konieczności „skrócenia łańcucha dostaw”, „powrotu przemysłu na rynki lokalne”, „odbudowy kluczowych, strategicznych branż na miejscu”.

Od 12 marca 2020 roku polska gospodarka była systematycznie ograniczana, zamykana, zamrażana. Pięć branż jakie mimo pandemii funkcjonowały pełną parą to: produkcja, import, dystrybucja maseczek, respiratorów, fartuchów i innych akcesoriów medycznych (ale nie lekarstw na koronawirusa); masowa produkcja newsów, fake newsów, instrukcji, komunikatów, statystyk i narzędzi społecznego zastraszania; seryjna produkcja, kuriozalnych, wewnętrznie sprzecznych, nieproporcjonalnie restrykcyjnych przepisów ograniczających prawa i wolności obywatelskie i religijne. Pełną parą idzie też produkcja pustego pieniądza materializującego się w kolejnych odsłonach tarcz antykryzysowych.

Równolegle z rosnącą krzywą zachorowań i śmiertelności rosła również krzywa prowadzonych prac instalacyjno-montażowych systemu 5G. W ostatnich dniach jedna z sieci ogłosiła uruchomienie komercyjnych usług 5G na terenie kilku polskich miast. Budowa nowych urządzeń, masztów nadajników, i modernizacja dotychczasowych sieci teleinformatycznych przebiega bezkolizyjnie. Wszelkie ograniczenia, istniejące i potencjalne usuwane są ustawowo. Podwykonawcy telekomów instalują i wymieniają linie światłowodowe nawet w niewielkich mieścinach.

Pandemia nie przeszkodziła rozwojowi nowej technologii, chociaż nie jest to technologia, która ma służyć społeczeństwu. Ona ma służyć kontroli społeczeństw, dlatego zarówno dominujące portale społecznościowe, mainstreamowe media do spółki z politykami zarządziły embargo na dyskusję i cenzurę informacji dotyczących COVID-19 i technologii 5G.

Polski rząd zamiast skracania łańcuchów dostaw, coraz bardziej skupia się na skracaniu łańcuchów wolności słowa i wolności osobistej, które po wdrożeniu wszystkich obostrzeń prawnych i rozwiązań technologicznych będą sięgać nie dalej niż metr od własnej budy.

Chmury obliczeniowe nie sadzą ziemniaków i nie pieką chleba

Premier Morawiecki z dumą ogłosił, że firma Microsoft ma zainwestować w Polsce miliard dolarów na wybudowanie największego w Europie Środkowo-Wschodniej centrum danych, tak zwanej Krajowej Chmury. Oznacza to, że należąca do niedawna do Billa Gatesa globalna spółka zainwestuje w naszym kraju około 4 miliardy złotych w gigantyczną serwerownię, gdzie będą gromadzone, przechowywane i przetwarzane ogromne ilości danych o Polakach.

Domyślać się możemy, że Krajowa Chmura będzie powstawała w ścisłej współpracy i na potrzeby powołanej jesienią 2019 r. spółki Polskie 5G.

Wydatek 4 miliardów złotych na serwery, bazy danych, oprogramowanie i szkolenie personelu wydaje się kwotą śmiesznie małą w porównaniu z 312 miliardami złotych wyasygnowanymi w trybie pilnym przez nasze państwo w ramach tarczy antykryzysowej. Co nie oznaczy, że ta inwestycja nie stwarza realnego zagrożenia dla polskiego społeczeństwa- wręcz przeciwnie.

Premierowi polski warto zadać pytania, o projekty, koncepcje, plany, na czas nadciągającego krachu inne niż produkcja ustaw, produkcja fake newsów, produkcja pustego pieniądza i implementacja technologii służącej do kontroli ludzi za pomocą rzeczy?

Gdzie są plany odbudowy polskiego przemysłu, fabryk, przetwórni, wytwórni, silosów zbożowych na czas pandemii i zapaści gospodarki światowej, które nieuchronnie nas czekają?

Chmury obliczeniowe i bazy danych nie zasiewają pól, nie szyją ubrań i butów, nie pieką chleba, nie produkują lekarstw czy zdrowej żywności. Jednak są wyjątkowo skuteczne w zbieraniu gigantycznych ilości informacji o każdym z nas. Skutecznie też wspierają intenret rzeczy, które to „rzeczy” wcale nie będą należeć do nas.

To nie jest tak, że twoja pralka będzie z tobą rozmawiać. Nie na tym to polega.

Internet rzeczy- to nie będą Twoje rzeczy

Żeby nie być posądzonym o opieranie się na wątpliwych źródłach i propagowaniu teoriach spiskowych, wszystkim polecam rządowe strony zawierające informacje na temat projektu Polska 5G z 2018 r., informacje dotyczące wdrażania tejże strategii, zawiązanej jesienią 2019 roku spółki Polskie 5G. Zachęcam również do zapoznania się z prezentacjami, stronami internetowymi i filmami reklamującymi usługi technologii 5G, publikowanymi przez samych operatorów telekomunikacyjnych, będących współinicjatorami spółki Polska 5G, tj. Plus, Play, Orange, T-Mobile i Exatel.

Każde z tych źródeł potwierdza, że mamy do czynienia z technologią, zapewniającą 100 krotnie szybszy internet, 1000 krotnie większy zasięg, która umożliwia pracę 100 urządzeniom na 1 m2 z prędkością 100 krotnie większą niż zapewnia to dotychczasowa technologia 4G.

Jak pomieścić 100 osób na 1 m2?

Odpowiedź jest bardzo prosta: to nie jest technologia stworzona z myślą o ludziach, o tym, że będą jej używać zwykli lidzie. To technologia stworzona dla rzeczy. I nie będzie tak, że to twoja lodówka, pralka czy czajnik będą ze sobą rozmawiać. Rzeczy obsługiwane przez technologię 5G nie będą należały do nikogo z nas. No może w pierwszej fazie będą to smartfony. Jednak po wprowadzeniu systemu płatności opartych o biotechnologiczne systemy kontroli i płatności telefony będzie można wyłączyć lub ograniczyć ich funkcje do rozrywki. Z punktu widzenia administratorów Nowej Normalności możliwość bezpośredniego komunikowania się pomiędzy jednostkami ludzkimi będzie nadal stanowić problem dla systemu. Będzie źródłem potencjalnego zagrożenia poprzez rozprzestrzenianie się niewygodnych informacji.

Dlatego zostań w domu, nie wychodź, nie kontaktuj się ze znajomymi, nie dyskutuj. Jeśli masz potrzebę użyj telefonu lub komunikatora typu Skype (własność Microsoftu).

Już za dwa lata zrobi to za ciebie twój indywidualny, dedykowany, państwowo-korporacyjny dron.

Trzy obszary nieodwracalnych zmian

Rewolucja Pandemiczna 2020 spowoduje nieodwracalne zmiany w co najmniej trzech istotnych obszarach życia społecznego.

Po pierwsze- prawo. Do znudzenia można powtarzać, że po zamachach na WTC w 2001 roku i wprowadzeniu Patriot Act, mimo kolejnych perturbacji i podejmowanych prób Amerykanie nie odzyskali swoich praw sprzed zamachów. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda we Francji, gdzie po zamachach paryskich w 2015 roku i zamachach w Nicei, wprowadzony stan wyjątkowy na stałe został implementowany do prawa francuskiego.

Mimo stanu wyjątkowego przez ponad rok regularnie trwały protesty Żółtych Kamizelek, z którymi reżim Macrona nie mógł sobie poradzić. Kilkanaście ofiar śmiertelnych tychże protestów i setki rannych w wyniku brutalnych działań policji nie zniechęciło Francuzów do cotygodniowych przemarszów ulicami Paryża i wielu innych miast.

Dopiero „pandemia koronawirusa” zatrzymała protesty i umożliwiła Macronowi wprowadzenie zmian prawnych za pomocą dekretów. Takie możliwości daje ośrodkom władzy Rewolucja Pandemiczna 2020.

W przypadku tradycyjnych rewolucji prawo było zmieniane ex post, w ich wyniku, i dostosowywane w pewnej mierze do oczekiwań i nastrojów społecznych. W przypadku Rewolucji Pandemicznej 2020 prawo jest zmieniane ex ante, z góry, a nie w wyniku rewolucyjnego zrywu, przewrotu, presji czy procesów społecznych. To restrykcyjne zmiany prawne inicjują społeczne procesy i tworzą nowe, społeczne wzorce. W przeciwieństwie do dotychczasowych zmian rewolucyjnych, dziś prawa ograniczają wolność jednostki i grup społecznych zamiast obszar wolności i przywilejów poszerzać. Takie są zasady rewolucji a rebours.

Zmiany prawne wprowadzane w wyniku COVID-19, o ile dojdzie do wdrożenia dwóch poniżej opisanych narzędzi, będą nieodwracalne, a ich odzyskanie stanie się niemożliwe. Na tym polega wprowadzana w zaciszach technokratycznych gabinetów cicha rewolucja bez udziału czynnika społecznego, bez udziału publiczności.

Po drugie- genetyka. Drugi obszar nieodwracalnych zmian to zmiany genetyczne całych populacji- lokalnie i globalnie. Nie mówimy tu o spiskowych teoriach antyszczepionkowców ale o zapowiedziach podziwianego w niektórych kręgach konstytucyjnego ministra polskiego rządu pana Łukasza Szumowskiego, który zapowiedział obowiązkowe szczepienia jako warunek powrotu do Nowej Normalności.

W skali globalnej z zapowiedzią powszechnego obowiązku szczepień wystąpił Bill Gates deklarując gotowość wyprodukowania nie 7 a 14 miliardów szczepionek.

Dyskusję na temat wykorzystywania odzwierzęcego DNA w szczepionkach oraz wpływu szczepionek na ludzkie DNA pozostawiam biologom, lekarzom i wirusologom. Czytelnikom niniejszego tekstu pragnę zadać jedno pytanie, przed odpowiedzią na które sugeruję zapoznanie się ze szczepionkowymi dokonaniami Billa Gatesa w Afryce:

Czy powierzyłabyś/ powierzyłbyś temu człowiekowi zdrowie, życie i przyszłość swoich dzieci?

Po trzecie- technologia. O tym jakie zastosowanie będzie miała technologia 5G pisałem obszerniej w poprzednim tekście pt. Raport z oblężonego Świata.  Warto też, żeby każdy zainteresowany tematem zechciał poświęcić przynajmniej godzinę na przejrzenie materiałów na temat tej technologii, które póki co nadal są dostępne w sieci.

Wnioski jakie nasuwają się po obserwacji wdrażanej poza jakąkolwiek kontrolą społeczną technologii 5G w Polsce i na świcie, z wykorzystaniem setek milionów nadajników naziemnych i dziesiątek tysięcy satelitów są jednoznaczne: jeżeli to narzędzie zostanie w pełni implementowane i uruchomione, to żadna władza, ani rządowa, ani korporacyjna nigdy z używania tego narzędzia nie zrezygnuje. Nie będzie na świecie najmniejszego skrawka ziemi, do którego dostępu nie będą miały urządzenia, kamery, mikrofony i drony ponadnarodowych korporacji i pracujących dla nich lokalnych rządów.

5G przy współpracy z gigantycznymi bazami danych- big data (patrz Krajowa Chmura),  deep learningiem, sztuczną inteligencją, z wykorzystaniem satelitów E. Muska i kilkudziesięciu miliardów zdalnych urządzeń śledząco-dyscyplinujących przekazuje władzę absolutną nad jednostką i społeczeństwem w ręce rządów i korporacji. A z takiej władzy dobrowolnie nie zrezygnuje nikt. Nigdy.

Prawo, genetyka i technologia sprzężone w jednym celu: maksymalizacja kontroli społecznej.

Prawda na temat COVID-19 i 5G została już ustalona i żadne fakty jej nie zmienią

Dyskusja społeczna na temat wdrażanych w błyskawicznym tempie nowych technologii została w Polsce przykryta podwójnie: po pierwsze kampanią wyborczą i niekończącymi się przepychankami wokół terminu wyborów; po drugie, tak jak na całym świecie pandemią COVID-19.

Już nie tylko światowi medialni giganci jak Facebook, Twitter i Google oraz należący do Googla YouTube zapowiedzieli monitoring treści pod kątem łączenia światowej pandemii koronawirusa z wdrażaną równolegle technologią 5G. Te dwie sprawy, według cenzorów, nie mają ze sobą związku, i cytując klasyczkę, „prawda już została ustalona i żadne fakty jej nie zmienią”.

Niestety w tę ponurą narrację wpisują się również publiczne media i przedstawiciele polskiego rządu na najwyższych szczeblach, m.in. ustami rzecznika ministra koordynatora ds. służb specjalnych, który w wywiadzie dla portalu tvp.info stwierdził, że: „służby państwowe na bieżąco monitorują działania mające na celu podsycanie emocji społecznych i szerzenie dezinformacji, również tej dotyczącej technologii 5G.” Tytuł artykułu wszystkich zadających pytania co wdrażanej technologii 5G i pandemii COVID-19 hurtem zalicza do grona podsycających chaos, który „wspiera rosyjską propagandę.”

Oznacza to, że jeśli ktokolwiek zadaje pytania o istotę COVID-19 czy mającą, jak twierdzą rządowe dokumenty, zrewolucjonizować nasze życie technologię 5G- to jest ruską onucą. Koniec. Kropka.

Dwa kluczowe tematy, dwie kwestie mające kardynalny wpływ na życie światowych społeczeństw nie podlegają społecznej dyskusji. Nawet więcej: podlegają medialnej i rządowej cenzurze, a to już z daleka śmierdzi rządowo-korporacyjnym spiskiem.

Komunikaty, instrukcje i zapewnienia w sprawie COVID-19 oraz technologii 5G mają być przyjmowane przez ciemny lud na  wiarę, bez pytań, bez protestu. Nie tylko w Polsce- to jest zjawisko globalne.

Zadziwiające, nieprawdaż?

Systemy bezpieczeństwa społecznego sprzęgnięte z systemami władzy

Skoro jest tak źle to dlaczego tak niewiele osób o tym wszystkim mówi?

O problemie COVID-19, o skutkach wywołanego tym zjawiskiem globalnego kryzysu, o racjonalności i zasadności podejmowanych decyzji i działań mówi się na szczęście coraz więcej. Coraz bardziej odważnie podejmują dyskusję i zabierają głos naukowcy, publicyści, ludzie Kościoła Katolickiego.

Na przykładzie ostatnich kilku tygodni możemy jednak dostrzec jak mocno w mechanizmy władzy i pieniądza wpięte są ośrodki medialne i służący im eksperci, dziennikarze, publicyści. Tam nikt się nie wychyla poza oficjalny przekaz. Z niewiedzy? Ze strachu? Z cynicznego wyrachowania? Z głupoty?

Cisi, gęgacze, naganiacze, zabawiacze- współcześni operatorzy społecznej świadomości.

Czwarta władza została skutecznie inkorporowana do układu władzy bądź skorumpowana przez tych którzy korumpować potrafią. Czwarta władza zdradziła społeczeństwo, któremu miała służyć. Czwartej władzy już nie ma. Jest jedna: władza administrujących państwami na usługach korporacji.

Organizacje pozarządowe, organizacje społeczne, NGO’sy również milczą. Latami przepalały setki milionów złotych na fikuśne projekty i ekscentryczne zadania Dziś ich rozgadani liderzy teraz zapadli się pod ziemię. Skończyły się pieniądze, nie przychodzą instrukcje dalszego działania.

Instytucje społeczne prowadzone głównie w interesie ich założycieli i wyselekcjonowanych konsultantów, wystawiających tłuste faktury. Gdy pojawiają się prawdziwe problemy, tych organizacji po prostu nie ma.

To w zdecydowanej większości wehikuły drenujące publiczne pieniądze i żerujące na społecznym zaufaniu.

Aktualizacja oprogramowania maszyny typu Smith Corona

Próby ujęcia i opisania współczesnymi kategoriami starego, liberalno-demokratycznego, kapitalistycznego świata tych zmian jakie czekają nas w wyniku Rewolucji Pandemicznej 2020, można porównać do usilnych prób zdalnej aktualizacji online systemu operacyjnego maszyny do pisania typu Smith Corona (nomen omen) do poziomu Windows 10.

To po prostu nie może się udać.

Większość współcześnie używanych technologii i urządzeń oraz wykorzystywanych sposobów myślenia można z grubsza porównać do rozwiązań i technologii z czasów mechanicznych maszyn do pisania. Temu co nas ewentualnie czeka w projektowanej obecnie Nowej Światowej Normalności bliżej jest do najnowszego MacBook’a Air. Z tym, że to nie my będziemy z tego MacBook’a korzystać ale będziemy jednym z wielu miliardów mało liczących się podprogramów, jeśli nie wadliwych plików systemowych.

Rewolucja Pandemiczna 2020 musi zostać przeprowadzona w zaciszu technokratycznych gabinetów, błyskawicznie i bez udziału publiczności zwanej opinią publiczną. Ekspertom, komentatorom, publicystom i mniej uświadomionym politykom, a co za tym idzie całemu społeczeństwu należy oszczędzić niepotrzebnego szoku. Za 1,5 roku, do 2 lat system będzie w pełni operatywny, i wszyscy będziemy mogli zostać do niego wgrani. Nieodwracalnie.

Z powodu braku kompatybilności maszyny do pisania typu Smith Corona z MacBook’em Air współczesnym analitykom rzeczywistości tak trudno jest uchwycić sens wprowadzanych zmian pod przykryciem Pandemicznej Rewolucji 2020. Oni nadal są aktywnymi użytkownikami swoich maszyn do pisania, nadal robią to co chcą (prawie), mówią to co chcą, piszą to co chcą.

W Nowej Światowej Normalności staną się nie mającą większego znaczenia cząstką sytemu, którą będzie można w każdej chwili zabanować, poddać kwarantannie, odinstalować czy wrzucić do kosza.

Łatwiej jest wyłączyć adres IP niż zlikwidować węglowy ślad.

Żaby nie mogą być dłużej gotowane na wolnym ogniu

Zamknięto pokrywkę, podkręcono gaz. Żaby nie mogą być dłużej gotowane na wolnym ogniu. Poddawane przyspieszonej, drastycznej obróbce powyskakiwałyby z wrzątku.

Dlatego trzeba było przykryć garnek i szczelnie dokręcić pokrywkę. Zostań w domu.

Masowe narzędzia kształtowania świadomości i zmian sposobów myślenia działały zbyt wolno. Rozhisteryzowana Greta Thunberg na forum ONZ poruszyła i przestraszała, ale nie wystarczająco. Wtłaczane ideologie genderowe, powszechność pornografii, seksualizacja dzieci od pierwszych lat życia zalecana przez tę samą Światową Organizację Zdrowia sponsorowana w znacznej mierze przez Billa Gatesa i jego kompanów, nie oddziałują na społeczeństwo wystarczająco szybko i nie przynoszą oczekiwanych efektów. Produkowane jeden po drugim sklonowane seriale, media społecznościowe, śmieciowe jedzenie, czaty, snapczaty, tiktoki, nie zdemolowały i nie zatomizowały społeczeństw w stopniu oczekiwanym.

Nie rozbiły jak dotąd rodziny i Kościoła Katolickiego.

Krnąbrne społeczeństwa, oporne w przyjmowaniu nowatorskich idei 54 płci i absolutnej wolności od odpowiedzialności ewoluują zbyt wolno. Dlatego należało zastosować terapię szokową. Pierwszy etap Pandemicznej Rewolucji 2020 powoli dobiega końca.

Epidemia zaczyna wygasać przed osiągnięciem kolejnych szczytów zachorowań- zapowiedział pan minister od pandemii. 

Terror płaczących celebrytów, chwytliwych hasztagów i sfałszowanych liczb

Codziennie jesteśmy bombardowani liczbami, raportami, doniesieniami, sprawozdaniami. Z pamięci niemal możemy recytować: liczba zakażonych, liczba zmarłych, liczba ozdrowieńców. W Polsce, w Hiszpanii, we Włoszech, na Świecie. Jesteśmy terroryzowani liczbami, jednak nie otrzymujemy informacji, faktów, raportów z badań, zestawień, porównań danych. Do dziś, zgodnie z oficjalnymi raportami, w Polsce zmarło 785 osób w czasie całej pandemii. Czy to dużo? Każde życie się liczy.

Zwykle przez 3 miesiące umiera w Polsce ok. 120 tys. osób. Bez pandemii.

Nie otrzymujemy ich jako społeczeństwo, bo to nie my mamy współdecydować o swoim losie, o losie własnych rodzin, o losie firm, instytucji czy całego państwa. Jednostki i grupy mają pozostawać bierne, zależne, podległe, uległe.  Ośrodkom władzy zależy na utrzymaniu rygoru, reżimu, poprzez zastraszenie, zmęczenie, uśpienie i odwrócenie uwagi.  I to jak na razie świetnie się udaje.

Jesteśmy terroryzowani liczbami opartymi na podających błędne wyniki testach na COVID-19 oraz na raportach o śmiertelności, które z uwagi na przeważający czynnik chorób współistniejących i brak przeprowadzanych sekcji zwłok zmarłych, możemy uznać za fałszywe.

Terror celebrytów, hasztagów, zmęczonych lekarzy i sfałszowanych statystyk- to podstawowe narzędzia wprowadzanej Rewolucji Pandemicznej 2020. 

Szczurza Pandemia czy Mysia Grypa? Co czeka nas jesienią?

Mądrzejsi od nas zapowiadają już po obydwu stronach Oceanu Atlantyckiego, że jesienią nieubłaganie czeka nas kolejna odsłona pandemii. Absolutnie i nieodwracalnie.

Sezon wiosenny, wiosenna ramówka wypadła nadspodziewanie dobrze, dlatego terapię szokową trzeba będzie powtórzyć. Do jesieni większość z nas oswoi się już i przestanie bać szarej kulki z purpurowymi wypustkami- koronawirus może stracić na skuteczności podobnie jak wycofana niedawno z obiegu Greta Thunberg. W kolejnym sezonie zagrożenie musi narastać, a użyte środki należy spotęgować. Nietoperz mógłby być relatywnie dobrym nośnikiem i symbolem potencjalnego niebezpieczeństwa, jednak jest zbyt mało powszechny, zbyt rzadki w społeczeństwach zachodnich.

Dlatego stawiałbym na pandemię szczurzą, albo mysią grypę, co po ptasiej, i świńskiej wydaje się właściwym ewolucyjnym kierunkiem. Eksperymenty są przecież prowadzone na myszach. A nóż jakiś nierozważny laborant wypuści zakażoną parkę albo stado, które może mieć do 10 miotów rocznie po 5-10 młodych w miocie.  A jeśli zmutowane, zarażone myszy skrzyżują się z myszami domowymi, to pandemię mamy gotową. Światową. I nie do zatrzymania. Myszy, póki co, przecież nam nie brakuje.

Podobnie rzecz się ma w przypadku szczurów. Jeśli współczesne miasta mają problem z pozbyciem się zwykłych gryzoni, to jak poradzą sobie ze szczurami- mutantami, roznosicielami niebezpiecznego, szczurzego wirusa?

Albert Camus napisał już gotowy scenariusz, więc nie będę tu spojlerował- kto zna, ten wie.

Jeśli zmiana globalnego systemu operacyjnego nie nastąpi w wyniku pandemii koronawirusa, to drugie podejście zostanie uruchomione jesienią lub zimą, w trakcie „pandemii szczurzej” lub „mysiej grypy”. Wówczas scenariusze i procedury zostaną doprecyzowane, w związku z czym skuteczność też powinna znacznie wzrosnąć.

Architekci nowego porządku muszą się spieszyć zanim globalne społeczeństwa zorientują się, co je czeka, jakiego rodzaju projekt jest dla nich kreowany i konsekwentnie wdrażany. Bez względu na koszty.

Rewolucja Pandemiczna 2020

Tak jak poprzednie, tradycyjne rewolucje oparte były na aktywnych masach i grupach społecznych, tak Rewolucja Pandemiczna 2020 możliwa jest jedynie dzięki bezwolnej bierności bezmyślnych leminów podtrzymywanej przez cichych, gęgaczy, naganiaczy i zabawiaczy, przekierowujących zbiorową uwagę i zaśmiecających pole percepcji.

Na rozkaz podany z hasztagiem bezwolne masy zostają w domach. Tak jak z wolności, z majątku, z prawa do pracy, wypoczynku, poruszania się, podróżowania, za chwilę zostaną ograbieni z jakiejkolwiek możliwości decydowania o sobie. I zgodzą się na to przesuwając palcem w prawo albo potwierdzając akceptację regulaminu Nowej Światowej Normalności na ekranach swoich smartfonów.

I nie buntuje się nikt- nie ma komu

Bez społecznego, masowego, globalnego buntu przeciwko obecnemu analogowemu nadal systemowi wdrażająeegmu Nową Globalną Normalność, ta nowa rzeczywistość zostanie ostatecznie zaimplementowana. W rok, półtora roku, w dwa lata, zanim uzasadnianie drukowania i transferowania gigantyczny sum pustych pieniędzy osiągnie granice absurdu.

Potem przeciwko nowemu systemowi zbuntować się już nie będzie można. W tym systemie nie znajdziemy luk. 

Dziś mamy do czynienia, to nie tyle z jakąś bieżącą aktualizacją globalnego oprogramowania, kolejnym Service Pack’iem nr 6 lub 7. To przejście ze współczesnej technologii maszyny do pisania typu Smith Corona do Windows 10 na najnowszym MacBook’u Air.

Każdy z nas zostanie dołączony do systemu- prośbą, podstępem, groźbą, przymusem. Przestajemy być użytkownikami systemu, a staniemy się częścią oprogramowania.

Pod przykrywką pandemii COVID-19 prowadzona jest zmiana globalnego systemu operacyjnego. Bez udziału publiczności, która z tej rewolucji a rebours została skutecznie wyłączona. Bo po co ludzie mają się niepotrzebnie denerwować? Lepiej już zostańcie w domu. 

SAD